Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

25.04.2016
poniedziałek

Byłem w niedzielę w Pile

25 kwietnia 2016, poniedziałek,

Przypadek. Żona poprosiła, bym kupił coś z mięs. Jakiś miesiąc temu. Nie ufam paczkowanym – stanąłem w kolejce. Ursynowski Leclerc. Wszyscy tam się znają. Mignęła mi, jakieś trzy pozycje do lady przede mną, Magda J. Znam ją od ćwierćwiecza i dłużej. Ale nie za blisko. Osoba publiczna. Nie narzucam się osobom publicznym. Patrzyłem w sufit. Była z jakąś kobietą. Byłem, to było oczywiste, impulsem dla nerwowego ich gadania ucho w ucho. Mówiły o mnie. Oczy biegły na koniec kolejki. Magda J. podeszła. Pojedziesz do Piły?

Tu jest ze mną moja siostra, powiedziała. Z Piły. Jola P.

Tam, za miesiąc, organizują po raz pierwszy wiec dla obrony demokracji. Ona nie jest w strukturach. Ale chce ciebie tam zaprosić.

Czemu nie – odpowiedziałem. Ja jestem emeryt (to prawda), pojadę, z największą przyjemnością, ale za benzynę muszą mi zwrócić. Inaczej po prostu nie mogę. Nie stać mnie na takie przyjemności. Choć bardzo chciałbym, żeby mnie było stać. Albo żeby kilkoro patriotów, demokratów, ten problem zrozumiało.

Nie ma wątpliwości. Ta Piła była nagrodą, od razu, przy tej ladzie mięsnej, za moje życie. Że oni myślą, że tam będę przydatny. Może być coś milszego? Co?

Może sześćset, może osiemset ludzi. Garstka, nawet jak na Piłę. Ale kto zebrał, w dobrej sprawie, w sprawie publicznej, więcej?

Ta dziewczyna z dwoma niebieskimi paznokciami. Ten chłopak z mikrofonem. Ta dwunastka ludzi – od organizacji. W Pile.

Senatora ze Śmiłowa tam nie było. Znak demokracji. Trzeba mieć coś, żeby to zrozumieć.

Były mowy.

Ja też mówiłem.

To wszystko ważne, ale i bez znaczenia wobec tego, że w Pile od nikąd nigdy nie spotkało się tylu ludzi w swojej, ale i nie w swojej sprawie.

POLSKA. Oni spotkali się w tej dziwnej sprawie. Nie w sprawie etatu. Nie w sprawie miejsca na liście. Nie w sprawie protestu, że im ktoś zabiera sto, tysiąc, dziesięć i sto tysięcy złotych. Oni tam przyszli, sorry!, dla POLSKI.

Nic więcej.

Nie mam ochoty na jakąkolwiek konfrontację. W tej sprawie.

ONI TAM PRZYSZLI DLA POLSKI.

Jak mogę wyrazić im wdzięczność, że uznali, że i ja tam powinienem z nimi być? Dziękuję.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 40

Dodaj komentarz »
  1. Chętnie dołożę się na paliwo następnym razem, jeśli taka nędza. Proszę jeździć i tłumaczyć. Proszę tylko o kontakt. Pozdrawiam

  2. Takich Pił jest w tej chwili w Polsce coraz więcej. I mam nadzieję, że będzie przybywać.

    Pozdrawiam „zakupowicza” z ursynowskiego Leclerca. Do zobaczenia.

  3. W Pile mogło więcej przyjść, ale od czegoś trzeba zacząć.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Uwazam ze obecna klasa polityczna bedaca w opozycji nie jest w stanie nic wymslec aby przyciagnac ludzi.Moga to tylko zrobic ludzie dotychczas nie ubrudzeni polityka.

  6. Najnowszą POLITYKĘ kupiłem tylko dlatego aby przeczytać wywiad z dramaturgiem Pawłem Demirskim.
    Podobnie jak utalentowana pisarka Dorota Masłowska jest on fanem programu Magdy Gessler „Kuchenne rewolucje” – bo najlepiej „opowiada dzisiejszą Polskę”. Oto drobny fragment wywiadu:

    „… pokazuje, jak w Polsce wyzyskuje się pracowników, jak im się nie płaci, jak przedsiębiorcy przerzucają na nich swoją niekompetencję, jak są oderwani od rzeczywistości, jak aspirują do rzeczy, na których się kompletnie nie znają. I wszędzie jest brud, bałagan, nikt nikt dba o higienę. Pracownik, klient, biznes jest traktowany tak samo. Mieć i doić.

    JACEK ŻAKOWSKI: Ludzie wkurzyli ludzi. Nie władza?

    – Władza to tacy sami ludzie. Tak samo wkurzający. I ma tak samo odleciane aspiracje jak inni….

    JACEK ŻAKOWSKI: Co by [Magda Gessler] w kuchni PO znalazła?

    – Czytał pan wywiad z Michałem Boni w „GW”? To jest sequel wywiadu z prof. Marcinem Królem. Tamten mówił, że „byliśmy głupi”, a ten, że „byliśmy głusi”. Pomyślałem, że następny będzie „byliśmy ślepi”….

    Czy mi się przyśniło, że PRL przez 25 lat był konsekwentnie przedstawiany jako czarna dziura, mordor, albo świat z „Misia”? I jak się dziwić, że kiedy jest źle, ludzie szukają tej „czerwonej hołoty”? Dom wariatów się zrobił. Prawica goni „czerwoną hołotę”, a od drugiej strony słyszy, że zachowuje się jak bolszewicy. Na poziomie języka mamy wojnę domową bolszewii z czerwonymi. Ktokolwiek by rządził, opozycja mówi, że to powrót komuny. Zawsze komuna jest winna. W radykalnym lewicowym hip-hopie słyszałem taką frazę: „nosisz na koszulce przekreślony sierp i młot, a nie wiesz nawet nawet, kto zbudował twój blok”.

  7. @grzerysz

    Przeciwnikiem wszelkich totalitaryzmów, i tego czerwonego, i tego czarnego jest demokracja bedąca immanentna częścia ideologii liberalnej. Co słyszy obecna „czarna sotnia” – osobiście powiewa mi dokładnie. Kogo goni „czarna sotnia” – interesuje mnie wyłącznie z uwagi na fakt, ze przesladuje swego największego wroga, czyli liberalizm w przestrzeni publicznej. Sytuacja jest w związku z tym jasna dla mnie i jeszcze dla kilku osób liberalnej formacji. My mamy kogo gonić i zapewniam Pana, ze będziemy gonic az do skutku. Sieroty po PRL-u również. A pani Gessler jest mi znana wyłącznie z „recenzji” osób, które nie biora do reki niczego do czytania poza kolorowymi szmatławcami.

  8. @ Kalina
    Może demokracja liberalna nie jest dla ludzi zbyt atrakcyjna. I być może nie leży to w ludziach, lecz w „demokracji”, którą im się pod pozorem demokracji serwuje? Może ludzie mają już dość tej „zapyziałej demokracji” i z dwojga złego wolą już „solidną dyktaturę”?

    Według Komisji Weneckiej i jej działa pod tytułem Kodeks Dobrej Praktyki w Sprawach Wyborczych wybory demokratyczne muszą spełniać 5, a właściwie 6 warunków by być uznane za demokratyczne w świetle europejskiego i zachodniego dziedzictwa wyborczego. Wyraża się to w przymiotnikach, a więc wybory demokratyczne muszą być:

    – powszechne
    – równe
    – wolne

    – tajne
    – bezpośrednie

    a ponadto powinny się odbywać regularnie

    Czy wie Pani co każdy z tych przymiotników znaczy? A zwłaszcza 3 pierwsze, bo inne wydają się dość oczywiste? W razie wątpliwości odsyłam do podanego linku. Tam terminy oraz dozwolone ograniczenia są dosyć dokładnie objaśnione.

    Drugi pytaniem, które należy sobie zadać, jest to czy demokracja w Polsce tym prostym normom i warunkom brzegowym odpowiada. Ale by to rozsądzić trzeba rozumieć podane terminy oraz znać główne cechy ordynacji wyborczej w wyborach do Sejmu.

    W Polsce nadużywa się słowa „demokracja”, a dla większości tego słowa używających to pojęcie jest pustym, traktowanym bardzo powierzchownie sloganem bez treści. Co gorsza, jak ludzie wiedzą tę „demokrację” w działaniu to nabierają no niej coraz większego wstrętu i się od niej odwracają. Obojętnieją, a co gorsza alternatyw szukają lub je biernie dopuszczają.

    Osobiście uważam, że jak nie podejmie się poważnej dyskusji nad tym co się kryje za słowem demokracja, jakie warunki brzegowe muszą być dla jej działania zapewnione i nie wdroży ich się konsekwentnie w praktykę, to będzie nadal postępował proces kompromitowania „demokracji” i wzrostu wobec niej odrazy. Im więcej i głośniej będziemy krzyczeć „demokracja, demokracja” tym odraza do niej będzie większa i powszechniejsza. Ta „demokracja”, którą mamy zbyt mocno cuchnie gnojem z ruskiego kołchozu. Ja się ludziom wcale nie dziwię, że ludzie się od takiej „demokracji” odwracają. Ja już dawno się od niej odwróciłem i nie chcę z taką malowaną demokracją mieć nic wspólnego.

  9. Na pewno warto bronić demokracji dla PO, która tak ślicznie łamała Konstytucję. Myśl nowa blaski promiennymi niech wiedzie was na bój, na trud… Jakoś tak się śpiewało.

  10. Nie wiem czy pan wspomina w tekście o tym samym senatorze ze Śmiłowa, którego ja mam na myśli? Ten ludzki pan okazuje się być całkowicie bezkarny. Ludzi których korumpował wsadzono ciupasem za kratki, a on sam cieszy się wolnością. Żeby nie było, że ja śladem Ziobry pragnę wszystkich przestępców widzieć w kryminale, to od razu mówię, że nie. W takich przypadkach wymiar sprawiedliwości ma zadbać o zadośćuczynienie pokrzywdzonym. Potem musi odebrać takiemu sprawcy majątek, który powstał w wyniku przestępstwa. Na koniec zasądzić wobec kogoś takiego jak senator S wysoką nawiązkę. Tak wysoką, żeby został z tym z czym zaczynał. Po takim procesie i jego wykonaniu, może sobie taki ktoś żyć na wolności z kilkuletnim nakazem pracy społecznej. Więzienia są dla niebezpiecznych bandytów. Kropka.

  11. @snakeinweb

    I znów musze się z Panem zgodzić co do preferencji „polskiego ludu”. Jest oczywiste, ze na demokracji mu nie zależy, bo jest mu ona niepotrzebna. Przeciętny polski głąb nie musi głosować, bo i po co? Czy mu to da jeść albo na piwo? Rujnowanie kultury z wysokości ministerstwa (dalsze, bo PO już swoje zrobiła, zwłaszcza w Warszawie) tez głąba nie obchodzi, bo przecież on z niej nie korzysta. Skandalicznie informujące media go nie obchodzą, on oglada tylko mecze i ogłupiające seriale, których pod dostatkiem. Myslałam, ze przynajmniej chłopstwo się obruszy na fakt odebrania mu możliwości dysponowania ziemią, ale czasy Ślimaka Prusa dawno minęły:)) Tyle tylko, ze tych głąbów jest wprawdzie legion, ale sa jeszcze (przepraszam) dinozaury jak Pan Redaktor i kilkoro ludzi, którzy go poprą w razie czego:))) My tez jesteśmy stąd i też mamy prawo do realizacji naszych priorytetów. C do mnie – jestem gotowa się o to starać jak nie prawem, to lewem.

  12. Kalina
    26 kwietnia o godz. 9:59 443

    Popieram Giertycha na czele manifestacji KOD-u (Giertycha, którego w „GW” określano faszystą?). Ja, głąb, moher i wataha do wyrznięcia popieram też swoją murzyńskość, o której tak ślicznie mówił czołowy obrońca demokracji i konstytucji z PO.

  13. @Kalina
    26 kwietnia o godz. 0:02 434

    Wybitnego krytyka filmowego (a także literackiego) Andrzeja Wernera trudno podejrzewać o szczególną sympatię do „słusznie minionego ustroju”. Miałem przyjemność go spotykać wielokrotnie w niezapomnianym studenckim Dyskusyjnym Klubie Filmowym KWANT i słuchać jego doskonałych wprowadzeń do filmów pokazywanych w ramach „Akademii Filmowej”. Otóż tenże Werner napisał w swojej świetnej książce-eseju “Dekada filmu”: “Pokolenie, które w latach sześćdziesiątych namiętnie chodziło do kina (pomijając już inne formy aktywności kulturalnej), z pewnym zdziwieniem przyjmuje dzisiaj [książka ukazała się w 1997 roku – grzerysz] hasła powrotu do Europy. Bowiem już od wczesnej młodości było przyzwyczajone do życia wśród tych samych problemów, którymi żył świat zachodni. Nawet, jeśli nie przystawały one do warunków życia w Polsce. Z całą pewnością nie narzekaliśmy wówczas na nadmiar wolności. A jednak problemy bohaterów Antonioniego czy Bergmana były naszymi problemami. Co najmniej nauczyliśmy się je rozumieć.”

    Czy wiesz, że światowa prapremiera doskonałego filmu Antonioniego „Zawód: Reporter” miała miejsce właśnie w DKF KWANT działającym przy Klubie Studentów Politechniki Warszawskiej „Riviera-Remont”? Oczywiście w obecności reżysera. Brzmi to teraz zupełnie egzotycznie i nieprawdopodobnie, prawda?

    Jak teraz pragnę przypomnieć sobie jakiś film Antonioniego, Bergmana, Felliniego, Viscontiego, Herzoga, Tarkowskiego czy nawet naszego Hasa to muszę sięgać do swojej kolekcji DVD. W żadnej telewizji ambitnej klasyki filmowej nie uświadczysz.
    O teatralnej już nawet nie wspomnę.

    Jak ludzie wychowani na Antonionim, Bergmanie czy Fellinim mają teraz czytać polską tandetną prasę albo oglądać rodzimą debilną telewizję? Po prostu nie da się.

    Zrobienie ogromnej rzeszy ludzi wody z mózgu to szczególnego rodzaju osiągnięcie okresu „sukcesu transformacji”. Obawiam się, że jest to już nie do odrobienia.

  14. A gdyby tak coś nowego? Na przykład losowanie. Sędziów Trybunału Konstytucyjnego spośród doświadczonych sędziów, a posłów spośród wszystkich uprawnionych? Przy pomocy maszyny losującej, do której wrzuca się PESEL-e. I potraktować to jak obywatelski obowiązek, od którego zwalnia poważna choroba…

  15. Panie Andrzeju, jestem z Piły. Byłam na KODzie. Widziałam i słuchałam Pana. I byłam poruszona, bo „na żywo” to jednak o wiele bardziej przejmująco i prawdziwie. Dziękuję, że tak ładnie Pan o nas napisał, choć – szczerze mówiąc- jestem trochę rozczarowana swoimi współmieszkańcami. Politykujemy w zaciszu domowym, komentujemy i oburzamy sié w towarzystwie, ale gdy trzeba zdobyć się na jakiś konkret, wybieramy pilota od telewizora. Mam nadzieję, że Pana obecność w moim pięknym i nie prowincjonalnym mieście będzie dla pilan dowodem, że WARTO, TRZEBA I NIE WOLNO patrzeć bezczynnie na to, co się dzieje w kraju. Również w Pile.

  16. @grzerysz

    :)))) O filmografii lat 60-ych nie musi mi Pan opowiadać. Bylam namiętna fanka kina w tym czasie. Żeby dostać się na Konfrontacje potrafiłam siedzieć godzinami w kolejce pod kinem „Skarpa”. Z czasem zostałam zoną niezyjacego już krytyka filmowego i miałam dostep do pokazów zamkniętych na Krakowskim Przedmieściu. Nie rozumiem natomiast, co Pan sugeruje? Czyzby na swiecie przestano krecic dobre filmy? Chyba nie. Krecone są dobre produkcje i można je oglądać choćby na corocznym festiwalu filmowym w Warszawie (wyleciała mi z glowy nazwa). W kinach studyjnych, jak Muranów, niezmiennie puszczane sa swietne filmy. Telewizja natomiast nie emituje takich filmów. Mysle, ze problemem jest kasa, a poza tym po co, skoro można te filmy zamawiać na kasetach, np. w Amazonie. No i nie zmusza się telewizyjnego buractwa do oglądania ambitnych produkcji, bo jeszcze uciekloby sprzed telewizora i nie obejrzalo tych reklam, które trwaja dłużej niż film:)) Transformacja była nie po to, aby konserwować stary typ mentalny osoby korzystającej z kultury: statyczny i bierny. Jeśli komuś zależy na kontakcie z wielka sztuka, ma tej sztuki szukac, a nie siedzieć przed telewizorem i czekać, aż mu ktoś cos „pusci”. Z transformacji jeszcze trzeba było umiec korzystać…

  17. @takei-butei

    Przez grzeczność nie zaprzeczę:)))

  18. grzezrysz
    Piszesz w kółko to samo, nie tylko na tym blogu, jakby czas stanął w miejscu i po Bergmanie, Antonionim czy Fellinim została tylko pustka, a Polska stała się dzikim krajem, bez mała pustynią kulturalną.
    Nikt wykształcony, rozsądny i „posiadający wiedzę temacie” (wiem że od takiego zwrotu bolą zęby) kultury, który wychował się i dorastał w PRL, nie kwestionuje, że uczył się światowego kina nie tylko w DKF, na Konfrontacjach ale i w zwykłych kinach, poznawał również ( po 1956) światową literaturę dzięki super profesjonalnym wydawnictwom jak PIW, Czytelnik, Iskry,WL (nieśmiertelne), że ukazywała się „Literatura na świecie”, „Twórczość” , Dialog itd (nota bene pisma niszowe, bo lud ich raczej nie czytał).
    Nie ma sensu użalać się nad „postwszystkim”, co znane z młodości i opłakiwać niegdysiejsze śnieg.
    Mam dla ciebie radę na miarę pociechy: skup się i spróbuj wyszukać jak najbardziej współczesne wydawnictwa książkowe, które wydają znakomitą światową literaturę, liczne pisma kulturalne (z natury rzeczy niszowe), spektakle teatralne i filmy, które są głośne nie tylko w Polsce.
    Nikt rozsądny i kumaty nie kwestionuje również, że mamy, jak wszędzie w globalnej wiosce, zalew tandety, głupoty i kiczu, gdy chodzi o media i kulturę masową No i co z tego?
    Wybór należy do ciebie. Chyba że wolałbyś , by np. na zasadzie mediów patriotycznych, misyjnych w określonym kierunku, które właśnie zaprowadza PIS, powstawała również odpowiednia sztuka. Póki co min. Gliński obciął dotacje na wszystko co pachnie awangardą i nie niesie „wartości” albo autorami projektów są osoby dystansujące się od rządu/reżimu.
    Tak czy owak, PRL – poza okresem stalinizmu – był dla kultury niegłupim i szczodrym mecenasem. Mimo i obok tego, że w pewnym sensie „wymusił” działanie tzw. drugiego obiegu.

  19. Kalina
    26 kwietnia o godz. 13:32 449

    Ze wzruszeniem dziękuję! A, wolę być ostatnim głąbem i pierwszym z watahy do wyrznięcia, byle tylko nie mieć tak oświeconego umysłu, jak ty.

  20. Brońcie, brońcie, manifestujcie, brońcie Grasia z PO i jego demokratycznego podejścia do prywatnych mediów. Niech żyje Graś z PO, dla takich warto manifestować nie tylko w Pile, ale i w całej Galaktyce.

  21. „Ta Piła była nagrodą, od razu, przy tej ladzie mięsnej, za moje życie.”

    Ta pełna lada mięsna to też Pana zasługa. Ja pamiętam.

  22. @Kalina
    26 kwietnia o godz. 13:31 448

    „Żeby dostać się na Konfrontacje potrafiłam siedzieć godzinami w kolejce pod kinem „Skarpa”.

    A ja pod kinem „Moskwa”…

    „Nie rozumiem natomiast, co Pan sugeruje? Czyzby na swiecie przestano krecic dobre filmy? Chyba nie”.

    Oczywiście, że nie. Teraz filmy kręcą tak wybitni twórcy jak np. Michael Haneke czy Nuri Bilge Ceylan. Tylko, że do odbioru ich dzieł trzeba być zachęconym, przygotowanym, wyrobionym. Generalnie trzeba mieć potrzebę obcowania z dziełami sztuki – w tym wypadku sztuki filmowej. W czasach PRL mieliśmy świetny program telewizyjny gdzie z reguły puszczano dobre filmy. Cykl „100 arcydzieł kina światowego” praktycznie leciał w na okrągło. Pokazy były poprzedzane wstępami dobrych krytyków. Cykliczne audycje mieli doskonali popularyzatorzy filmu jak np. profesor Aleksander Jackiewicz. W PKiN działało kino dobrych filmów WIEDZA prowadzone przez Jerzego Płażewskiego. W całym kraju bardzo rozwinięty był ruch Dyskusyjnych Klubów Filmowych posiadający swój doskonały miesięcznik FILM NA ŚWIECIE. Ukazywało się sporo stojących na bardzo dobrym poziomie pism kulturalnych gdzie recenzje pisali wybitni krytycy (np. Konrad Eberhardt, Rafał Marszałek, Krzysztof Mętrak czy wielu innych). Był okres, ze tygodnik FILM stał na świetnym poziomie. Repertuar filmowy w kinach należał do najlepszych na świecie. Podobnie było z teatrem – swoje teksty publikowali tak wybitni krytycy jak Jan Kott, Konstanty Puzyna, Marta Fik, Jerzy Koenig czy Andrzej Wanat. Niezapomniany TEATR TELEWIZJI – poprzedzony kompetentnym wstępem – pozwalał każdemu na obcowanie z klasyką dramatu w wykonaniu najlepszych aktorów.
    Teraz nic z tego nie zostało.

    „Jeśli komuś zależy na kontakcie z wielka sztuka, ma tej sztuki szukac, a nie siedzieć przed telewizorem i czekać, aż mu ktoś cos „pusci”. Z transformacji jeszcze trzeba było umiec korzystać…”

    To nie jest takie proste. Jak młody człowiek mający na wszystkich kanałach telewizyjnych prawie wyłącznie debilne programy a do czytania tylko gazety i czasopisma gdzie tematyka kulturalna zupełnie nie istnieje albo stanowi margines ma mieć potrzebę obejrzenia filmu Hanekego czy Ceylana? Stąd ma wiedzieć, że Antonioni, Bergman, Fellini, Visconti, Herzog, Godard, Bunuel, Tarkowski czy Has kręcili świetne filmy? A nawet jak się dowie to gdzie je może obejrzeć? W ilu kinach w Polsce pokazywali filmy Hanekego czy Ceylana? Ja „Białą wstążkę” tego pierwszego obejrzałem we wspomnianym kinie „Muranów”. Na widowni siedziało nas może ze dwadzieścia osób…

  23. @mag
    26 kwietnia o godz. 13:56 450

    „Polska stała się dzikim krajem, bez mała pustynią kulturalną”.

    To może pewna przesada, ale nie aż tak wielka… Uczestnictwo w kulturze, szczególnie wysokiej, stało się udziałem bardzo nielicznych.

    „Mam dla ciebie radę na miarę pociechy: skup się i spróbuj wyszukać jak najbardziej współczesne wydawnictwa książkowe, które wydają znakomitą światową literaturę, liczne pisma kulturalne (z natury rzeczy niszowe), spektakle teatralne i filmy, które są głośne nie tylko w Polsce”.

    Problem polega na tym, że ja akurat tej rady nie potrzebuję. A 99,99% społeczeństwa teraz zupełnie nie jest tym zainteresowanym. I chyba nigdy już nie będzie.

  24. @grzerysz
    Tylko 0,1 procent pójdzie do kulturalnego raju?
    Pardon, ale chyba jednak przesadzasz w swojej pysze i megalomanii.

  25. Errata
    0,01@ wg @grzerysza

  26. @grzerysz

    Wszystko prawda. Tak było, a oglądać filmy uczył mnie Mętrak i Kałuzyński. Dzis też mamy podobne programy w TV Kultura oraz w Ale Kino+, choć przyznam, ze wolałam tamte…:))) Osobiscie bardzo mi brak recenzji filmowych w prasie kulturalnej. Wyjątkiem jest Tygodnik Powszechny i red. Anita Piotrowska. Musze jednak wspomnieć, ze do teatru (np. Współczesnego na słynne inscenizacje Axera), a także na ambitne filmy do kina chodziłam w liceum z klasą z inicjatywy „pani od polskiego”. Dom rodzinny i przykład rodziców jest z pewnoscia bardzo wazny, ale kształtowanie nawyków kulturalnych przez szkolę tez musi być. A dziś szkolnictwo lezy i kwiczy…

  27. Problemem współczesnej Polski jest jej postępująca peryferyjność, peryferyjność zdeindustrializowanego kraju uprzetwórców drewna i skóry oraz skręcaczy (obcego) sprzętu AGD i „call centers”; brak elit i wszechobecna pogarda wobec tzw. prostego człowieka; zanik jakichkolwiek potrzeb kulturalnych w społeczeństwie (patrz znikome czytelnictwo książek i pustki na ambitnych filmach i spektaklach teatralnych); upadek mediów oraz bardzo niski poziom ogromnej większości tzw. klasy politycznej.

    I to czy w Pile zebrało się „Może sześćset, może osiemset ludzi” czy nie niczego tu nie zmieni – najlepsze polskie uczelnie dalej będą się plasowały w czwartej albo piątej setce światowego rankingu a ci najlepsi będą czym prędzej czmychać za granicę.

    Dodajmy do tego głębokie rowy – chyba już nie do zasypania – między różnymi częściami społeczeństwa i mamy jak na dłoni widoczne efekty „sukcesu transformacji”.

  28. @Kalina
    26 kwietnia o godz. 16:08 458

    Z radością przyznaję, że zgadzam się z każdym słowem.

  29. Kalina, grzerysz
    26 kwietnia o godz. 16:08 458
    To po jakie licho wyciągaliście brudne paluchy w literę V? I jakiś głos dobywał się z krzaka; „Polska ale jaka”? I macie coście chcieli.

  30. jasny gwint – to było tak :
    Najpierw się podpięli pod „przodującą siłę narodu” a jak swego dopięli to się wypięli na „głąbów i mierzwę”.
    Miało być – „socjalizm – tak, wypaczenie – nie”
    Zostało – ” socjalizm – nie, wypaczenia – tak !”

  31. @mag
    26 kwietnia o godz. 15:28 457

    Te wyliczenia nie są wzięte zupełnie z sufitu.
    Jan Englert, wieloletni dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie, stwierdził na podstawie obserwacji sprzedaży ilości biletów na poszczególne spektakle w swoim teatrze, że w stolicy jest nie więcej niż 2000 osób skłonnych obejrzeć ambitne przedstawienie teatralne.
    Zakładam, że reszta kraju „dorzuci” maksimum 4000 osób. Mamy więc łącznie w Polsce 6000 widzów ambitnego repertuaru. Ta ilość pokrywa się ze statystykami oglądalności w polskich kinach najambitniejszych filmów kinematografii światowej. Jeśli ambitny film jest z jakiegoś powodu głośny to liczba widzów wzrasta do kilkunastu tysięcy. IDĘ przed Oscarem obejrzało nawet około 30000 widzów.
    Nakłady DIALOGU (mniejszy) czy LITERATURY NA ŚWIECIE, przecież znacznie większe od rzeczywistej sprzedaży i pokrywające też zapotrzebowanie szeregu bibliotek, wynoszą odpowiednio około 2000 i 3000 egzemplarzy. Przyjmuję, że prywatni czytelnicy kupują maksymalnie 800-1000 egz. DIALOGU i 1000-1200 egz. LnŚ.
    I to by było na tyle. Jak na czterdziestomilionowy kraj to zdecydowanie mało.

    Przyznaję, że DIALOGU już od bardzo dawna nie kupuję (LITERATURĘ NA ŚWIECIE sporadycznie). DIALOG Jacka Sieradzkiego to jednak nie DIALOG Konstantego Puzyny. Pamiętam doskonale jak na spotkaniu z młodzieżą licealną w pierwszej połowie lat 70. świetny krytyk literacki Michał Sprusiński stwierdził bardzo autorytatywnie, że ówczesny DIALOG to najlepsze pismo teatralne na świecie.

  32. W kwestii dostępności do wysokiej sztuki, opcją jest oparcie jej o mecenat oraz udostępnienie publiczności przez media publiczne na zasadzie otwartej licencji. Być może w Warszawie tylko 2000 osób jest gotowe pójść na spektakl w jego teatrze, ale w skali kraju spektakl ten w internecie może gotowych byłoby oglądać kilkadziesiąt tysięcy osób rocznie. Drugim krokiem powinno być tworzenie środowisk, osób zainteresowanych jakimś rodzajem sztuk, tak aby mogli oni wymieniać poglądy, wiedzę, także z twórcami, artystami i krytykami. Platforma komunikacyjna istnieje, brakuje jej jedynie animatorów. Być może trzeba inaczej popatrzeć na sprawę kultury, zająć się jej marketingiem w nowoczesny sposób. Wiele jest środowisk, które patrzą na problem sztuki tylko w ten sposób, że ona będzie istniała tylko wtedy gdy budżet da pieniądze, a tymczasem na sztukę trzeba patrzeć tak jak na demokrację w Pile. Demokracja i sztuka nie jest dana z góry. To jest pewien styl życia, kto go będzie praktykował, skutecznie przeciwstawi się szmirze i autorytaryzmowi. Osobiście popieram postawy takie jak zaprezentowane w tym wpisie przez Pana Andrzeja Celińskiego i uważam, że w ten sam sposób można ożywiać kulturę wysokich a nawet takich sobie, ale dobrych lotów, jak np. dla młodzieży zespół Breakout lub Dżem. Sam sobie dzisiaj nuciłem teksty Nalepy, który miał tyle wspólnego z PRL-em że wówczas śpiewał dla ludzi w Polsce. Tak więc i my nie musimy żyć w Polsce partyjnej, albo jej wspominać możemy po prostu być w jakimś stopniu wolni i życzliwi dla siebie.

  33. @Kalina
    26 kwietnia, g.16:08
    Miałyśmy tych samych mistrzów, stałyśmy w podobnych kolejkach na Konfrontacje itd.itp. ale to nie oznacza, że skoro dziś nie stoimy, bo wszystko jest w kinach albo na kasetach DVD, a do starych mistrzów starają się równać nowi i nawet wielu spośród nich całkiem nieźle to wychodzi, miałybyśmy się obrażać albo marudzić, że nie wszystko działa jak za naszego młodu.
    Że np. nikt nie zasługuje na miano nowego Kałużyńskiego lub jego ucznia Raczka i w ogóle to okropne, że zmieniły się zasady tzw. promocji i nie tylko recenzje celebryckich recenzentów są ważne.
    Kiedy słyszę ubolewania w stylu @grzerysza, uświadamiam sobie, że niektórzy starzejąc się, choć głupio do tego się przyznać, wypadają z obiegu, więc idealizują wszystko co było, nawet jeśli i dziś wytrzymuje to próbę czasu, ale jednak idealizują.
    Zamykają się na inny język przekazu, na inną konwencję, mają zwyczajnie za złe.

  34. grzerysz
    26 kwietnia o godz. 19:27 463
    I zrobili z ciebie starucha poza obiegiem.

  35. @mag

    To znaczy, ze my młode?:)))

  36. @jasny gwint

    Musze Pana zmartwić, ale ja jak najbardziej walczyłam „o take Polskie”. I wydawało mi się przez dwadzieścia kilka lat, ze Pana Boga złapałam za nogi. I w swoim braku wyobraźni nawet nie przyszło mi na myśl, ze mierzwa, która urodziła się po 1980 roku i takie ma pojecie o swiecie i historii jak ja o balecie klasycznym, wyniesie do władzy przestepcza junte.

  37. @grzerysz
    Michał Sprusiński, który istotnie był znakomitym krytykiem literackim ówczesnej młodej generacji dawno nie żyje (walnął nieszczęśliwie głową o bruk, będąc na wakacjach w Grecji). Nie żyje również np. Janek Walc, również świetny krytyk i publicysta, legenda Marca’68. No i co z tego?
    Co chcesz udowodnić, bo ja wciąż nie rozumiem jakiejś chorej fascynacji tym co było.
    To se ne wrati, a wszelkie porównania czy to opatrzone plusem, czy minusem są ryzykowne.

  38. Kalina
    Jasne, że my jeszcze młode.
    W porównaniu z @jasnym gwintem, na którego hasło „o take Polske” działa jak płachta na byka, bo on budował poprzednią Polskę, Ludową, a
    całe zło wzięło się dopiero z „Solidarności”.

  39. Proponuję wiec dla mięsa. Jak odzyskać zaufanie do paczkowanych? Może to też jest oznaką słabości obecnego systemu?

  40. Jeszcze wracając do relacji z demokracji w Pile. Uświadomić sobie trzeba, że wszelkie przejawy wspólnych demokratycznych działań, nie mogą funkcjonować, bez związku z samym prawem. Nie bez kozery bowiem Konstytucja jest zredagowana w ten sposób, że łączy pojęcie demokracji z pojęciem prawa w ten sposób, że mowa jest o tym, iż Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Taki zwrot implikuje, że zarówno obywatele jak i organy władzy muszą posiadać odpowiednią świadomość prawną nazywaną kulturą prawną. No i tutaj niestety problem jest taki, że obywatele będąc prawnie upośledzeni przez 25 lat takiej kultury prawnej w ogóle nie mają. Wiem, o czym piszę bowiem mieszkam jednocześnie w mieście jak i na wsi. W mieście znam mieszkańców bloku i ich poziom kultury prawnej, bowiem przez lata była potrzeba realizowania wspólnych przedsięwzięć i mogę odpowiedzialnie powiedzieć, że jest on po prostu żadny. Nie ma mowy, aby regulować umownie wspólne samorządowe przedsięwzięcia mieszkańców, bo oni po prostu nie potrafią w ogóle posługiwać się i nie mają żadnego nawyku aby to robić. Konflikty rozwiązywali przebijając opony tym którzy nie chcieli się dostosować. Nie ma żadnej kontroli nad finansami, żadnych zasad rozliczeń, zwrotu nakładów. Podobnie jest na wsi. Zwłaszcza autochtoni są zupełnie bezradni wobec działalności urzędu gminy. Tam jednak ludzie się znają i idą sobie na rękę, co czasami przybiera karykaturalne rozmiary, bo np. ziomek z urzędu ziomkowi z rodziny lub znajomemu potrafi poradzić, że wystarczy, aby podał że budynek wykorzystywany do działalności gospodarczej jest wiatą, a nikt tego nie sprawdzi i wszystko będzie zgodne z prawem. Dzięki tym układom sąsiedzi na wsi mogą robić co im się żywnie podoba. Wyrzucać i zakopywać śmieci gdzie bądź oraz palić czymkolwiek w piecu. Rezultat jednak jest taki, że jest sporu zgonów na raka w wieku 50-60 lat. Z powodu alkoholizmu umiera się tam w wieku 30-40 lat, a więc to są normy krajów niecywilizowanych, a alkoholików jest tam naprawdę dużo. Nie piszę przy tym wcale o organach władzy, a tylko o obywatelach, którzy po 25 latach są nadal w stanie pierwotnym, żeby nie powiedzieć półdzikim. W tych okolicznościach zgromadzenia dla Polski niekiedy mogą mieć, można to sobie wyobrazić, niekiedy nieco groteskowy charakter, niezależnie od tego kto je organizuje.

  41. @głos zwykły

    Niewatpliwie lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Niemniej wiedza prawna jest wiedza specjalistyczną, której przeciętny obywatel nie posiada, ponieważ ma inny zawód, a od porad prawnych sa prawnicy, wystarczy ich zatrudnić i zapłacić. No i zawsze i wszędzie obowiazuje zasada, ze nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności karnej. Wystarczy, aby obywatele o tym wiedzieli.