Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

2.01.2017
poniedziałek

Sens przywództwa

2 stycznia 2017, poniedziałek,

„Nie będzie nigdy pokoju w Europie, jeśli państwa zostaną zrekonstruowane na bazie narodowych suwerenności” – pisał Jean Monet w Algierze w 1943 roku. Był tam z francuskim rządem na uchodźstwie, odpowiadał za planowanie strategiczne. Ekonomista, przedsiębiorca – współpracownik generała de Gaulle’a i Winstona Churchilla, wysłany przez premiera rządu JKM do Ameryki, został doradcą prezydenta F.D. Roosvelta. W czasie wojny wypełniał swoim intelektem i działaniem wielką rolę kolejno i łącznie dla Francji, Wielkiej Brytanii i Ameryki. Mówiono, że skrócił wojnę o rok. Nie bał się myśleć prędzej i dalej niż współcześni i wyciągać wnioski. Spotkał innych jak on myślących – dalej niż paradygmat ich czasu. Między innymi Roberta Schumana, Alcido De Gasperiego. Architekt Wspólnot Europejskich. Draft deklaracji Schumana z 9 maja 1950, od której zaczęto formalnie budować to, co stało się Unią Europejską, wyszedł spod jego pióra.

Monet w 1919 roku, w wieku 31 lat, został zastępcą sekretarza generalnego Ligi Narodów. Rozczarowany jej nieskutecznością, zrezygnował. Był pragmatykiem. Wiedział, jak ważna jest świadomość ludzi – „czasem jak wielki głaz nie do poruszenia, czasem jak powódź w ciasnej dolinie powstała po zerwaniu wielkiej tamy”. W 1955 r. animował Action Committee for the United States of Europe, skupiający różne środowiska i organizacje, w tym związki zawodowe dla ożywienia idei budowy wspólnej Europy wtedy, kiedy zatrzymała się w przestrzeni gospodarczej. Jeśli pokój ma imię i nazwisko, to Jean Monet, jego odwaga i dzieło jest jedną z jego twarzy.

U nas rośnie idea „narodowa”. Nie kłopoczą się tym politycy, na których spoczywa odpowiedzialność za przyszłość. Raczej przeciwnie. Nie kryją zrozumienia. Mówią, bez żalu czy zaniepokojenia, że nie tylko u nas rośnie nacjonalizm. Mają satysfakcję, że Polacy są w nurcie zmian. Bliżej im do izolacjonistów, nacjonalistów, egzitowców niż do demokratów w liberalnym rycie. Który dał Europie pokój i dobrobyt. I który dzisiaj przeżywa kryzys.

To nie głęboka znajomość historii, szczególnie intensywne uczestnictwo w kulturze, nie rodzinna tradycja potu i krwi oddanych ojczyźnie spajają ich „naród”, a potrzeba tożsamości opierająca się na idei wspólnego wroga. Nie to, co jest „nasze”, lecz stosunek do „obcości”, która jest wroga. Kim wróg jest, zależy od aktualnej potrzeby, od kontekstu. Istotą jest użyteczność. Wrogiem może być „uchodźca”, „komunista”, „lewak”, „islamista”, Niemiec, Ruski lub Żyd. Albo ktoś „z Magdalenki”. Ten, kto był w partii, albo czyi rodzice tam byli. Chyba że jest z nimi, wtedy zło się go nie czepia. PiS jest dobry – wykonuje pożyteczną robotę. Do czasu. Kiedy ją zakończy, oni z nim też się rozprawią. Polak katolik. To mus. Żaden Swarożyc. Wchodzą do kościoła za takim duchowym przewodnikiem jak ksiądz J.M. W szpalerze dzielnych wojowników ze stosownymi sztandarami w garściach i opaskami na rękawach odprawiają swój parteitag w katedrze.

Kościół jeśli nie wspiera, to milczy. „Narodowcy” dla biskupów polskiego Kościoła to w najgorszym dla „narodowców” przypadku zbłąkane owieczki, skrzywdzone ustrojową transformacją, słusznie zaniepokojone kosmopolityzmem współczesnego Zachodu, trafnie odczytujące prawdziwe wartości. „Narodowcy”, PiS i Kościół zgodni są dziś w trzech rzeczach. Europa bardziej niepokoi, niż daje nadzieję. Jeśli Polak – w wychowaniu, w kulturze, w mediach – to oczywiście heteroseksualny katolik. Jeśli nie jest heteroseksualnym katolikiem, to powinien siedzieć z tym cicho, bo to jest nieskromna dewiacja. Większość nie może przecież podporządkowywać się mniejszości. Większość to katolicy. Prawo państwowe powinno respektować wartości tej większości. Biskupi są szafarzami prawdy, którą państwo powinno w swym ustawodawstwie respektować. Komu się nie podoba – może wyjechać.

Znam to z po części zabawnego, a w pewnym sensie wyróżniającego przeżycia. Rok 1968. Miałem 18, brat 21 lat. Obaj zaplątani w Marzec. Ja na Uniwersytecie, brat na Akademii Medycznej. Ojciec pracował, między innymi, na Politechnice. Był bezpartyjny, z historią życia, którą się nie obnosił, ale wyróżniał się jakoś swym kunsztem projektanta realizowanym poza Politechniką. Postanowiono, trochę poza nim, choć wtedy było już po konsultacji, wiedział o tym i bardzo mu to odpowiadało, utworzyć biuro projektów PW dla wykorzystania potencjału ludzi takich jak on.

Jemu zamierzano powierzyć realizację tego projektu. Właśnie to zapewne sprawiło, że znaleźli się zainteresowani w zrobieniu mu kuku. Musiała maczać w tym palce esbecja, zawsze była dla potrzebujących pod ręką – ktoś wiedział, że nie da się, przynajmniej w rozumieniu ustaw norymberskich, przypisać nam niesłusznego wtedy pochodzenia. Niewidzialna, ale czujna ręka podłożyła Ojcu na biurko kartkę z cudownym dla nas określeniem: „Bracia Celińscy – kryptożydzi”.

Żydem można się było urodzić, żadna zasługa, na bycie kryptożydem trzeba zasłużyć. Dla „prawdziwych Polaków” nie trzeba być „kryptożydem”, by zostać wykluczonym. Wystarczy, że się popiera niesłuszne sprawy. Czyli te, które ktoś w jakimś momencie uzna za niesłuszne. Huczą mi wciąż w uszach wykrzyczane przez duet Kaczyński/Brudziński słowa. Specyficzne myślenie o perspektywie Polski, o jej przyszłości, o istocie polityki i demokracji. Blisko im do „narodowców”. Bliżej niż wielu ich zwolennikom się wydaje.

Europa jest w kryzysie. Jest w sytuacji splatających się ze sobą kilku kryzysów. Dwa pośród nich, co już na tym blogu pisałem, to kryzys PRACY i kryzys niekontrolowanej, masowej MIGRACJI rozwalającej istniejące kody kultury współżycia społecznego. Ani jeden, ani drugi nie są do rozwiązania bez ucieczki do przodu. Jeśli Europa nie chce powrócić do formuły państw narodowych sprzed 1939 roku. Europa potrzebuje więcej, a nie mniej wspólnej polityki. Więcej wspólnego rządu działającego na podstawie wspólnych praw przyjmowanych z poczuciem konieczności większego wspólnego zaangażowania jej narodów. Kryzys pracy jest przede wszystkim (nie wyłącznie) pochodną braku polityki w skali świata, kiedy kapitał w istocie nie zna granic. Pokój zaś w Europie to nie tylko odejście (częściowe) od idei państw narodowych, ale społeczna gospodarka rynkowa i polityka wyrównywania poziomów. Kryzys migracyjny, jeśli zasada swobodnego przepływu ludzi wewnątrz Unii ma być zachowana, wymaga wspólnej polityki i solidarności państw członkowskich. Jesteśmy potrzebni Europie dla wypracowania tej wspólnej polityki. Izolując się od problemu migracji – rezygnujemy z istotnej roli w Unii. Sami wychodzimy na margines.

Polska ze specyficznością swej sytuacji (poziom życia i konkurencyjność gospodarki, sąsiedztwo wschodnie i obciążenia historyczne z tym sąsiedztwem związane, relatywnie niska wartość kapitału ludzkiego i śladowa jedynie wartość kapitału społecznego) może mieć wpływ na sprawy europejskie jedynie wtedy, kiedy jest w głównym nurcie Unii. Nie są głównym nurtem wzbierające nacjonalizmy. Jeśli one kiedyś wywrócą jedność Europy taką, jaką znamy, i taką, która gwarantowała przez 70 lat pokój, to my będziemy pierwszą ofiarą tej zmiany.

Prawdziwą politykę tworzą ludzie odważni. Schlebianie popularnym sądom nie jest znakiem odwagi. Nikt trzeźwy nie będzie nas poważnie traktował, jeśli nasz rząd zachowywać się będzie jak rozkapryszony dzieciak, któremu wszystko się należy, czego chce, ale którego egoizm wyklucza oddanie innym cokolwiek własnego.

Prawdziwym przywódcą narodu jest ten, kto potrafi realizować długookresowe cele, czerpiąc siłę z całej wspólnoty. Dzielenie jako metoda polityki, a już szczególnie wykluczanie, jest zaprzeczeniem sensu współczesnego przywództwa. Europa przezwycięży współczesną falę nacjonalizmów. Będzie nam strasznie głupio, jeśli dokona tego nie tylko bez naszego udziału, ale wbrew polityce polskiego rządu. Na otarcie łez pozostanie nam towarzystwo Czechów, Słowaków i Węgrów. Ale to nie my zadecydujemy, czy oni pozostaną z nami do końca.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. „Faszyści przyszłości będą nazywać się antyfaszystami” – Winston Churchill

  2. Każdy tekst o braku czy sensie przywództwa odbieram jako czkawkę sierot po PRL-u, a może nawet sierot po nazizmie i komunizmie.

    Normalna demokracja nie potrzebuje pieprzonych przywódców, wodzów i „zbawicieli”. Normalna demokracja żyje z oddolnych i demokratycznych procesów decyzyjnych wpisanych w instytucje demokratycznego państwa.

  3. „„Nie będzie nigdy pokoju w Europie, jeśli państwa zostaną zrekonstruowane na bazie narodowych suwerenności””

    „Europejczycy wcześniej lub później rozwiną skuteczną wspólną politykę granic. Na stałe imperatyw terytorialności przeważy. W końcu nie istnieje żaden moralny obowiązek do „samounicestwienia.”
    Państwu narodowemu prorokuje Sloterdijk „długie życie.” To jest jedyny polityczny konstrukt, który do chwili obecnej, jako tako funkcjonuje. ” UE ma większą przyszłość jako luźny związek niż w przypadku zacieśniania.” (http://cicero.de/berliner-republik/peter-sloterdijk-ueber-merkel-und-die-fluechtlingskrise-es-gibt-keine-moralische)

    Trochę Pan oszukuje. Schuman był za związkiem państw narodowych.
    Stwierdzenie Moneta, w środku wojny, nie jest żadną prawdą ponadczasową. Pokój w Europie zapewniła broń atomowa, aczkolwiek brzmi to paradoksalnie. Monet nie był w stanie jej przewidzieć. Idee narodowe rosną w wielu krajach. Zapomniał Pan o Brexit, zna Pan wyniki sondaży w Holandii i we Francji? Należy się zastanowić co zrodziło Trumpa, Orbana i CO. Co jest kauzalną przyczyną przyczyną takiego rozwoju. Pan sugeruje że zła wola pewnych polityków. Ale to nie politycy rodzą pewien model polityczny, oni tylko realizują model polityczny na który jest zapotrzebowanie wyborców. Może pogrzebmy w neoliberalizmie, systemie który przekształca ludy w ludy koczownicze, ciągnące po stepach tam gdzie jest trawa upsss.. praca, bez gwarancji na najbliższą i dalszą przyszłość z ryzykiem powiązanym z założeniem rodziny. Wynikający z tego deficyt demograficzny usiłuje się wyrównać importem ludzi z obcych kultur, w imię poronionej idei państwa europejskiego nachalne próby pozbawiania tożsamości narodowych. Nie doceniono instynktu samozachowawczego narodów. Ten proces będzie postępował, dopóki nie zostanie przedstawiona rozsądna propozycja integracji narodów. Ubolewanie nic tu nie pomoże. Procesami społecznymi nie da się sterować przy pomocy propagandy. Zbyt wielką możliwość przypisuje Pan Kościołowi. Gdyby retoryka kościelna nie odpowiadała oczekiwaniu narodu, zostałaby odrzucona. Najlepszy przykład – uchodźcy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Panie Celinski

    Kto i jaka polityka sa odpowiedzialne za obecny kryzys UE?

    Slawomirski

  6. Panie Redaktorze pisze Pan: Prawdziwym przywódcą narodu jest ten, kto…Przypominam, że Niemcy od zjednoczenia Niemiec a już napewno od klęski w I WŚ czekali na przywódcę kto…Tu wiemy jak się to skończyło…
    Polacy ,,od początku demokracji” marzyli o ,,silnym człowieku” który zrobi porządek z tym ,,burdelem – jak Piłsudski”.A ileż ulic Marszałka mamy…

  7. Jest to tak oczywiste,że niektórym władcom i dążącym do władzy bardzo się to niepodoba i propagują exit z UE .Ale co tam „raz się rządzi a po nas choćby potop”.

  8. Bardzo trafne uwagi. Podziela je cala stara Europa. Ale to my pirwsi pokazalismy komunie, czyli Moskwie ,Kozakiewicza gest i przyczynilismy sie posrednio do ich upadku.
    Idac za tym ciosem po cwiercwieczu zycia w demokracji – obojetnie, jaka by nie byla – pierwsi znowu dajemy haslo do zlikwidowania wspolnoty europejskiej, buntujac sie przeciwko ukladom, ktore zatwierdzalismy i podpisywalismy, domagajc sie uznania wlasnych. Jestesmy obok Wegrow najwiekszymi przeciwnikami Unii, tej ktora wyciagnela nas z cywilizacyjnego zacofania do pierwszych szeregow panstw starego kontynentu.
    Zwolennicy powrotu Polski do zasciankow, czyli szlacheckiej, sa zdania, ze to wlasnie nasz kraj daje Europie wiecej, niz sam z niej korzysta. Chyba studiowali oni w Moskwie, gdyz Rosjanie i Putin tez tak sadza.

  9. Są różne nacjonalizmy.Najbardziej praktyczny ,czyli mądry to Czeski.Nie wywołują idiotycznych powstań ,wojen ,i przeczekują złe czasy.A warzyć piwo też potrafią ,I patrzeć na świat bez pomocy guseł i takich tam.,innych wierzeń I jakoś ich opaczność nie karze .a pozwala być szczęśliwym narodem.A to co uwierało podrzucili nam kiedyś do Poznania.Tylko po jaką cholerę ta Śnieżka stoi między nami.i przeszkadza .Może bylibyśmy do siebie podobni.

  10. Zgadzam się z panem ale chyba -( oby nie) , jesteśmy w mniejszości.