Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.09.2017
wtorek

Warszawa 2018

19 września 2017, wtorek,

To będzie znak dla reszty. Porażka obozu liberalnego (odnoszę się do ludzi, kultury, rozsądku, a nie do partii, gospodarki i spraw społecznych) utrudni powrót do marzeń o Polsce europejskiej w 2019 r. Bo jeśli wygra PiS albo Kukiz, albo narodowcy, albo jakaś ich mieszanka – będzie to data graniczna. Albo się pogodzisz z tym, co jest, albo wyjeżdżaj. Warszawa to symbol, znak, latarnia oświetlająca drogę. Dlatego zwycięstwo jakiejś (świadome to „jakiejś”, bo ani nie przesądzam, ani nie wartościuję) zwyczajności (nie definiuję) może przeważyć.
Czytaj całość »

17.09.2017
niedziela

Zakładnicy słowa patriotyzm

17 września 2017, niedziela,

Animator i główny beneficjent SKOK-ów, które kosztowały nas już 4,2 mld złotych, jest dziś przewodniczącym senackiej komisji finansów publicznych i budżetu. To, że postawiono na niego – ale i sposób, w jaki to zrobiono – wiele mówi o moralnej odnowie polityki. Dla ludzi „dobrej zmiany” Kasy miały w kontrze do „zagranicznych banków” być ikoną ekonomicznego patriotyzmu. Nie mówiono ile w akcji kredytowej sektora – jednej z dźwigni gospodarki – jest tego „zagranicznego kapitału” a ile kapitału własnego, „niezagranicznego”. Nie wspominając o know-how i kwestii zaufania. Nie mówi się dzisiaj o tym – co jest drobiazgiem wobec całości – skąd wzięły się pieniądze na wypłaty depozytów ulokowanych w upadłych „czysto polskich” Kasach. Nie mówi się też, dzięki komu polscy ekonomiczni patrioci lokujący oszczędności w SKOK-ach otrzymali zwrot pieniędzy.

Ramę prawną i pierwotnego wyłączenia ich spod kontroli Komisji Nadzoru Finansowego, a następnie odciąganie w czasie objęcia ich tą kontrolą, zawdzięczają Kasy zmarłemu w katastrofie lotniczej prezydentowi i ówczesnemu ministrowi, aktualnemu prezydentowi. Pierwszemu stawiają pomniki, drugi cieszy się wielkim i prawdziwym zaufaniem opinii publicznej.

Jednym z postulatów strajków 1980 r. było wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji a nie partyjnej przynależności. Przy Okrągłym Stole wprost stwierdzono: wyprowadzić partie z zakładów pracy. Dzisiaj nomenklatura tam gdzie może, czyli w sektorze państwowym, jest zasadą polityki kadrowej. Schodzi niżej i sięga głębiej niż kiedykolwiek. Rozwijali ją i doskonalili poprzednicy PiS, zwłaszcza PSL i Platforma, wcześniej AWS (kierownictwo SLD miało większe opory (z uwagi na historię), lecz „doły” też mocno naciskały). Ale PiS uczynił ją kompletną. Dzięki Janowowi Podlaskiemu i Michałowicom kto tylko chciał mógł zobaczyć, już na samym początku realizacji „dobrej zmiany”, prawdziwy stosunek jej autorów do postulatu 12. gdańskiego MKZ. Dzisiejsza „Solidarność” dumna z nazwy i historii, do której się odwołuje, milczy.

Afera billboardowa odsłoniła prawdziwy powód powołania organizacji o nazwie Polska Fundacja Narodowa: finansowanie partii pieniędzmi spółek prawa handlowego. Dla widzących rzeczy takimi, jakie są, było wiadome to od początku. Sam jestem ciekaw czy prezesi spółek finansujący tę organizację mają świadomość, że uczestniczą w działaniach właściwych mafiom. Przecież dotacje ich spółek na rzecz PFN są korupcją polityczną, działają na szkodę każdej ze spółek obniżając ich wynik finansowy. Na dodatek bez jakiegokolwiek rzeczowego uzasadnienia. Fundamentem biznesu jest przecież zasada, że każdy koszt musi być pokryty przychodem. Jaki przychód dla zaangażowanych spółek przynosi ten koszt? Nominaci partii w tych spółkach nie tylko wysługują się mocodawcom, ale wplątywani są w zbiorową odpowiedzialność karną. Przywrócenie praworządności, nawet dla tych, którzy legitymują się zarządczą fachowością, nie jest od tej pory w ich interesie. Przypomina się jak w 1980 r. i później, po roku 1989, stanęła sprawa finansowania klubów sportowych przez wielkie przedsiębiorstwa i fikcyjnych etatów dla sportowców. Sprawa całej tej hipokryzji, w jakiej zanurzony był sport lat 60. i 70. Ale tam można było przynajmniej zasłaniać się budowaniem wizerunku, czy nawet reklamą produktu. Inna rzecz: na ile potrzebna była reklama węgla albo na ile skuteczne było ocieplanie wizerunku służby bezpieczeństwa i milicji obywatelskiej (kluby gwardyjskie).

Nielegalne finansowanie partii to niejedyny przejaw politycznej korupcji, w której uczestniczy fundacja. Są tam też transfery pieniędzy do prywatnych kieszeni. Nieprzypadkowo wydaje się pieniądze z wolnej ręki. Nieprzypadkowo też Sejm i Senat za zgodą prezydenta wyposażyli partię (ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego jako wykonawcę jej woli) w zdolność zawieszania każdego postępowania. Kiedy wybitny zresztą „wizerunkowiec” Tuska chciał wykorzystać swe kompetencje w biznesie zdominowanym przez Skarb Państwa (29 proc. udziałów), został wymieciony chyba w miesiąc. Co też jest patriotycznym kuriozum: jesteś naprawdę dobry, omijaj najszerszym łukiem posadę rządową, całe życie będzie się za Tobą wlokła.

Nie dzieje się to gdzieś w buszu, w odciętym pustyniami i tropikiem zapomnianym zakątku świata.

Nie mnożę przykładów. Od jesieni 2015 r. opinia publiczna wciąż słyszy o kolejnych odsłonach polskiej hańby – począwszy od sprawy ułaskawienia skazanego nieprawomocnym wyrokiem za przekroczenie władzy byłego (i obecnego) szefa CBA i dwóch innych oskarżonych. Nikt kto wykazuje minimum obywatelskiej ciekawości nie będzie mógł za dekadę oświadczyć, że nie wiedział, nie słyszał, nikt mu nie powiedział.

Nie tylko o kasę chodzi. W końcówce lat 70., w wielkich emocjach wywołanych bezsilnością wobec niegodziwości ówcześnie rządzących w towarzystwie przynajmniej jednego dzisiejszego ministra rządu (i to niezwykle wpływowego), mówiłem: „A niechby wzięli te swoje miliony, na dziwki wydali, w Monte Carlo w rulecie przepuścili, ale odczepili się od tej Polski raz na zawsze”. Ile ludzie jednej, nawet sporej, partii mogą się nachapać?

Polacy marzyli nie tylko o wolności, o niepodległości, o jakichś fundamentach materialnych i godności, ale także o tym, aby Polska politycznie była tam gdzie ich zdaniem być powinna. Wiadomo, co to znaczy. Nie ma tu miejsca na skomplikowane interpretacje. Z pewnością nie na (mityczne zresztą) Trójmorze, Międzymorze czy jakieś Wielomorze. Nie linia Północ-Południe od Skandynawii po Bałkany. Nie ten ciepły człowiek z białoruskiego Mińska. Z pewnością nie Sławonia. Europa, w której chcieliśmy być, to nie jej azjatycka (sorry za geografię fizyczną) część. Taka redukcja nie była nigdy marzeniem Polaków. Może tylko wąskiej grupy sprzedawczyków w XVIII w. i tzw. realistów w wieku XIX. Polska zorientowana na azjatycką część Europy była dla Polaków przekleństwem.

Ludzie PiS mają usta wypełnione hurrapatriotycznymi frazesami, pozują na obrońców „honoru i dobrego imienia”, zatopieni są w historycznych rekonstrukcjach. Klęski nazywają zwycięstwami, tworzą specjalne instytuty pamięci, przewracają jedne pomniki (nie widzą choćby udziału batalionu ZWM w powstaniu warszawskim, czy ofiary życia Hanki Szapiro-Sawickiej). Wywyższają jednak peerelowskich politycznie usłużnych w tamtym czasie prokuratorów i sędziów. Dziwne, że nie odemknie się w ich głowach ta historycznie zweryfikowana prawda, że przychodzi kiedyś czas zapłaty za zdradę. Za jawne, oczywiste, wszystkim zainteresowanym (z dobrą albo i ze złą wolą) okazane, pogrążanie armii w chaosie. Za wyzbywanie się jej największych atutów – wykształconych na misjach i w akcjach, uwiarygodnionych w NATO ludzi. Za niszczenie dobrych relacji z Francją i Niemcami, obrażanie sąsiadów (Litwa), za szczyty niekompetencji, za jawny, oczywisty korupcyjny i pozostawiony bez urzędowego echa autodonos (sprawa caracali).

Nieprzemakalni. Ani konie, ani puszcza, ani Trybunał, ani gimnazja, ani caracale, ani armia, ani nomenklatura, ani pisiewicze, ani potłuczone na drobne kawałki marzenia pokoleń. Nie ma dziś w Unii państwa tak głęboko skorumpowanego, w którym animatorami i jednocześnie beneficjentami korupcji wyłączającymi ustrojowe bezpieczniki praworządności są ludzie ze samych szczytów polityki.

Ale to nie jest czysta ich uzurpacja. Owszem, w sensie konstytucyjnym. Ale nie politycznym. Wszystko co dobre i wszystko co złe w historii narodów, poza wielkimi kataklizmami przyrody jest na początku w głowach. To co widzimy dziś w Polsce, co dzieje się z naszym państwem, z jego instytucjami, pozycją, wizerunkiem – jest naprawdę. Mierność opozycji parlamentarnej (ale i pozaparlamentarnej) okazywana brakiem elementarnej zdolności hierarchizowania potrzeb kraju (rozbijają się o sprawy pięciorzędne, nie są w stanie połączyć się w sprawie najważniejszej), nie tłumaczy poparcia dla ekipy, która odmienia przyszłość na gorsze.

Wydaje mi się, że staliśmy się (w większości) zakładnikami słów, które lawiną od ćwierćwiecza spadają na nas od strony ludzi pozbawionych skrupułów, za to konsekwentnie dążących do władzy. Którzy odmieniają znaczenie słów dla ojczyzny najważniejszych na ich przeciwieństwo. Wydaje mi się, że zostaliśmy zdominowani, w jakimś sensie także w przestrzeni moralnej, przez ludzi, dla których celem jest władza nawet byle jaka, byle własna.

Jest coś niedobrego w naszej kulturze z samym rozumieniem pojęcia „władza”. Z nieprzebranymi pokładami nieufności. I z niczym nieuzasadnionym przeświadczeniem ludzi wolności, demokracji i praw człowieka (swoją drogą ciekaw jestem intelektualnej i religijnej konfrontacji kwestii filozofii praw człowieka i dominującego dziś u nas rozumienia patriotyzmu), że te wielkie wartości zakotwiczone w marzeniach pokoleń same się bronią.

6.09.2017
środa

A jeśli zdarzy się znów cud?

6 września 2017, środa,

Nie wierzę, że cud znów się stanie i Polacy za darmo dostaną kolejną szansę – po tych hurtowo zmarnowanych. Okazaliśmy bezmiar niewdzięczności Panu Bogu, który w minionym czterdziestoleciu z hojnością niesprawiedliwą dla innych obdarował Polskę szeregiem cudownych okoliczności i zdarzeń, nieźle z początku przez nas wykorzystanych (co, być może, było jakimś oszustwem wobec ludzi przezywających się prawdziwymi Polakami). Byłoby zuchwałością oczekiwać od Niego kolejnego cudu.
Czytaj całość »

30.08.2017
środa

Święcić święto w wychodku?

30 sierpnia 2017, środa,

37. rocznica Sierpnia 1980. Przyjmując, że wie się cokolwiek o sprawach publicznych mniej więcej od 13. roku życia (sądzę po sobie), to jedynie ludzie 50+ mają wobec niej własne myśli, część z nich także pamięć. Piszę o wszystkich Polakach w Polsce, a więc i takich, którzy żyją wyłącznie życiem wewnętrznym, bez kontaktu ze społeczną, a tym bardziej polityczną rzeczywistością.
Czytaj całość »

28.08.2017
poniedziałek

Politycy wszystkiemu winni?

28 sierpnia 2017, poniedziałek,

Słuchałem przez przypadek – bo ograniczam się do „Faktów” i „Faktów po Faktach” – rozmowy Morozowskiego z Derą. „Tak jest” – podpowiada mi zza pleców żona. Ja nie rozpoznaję szczegółowo programów. Przypadłość „od urodzenia”.
Czytaj całość »