Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

21.04.2016
czwartek

Chłystek w katedrze

21 kwietnia 2016, czwartek,

Młody, niefunkcyjny ksiądz, zauważony przez media o krajowym zasięgu i przez swoich przełożonych (co dla niego i sprawy, o której piszę, akurat istotniejsze), z powodu szeregu wypowiedzi i zdarzeń zdecydowanie nieprzynoszących mu chluby, nieprzystających miejscem, treścią i formą do stanu kapłańskiego, jedzie do oddalonego o 600 kilometrów od nakazanego mu miejsca pobytu Białegostoku, gdzie głosi kazanie dla zgromadzenia ONR. Nie dzieje się to przed kapliczką przydrożną, nie w kościółku gdzieś na uboczu, nie w zarządzanym przez jakiś zakon kościele (co też nie powinno być dopuszczalne, ale mogłoby być przez nieuwagę nie zauważone), lecz w bazylice arcykatedralnej.

Jedzie sobie więc taki dobrze już znany Kościołowi ze swoich niekonwencjonalnych zachowań młodzian w sutannie, wchodzi do obcej diecezją katedry, idzie przed ołtarz i odprawia mszę świętą. Proste, prawda? Po trzech dniach, kiedy w mediach zawrzało, rzecznik kurii arcybiskupiej przeprosił „tych, którzy mogli poczuć się urażeni”, za „administracyjne niedopatrzenia”. Dobry Boże!

Idzie o księdza J.M. (niech tak pozostanie), który odprawił mszę świętą z kapelanem miejscowego garnizonu policji państwowej (sic!) – dla uczczenia 82-letniej rocznicy powstania ONR. Dodać wypada, że ONR, utworzony w 1934 roku, po trzech miesiącach (wciąż jeszcze za życia Marszałka) został przez rząd ówczesnej sanacji zdelegalizowany jako organizacja wywrotowa, niemieszcząca się w porządku prawnym II RP.

W głównej nawie bazyliki arcykatedralnej funkcjonariusze ONR stoją w dwóch szeregach z zielonymi flagami ze znakiem falangi przytwierdzonymi do długich, cienkich czarnych drzewców. Dominują czarny kolor ubrań, sznyt wojskowy, głowy raczej wygolone. Pomiędzy nimi kilka kobiet. Ciekawe, jak oni wszyscy, tak karnie się prezentujący, przyjmowali komunikanty, klękali, składali dłonie do modlitwy? Odłożyli gdzieś te drzewca? Zwinęli sztandary? Poza nimi w głównej nawie widać zaledwie kilkadziesiąt osób, ławy w połowie przynajmniej puste. A gdybym ja, „reprezentant animalnego kainowego plemienia, które gen zdrady wyssało z mlekiem matki, człowiek podłego sortu”, tam akurat przyszedł, to i mnie przekazaliby znak pokoju?

Idą potem zwartą formacją w miasto. Unoszą się do nieba gromko skandowane hasła. Takie jak na przykład: A NA DRZEWACH ZAMIAST LIŚCI BĘDĄ WISIEĆ SYJONIŚCI. I raczej nie opiekuńcze, miłością przepełnione słowa wobec ludzi odmiennych od ich „katolickiej” kultury. Też to jest interesujące, na przykład w kontekście ubiegłotygodniowego spotkania Ojca Świętego Franciszka z uchodźcami na greckiej wyspie Lesbos. Ciekaw jestem prawdziwie arcybiskupiego komentarza wobec tej koniunkcji: okrzyków jego ONR-owskich gości i papieskiego przesłania do katolików w sprawie uchodźców. Czas ten sam Kościół też, powszechny przecież.

Już tylko z powodu nabytej od mamy i taty dokładności przypomnę, że „syjoniści” to słowo, którym nacjonalistyczni komuniści od Mieczysława Moczara (ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych, późniejszego sekretarza KC PZPR i członka Biura politycznego, w młodości zaś agenta NKWD Iwana Demko) zastąpili w 1968 roku słowo „Żyd” w obrzydliwej kampanii antysemickiej, która rzuciła głęboki cień na wizerunek Polski i Polaków.

Nie obyło się w Białymstoku bez odczytania list proskrypcyjnych, czyli nazwisk „zdrajców narodu”. Co wydaje się, w kontekście innych słów tego towarzystwa (np. o chemoterapii, którą należy wypalić nowotwór), dostateczną kwalifikacją do postawienia zarzutu o nawoływania do przemocy.

Hierarchom Kościoła katolickiego w Polsce przypominam – faszyści i naziści nie byli w znanej nam historii XX wieku we Włoszech i w Niemczech przyjaciółmi Kościoła. Może bardziej hiszpańscy? Czy arcybiskup metropolii podlaskiej ma pewność, że hiszpańskie wzory przemocy i gwałtu omijających prawych katolików przyjmą się w Polsce łatwiej niż niemieckie lub włoskie? Gdzie jest biskup, gospodarz katedry, kiedy przed ołtarzem bazyliki staje w ornacie zwyczajny chłystek, by odprawić tam misterium pogardy i nienawiści?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 81

Dodaj komentarz »
  1. Tzw.chrzest odbija się czkawką bo dał światło do ludobójstwa Słowian.Religia katolicka to nie jest polski wynalazek i jest podłożem likwidacji plemion słowiańskich zapoczątkowanych przez zakon krzyżacki,sprowadzenie ich nad Wisłę na podobieństwo bazy NATO.Potem zabory,wehrmacht błogosławiony przez Piusa XII z logo Gott mit uns ! Wszystko w ramach Drang nach Osten ! Bo Słowianie to gorszy sort nawet ochrzczeni. Tak sobie myślę,że „incydent” w katedrze nawiązuje do Gott mit uns ! wszak to germańcy odebrali hołd Mieszka a narodowcy zbórką dziękują w świątyni germańskiego Watykanu.

  2. To nic nowego. Kościół katolicki łącznie z papieżem od samego początku popierali Hitlera i Mussoliniego. Do końca chronili zbrodniarzy niemieckich i ułatwili im drogę ucieczki do ocalenia. Coś podłego tkwi w tej pladze ludzkości od zarania.

  3. Jezeli ONR, ktory jest zupelnie legalna organizacja, zlamal prawo – prosze zlozyc doniesienie do prokuratury lub na policje.

    W normalnej demokracji roznorodnosc pogladow jest norma.
    W USA dziala zupelnie legalna partia faszystowska.

    Jezeli chce Pan wprowadzic zamiast prawa terror poprawnosci politycznej to już zupelnie inna sprawa.

    Siegamy do korzeni i historii?!…
    Dla przypomnienia wszyscy niegdysiejsi dzialacze PZPR wśród, ktorych jest multum przyjaciol Gospodarza maja swoje korzenie organizacyjne ( ze tak powiem) w stalinowskim terrorze i masakrach jak ta katynska..

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To, jak ten chłystek się zachowuje i to, jak zachowują się jego słuchacze i im podobni, tylko potwierdza ich własne tezy: ludzie nie są równi. Równość ludzi to czysta fikcja i niestety zawsze tak było, jest i będzie. Bynajmniej nie chodzi mi o pochodzenie czy kolor skóry.

  6. Nie widzę powodów do bulwersowania się, że ,,w kościele”, ,,że było im niewygodnie zjadać opłatki ze sztandarami”. Przecież Kościół przyjmował u siebie swój przychówek. To już jest produkt uformowany w wyniku ,,kompromisów” i ,,wierności nauczaniu JP II”. Czy to nie ,,nieodżałowanej pamięci Pan Tadeusz” oddał w pacht klerowi sferę nadbudowy? W końcu Rydzyk wychowuje przez jątrzenie od ponad dwudziestu lat i każdy rząd dobrotliwie to tolerował. Czyż nienawiść do ,,lewactwa” nie jest uznanym elementem mainstreamu od co najmniej 15 lat? Czy to nie mec. Giertych wprowadził brunatne łajno do szkół i Sejmu a dziś jest szacownym ekspertem antypisowskim? Kto wprowadzał modę na patriotyzm – nie skupiony i świadomy ale na wzór katolicki będący wspólnotą nienawiści? Nawet prezydent Komorowski podpisał ustawę o dniu ,,Żołnierzy wyklętych” gdzie do jednego wora wrzucono bohaterów pokroju rtm. Pileckiego czy ,,Inki” oraz zbrodniarzy typu ,,Burego”? Nie wiem czy rtm. Pilecki byłby dumny ze swojego kolegi

  7. „Nie obyło się w Białymstoku bez odczytania list proskrypcyjnych, czyli nazwisk „zdrajców narodu”.”

    Dziwi mnie oburzenie Autora. Przeciez pojeciem „zdrajcow”, „wrogow” i „pacholkow obcego panstwa” w wolnej Polsce poslugiwano sie od samego poczatku, dzielac i macac w glowie spoleczenstwu – uzywano tego „narzdzia” do niszczenia karier politycznych oraz dobrego imienia poszczegolnych ludzi. Czy aby nie stala sie wzorem „list proskrypcyjnych” cala pseudoprawna „zabawa” w lustracje, gdzie calkiem otwarcie dzielono spoleczenstwo na „swoich i zdrajcow narodu”? Jesli ktos sie bawi ogniem musi liczyc sie z ewentulanym poparzeniem lub nawet wywolaniem pozaru. Powiem wiecej, polskiemu spoleczenstwu, jak i panstwu, przyjdzie jeszcze placic wiele rachunkow za bledy terazniejszosci i niedalekiej przeszlosci, niektore z nich beda dla polskiego spoleczenstwa autentycznym wstrzasem.

    Pozdrawiam

  8. A czy ten (ta, to) ONR jest nielegalny, zakazany, nie ma sądowej zgody na istnienie?

  9. @vandermerwe
    21 kwietnia o godz. 9:35
    Przykre to co piszesz ale też tak czuję. Powiem wręcz, że od 25.10.2015 spłacamy pierwszą ratę za ,,sukces transformacji”.

  10. Ja się tutaj całkowicie zgadzam z Panem Andrzejem Celińskim. Właściwą rzeczą było zapytać się gdzie był biskup i co chłystek robi w katedrze. Generalnie jaką misję chłystek ma do wykonania w roli kapłana katolickiego. Czy to jest plan Boży czy raczej tylko Bąk Boży.

  11. @takei-butei
    21 kwietnia o godz. 10:14
    Nie, nie jest ale z faszyzmem jest jak z pornografią – definicja jest trudno uchwytna. Pewne rzeczy nie są zakazane ale przyzwoity człowiek ich jednak stara się nie robić. Firma handlująca ,,miłością bliźniego” raczej nie powinna zadawać się z organizacją propagującą nienawiść do ,,lewaków”. W końcu lewak to chyba też ,,bliźni”? ,,Miłujcie nieprzyjacioły swoje”?

  12. @Slawczan
    21 kwietnia o godz. 10:19 312

    „Powiem wręcz, że od 25.10.2015 spłacamy pierwszą ratę za ,,sukces transformacji””.

    To najkrótsze i najmądrzejsze określenie sytuacji w jakiej się znaleźliśmy.

  13. KOD trochę przesadza, w imię demokracji i Konstytucji, broniąc ONR-u.

  14. Slawczan
    21 kwietnia o godz. 10:34 314

    Na tej samej zasadzie KOD nie powinien tolerować na czele swojej manifestacji Giertycha?

    Nie interesuje mnie moralność kleru, moralność kogokolwiek. Interesuje mnie prawo. Skoro ten ONR jest legalny i skoro nie łamie prawa, niech sobie występuje nawet i w kościele.

  15. vandermerwe
    21 kwietnia o godz. 9:35
    Zgadzam się z tym, co piszesz.
    Cały ten wrzask wokół działań obecnie rządzących wynika w głównej mierze z tego, iż „TERAZ, K… A ONI a nie MY !”
    Prawdziwa wolność to wolność od codziennych trosk o to, czy będzie na jedzenie, przyodziewek, dach nad głowa, wsparcie w chorobie i na skromna rozrywkę zostanie.
    Reszta to tylko propagandowe pierdoły.
    Jeżeli społeczeństwo nie jest wolne od tych trosk to szuka źródeł i sprawców tego stanu rzeczy.

  16. Kościół jeszcze jakoś usiłuje wybrnąć, kuria się odcięła – OK, po trzech dniach i z głupim tłumaczeniem, ale jednak – a Międlarowi zamknęli paszczękę tym razem chyba skutecznie.

    Natomiast wobec spektakularnych flag w katedrze trochę giną inne ważne wątki: gdzie jest głos samorządu i co ma do powiedzenia na temat wątpliwego wizerunku miasta jego platformiany prezydent? Czy koncelebrujący ksiądz jest faktycznie kapelanem w policji, czy ma tam etat i co na to policja? Gdzie jest głos środowiska akademickiego wobec nie mniej gorszącej akcji na politechnice? Rektor prezentuje wszem i wobec samozadowolenie, że zapobiegł krwawym rozruchom, bo kazał studentom siedzieć w akademiku. Argumentując na łamach lokalnej prasy, że mają ciemną skórę i południowy temperament…

    Właściwie, biorąc pod uwagę rozum lokalnych elit, to i tak cud, że tak mało osób „świętowało”. Na razie.

  17. ONR nie robi na mnie specjalnego wrażenia, za to KK rzeczywiście udał się w dziwne rejony. Najgroźniejsze wydaje mi się, że język nienawiści wynikającej z głupoty opanował serca i umysły rodaków i wytycza horyzonty myślenia.

    Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że „prawica” dyktuje dziś język. Lewica i liberałowie czują się w obowiązku reagować na każdy, nawet najgłupszy i najbardziej zakłamany hejt zamiast przemawiać własnym językiem, czyli rozwiewać sztuczną mgłę w umysłach ludzi. Nadzieję pokładam w Klubach Obywatelskich i KODzie – tam ludzie się poznają i rozmawiają, dlatego władza tak się boi tej inicjatywy.

  18. Dzieki NAUCE wiemy dzisiaj, ze zalozyciele religii byli pod wplywem
    zaburzen psychicznych tzw. PSYCHOZ. Slyszeli nie istniejace GLOSY,
    mieli ZJAWY oraz OMAMY. Abraham slyszal GLOS, ktory nakazywal mu
    zgladzic wlasnego syna. Odrobina ostatniego ROZSADKU uratowala
    maluchowi zycie.

    Prosze przeczytac rowniez w N.T. ksiege Marka 3 : 21

    Religie WON z polityki- natychmiast !

    Religie niszcza pokoj- zawsze + wszedzie ! ! !

  19. Panie Celiński, szanuję Pan. To na początek.
    Ów chłystek, człowiek całkowicie został uformowany w niepodległej i budującej ład demokratyczny Polsce. Formowała go rodzina, szkoła, kościół i autorytety, które wybrał za godne naśladowania. To młody chłopak, może jest jeszcze nadzieja, że się przebudzi w nim rozum, a przede wszystkim człowiek. Mógłbym napisać, że chrześcijanin, ale wolę człowieka, bo moralność, której częścią jest współczucie, posiadają wszyscy bez względu na wyznanie.
    Żeby zrozumieć i opisać współczesny polski kościół katolicki należałoby zrewidować „wielkość” Wojtyły, który to wszystko zbudował. Prędko nikt tego nie zrobi, więc i ja dam sobie spokój tym bardziej, że przy każdej tego typu lub podobnej sytuacji poważni ludzie przywołują jakieś jego „nauczanie”. To szanowny Panie było kłamstwo i teraz wychodzi szydło z wora.
    Mnie przeraziło w tym Białymstoku co innego, a mianowicie zachowanie rektora tej uczelni, która obok kościoła katolickiego służyła faszystowskiej imprezie pomocą. Pan rektor obraża moją inteligencję swoimi tłumaczeniami. Zarówno on jaki i miejscowy kler wiedzieli kim są i co zamierzają robić partyjniacy z ONR.

  20. @kaesjot
    21 kwietnia o godz. 10:56 318

    „Prawdziwa wolność to wolność od codziennych trosk o to, czy będzie na jedzenie, przyodziewek, dach nad głowa, wsparcie w chorobie i na skromna rozrywkę zostanie”.

    Trzeba koniecznie dodać, że i spora grupa tych którzy wolni są „od codziennych trosk” też nie należy do specjalnie szczęśliwych po „sukcesie transformacji”.
    Stali się mieszkańcami zupełnie peryferyjnego zdeindustrializowanego kraju przetwórców drewna i skóry oraz skręcaczy zachodniego sprzętu AGD w którym kultura nie odgrywa już praktycznie żadnej roli (czytelnictwo książek jest śladowe a 70% społeczeństwa w ogóle ich nie czyta), media – szczególnie elektroniczne – są na skandalicznie niskim poziomie , najlepsze uczelnie lokują się w czwartej albo piątej setce światowego rankingu a marzeniem większości młodych ludzi jest jak najszybciej z tego kraju czmychnąć.

    W związku z powyższym szczególnie zabawnie brzmią nadzwyczaj poważne dywagacje ojców „sukcesu transformacji” na temat terminu dogonienia przez Polskę Niemiec….

    No ale zawsze możemy się pocieszyć, że na Ukrainie jest znacznie gorzej.

  21. Kiedy przed paru laty chłystek Ziobro bronił dresiarzy z Wrocławia torpedujących czynnie wykład Baumana mówiąc w publicznym radiu, że ci dresiarze reprezentują polską wrażliwość na sprawiedliwość – a przypomnijmy, że jeden z tych dresiarzy zasłyną książką „Jak pokochałem Adolfa Hitlera” – apelowałem do tak zwanej „klasy politycznej”, aby żaden człowiek z czystej przyzwoitości już nigdy nie pojawił się z tym chłystkiem Ziobro w jednym medialnym studiu. Argumentowałem, że w każdym normalnym kraju tak by tego chłystka potraktowano a każdy, kto by po takim oświadczeniu podał mu rękę i wdawał się w publiczne dyskusje z automatu musiałby zrezygnować ze wszystkich funkcji i sam zostałby objęty pełnym ostracyzmem.

    W normalnym kraju. Nie w Polsce. W następnych dniach Ziobro sobie dalej królował w medialnych warszawskich salonach rozmawiając jak równy z równym z całą tą „klasą polityczną” jako szanowany „mąż stanu”.

    To był jeden z tych momentów, w którym zrozumiałem, że ta cała „klasa” to jest hołota, a te chłystki z PO, SLD, Ruchów Palikota takich chłystków jak Ziobro, Macierewicz i Kaczyński potrzebują i ich pompują, aby mieć przy kim pozornie wyglądać na Europejczyków i „mężów stanu”.

    To był również jeden z tych momentów, w którym do mnie docierało, że ta cała „hołota polityczna” w Polsce jest do wymiany w komplecie, że ta „wojna polsko-polska” to zwykła inscenizacja w wykonaniu tej samej zdegenerowanej bandy, i że nie ruszę już nigdy palcem w obronie tej bandy.

    Dziś zbieramy owoce poczynań tej hołoty politycznej.

    Mówiąc obrazowo etap „PULL UP, PULL UP, TERRAIN AHEAD, PULL UP” mamy już za sobą, a teraz znajdujemy się już w etapie soczystego „KUUUUUUUUU…WAAAAAAAAA!!!!” w którym sterowności się już nie odzyska.

  22. Obłuda i zakłamanie bez granic. To się źle skończy dla Kościoła.

  23. @ azur
    Wydarzenia w Białymstoku są rzeczywiście dla kościoła kompromitujące, bo taka msza demonstracyjnie nie miała prawa się odbyć, ale trzeba również uznać, czego się tutaj jakoś dziwnie unika, ze reakcja kościoła była dość stanowcza i jednoznaczna i właściwa. Ten ksiądz naziol już od dawna jest w kościele na indeksie, chociaż widać, że niezbyt skutecznie, więc wprowadzono kolejne na niego sankcje. No i odcięcie się od tego wydarzenia i naziolstwa ze strony Episkopatu i Diecezji było również stanowcze i natychmiastowe.

    Trzeba nadal drążyć, jak mogło do tego dość, ale pomijanie właściwej reakcji kościoła w tej sprawie też nie jest uczciwe. Jakby hołota polityczna i wymiar sprawiedliwości równie stanowczo odcinałby się od własnych nazioli, których zwłaszcza tam na Wschodzie jest pełno.

    Co jest z Ziobro, Żarynem, Ziemkiewiczem, którzy od lat brylują w warszawskich salonach i otwarcie wspierają idee naziolskie? Co jest z tymi prokuratorami co swastyki określili symbolami miłości? Co jest z policjantami, którzy niemal otwarcie sympatyzują z ONR-em? Może te środowiska mogłyby wziąć przykład z kościoła i się ostrzej wzięli za własnych nazioli.

  24. @takei-butei
    „Interesuje mnie prawo. Skoro ten ONR jest legalny i skoro nie łamie prawa, niech sobie występuje nawet i w kościele.”
    Histeria lemingów z KOD jest rewersem histerii smoleńskiej Macierewicza. Zabawa emocjami jest podstawowym instrumentem sterowania polskimi mityngami politycznymi. Określenie „chłystek” jest nadużywane w polskiej polityce i wypowiadane ex cathedra wyklucza dyskusję.

  25. @snakeinwet – reakcja Kościoła została wymuszona przez protest opinii publicznej. Nie miejmy złudzeń, Kościół doskonale wiedział na co się zanosi, ale nie reagował.

  26. @woytek
    Osobiście uważam, że określenie „chłystek” jest zbyt mało używane w polskiej polityce a brak umiejętności i praktyki wykluczania dyskusji z „chłystkami” jest dowodem dramatycznego braku kultury dyskusji w naszym kraju i jest główną przyczynkiem do szamba w którym się znajdujemy. Gdyby w Polsce istniała elementarna kultura dyskusji 95% dzisiejszych polityków i 80% dziennikarzy nie miałaby prawa wstępu do mediów, a 98% tych tak zwanych dyskusji politycznych i publicystycznych musiałoby zejść z anteny.

    Tak więc należy się nauczyć wykluczać dyskusje z „chłystkami”, które nie prowadzą do niczego, oprócz zatruwania ludziom życia i psucia atmosfery.

  27. @ azur

    Ja nie mam złudzeń, że nie chodzi ci o kopanie ONR tylko o szukanie kija na kościół. Stąd u ciebie taki immanentny brak złudzeń oraz pewność co do intencji kościoła.

  28. Przed laty walczyliśmy między innymi o to, aby tacy jak Andrzej Falicz mogli opowiadać bzdury, ale na pewno nie o to, abyśmy pozwalali bić innych za odmienność (kolor skóry, religię itp). Zaś różnica między owym księżulem i ONR, a Andrzejem Celińskim jest taka, że ten ostatni na pewno nie nawołuje do wieszania ludzi myślących inaczej niż on.

  29. woytek
    21 kwietnia o godz. 14:39 329

    E, ale proszę zauważyć: słowo „chłystek” w ustach demokraty i bojownika o demokrację jakże ślicznie brzmi.

    Solidarnościowi demokraci stali się tymi, którzy ich zwalczali? I stosują epitety, którymi ich obrzucano? No, no, no…

  30. Polski Kościół Katolicki jest integrystyczny i przedsoborowy więc toleruje a tak naprawdę po cichu wspiera takich jak Międlar, Rydzyk, Oko i wielu innych. Oni głośno mówią to, co myśli episkopat. Dowód: Ci bardziej ‚liberalni’ są od razu uciszani. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dla elektoratu PiS wszystko jest OK. O ile PO, Nowoczesna itd mają zwolenników, to PiS ma ślepych wyznawców. Pokonanie PiS będzie bardzo trudne! Polska przechodzi teraz chorobę podobną co kraje islamskie. Wcześniej był to szyicki Iran pod koniec panowania szacha Rezy Pachlawiego a teraz kraje sunnickie (Irak, Syria, Libia etc). Niestety ciemnogród jest tam i u nas wyraźnie górą, bo udało im się zjednoczyć niedowartościowanych ideologicznie i niezadowolonych społecznie. A to jest bardzo niebezpieczna mieszanka ciesząca się szerokim poparciem społecznym. Poza tym dla wyznawców PiS nie liczą się sprawy wizerunkowe, zwykła logika oraz przyzwoitość. Oczywiście żadne autorytety prawnicze! Można powiedzieć, że im gorzej i więcej obciachu tym lepiej się czują.
    Czy nasza liberalna demokracja i otwarte społeczeństwo przeżyją tą kontrrewolucję? A jeśli przyżyją to jakim kosztem?

  31. Czy nasza liberalna demokracja i otwarte społeczeństwo przeżyją tą kontrrewolucję?

    Nie nie przeżyją. Tam gdzie wolni obywatele nie mogą w sposób wolny wybierać swoich przedstawicieli do Sejmu, tam nie ma demokracji żadnej i taka „demokracja” nie ma prawa przeżyć.

    PiS to jest ukoronowanie a jednocześnie oznaką agonii tej twojej „liberalnej demokracji”. Czekam z utęsknieniem aż ta „liberalna demokracja” razem z tym sowim PiS-em podle zdechnie. Tak jak zdechła „demokracja socjalistyczna”.

  32. Skoro na manifestacjach KOD-u mogą przemawiać: Petru, Schetyna, Lis i paru innych, to wolno również ks. Międlarowi wygłaszać kazanie do członków ONR. Miejscowemu biskupowi może się to nie podobać, i może odpowiednio reagować. Prawo ingerencji nie przysługuje jednak Celińskiemu, który nie piastuje żadnej funkcji kościelnej. Jego obowiązuje przestrzeganie zasad demokracji. Albo jest w Polsce demokracja albo jej nie ma. Czy jest tylko dla swoich? Panie Celiński, władze PRL również chciały demokracji („demokracji socjalistycznej”) dla swoich zwolenników, ale już dla przeciwników nie. Nawiązuje pan do tamtych czasów, jak widać. W młodości się to panu nie podobało, ale na stare lata owszem tak. Zakazać księżom wypowiadania się na tematy polityczne. Komuniści z PZPR myśleli bardzo podobnie.

  33. Z uporem maniaka podkreślam potrzebę istnienia w naszym kraju mediów na dobrym poziomie. Niestety, jakie mamy media to każdy widzi. Zachęcam wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili, do zapoznania się z niedawnym wywiadem z Jackiem Rakowieckim, współtwórca polskich mediów po 1989 r.. Wywiad ukazał się początkowo na stronie internetowej KRYTYKI POLITYCZNEJ a potem również na http://www.polityka.pl:

    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/longform/1649976,1,nie-bylismy-klamcami-bylismy-idiotami.read

    Oto kilka fragmętów:

    PYTANIE: Ciekawi mnie, czy czujesz się przegrany jako współtwórca polskich mediów po 1989 roku. Miało być lepiej – jak mówisz – bardziej merytorycznie, a wyszło brukowo.

    To, co stało się z polskimi mediami po 1989 roku, obciąża nie tylko mnie, ale i pewne środowisko czy też pokolenie. Wykazaliśmy się straszną naiwnością…. Myśleliśmy: „no, może w jakimś momencie trzeba będzie zrobić krok w tył, ale potem będą od razu dwa kroki do przodu”….
    Przez długie lata dziennikarze żyli pod kloszem: osiągali z roku na rok lepsze dochody, wchodzili w najnowsze wynalazki społeczeństwa kapitalistycznego, czyli w to, co można było dostać za dodatkową opłatą, która przy rosnących zarobkach nie była aż taka straszna. Mam na myśli m.in. prywatne szkoły czy służbę zdrowia. Wszystkie tego typu udogodnienia sprawiały, że coraz bardziej izolowaliśmy się od problemów zwykłych ludzi….
    Pozwolę się jeszcze zdystansować od mojego środowiska, choć może nie wypada: w licznych dyskusjach w ramach tego wąskiego życia towarzyskiego próbowałem na różne rzeczy koleżanki i kolegów uczulać. W odpowiedzi na moje uwagi i wątpliwości słyszałem, że żyjemy w najlepszym z możliwych systemów, że tylko nieudacznicy nie dają sobie w nim rady, a socjal w Polsce może i jest słaby, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jesteśmy jeszcze biednym państwem. Poczekajmy – mówiono – za chwilę klasa średnia się wzbogaci, a jak się to stanie, to po prostu rzuci te pieniądze biednym i nastanie powszechna szczęśliwość. Na razie zaś zaciśnijmy zęby, bo jeszcze trochę, jeszcze do Unii, jeszcze kolejna transza pieniędzy z Brukseli…
    Oczywiście upraszczam, ale pamiętam takie rozmowy. Ich ton zaczął się zmieniać dopiero po wybuchu kryzysu w 2008 roku. Ale i tak nie w przypadku wszystkich. Mam takich kolegów, znane dziennikarskie nazwiska, którzy zatrzymali się w czasach Dickensa. Dickensa! Twierdzą na przykład, że kultura nie powinna być dotowana przez państwo, bo dobra kultura obroni się sama. Mnie to przeraża….

    PYTANIE: Niektórzy mówią, że z dziennikarzami i mediami jest jak z żabą, która wskoczyła do garnka, gdy woda była jeszcze chłodna, a kiedy ktoś podpalił pod nim ogień, zbyt późno zauważyła, że pływa we wrzątku. Jesteśmy ugotowani?

    Problem nie polega na tym, że żaba jest ugotowana, tylko na tym, że ona twierdzi, że nie jest. Czyli uważa, że jest kimś zupełnie innym, niż mówi rzeczywistość. To jest najbardziej tragiczne. Ale to w sumie normalne, bo życie w schizofrenii jest jedną z najbardziej charakterystycznych polskich cech….

  34. Z uporem maniaka podkreślam potrzebę istnienia w naszym kraju mediów na dobrym poziomie. Niestety, jakie mamy media to każdy widzi. Zachęcam wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili, do zapoznania się z niedawnym wywiadem z Jackiem Rakowieckim, współtwórca polskich mediów po 1989 r.. Wywiad ukazał się początkowo na stronie internetowej KRYTYKI POLITYCZNEJ a potem również POLITYKI.

    Oto kilka fragmentów:

    PYTANIE: Ciekawi mnie, czy czujesz się przegrany jako współtwórca polskich mediów po 1989 roku. Miało być lepiej – jak mówisz – bardziej merytorycznie, a wyszło brukowo.

    To, co stało się z polskimi mediami po 1989 roku, obciąża nie tylko mnie, ale i pewne środowisko czy też pokolenie. Wykazaliśmy się straszną naiwnością…. Myśleliśmy: „no, może w jakimś momencie trzeba będzie zrobić krok w tył, ale potem będą od razu dwa kroki do przodu”….
    Przez długie lata dziennikarze żyli pod kloszem: osiągali z roku na rok lepsze dochody, wchodzili w najnowsze wynalazki społeczeństwa kapitalistycznego, czyli w to, co można było dostać za dodatkową opłatą, która przy rosnących zarobkach nie była aż taka straszna. Mam na myśli m.in. prywatne szkoły czy służbę zdrowia. Wszystkie tego typu udogodnienia sprawiały, że coraz bardziej izolowaliśmy się od problemów zwykłych ludzi….
    Pozwolę się jeszcze zdystansować od mojego środowiska, choć może nie wypada: w licznych dyskusjach w ramach tego wąskiego życia towarzyskiego próbowałem na różne rzeczy koleżanki i kolegów uczulać. W odpowiedzi na moje uwagi i wątpliwości słyszałem, że żyjemy w najlepszym z możliwych systemów, że tylko nieudacznicy nie dają sobie w nim rady, a socjal w Polsce może i jest słaby, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jesteśmy jeszcze biednym państwem. Poczekajmy – mówiono – za chwilę klasa średnia się wzbogaci, a jak się to stanie, to po prostu rzuci te pieniądze biednym i nastanie powszechna szczęśliwość. Na razie zaś zaciśnijmy zęby, bo jeszcze trochę, jeszcze do Unii, jeszcze kolejna transza pieniędzy z Brukseli…
    Oczywiście upraszczam, ale pamiętam takie rozmowy. Ich ton zaczął się zmieniać dopiero po wybuchu kryzysu w 2008 roku. Ale i tak nie w przypadku wszystkich. Mam takich kolegów, znane dziennikarskie nazwiska, którzy zatrzymali się w czasach Dickensa. Dickensa! Twierdzą na przykład, że kultura nie powinna być dotowana przez państwo, bo dobra kultura obroni się sama. Mnie to przeraża….

    PYTANIE: Niektórzy mówią, że z dziennikarzami i mediami jest jak z żabą, która wskoczyła do garnka, gdy woda była jeszcze chłodna, a kiedy ktoś podpalił pod nim ogień, zbyt późno zauważyła, że pływa we wrzątku. Jesteśmy ugotowani?

    Problem nie polega na tym, że żaba jest ugotowana, tylko na tym, że ona twierdzi, że nie jest. Czyli uważa, że jest kimś zupełnie innym, niż mówi rzeczywistość. To jest najbardziej tragiczne. Ale to w sumie normalne, bo życie w schizofrenii jest jedną z najbardziej charakterystycznych polskich cech….

  35. @Andrzej Falicz
    Polecam link http://sjp.pl/przyzwoity

    Swoją drogą ciekawe, jak reagował Pan na kaganiec nałożony księdzu Bonieckiemu (a nie organizował on Fackelzeug w katedrze).

  36. @snakeinweb – wystarczy przeczytać, co mówi ostatnio abp Michalik, czy abp Jędraszewski, a więc czołowi polscy hierarchowie. Włos się jeży na głowie.

  37. Niejako w nawiązaniu do fragmentu rozmowy z Jackiem Rakowieckim pragnę podzielić się pewnymi refleksjami i wspomnieniami.
    Otóż w moich rozmowach nawet z tzw. prostymi ludźmi często wraca tęsknota za niezapomnianym z czasów PRL doskonałym Teatrem Telewizji i powszechnością oglądania jego wspaniałych spektakli z udziałem naszych najlepszych aktorów. A jak to pamiętają znani ludzie kultury?

    Niedawno czytałem wywiad-rzekę z cenionym pisarzem Jerzym Pilchem oraz wspomnienia świetnej aktorki Joanny Szczepkowskiej.

    Pilch mówi Ewelinie Pietrowiak m.in:

    „Po przeprowadzce do Krakowa ojciec kupił na olimpiadę w 1964 roku telewizor i tu muszę oddać hołd Teatrowi Telewizji. Powszechny był zwyczaj oglądania teatru w poniedziałki, w moim domu również, a jego rola edukacyjna – nie do przecenienia. Miałem czasem karę nieoglądania telewizji, ale z kolei oglądać teatr w poniedziałek musiałem. Pamiętam wspaniałych autorów, klasyków teatralnych. Jak masz co tydzień taką premierę, to zaczynasz się orientować, kto Molier, kto Szekspir, kto Fredro”.

    Joanna Szczepkowska z kolei pisze jak w 1973 lub 1974 roku wezwał ją oraz Krystynę Jandę i Ewę Ziętek – ówczesne studentki PWST w Warszawie – do siebie ich profesor z uczelni Aleksander Bardini, reżyser spektaklu „Trzy siostry” Antoniego Czechowa, w dzień premiery tego przedstawienia w Teatrze Telewizji i zapytał: „Czy zdajecie sobie sprawę, że jutro na ulicy każdy was rozpozna? Czy jesteście na to przygotowane?”

    Tak…
    Gdyby Szczepkowska, Janda i Ziętek debiutowały teraz w „Trzech siostrach” w telewizji (chyba tylko w TVP Kultura?, oglądalność poniżej 0,5%…) toby je nazajutrz na ulicy nie rozpoznał pies z kulawą nogą…

    Jeszcze z 10-15 lat okresu „sukcesu transformacji” a wrócimy na drzewa…

  38. grzerysz
    „Mam takich kolegów, którzy (…) twierdzą na przykład, że kultura nie powinna być dotowana przez państwo, bo dobra kultura obroni się sama. Mnie to przeraża”.
    Mnie również, a jeszcze bardziej, gdy na czele ministerstwa kultury stoi Piotr Gliński (jeszcze niedawno techniczny kandydat do różnych najwyższych stanowisk w państwie), któremu kultura myli się z misją narodową, „na odcinku kultury”, jego schizofrenicznej partii . Jego brat, znany reżyser, nie bez powodu podsumował go krótko – to idiota.
    Chyba ma rację, bo trudno sobie wyobrazić, by człowiek inteligentny i światły niejako z założenia, skoro profesor, stal się marionetką albo jeszcze gorzej, uwierzył w „geniusz” Prezesa i jego Wielką Polskę.
    Film na przykład „widzi ogromny” na miarę bogoojczyźnianych kiczowisk w stylu hollywoodzkim, dotuje z ministerialnej puli wyłącznie dzieła i projekty prawicowe, zgodne z duchem ideolo PIS i kk.
    Na tym tle cenzura na Mysiej, rozmaite komisje, np. kolaudacyjne za tzw. komuny i ówcześni decydenci od spraw kultury i mediów (za reżimowe „robiły”, bo tak wynikało z rozdzielnika, Trybuna Ludu czy Żołnierz Wolności) to był liberalny raj, w którym kultura polska kwitła od ludowej folklorystycznej po awangardową.
    OK. Był też „drugi obieg”, plus minus w ostatniej dekadzie PRL, ale średnio prześladowany, jak na państwo totalitarne.
    Pamiętam że na jakieś dwa lata przed Okrągłym Stołem zapisy cenzury były zaznaczane w tekście. „Reżim” miękł na oczach i mimo trudności z papierem ukazywała się literatura dotąd nieprawomyślna.
    Na szczęście, jak to w kapitalizmie, mamy dziś dość wydawnictw i mediów, którym rządzący mogą skoczyć.
    Zalew komercjalnej tandety w epoce globalizmu i ponowczesności oraz wszelkich „po” to temat na trochę inne opowiadanie.

  39. Media publiczna jako łup partyjny to też jedno z flagowych osiągnięć niereformowalnej „demokracji liberalnej” w odmianie wschodniej. Podobnie jak prokuratura w stalinowskiej formule organizacyjnej albo „centralizm demokratyczny” odziedziczony po komunie w parlamentarnej ordynacji wyborczej.

  40. Panie Andrzeju,
    prawie całkiem się z Panem zgadzam, ale nie całkiem.
    Myli się Pan sądząc, że Kościół kat.i faszyzm to są jakieś sprzeczności. to są ideologie podrożne, bliskie sobie, i wzajemnie mające się w różny sposób, za sojuszników i miłośników. Cele wzajemne są poważnie bliskie sobie, choć jest między nimi konkurencja o dusze i o ciała. Podporządkowanie, hierarchiczność, świętość, wojskowość i wojenność; prymat jedynej prawdy, pełnej prawdy, racji i podporządkowania nie znoszącego ani swobodnej dyskusji,ani różnicy zdań ani odmowy – to wzajemnie takie same.

    Jak Pan wie, faszyzmy XX wieku rodziły się i najlepiej się miały w państwach silnie, monopolistycznie i instytucjonalnie katolickich (Włochy, Hiszpania,Portugalia, Chorwacja, Słowacja, lub też podobnie silnie chrześcijańskich (Niemcy), które miały obie, silne nogi: katolicyzm i protestantyzm, obie wzorowo chrześcijańskie.
    Podobnego rodzaju krajem była Rosja Sowiecka, oparta niezwykle silnie na kolejnym filarze chrześcijaństwa: ortodoksji.

    Historia chrześcijaństwa bezapelacyjnie potwierdza wsteczność, mroczność i morderczość chrześcijaństwa.

    Przypomnę Panu entuzjazm, z jakim papież PiusXII podpisywał konkordat z Hitlerem. Przypomnę Panu, że jak tylko konkordat Hitler – papież Pius XII został podpisany, natychmiast wszystkie katolickie parafie udostępniły wszystkie swoje księgi parafialne agentom III Rzeszy, by mogli z niemiecką dokładnością sprawdzić pochodzenie i koneksje rodzinne parafian, ustalić kto Żyd, kto półżyd, kto ćwierćżyd. Było to jedno z głównych źródeł wiedzy hitlerowców na temat Żydów i w walnej mierze pozwoliło wykonać Holocaust, do czego równolegle przyczyniła się postawa tak samych katolików jak samych protestantów. Którzy nie tylko byli bierni, ale cieszyli się z „wypleniania żydowskiej zarazy” i osobiście tą zarazę wypleniali.

    Papież Pius XII słał pochwalne listy do Hitlera i był przeszczęśliwy, gdy Hitler napadał kolejne kraje. A szczęście Piusa XII sięgnęło zenitu, gdy Hitler napadł na ZSRR. Wygłosił na ten temat nawet radiowe orędzie transmitowane na cały świat.

    Nie ma więc żadnej sprzeczności między chrześcijaństwem a autokracją, tyranią i także zbrodnią, w tym bodaj szczytową: ludobójstwa.

    Jak powiedział pewien znany wszystkim bohater Biblii, „po owocach ich poznacie”. Katolicyzm i całe chrześcijaństwo poznajemy po owocach, skoro sami tak chcą ogrodnicy. Jak chcą – tak niech mają: nie ma żadnego innego, teoretycznie ślicznego chrześcijaństwa, nie ma żadnej „prawdziwej ewangelii”, bo jedyna jaka jest to ta, którą owocnie realizują od 2000 lat chrześcijanie.

    Jak Pan doskonale wie – identycznie było i jest z tzw.komunizmem: w teorii i „prawdziwej ewangelii” był to zamysł bardzo śliczny, natomiast to co świat poznał i czego doznał, to był „komunizm praktyczny”, czyli owoce ślicznych fantazji i jeszcze śliczniejszych marzeń.

  41. Dla kogo święta, to święta. „Msza” wystarczy najzupełniej, co poświadcza Słownik języka polskiego PWN.

  42. Opowiadania o PRL-u, jako o raju dla kultury, który dzisiaj jest bezpowrotnie stracony to jest mit m.in. dlatego, że kultura w III RP ma się bardzo dobrze, choć akurat nie w mass mediach. Zdaniem Kazimierza Kutza jest to wina Pana Roberta Kwiatkowskiego, który reprezentował barwy polityczne SLD. Jeśli chodzi zaś o inteligenta PRL-skiego to właśnie Pan Andrzej Celiński kiedyś trafnie powiedział: ‚byliśmy beznadziejnie głupi”. Co ciekawe jakość cześć takiej głupoty odnajduje też w postaciach, które często uważają się za inteligentów z reportaży literacki Swietłany Aleksijewicz. Gorzej że i dzisiaj z myśleniem nie jest najlepiej. Wczoraj w Biznes TV24 oglądałem socjologów Jacka Santorskiego i Pawła Śpiewaka, którzy nie bardzo potrafili jasno powiedzieć skąd w Europie i w Polsce politycznie ma się coraz lepiej nacjonalizm. Podobnie też i na blogu Pan Andrzej Celiński uważa ONR za ruch nacjonalistyczny, a to przynajmniej historycznie i to zarówno w II RP, jak i w PRL był ruch o innych niż nacjonalistyczne hasłach i programie. Należy bowiem odróżniać ruchy polityczne o charakterze rasistowskim, totalnym, kolonialnym od ruchów nacjonalistycznych. Politycy rasistowscy, totalni i kolonialny myślą bowiem raczej w kategoriach zdecydowanej dominacji dużych silnych państw nad słabszymi. Nie interesują ich los i kultura narodów, nie wyłączając własnego narodu, bo oni są w gruncie rzeczy formacją multikulturową, choć jednocześnie uniformacyjną, bo ich celem jest dominacja narzucenie władzy innym słabszym państwom i narodom i w tym celu mogą się nawet posługiwać retoryką narodową, ale to są w gruncie rzeczy wołki zborzowe nie rozumiejące głębiej tego co się kryje za retoryką, jaką się posługują niezależnie od tego czy to jest Polskość, czy też chrześcijaństwo, albo katolicyzm czy też prawosławie, względnie kult Odyna czy też Światowida.

  43. Glos zwykly
    Dziwię się, że nie wyłapałeś ironii o „raju” dla kultury za PRL,
    jak się porówna, rzecz jasna, „bogoojczyźniano-narodowe” zakusy PIS w tej materii, a i wcześniejsze niby w wolnym kraju.
    Co i rusz są obrażane czyjeś uczucia religijne, tęczę podpalano wielokroć (nie żebym za nią przepadała z powodów estetycznych, ale był to symbol tolerancji) aż znikła. Były napaści wzmożonych patriotycznie Polaków-katolików na wystawy czy spektakle w wielu polskich miastach.
    Ciekawe, jak dziś byłby traktowany dla przykładu teatr Grotowskiego (zwłaszcza Apocaliptis cum figuro).

  44. Jedyny wytwór kultury ery wolności to reklamy telewizyjne i cycate celebrytki. Poza tym zero i degrengolada!

  45. @jasny gwint
    Wyjdź czasem z domu do teatru, na wystawę, do opery a może zobaczysz coś więcej niż reklamy i cycate celebrytki. Od biedy można też chyba czytać książki. Z pewnością coś nowego i dobrego się czasem znajdzie.

  46. Troche wybiegajac w przyszlosc i ewentualnych problemach Polski.

    „Poland has become the outsourcing centre of Western European countries with lower labour costs and a young, large workforce.
    Polish talent will earn the same as Western Europeans only in about 2050, according to researchers. However, before then robotic systems could take over some of the work in Polish call centres and back offices.”
    Business Day 22.4.2016

    Pozdrawiam

  47. jasny gwint
    Powtarzasz to w kółko na wszystkich blogach.
    Wymyśl chociaż jakiś nowy zjadliwy bon mocik dla ludzi i czasów, których zupełnie nie rozumiesz i nie potrafisz ocenić bez uprzedzeń, w oderwaniu od swoich fobii.

  48. Każda rewolucja ma swoich rewolucjonistów.Ten młodzian w sukience -Boże wybacz mu -gra rolę odwrotna do księdza Popiełuszki.Dlatego odzew slaby ,niestety, jednak ma swoich debili zwolenników.

  49. @ecres
    Jest wielce prawdopodobne, że ks. Popiełuszko jakby nie został zamordowany, to i dzisiaj należałby do czołowych „oszołomów” w sutannach. Może nie tak jak ten ksiądz naziolek, ale pewnie tak jak ks. Isakowicz-Zalewski, ks. Lemański albo nawet ten ks. Stanisław Małecki.

  50. Mag i owszem, tyle że nie wszyscy obrażalscy to patryjoci i katolicy. Z niewiadomych powodów próbuje się ze wszystkich kontestatorów UE ulepić nacjonalistów, a w Polsce jeszcze dokleić do tego patriotów i katolików. Tymczasem w każdym państwie mamy bardzo różne ruchy polityczne o bardzo różnych tradycjach. W Polsce zaś współcześnie kibole i ONR to wołki zbożowe ledwo umiejące czytać i pisać. Chyba nie mają wiele wspólnego ani z nacjonalizmem, ani patriotyzmem, ani na dobrą sprawę nie bardzo wiedzą kto to był Jezus Chrystus.

  51. @głos zwykły
    22 kwietnia o godz. 13:16 350

    „Opowiadania o PRL-u, jako o raju dla kultury, który dzisiaj jest bezpowrotnie stracony to jest mit”.

    To może drobne fragmenty ze stosunkowo niedawnych wypowiedzi kolejnych mitomanów, wybitnych twórców kultury.

    Z wywiadu świetnego aktora Wojciecha Pszoniaka dla GAZETY WYBORCZEJ:

    „… władza [komunistyczna] z kulturą się liczyła.

    Donata Subbotko: Dzisiaj z ludźmi kultury nie trzeba się liczyć?

    – Platforma, na którą głosowałem, odpuściła kulturę, Tuska interesowała piłka nożna. Politycy nie mieli potrzeby inwestowania w kulturę. To się ma albo nie. Nie jest tak, że nagle zacznie pani jeść nożem i widelcem, jeśli do tej pory jadła pani palcami. Człowiek zawsze może się tego nauczyć, ale to już nie będzie taki nawyk jak mycie zębów, zamykanie drzwi, rozbieranie się czy ubieranie. Nasi politycy nie mają nawyku stawiania na kulturę”.

    Bardzo ostro ale jakże prawdziwie!

    A teraz doskonały aktor, wieloletni dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie, Jan Englert w RZECZPOSPOLITEJ:

    „Jacek Cieślak: Ostatnio daje znać o sobie sentyment wobec mecenatu państwa nad kulturą w PRL. Słusznie?

    – Władze komunistyczne używały kultury jako wentyla bezpieczeństwa, w związku z tym kultura kwitła”.

    Teraz mamy prawie zerowe czytelnictwo książek, debilną telewizję, beznadziejne media, pustki na seansach ambitnych filmów (dystrybutorzy zwycięzców festiwalu w Cannes zastanawiają się poważnie czy te filmy w ogóle sprowadzać do Polski…) i spektakli teatralnych (wspomniany już Jan Englert szacuje, że w Warszawie w miarę ambitny spektakl może obejrzeć w sumie nie więcej niż 2000 osób, po czym trzeba to przedstawienie zdejmować z afisza…).
    Nie wychodzi w Polsce już od dawna żaden tygodnik kulturalny (o literackim nawet już nie wspomnę); w tym co wychodzi działy kultury są rugowane lub poważnie ograniczane.
    Niezmiernie ciężko będzie wyrobić znowu w ludziach potrzebę obcowania z kulturą i sztuką. Jak powiedział Pszoniak: „Nie jest tak, że nagle zacznie pani jeść nożem i widelcem, jeśli do tej pory jadła pani palcami”…

  52. głos zwykły
    Nie miałam na myśli „wszystkich kontestatorów UE”, tylko naszych swojskich, nie bardzo wiedzących czego chcących, ale na pewno wzmożonych patriotycznie i kośiółkowo.
    http://bi.gazeta.pl/im/e4/09/13/z19961060V,Andrzej-Rysuje—Smieci.jpg

  53. @ głos zwykły
    Kibole to tacy, co szukają sposobności, aby komuś przyłożyć. Każdy pretekst jest dobry. A jak się doleje do tego patriotyzm i wiarę przodków, to jest to pretekst wręcz szacowny i mordobicie uszlachetniający.

    Polscy „politycy” zwłaszcza pisowscy z braku kadr i obywateli odwołali się również do kibolstwa organizując za nasze publiczne pieniądze ruch narodowo-kibolski. Robiono to metodycznie i systematycznie z akceptacja całej „klasy” medialno-politycznej. Ja nigdy nie słyszałem by ktoś protestował lub wszczynał śledztwa o przepływach pieniędzy z partii do środowisk kibolskich poprzez kluby Gazety Polskiej. Żaden dziennikarz i żaden polityk nie upomniał się o transparentność w wydawaniu publicznych pieniędzy. Nikt nigdy nie zapytał, z jakiej racji parotysięczne bandy zdegenerowanych partyjnych kolesi dostają setki milionów złotych z budżetu, czyli sumy porównywalne w sile nabywczej do tych które dostają półmilionowe masowe partie obywatelskie w sąsiednich Niemczech.

    Setki miliony złotych państwowych pieniędzy idą na rozwój partyjnego, kibolskiego i naziolskiego syfilisu. A potem się intelektualisty dziwią, że się budzą z twarzą w nocniku.

  54. grzerysz
    22 kwietnia o godz. 15:43
    Trudno mi się odnieść do do tego co jest generalnie w Polsce. Mogę tylko powiedzieć, że ja osobiście w Polsce nie mam żadnego kłopotu z sięgnięciem po wartościową pozycję i jest ona dla mnie dostępna tanio. Z drugiej strony faktycznie gusty młodszego pokolenia masowo edukowanego wydają się być są zaspokajane przez masową rozrywkę. Kultura jednak nie jest egalitarna, lecz elitarna. Grotowski owszem został doceniony za granicą, ale wątpię, aby wiele osób rozumiało jego teatr w Polsce. Jeśli chodzi o teatr w Polsce, to ja osobiście uważam, że nie był on nigdy zbyt wysokich lotów. W PRL z przyjemnością korzystałem z pełnego repertuaru, ale w sumie osobiście zobaczyłem przez lata zaledwie kilka mistrzowskich przedstawień. Natomiast na warszawskich spotkaniach filmowych były bardzo ciekawie.

  55. @vandermerwe
    22 kwietnia o godz. 14:20 354

    „Polish talent will earn the same as Western Europeans only in about 2050….”

    To już przecież całkiem niedługo…

  56. @głos zwykły
    22 kwietnia o godz. 16:31 362

    „Mogę tylko powiedzieć, że ja osobiście w Polsce nie mam żadnego kłopotu z sięgnięciem po wartościową pozycję…”

    Ja też. Mam w domu dobrze zaopatrzoną bibliotekę oraz duży wybór klasyki filmowej, teatralnej i muzycznej na DVD/Blu-Ray/CD/płytach winylowych.
    Ale to PRL nauczył mnie odróżniać ziarno od plew i obcować z wysoką kulturą – doskonałe media (np. DIALOG Puzyny, FILM NA ŚWIECIE czy LITERATURA NA ŚWIECIE), świetny repertuar w kinach, Dyskusyjny Klub Filmowy KWANT, coroczne Konfrontacje filmowe, systematyczne wizyty na przedstawieniach Starego Teatru z Krakowa, czy też warszawskich Teatru Współczesnego, Teatru Dramatycznego, Teatru Studio czy Teatru Powszechnego za ich najlepszych lat. O Cricot 2 Kantora już nie wspomnę; Grotowskiego nie widziałem – byłem w czasach „Księcia Niezłomnego” i „Apocalypsis cum figuris” za młody, zresztą nie miałbym pewnie szans na dostanie się na te przedstawienia.

    „Jeśli chodzi o teatr w Polsce, to ja osobiście uważam, że nie był on nigdy zbyt wysokich lotów”.

    Mam trochę inne zdanie. Ale oczywiście reżyserów klasy np. Brook’a, Stein’a, Strehler’a czy wybitnych Rosjan nie było zbyt wielu.

  57. Panowie @głos zwykły, @ grzerysz
    A tak na marginesie, jak można uważać NIE „osobiście”, gdy mówi się o sobie, czyli o swoim uważaniu?

  58. grzerysz
    22 kwietnia o godz. 18:11
    Raczej konkretni ludzie mogli przekazać tobie konkretne zainteresowania i wiadomości. Okoliczność że to było w PRL ma charakter drugorzędny. Tacy ludzie istnieją i dzisiaj. Jeśli jesteś już nauczony odróżniać ziarno od plew i obcować z wysoką kulturą, to zapewne możesz dzielić swoje zainteresowania też z tymi, którzy dopiero wkraczają świadomie w dziedzinę wysokiej kultury i w sposób naturalny potrzebują inspiracji. Warto zaznaczyć, że w PRL-u większość osób nie miała żadnych szans nawet nauczyć się poprawnie mówić po Polsku, a przykładem sztandarowym jest tutaj Lech Wałęsa i ludzie z jego środowiska, bądź co bądź wielkoprzemysłowa klasa robotnicza. Tak więc PRL miał po prostu swoje elity i ludzi, którzy z mass mediów niczego wartościowego nie byli w stanie wynieść, bowiem tak czy inaczej obcowanie z kulturą oznacza interakcję, a ta wymaga istnienia odpowiedniego środowiska. Jakiś czas temu Andrzej Seweryn ujął to tak, że: dobrze być w dobrym sosie. No, ale czasem los wyznacza nam jedynie rolę nieokraszonego ziemniaka i nie da się z tym fantem nic specjalnie zrobić.

  59. mag
    22 kwietnia o godz
    Mag można uważać osobiście, jeśli ma się np. świadomość, że istnieje prawda formalna, prawda materialna i prawda obiektywna, oraz posiada się pewien dystans do rzeczywistości, aby napomknąć osobiście jak Daniel Olbrychski, że wszystko co mówicie to gówno prawda!

  60. http://fakty.interia.pl/felietony/news-ten-straszny-onr,nId,2189974

    „Sławna transmisja TVN 24 z jednego z Marszów Niepodległości: „Wykrzykują tu faszystowskie hasła!” – oznajmia widzom tej stacji, przejętym do granic śmieszności tonem, „lajfująca” z manifestacji reporterka. Na co prezenter ze studia dopytuje: „Jakie to hasła?” „Przede wszystkim: Bóg, Honor i Ojczyzna”! Tadaaam!
    Jeśli ktoś nie oglądał – nic straconego, medialny cyrk, jaki urządzono wokół obchodów 82-lecia powstania Obozu Narodowo Radykalnego, jest dokładną powtórką tamtej histerii. Można od razu powiedzieć, że to dobrze służy ONR.
    Homilia księdza Międlara, za którą zakazano mu wystąpień publicznych, jest dostępna w internecie – nie ma w niej niczego nagannego. Nie doszło w katedrze ani podczas obchodów do żadnych ekscesów, zakłóceń porządku publicznego, wyjąwszy prowokacyjne zachowanie pracownika „Gazety Wyborczej”, zignorowane przez prowokowanych. Nie padły żadne słowa, które można by uznać za antysemickie, za wezwania do rasowej nienawiści etc.”

    (Ziemkiewicz)

  61. Tak właśnie sądziłem, że za ONR-em ujmie się Ziemkiewicz i Zychowicz. To są w ogóle wielcy myśliciele. Nie biorą tylko pod uwagę rzeczywistości. A ta jest taka, że trzeba było poświęcić interesy kresowego ziemiaństwa, aby Polska mogła dłużej zaistnieć jako niepodległe lub nawet pół suwerenne, ale państwo.

  62. Fünf Jahre wart der Streit – Proces się toczy już pięć lat
    Allein warum so lange Zeit? – Ale dlaczego długo tak?
    Dies, Leser, kann ich dir nicht sagen – Uczonym w prawie staw pytanie
    Du must die Rechtsgelehrten fragen – Ja nie odpowiem tobie na nie
    („Ja, ja Prozesse müssen sein” Tak tak procesy muszą być– Christian Fürchtegott Gellert 1715-1769)

    A oto dlaczego od lat system prawny lepiej funkcjonuje w Niemczech niż w Polsce. Otóż pewne zasadnicze pytania Niemcy zaczęli stawiać swoim uczony już w czasach oświecenia.

  63. mag
    22 kwietnia o godz. 14:32 355
    To powtarzane w kółko wypada jeszcze uzupełnić o masowe oglądanie przez bogobojnych rodaków stron porno. Szacunki socjologów wykazują, że codziennie w ramach przeżywania kultury, strony porno ogląda 8 milionów katolików. Jeszcze innym sposobem przeżywania sztuki są wizyty w galeriach /handlowych/, w których tracony czas wynosi więcej niż stanie w kolejkach za dawnych czasów.

  64. Możemy sobie teoretyzować, a PiS i tak wie lepiej, że nie ma mediów publicznych tylko partyjne. Lenin potępiał bezstronną demokrację burżuazyjną, bo ta służyła tylko interesom klasowym. PiS to jest taki ultraprawicowy, ultrakonserwatywny i ultrapopulistyczny Leninizm. No i zapał ideologiczny równie wielki! Nie ma pojęcia prawdy tylko partyjna interesowość. Setki stołków dla funkcjonariuszy partyjnych i związkowych i miliony beneficjentów programów 500+. Oj będzie się działo!

  65. snakeinweb
    22 kwietnia o godz. 14:14 353
    Z domu wychodzę bardzo często. Nie do teatru, gdyż nie chcę zakłócać sobie pamięci z czasów szczytowych osiągnięć teatrów polskich Skuszanki w Nowej Hucie, Teatru Starego lub Powszechnego Hanuszkiewicza. Dzisiejszy teatr obrzydza i zohydza tę pamięć. W styczniu byłem zaproszony na wernisaż rzeźbiarza w sławnym Pałacu Sztuki w Krakowie, Kiedyś oaza najwyższej sztuki. Dziś nieopalany, zaniedbany świeci pustką. Po godzinie zamarznięty i sztywny ratowałem się ucieczką. Odchorowałem. Oh, gdzie te czasy?

  66. jasny gwint
    22 kwietnia, g.21:10
    Zapomniałeś, że kiedyś nie było internetu, a tzw. świerszczyki były nielegalnie przemycane do kraju, który szczycił się tylko wysoką kulturą, powszechnie – rzecz jasna – konsumowaną od Bałtyku po Tatry.

  67. jasny gwint
    No i galerii handlowych też nie było w PRL, zapomniałam dodać, gdzie można spędzić znacznie milej czas czas niż niegdyś w kolejkach.
    Kupić sobie np. ośmiorniczki, markowy ciuszek z przeceny, niedrogie i dobre wino, pójść do kina, wypić espresso, wysikać się w czystej i pachnącej toalecie.

  68. @ jasny gwint

    Przyczepiłem się tylko do pewnej figury retorycznej i w tej konwencji się do tego odniosłem. Przez ani chwilę nie zakładałem, że siedzisz tylko w domu uwiązany przed telewizorem. Ale fraza zabrzmiała, tak jakby.

    W aż taką „Polskę w kulturowej ruinie” też nie wierzę. Pewnie miałeś wyjątkowego pecha.

  69. Generalnie wydaje się, że ONR w ostatnich dniach potężnie zyskał polityczne. O takim publicity pewnie nawet nie marzył. Polski „wyborca”, który i tak nie ma na co głosować, jak już na „wybory” idzie, to głosuje w większości przekornie, na złość, z frustracji, aby komuś dokopać. Część zagłosuje na wszystko co się rusza, a co establishment wyraźnie wkurza. Czy to na Korwina, na Kukiza, na Palikota, na Kononowicza a nawet na POPiSa.

    Gdy ONR zaczną uwzględniać sondaże, to mają pewnie 5 albo i z 10% poparcia. Tym „wyborcom” jest już zupełnie obojętne na co głosują i czy lata z gumowym penisem czy też z gumowym krzyżem w tyłku. Ważne żeby było odlotowo i była zadyma.

  70. W dzisiejszej GAZECIE WYBORCZEJ Paulina Wilk pisze m.in. (Dorosłe dzieci mają żal):

    „”W 1989 roku skończyłem 35 lat i miałem poczucie, że całe moje życie będzie odtąd inne. Lepsze” – powiedział były minister cyfryzacji Michał Boni w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim dla „Magazynu Świątecznego.
    Jest rok 2016, skończyłam 35 lat i mam obawę, że całe moje życie będzie odtąd takie samo. Że moją rzeczywistość będą bez końca określać mężczyźni, którzy nie przeczytali wystarczająco wielu książek. Oraz kilka kobiet, które stoją w kadrze wyłącznie dla pozoru”.

    „Dotkliwy jest ten fragment rozmowy z Bonim, w którym odsłania się umysłowa mielizna przegranych, ale i całej polskiej sfery publicznej, urzędowej. Spóźniona szczerość osamotnionego oczytanego potwierdza to, cośmy dawno czuli i wiedzieli z płaskiego języka polityki, z jej przypadkowości, krótkowzroczności i prywaty odliczanej czteroletnimi kadencjami, z fatalnego braku odwagi – także cywilnej – rządzących nami ludzi przeciętnego formatu. Mam 35 lat i, poza krótką fazą transformacyjnego entuzjazmu udzielającego się nawet dzieciom w piaskownicy, nie zaznałam polityki jako wizji”.

    „Premier z szalikiem na meczu, nigdy z książką, nigdy zaangażowany w debatę umysłową. Sprawny gracz, skuteczny menedżer w dobrze skrojonym garniturze, który wyrabia założony plan, a potem przeskakuje do innej firmy, zagranicznej”.

    „Boni nie mówi niczego nowego, przyznając, że polska polityka czasów Platformy Obywatelskiej była bezmyślna, bo jej twórcy i doradcy ostatni raz czytali ze zrozumieniem na studiach, od lat nie aktualizowali swojej wiedzy, wciskali nam przeterminowane wzorce”.

    Paulina Wilk – ur. w 1980 r., dziennikarka, pisarka, reportażystka, nominowana do nagrody Nike. Wydała reportaż „Lalki w ogniu. Opowieści z Indii”, serię książek dla dzieci o misiu Kazimierzu i „Znaki szczególne”, powieść o dorastaniu dzisiejszych 30-latków w nowej Polsce.

  71. grzerysz
    23 kwietnia o godz. 8:30 378
    A tak wrzeszczeli, że będzie inaczej! I brudne paluchy wznosili do góry na kształt litery V. I żeby Polska! I k..wa jest Polska.

  72. Boni powiedział w pamiętnym wywiadzie, a co przypomniała dzisiaj Wilk: „… polska polityka czasów Platformy Obywatelskiej była bezmyślna, bo jej twórcy i doradcy ostatni raz czytali ze zrozumieniem na studiach”.

    Jaki procent dzisiejszych studentów czyta ze zrozumieniem? Znany socjolog Ireneusz Krzemiński napisał, że musi co kilka lat upraszczać swoje notatki do wykładów bo nowy narybek już nie łapie co jeszcze dla ich starszych kolegów było zrozumiałe. Podobno obecnie można ukończyć studia nie przeczytawszy żadnej książki…

  73. Agata Passent dziarsko podąża ścieżką swego zawsze płynącego z prądem tatusia. W dzisiejszej GAZECIE WYBORCZEJ „Jak zlaliśmy „przyjaciół” z ZSRR” – wywiad Agaty Passent z Wiesławem Jobczykiem, byłym reprezentantem Polski w hokeju. Oto drobny fragment:

    Passent: Mieliście jakąś specjalną strategię na Rosjan?

    – Zawsze byli od nas lepsi. Na olimpiadzie w Innsbrucku przegraliśmy z nimi 1:16. A przecież to nasi „przyjaciele” z ZSRR uczyli nas gry w hokeja. Jeździliśmy do ośrodka Stajki na Białorusi na obozy, później na turnieje do Mińska. Wtedy, przed meczem w 1976 roku, mieliśmy dwóch trenerów: Józefa Kurka i Emila Nikodemowicza….

    Passent: Zwycięski mecz z ZSRR przeszedł do historii. Zna pan anegdoty, które o nim krążą?

    – Chodził taki dowcip: Breżniew wysyła do Gierka telegram: „Gratulacje. Stop. Ropa stop. Gaz stop”.

    Jak to kiedyś powiedział Artur Sandauer: „Odwaga staniała, rozum podrożał”…

  74. grzerysz
    Niewykluczone, że dzisiaj Artur Sandauer powiedziałby w kontekście „dobrej zmiany”: Rozum staniał, podrożała odwaga.

  75. Sobotnio-niedzielna GAZETA WYBORCZA została wypełniona tekstami napisanymi przez pisarzy (choć trzeba mieć dużo dobrej woli i sympatii dla twórczości Agnieszki Osieckiej aby za pisarkę uznać Agatę Passent – to osoba znana głownie z tego, że jest znana).

    Oto krótki tekst Krzysztofa Vargi „Bóg, Ojczyzna, Pophistoria”:

    Niedzielny pogrzeb „Łupaszki” nie jest jedynie oddaniem hołdu bohaterskiemu żołnierzowi, ale nade wszystko elementem budowania nowego wizerunku prawdziwego Polaka. Pomaga w tym nie tylko oficjalna „polityka historyczna”, ale także popkultura oraz jasny podział na bohaterów i zdrajców.
    Dziś wszelka próba dyskusji o „wyklętych” czy szerzej – żołnierzach polskich sił zbrojnych i partyzantki – zakładać może jedynie podział czarno-biały, na bohaterów i zdrajców. Tak więc „Łupaszka” czy „Bury” mogą być wyłącznie bohaterami, a każda próba relatywizowania ich poczynań, ukazanie ich jako postaci złożonych oznacza postawienie się po stronie wyimaginowanych „wrogów Polski” czy „zdrajców polskości”.
    Kluczowe jest tutaj nadawanie emblematów zarówno postaciom historycznym, jak i współczesnym, nawet samookreślanie się jako „niepokorny” czy „niezłomny”.
    W nowej narracji przyjmuje się, że jeśli było się po „właściwiej” stronie, to automatycznie oznacza to bohaterstwo i niezłomność, jeśli po stronie drugiej – to z automatu przypisanie do obozu zdrady. W tym sensie gloryfikacja „wyklętych” oznacza deprecjonowanie wszystkich innych.
    „Wyklęci”, przechodząc z niepamięci do popkultury – bo stali się też wyrazistym przejawem komercjalizacji historii i polityki – zostali produktem biznesowym. Tak jak mamy popkulturę, tak mamy i poppolitykę oraz pophistorię. W pophistorii wszystko musi być wyraziste i jasne, a na szarości miejsca nie ma – popkultura z zasady jest jaskrawa.
    Ogromna oferta książek, płyt czy tak zwanej odzieży patriotycznej z portretami „wyklętych”, hasłami „Bóg, Honor, Ojczyzna” oraz antykomunistycznymi jest tak samo dobrym, a może nawet lepszym, interesem jak koszulki z zespołami rockowymi.
    Wielbiciel „wyklętych” kocha ich jak gwiazdy rocka właśnie, odrzucając wszelką kontrowersję z nimi związaną – idol nie może być ambiwalentny, wyznawca musi starać się go naśladować.
    Prawica doskonale wyczuła pustkę ideologiczną i popkulturową wśród młodych, którym liberalna Polska nie potrafiła zaoferować żadnego atrakcyjnego projektu. Popkultura od dawna dławiła się swoją wtórnością, postmodernistycznym nawiązywaniem do samej siebie, nie było w niej miejsca na skanalizowanie swoich frustracji i wściekłości, jak w czasach punkowych, gdzie słuchanie muzyki oznaczało także deklarację ideową, polityczną i bunt.
    Ideologia narodowa i kult „wyklętych” stał się odpowiedzią na potrzebę wyrazistej popkultury i wspólnotowości.
    Gloryfikacja powojennego podziemia antykomunistycznego powoduje spychanie przez „wyklętych” nie tylko takich sił jak Armia Ludowa czy Bataliony Chłopskie, ale paradoksalnie nawet Armii Krajowej.
    O ile jeszcze niedawno afirmacja powstania warszawskiego była głównym wyznacznikiem niepokornego patriotyzmu, o tyle dziś – oto rechot historii – nawet akowcy są marginalizowani przez „wyklętych”, zaś walka z Niemcami staje się coraz mniej ważna.
    Wyznacznikiem polskości i patriotyzmu pozostaje wyłącznie walka z komunistami. To antykomunizm ma być fundamentem nowego wspaniałego Polaka. Oczywiście „niepokorni”, z góry skazani na klęskę militarną i polityczną, są idealnymi idolami polskiej prawicy, deklaratywnie wielkomocarstwowej, ale emocjonalnie związanej z ideą walki bezsensownej.

    Pod tekstem można znaleźć ironiczny wpis internauty: „Jak wiadomo, drugą wojnę światową wygrali żołnierze wyklęci z niewielką pomocą Amerykanów. Inni się tylko przyglądali”.

  76. GAZETA WYBORCZA wypełniając swoje sobotnio-niedzielne łamy tekstami pisarzy oraz Agaty Passent zamieściła także zabawny artykuł Umberto Eco napisany w formie listu do wnuczka „o pewnej chorobie, która zaatakowała twoje pokolenie, a nawet pokolenie młodzieży starszej od Ciebie, która być może chodzi już na uniwersytet. Chodzi o utratę pamięci”.

    Oto jego fragmenty:

    „Pamięć jest mięśniem takim samym jak mięśnie w nogach. Jeśli nie będziesz jej ćwiczył, zwiędnie, a ty staniesz się sprawny inaczej, czyli (powiedzmy to sobie jasno) idiotą. Nie mówiąc już o tym, że dla nas wszystkich, których w starości może dopaść alzheimer, jednym ze sposobów na uniknięcie tego przykrego przypadku jest bezustanne ćwiczenie pamięci”.

    „Istnieje poza tym pamięć historyczna – ta, która nie obejmuje wydarzeń twojego życia czy rzeczy, które czytałeś, lecz obejmuje to, co zdarzyło się, zanim przyszedłeś na świat….
    Lecz dlaczego w ogóle trzeba wiedzieć, co zdarzyło się wcześniej? Bo wiele razy to, co wydarzyło się wcześniej, wyjaśnia Ci, dlaczego niektóre rzeczy dzieją się dzisiaj”.

    „Zważ, że możesz ćwiczyć nie tylko na książkach i czasopismach, z powodzeniem możesz również na internecie. Którego można używać nie tylko po to, by czatować (dajmy na to) o dziejach świata. Kim byli Hetyci? A kamizardzi? A jak nazywały się trzy żaglowce Kolumba? Kiedy wymarły dinozaury? Czy arka Noego mogła mieć ster? Jak nazywał się przodek krowy? Czy dwadzieścia lat temu tygrysów było więcej niż dzisiaj? Co to było imperium Mali? Kto natomiast mówił o Malum Imperium? Kto był drugim papieżem w historii? Kiedy pojawiła się Myszka Miki?

    Mógłbym tak w nieskończoność i każde pytanie otwierałoby piękną przygodę. Wszystko jest godne pamięci. Przyjdzie dzień, kiedy będziesz stary i poczujesz się tak, jak gdybyś żył tysiąc razy, bo będzie tak, jak gdybyś brał udział w bitwie pod Waterloo, jak gdybyś był świadkiem zabójstwa Juliusza Cezara i znalazł się w miejscach, gdzie Berthold Czarny, mieszając w moździerzu różne substancje w nadziei, że wyjdzie z tego złoto, odkrył przez pomyłkę proch strzelniczy i wyleciał w powietrze (i dobrze mu tak). Z innymi twoimi przyjaciółmi, którzy nie pielęgnowali pamięci, będzie tak, jak gdyby przeżyli tylko jedno życie – własne, które wyda im się bardzo smutne i ubogie”.

  77. Jagienka Wilczak jest zachwycona pomysłem Poroszenki („Balcerowicz musi przyjść”). Oto fragmenty jej komentarza i kilka wpisów internautów:

    „Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wydał dekret ustanawiający Leszka Balcerowicza swoim przedstawicielem w Radzie Ministrów Ukrainy oraz współprzewodniczącym – obok Ivana Mikosza, b. wicepremiera i ministra finansów Słowacji – grupy wspierania reform….
    Pomysł jest znakomity i kogoś takiego jak prof. Balcerowicz Ukrainie potrzeba niezwykle. Zdecydowanego, mądrego, upartego, bezkompromisowego, z wizją. Odpornego na krytykę i pokrzykiwania, że Balcerowicz musi odejść. Po prostu profesora Balcerowicza. Może jestem nieobiektywna, bo Leszka Balcerowicza kocham niezmiennie od dnia, kiedy go zobaczyłam i usłyszałam przedstawiającego plan dla Polski”.

    „Współczuję!
    Ukraińcom…”

    „Pani Jagienko,
    Euro-majdan NIE domagał się nigdy zredukowania wpływów oligarchów na życie kraju. On domagał się tego samego, czego domagali się polscy stoczniowcy w roku 1980, czyli więcej pieniędzy za mniej pracy. Rezultat był więc do przewidzenia – zamiana władzy na jeszcze gorszą niż poprzednia, tak samo jak w Polsce. Ukraińskie społeczeństwo nie poprze przecież kolejnego programu zaciskania pasa, skoro coś zupełnie innego mu na owym Euro-majdanie obiecywano.
    Nie jest też prawdą, że się nam w Polsce się udało. Gdyby się nam udało, to nie wpadlibyśmy w pułapkę wysokiego bezrobocia, niskich płac, zapaści demograficznej i masowej ucieczki Polaków z Polski. Poza tym, to nie ma Nobla za dokonania polityczne, poza tzw. pokojowym, już dawno jednak ośmieszonym przez takich „wybitnych” Noblistów jak Wałęsa czy Obama”.

    „Szkoda,że realizacja II Planu Balcerowicza nie otrzeźwiła p.Wilczak. Naprawdę sprowadzenie wzrostu PKB do niemal zera i wyprodukowanie miliona bezrobotnych jest powodem do zachwytów nad geniuszem Balcerowicza?”

    „”Może jestem nieobiektywna, bo Leszka Balcerowicza kocham niezmiennie od dnia, kiedy go zobaczyłam i usłyszałam przedstawiającego plan dla Polski.”
    „Wypada wierzyć w Balcerowicza, zwłaszcza wprowadzonego na scenę dekretem prezydenta.”

    Przepraszam szanowna Pani Wilczak, ale czy Pani się jeszcze czyta?
    Nie wiem, czy zdaje Pani sobie sprawę z tego, że tym razem, pisząc nieco dokładnie o roli oligarchów w „wolnej, demokratycznej i proeuropejskiej” Ukainie, udowodniła mimochodem, iż w porównaniu z nią „ch.., d..ą i kamieni kupa” to wzorzec solidnego państwa!”

  78. Znakiem obecnych czasów jest odwrócenie pojęć.
    Nie ma wojny między prawicą a lewicą, ale między wiekiem 19. a 21. Pojęcia lewicy i prawicy są dziś śmieszne i trudno nazwać PiS prawicą. Jarosław Kaczyński mówiący późnym Gomułką z nutką tow. Moczara i ojca Rydzyka jest komiczny i wywołuje trudne do zniesienia zażenowanie.

  79. Jak wykazują badania ekonometryczne, na poziom bezrobocia w danym kraju wpływają przede wszystkim takie czynniki, jak polityka fiskalna państwa oraz polityka w zakresie ubezpieczeń społecznych. Przykładowo z badań opublikowanych w 1997 r. przez uznany autorytet w dziedzinie ekonomii, brytyjskiego profesora S. Nickella, wynika, że wysokie bezrobocie związane jest z następującymi cechami rynku pracy:
    1) wysokimi zasiłkami dla bezrobotnych, w połączeniu z polityką, w której brakuje bodźców skierowanych do bezrobotnych na podjęcie pracy,
    2) wysokim stopniem uzwiązkowienia, połączonym z brakiem koordynacji pomiędzy pracodawcami a pracownikami w kwestii negocjowania wzrostu wynagrodzeń,
    3) wysokimi podatkami nałożonymi na pracę,
    4) słabymi standardami edukacyjnymi
    Instytucje rynku pracy, które nie mają według S. Nickella poważniejszego wpływu na przeciętny poziom bezrobocia, są następujące:
    1) sztywne ustawodawstwo mające za przedmiot ochronę zatrudnienia (EPL) oraz generalnie ustawodawstwo dotyczące standardów rynku pracy,
    2) przeciętne poziomy wysokości zasiłków dla bezrobotnych, połączone z polityką, w której znajdują się instrumenty wywierające presję na bezrobotnych w celu znalezienia nowej pracy,
    3) wysoki stopień uzwiązkowienia połączony z wysokim poziomem koordynacji negocjacji płacowych. Podobne wnioski wynikają z innych prac ekonometrycznych, w tym np. R. Layarda, M. Belota, czy J. Boona.

    Największy wpływ spośród instytucji rynku pracy na poziom bezrobocia mają stopień uzwiązkowienia oraz system ubezpieczeń społecznych (S. Nickell, R. Layard, Labor Market Institutions and Economic Performance, [w:] O. Ashenfelter, D. Card (red.), Handbook of Labor Economics, Vol. 3, Amsterdam 1999, s. 3029–3084, cyt. za A. Rycak, Powszechna ochrona trwałości stosunku pracy, Warszawa 2012, s. 301).

    W literaturze wskazuje się, że brak wystarczającej liczby miejsc pracy w Polsce jest głównie spowodowany brakiem dostępu do kapitału, jego wysokiej ceny oraz rosnącej penetracji importowej (M. Kabaj, Czynniki i bariery wzrostu zatrudnienia, Polityka Społeczna 2003, Nr 10, s. 17).

    A zatem to zdrowa i dynamiczna gospodarka pozwala na utrzymanie dotychczasowych miejsc pracy i sprzyja powstawaniu nowych.

    Przepisy dotyczące czasu pracy nie są wymieniane wśród kluczowych czynników oddziałujących na decyzję o podjęciu bezpośredniej inwestycji zagranicznej (BIZ), o których mówi np. eklektyczny paradygmat Dunninga (tzw. paradygmat OLI).

    Do czynników tych należą: – wielkość rynku i perspektywa jego rozwoju, – koszty czynników produkcji, w tym w szczególności takie koszty pracy, jak wysokość składek na ubezpieczenia społeczne, – wyposażenie w zasoby naturalne, – innowacje, nowe technologie, – polityczna stabilność i stopień ryzyka inwestycji w danym państwie, – polityka rządowa wobec inwestorów zagranicznych (m.in. bodźce stosowane wobec inwestorów), – przeszkody taryfowe i pozataryfowe, stopień zliberalizowania handlu między państwem inwestora a państwem przyjmującym, – infrastruktura, w tym drogi, – różnice kulturowe, dystans psychiczny i językowy.
    Ponadto, w literaturze podkreśla się, że „w przypadku Polski bezpośrednie inwestycje zagraniczne mogą być ważnym, ale jednak uzupełniającym źródłem rozwoju gospodarczego” (zob. J. Witkowska, Wpływ swobody przepływu kapitału na polski rynek pracy, Opracowania PCZ, z. 3, Warszawa 2001, s. 69).
    Kodeks pracy. Komentarz, 2015 dr hab. Krzysztof Walczak

  80. A oto ceniony na świecie autor – Umberto Eco, który doradzał w swoim czasie zacofanym i dzikim ludziom, takim jacy są dziś Polacy, od czasy rezygnacji z socjalistycznej drogi pokojowego rozwoju i awansu dziejowego chłopo robotnika, „szto dzijełać”, żeby bezrobocia nie było lub je przynajmniej znacznie ograniczyć:

    „Zważywszy, iż przyszłość narodu indiańskiego jest już, jak się zdaje, raz na zawsze określona, młody Indianin spragniony awansu społecznego ma przed sobą jedną tylko drogę, a mianowicie zagrać w westernie. W tym celu podamy tutaj garść najistotniejszych wskazówek, które pozwolą mu osiągnąć w toku rozmaitych przedsięwzięć pokojowych i wojennych status „Indianina z westernu” i w ten sposób uporać się z problemem endemicznego bezrobocia nękającego jego pobratymców.

    Przed atakiem
    1. Nigdy nie atakować znienacka; przeciwnie, z daleka i z kilkudniowym wyprzedzeniem dawać dobrze widoczne sygnały dymem, aby dyliżans lub fort zdążył wysłać wieści Siódmemu Pułkowi Kawalerii.
    2. Jeśli to możliwe, ukazywać się małymi grupkami na okolicznych wzgórzach. Niech wartownicy zajmą stanowiska na wznoszących się samotnie wierzchołkach.
    3. Zostawiać dobrze widoczne ślady swojego pochodu: odciski końskich kopyt, wygaszone ogniska na miejscach postoju, a także pióra i amulety, które pozwolą zorientować się, do jakiego plemienia należycie.

    Napad na dyliżans
    4. Napadając na dyliżans, zawsze należy ścigać go zachowując odpowiednią odległość, a w najgorszym razie galopować po obu jego stronach, tak żeby stanowić jak najlepszy cel.
    5. W żadnym razie nie wyprzedzać dyliżansu. Ściągać w tym celu wodze mustangom, które są, jak wiadomo, znacznie szybsze od koni pociągowych.
    6. Próby zatrzymania dyliżansu podejmować pojedynczo, rzucając się między konie, tak by dać pocztylionowi szansę oddania celnego strzału i zostać następnie stratowanym przez zaprzęg.
    7. Nigdy nie blokować dyliżansowi drogi dużą grupą, musiałby bowiem natychmiast się zatrzymać.

    Napad na samotną farmę lub obwarowany wozami obóz
    8. Nigdy nie napadać nocą, kiedy koloniści niczego się nie spodziewają. Trzymać się zasady, że Indianin dokonuje napadu wyłącznie w świetle dnia.
    9. Nie szczędzić gardła i ujawniać głosem kojota swoją pozycję.
    10. Kiedy jakiś biały wyda okrzyk kojota, natychmiast podnieść głowę, żeby stanowiła dogodny cel.
    11. Galopować dookoła celu ataku, nie zacieśniając broń Boże kręgu, dzięki czemu będzie można wystrzelać was kolejno jak kaczki.
    12. Nie rzucać do tego galopu wszystkich ludzi na raz; trzeba przecież zastępować kimś tych, którzy padną.
    13. Nie zważając na brak strzemion, zaplątać jakoś nogi w uprząż, żeby koń mógł możliwie najdłużej wlec Indianina, który zostanie trafiony.
    14. Używać strzelb, które nabyliście od nieuczciwego handlarza i którymi nie umiecie się posługiwać. Nie spieszyć się z ich ładowaniem!
    15. Nie przerywać galopu, kiedy zjawia się odsiecz, czekać na szarże kawalerii, nie rzucać się na nią, natomiast już po pierwszym jej uderzeniu rozproszyć się na wszystkie strony, żeby umożliwić pościg za pojedynczymi Indianami.
    16. W przypadku samotnej farmy posłać tam nocą jednego wywiadowcę. Wywiadowca ów ma podkraść się do oświetlonego okna i wpatrywać długo w biała niewiastę – do momentu, kiedy ona zauważy przyciśniętą do szyby indiańską twarz. Poczekać, aż krzyknie i wybiegną z domu mężczyźni. Dopiero w tym momencie można podjąć próbę ucieczki.

    Napad na fort
    17. Przede wszystkim doprowadzić do tego, żeby w nocy uciekły wszystkie konie. Nie wyłapywać ich. Niech rozbiegną się po prerii.
    18. Jeśli w toku bitwy trzeba wdrapać się na umocnienia, niech jeden włazi na ramiona drugiego. Najpierw wystawić powolutku broń, potem głowę; ukazać się w odpowiednim momencie, gdyż biała niewiasta musi mieć wszak możliwość ujawnienia waszej obecności strzelcowi wyborowemu. Nie walić się do wnętrza fortu, lecz do tyłu, na zewnątrz.
    19. Oddając strzał z daleka, stanąć na jakimś wierzchołku, żeby być doskonale widocznym i móc następnie runąć do przodu, roztrzaskując się o skały.
    20. Jeśli dojdzie do walki bezpośredniej, celować bez pośpiechu.
    21. W powyższym przypadku powstrzymać się od użycia rewolweru, który doprowadziłby przecież do natychmiastowego rozstrzygnięcia. Sięgnąć po broń białą.
    22. Jeśliby biali ważyli się dokonać wypadu, nie brać broni zabitego wroga. Tylko zegarek – i wsłuchiwać się w jego tykanie, dopóki nie zjawi się następny przeciwnik.
    23. W razie pojmania jeńca nie zabijać go od razu, ale przywiązać do pala lub zamknąć w namiocie i czekać na nów księżyca, żeby wrogowie mogli go uwolnić.
    24. Tak czy inaczej zawsze można mieć pewność, że zabije się nieprzyjacielskiego trębacza, gdy tylko rozlegnie się w oddali sygnałówka Siódmego Pułku Kawalerii. W tym momencie trębacz z fortu zawsze wstaje, żeby odpowiedzieć z najwyższej flanki fortu.

    Inne przypadki
    25. W razie ataku na wioskę indiańską opuszczać w popłochu namioty, a następnie biegać we wszystkie strony, próbując dotrzeć do broni, którą poprzednio umieściło się w trudno dostępnych miejscach.
    26. Badać jakość whisky kupowanej od handlarzy; zawartość kwasu siarkowego w płynie winna wynosić jak trzy do jednego.
    27. Kiedy przejeżdża pociąg, upewnić się, czy jest w nim łowca indiańskich skalpów, a następnie pędzić konno obok wagonów, wymachując strzelbami i wydając powitalne okrzyki.
    28. Skacząc z góry na plecy białemu trzymać nóż tak, by nie dało się od razu zranić przeciwnika, dzięki czemu dojdzie do walki wręcz. Czekać, aż biały się obróci.”

    (1975, felieton jak być Indianinem z tomu 1: zapiski na pudełku od zapałek)

    ” HOWGH ! „

  81. A oto mój ulubiony cytat, który zawsze przychodzi mi go głowy, gdy czytam wynurzenia tych, wystawiających recepty na wszystko, co im tylko akurat przyjdzie dzisiaj do głowy.

    „Gdyby każdy miał to na co zasłużył, któż z nas uniknąłby chłosty?”

    William S…….. ur. prawdopodobnie 23 kwietnia 1564 roku w Stratfordzie nad Avonem w hrabstwie Warwick.