Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

11.12.2016
niedziela

Temat zastępczy

11 grudnia 2016, niedziela,

Jest coś chorego w okolicznościowych „debatach” w telewizjach o 13 grudnia. Ta data zawsze będzie w pamięci ludzi, którzy wtedy świadomie żyli. Niezależnie od ich stopnia ciekawości sprawami publicznymi. Stan wojenny dla wszystkich chyba był szokiem, chociaż emocje wokół niego mają i miały różne znaki.

Nie chcę tu referować swoich ocen. Wiem, że skoro od 36 lat 12 grudnia wieczorem nie mam ochoty na żadne radości, to zapewne już tak pozostanie. To była wtedy, i pozostanie tak z pewnością, bardzo smutna noc. Każda rocznica jest przygnębiająca. Gdyby nie obowiązek stawania wobec ludzi, którzy nie pamiętają, nie wiedzą, ale czekają relacji ludzi szczególnie wplątanych w historię tamtego czasu – nie wychodziłbym z domu. Moim pragnieniem jest, by dzień ten, zwłaszcza wieczór i noc z 12 na 13 grudnia, stał się wreszcie dla mnie dniem ciszy.

Co roku staję przed tym samym wyzwaniem. Chciałbym zostać w domu. Jestem jednak zapraszany do telewizji, z reguły wiedząc, że swoją wiedzą i ocenami pozostanę w nich nie tylko w samotności, ale często obrażany impertynencją, złą wolą, a choćby zwyczajną ignorancją ludzi, którzy najwyraźniej nie rozważają racji, lecz komunikują prawdę. Z roku na rok bardziej pewni swej prawdy i wywyższeni tą swoją prawdą.

Nieszczęśliwy naród, którego historia, świeża tak bardzo, że obecna we własnych albo przynajmniej najbliższej rodziny doświadczeniu – wywołuje tak wielką traumę. Nie wiem, czy my, pamiętający, uczestniczący w niektórych z tamtych zdarzeń, musimy umrzeć, aby Polacy mogli rozważać historię tak, aby mieć z tych rozważań korzyść. Nie dla wzruszenia emocji, coraz częściej jednoznacznie negatywnych, lecz dla lepszego rozumienia współczesności i pełniejszego wiedzą rozpoznania różnych dróg, jakimi możemy iść w przyszłość. Dla roczników, których PESEL zaczyna się „7”, „8”, „9”, wiedza, a nie emocje (zwłaszcza oparte na artefaktach), tę wiedzę zastępujące, mogłaby być użyteczna dla staranniejszego przemyślenia języka współczesnych sporów.

Mój profesor, jeden z czterech „wielkich”, jakich miałem szczęście spotkać w młodości, ale największy, bo byliśmy ze sobą przez kilka lat na co dzień, na uniwersytecie, kiedy pracowałem w jego Zakładzie Norm i Patologii Społecznej IPSiR w latach 1972-1977 i który umożliwił mi realizować swoje wybory wobec „komuny”, Adam Podgórecki, powiedział mi kiedyś mimochodem, jakby obok spraw, które mnie coraz bardziej wciągały: „Kiedy znajdzie się pan w ciasnym pomieszczeniu z rozwścieczonym wilkiem, lepiej nie przypierać go do kąta, bo wtedy rzucić się będzie musiał panu do gardła, lepiej dać mu jakąś drogę ucieczki wzdłuż którejś ze ścian”.

Oczywiste było w 1981 roku, że nie wygramy. Jeśli wolność i niepodległość miały być miarą zwycięstwa. Inwestowaliśmy w świadomość, w umiejętności samoorganizacji i w myślenie kategoriami politycznymi. Los uczynił tę inwestycję szczęśliwą. Mało które z wielu pokoleń Polaków miało takie szczęście jak nasze, solidarnościowe pokolenia. Dla niepodległości i dla wolności tam byliśmy. Nie dla jesiennych akcji: „cebula”, „ziemniaki”, „grzyby”. Nawet nie dla praw pracowniczych. Związek zawodowy był jedynie możliwą wówczas formą ruchu narodowo-wyzwoleńczego. To, co tamte lata nam, Polakom, przyniosły, to zmianę kodu kultury politycznej, kodu rozmowy o Polsce. Sens, jak pisze Jan Widacki, zastąpił mit. Oznaczało to prymat myślenia i zarządzania walką o wolność podług celów, a nie deklamacje nadziei i tęsknot. Urealnienie politykowania. Wraz z poszerzaniem się możliwości określanych zmianami polskiej zewnętrzności coraz więcej było do stracenia. Pojawiła się nowa kategoria: „minimalizowanie kosztów”. Dla ludzi gorących, ale niekoniecznie „politycznych” (gdzie „polityka” jest wartością, a nie antywartością – co jest jednym z kryteriów różnicowania sytuacji niewolnika od sytuacji człowieka wolnego) było to i pozostało piekielnie trudne.

Dzisiejsze „debaty” są coraz bardziej zaciekłe i coraz bardziej wyprane z sensu. Zniechęcają młodych, dla których są motywem wypowiadanych bezmyślnie prawd typu: „Tamto pokolenie musi umrzeć, żebyśmy żyli normalnie”. To wina mediów. W społeczeństwie podzielonych racji, widzącym tragiczny wymiar tamtych wydarzeń, jednostronny przekaz którejkolwiek ze stron dziwi i zastanawia. Czy komercyjnie motywowana teatralizacja ma sens? Jakiej wartości, poza kasą, służy? Może milczenie jest właściwsze?

Nie wiem. Jeśli biorę udział w tych „debatach”, to dlatego, że wiem, iż absencja oznaczać będzie, że pozostanie jedynie ten przekaz, który mocno tkwi w polskiej mitologii. I który jest kompletnie nieprzydatny dla współczesnych w ich trudnych decyzjach dotyczących przyszłości.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. @Andrzej Celiński.

    Profesor Podgórecki nie miał chyba zbyt wysokiego mniemania o pilności, z jaką aspirujący polityk Andrzej Celiński przykładał się do lektur. Zacytował ,,mimochodem” metaforę o szczurze wymyśloną przez Sun Tzu a powtórzoną przez Macchiavellego, czy też całkiem współczesne, angielskie ,,never corner a rat”. Wystarczyło zamienić szczura na wilka i już młody ignorant zachwycił się tak, że po latach to wspomina. I tak to leci: zadęcia kupa a wiedza żadna. Stąd te Pana porażki za porażkami podlane coraz bardziej groteskowo czczą gadaniną. Jedyne co Pan posiada Panie Senatorze etc. to wyniesioną z inteligenckiego domu pewną sprawność retoryczną. Cała reszta to pustka. Żadnego sensownego wykształcenia, żadnej realnej erudycji, żadnego zawodu, żadnych umiejętności zdobywania poparcia politycznego. Pustka.

  2. Kiedy porusza Pan sprawy sięgające trzewi, teksty Pańskie stają się bardziej wiarygodne. Pokolenia Solidarności sprawdziły się “w godzinie próby” – padły – jak zwykle w Polsce po 1608 – w czasach liczenia zysków…
    Religia, może być i bywa – spoiwem społecznym, może być i bywa “opium dla mas”, może być siłą twórczą, może stać się narzędziem destrukcji i zniewolenia…
    Pokolenia Solidarności oddały pokój walkowerem…
    Powszechne akceptowanie “uzasadnionego bezprawia” odrealniło rzeczywistość. Mitomania i pazerność WSZYSTKICH elit w kraju zniszcyły etos Solidarności.
    Nie dziwię się, że nie chce Pan wychodzić z domu… teraz to i tak za późno!
    Jak po powstaniu Styczniowym, pora wrócić do podstaw! Wtedy się udało, może i dzisiaj ktoś da pozytywny przykład… i zaczniemy ponownie mówić ludzkim głosem i na temat!

    Łączę pozdrowienia i wyrazy szacunku.

  3. Mity głosi się łatwo, gdyż wiara nie potrzebuje sensu. Wiedza ludzi zainteresowanych najnowszą historią Polski i aktywnych politycznie, których PESEL zaczyna się na 7, 8 lub 9, jest trudna do zdobycia w audycjach telewizyjnych i radiowych o narodowym rycie lub w tabloidach i prawicowych czasopismach. Młodzi ludzie w naszym kraju nie mają zbyt wielu przewodników, którzy im wskażą co czytać, oglądać i słuchać o naszej politycznej przeszłości z ostatnich 36 lat, o naszej teraźniejszej sytuacji społeczno – politycznej i ekonomicznej oraz o przyszłości naszej Ojczyzny w najbliższych 2 – 3 latach rządów obecnej ekipy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Patrząc na to co się obecnie dzieje jestem coraz bardziej pewny , że stan wojenny uratował Polskę i Polaków przed katastrofą. Pamiętam dobrze ten czas bo przeżywałem go jako człowiek prawie pięćdziesięcioletni. Pamiętam jak radykalizowała się solidarność i byłem mocno zaniepokojony pewnością z jaka wielu jej przywódców twierdziło że „czerwoni” już leża. Słuchając zagranicznych audycji oceniałem, że zagrożenie interwencja zewnętrzną rośnie.
    Ogłoszenie stanu wojennego pacyfikacja zakładu w którym pracowałem było szokiem. Bardzo niepokoiłem się o matkę ,brata z żona i dzieckiem którzy udali się do ciotki do Szwecji. Dopiero po pewnym czasie dowiedziałem się że zdążyli dopłynąć i są za granica. Jednak w miarę trwania stanu wojennego uspokoiłem się widząc, że władzy nie zależny na brutalnym stłumieniu buntu , a wręcz przeciwnie stara się by ofiar było jak najmniej. Władza wojenna sprawdzał dokładnie wszystkie donosy świń które chciały wykorzystać to co się działo dla siebie i i szybko stawiały do pionu takich partyjniaków. To co powyżej napisałem wiem z autopsji bo jeden donos dotyczył mnie osobiście a drugi mego kolegi z pracy.
    Po donosie znalazłem się w grupie przeznaczonej do internowania , ale po 12 godzinach odesłano mnie do domu. byłem jednym z wielu którzy zapisali się do solidarności , ale żadnej funkcji tam nie pełniłem. Kolega dowiedział się o donosie na swoja osobę i sam poszedł do władzy wojskowej w zakładzie. Tam po sprawdzeniu zaproponowano mu stanowisko w miejsce donosiciela (chciał pozbyć się konkurenta do stanowiska, bo kolega od pewnego czasu był popierany przez ludzi , a więc go nsie obawiał)
    Te fakty i to co obserwowałem uspokoiło mnie i już te transportery i wojsko na ulicach mnie nie niepokoiło.
    Tak jak większość popadłem w marazm i straciłem nadzieję na zmianę ustroju.
    Gdyby nie stan wojenny jestem pewny że władzę w związku przejęli by radykałowie co musiało by doprowadzić do katastrofy nawet przy założeniu braku interwencji zewnętrznej. Załamanie gospodarcze które musiało by wówczas nastąpić spowodowało by bunt przeciw nowej władzy co natychmiast by wykorzystali politycy o najniższym morale (typu J. Kaczyński). Taki scenariusz to droga do wojny wewnętrznej o władze (czyli tej najbardziej niszczącej z możliwych)

  6. ..13 grudnia !! ,pokochaj sasiada ,pokochaj politykow pokochaj nawet pana prezesa J.K a moze i ,,ojca ,,dyrektora,tych gorszego sortu ,dawnych komuchow ,UBekow ,pokochaj bezdomnych ,i tych co maja wiecej ,i tych co nic nie maja -emigrantow ,ludzi innego koloru skory Dajcie sobie znak !! znak pokoju !!

  7. Dobrze ze nie było waszego rozlewu krwi…Jugoslawia czy ostatini Syria pokozali jak mozna…a teraz religia Kosciola Rydzykowo-Katolickiego dzieli nas bardziej niz Komuna i Jaruzelski…

  8. 13 grudnia 2016 r. kazdy OBYWATEL Rzeczpospolitej MUSI wyjsc na ulice by powiedziac NIE rezimowi brunatnych ciemniakow Kaczynskiego.

    Inaczej staniemy sie miazga ludzka.

  9. Tutaj zgodzę się z Autorem. Tematy historyczne a zwłaszcza ten to klasyczne tematy zastępcze, które od dekad są niemiłosiernie mielone, by skrywać niekompetencje polskich mediów i polityków.

    Dla mnie zarówno wybór papieża Polaka, jak i „karnawał Solidarności” a potem stan wojenny i obrady „okrągłego stołu” są dzisiaj wspomnieniem niebywałych przeżyć osobistych i wspólnotowych. Kawał ważnej i wielkiej historii przetoczył się jak walec przez nasze życie nie robiąc przy tym nikomu (poza ekstremalnymi wyjątkami) większej krzywdy. Suma summarum zmiany przyniosły pozytywne rezultaty i miały słuszny kierunek. Wydarzenia były zarazem niezwykłe i wielkie, ale z perspektywy dziejów wielce logiczne, wręcz oczywiste.

    To jest jednak już tylko historia, która powinna być przedmiotem pracy historyków i może rodzinnych wspominków przy piwie i kiełbaskach „u cioci na imieninach”. Z pewnością nie przedmiotem idiotycznych, pieniackich i instrumentalizowanych „debat publicznych”.

  10. Polacy mają jakiś masochistyczny zwyczaj obchodzenia rocznic klęsk. Pamiętają klęski, zapominają zwycięstwa – patologia jakaś.

  11. Rozumiem, że pije Pan do KOD? Który wykorzystuje nieznajomość najnowszej historii Polski (wśród młodszych niż 30-latkowie) i chce stworzyć propagandowy mit, iż właściwie Polska PiS (Kaczyńskiego) to Polska stanu wojennego (Jaruzelskiego)?

    Czy ktoś się na to nabierze? Wątpię

  12. Wzorem lat minionych, w oknie swego mieszkania wystawiłem zapaloną świecę.
    Okna zajmowanego mieszkania wychodziły na siedzibę komendy milicji. Obraz pamiętam do dziś.

  13. pawel markiewicz – 13 grudnia o godz. 14:07 11816
    Doktora to można obronić w sądzie a nie na uczelni.

  14. Momo1 – 17 grudnia o godz. 18:20 32134
    Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.
    Art. 113. Zasada jawności posiedzeń
    Posiedzenia Sejmu są jawne. Jeżeli wymaga tego dobro państwa, Sejm może bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów uchwalić tajność obrad.