Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

5.03.2017
niedziela

Pomarzę sobie – dwa lata po. Rok 2021

5 marca 2017, niedziela,

Myślę o zdarzeniu zdaje się dzisiaj wręcz niemożliwym – z uwagi na determinację obecnej władzy i na brak przesłanek dla nadziei na zjednoczenie demokratów, żeby tę władzę odsunąć. Ale przecież zdarzają się w polityce, nawet tej najdonioślejszej głębią i zakresem zmian, rzeczy nie do pomyślenia. Aż do 1987 r. nikt trzeźwo myślący w Polsce, w Europie Zachodniej czy w Ameryce nie zaprzeczył zdaniu, że co w Europie w sprawach fundamentalnych wojną ustanowione, jedynie wojna może zmienić. Dwa lata później Polacy wybili się na niepodległość, runął mur berliński, Lech Wałęsa przed połączonymi Izbami Kongresu Stanów Zjednoczonych obwieszczał wolność Europy Wschodniej. Za chwilę daliśmy obywatelom prawne gwarancje wszelkich wolności i praw, zmieniliśmy ustrój gospodarczy, uwolniliśmy wymiar sprawiedliwości spod dominacji władzy wykonawczej, wprowadziliśmy samorząd terytorialny, odwróciliśmy o 180 ̊stopni kierunki wymiany gospodarczej. Rozpadł się Związek Radziecki, a Polska odnalazła miejsce w NATO i w Unii Europejskiej. A teraz, kiedy zdawać się by mogło, że tylko uważnie patrzeć, stabilizować, modernizować, naprawiać, rozwijać – wysadzamy to wszystko u siebie w powietrze. Polityka. Nie da się jej przewidzieć.

Lecz prawdziwie fascynującą historię zapisują ci, którzy potrafili wyjść przed szereg. Rozumiejąc przeszłość, trafnie odczytywali możliwości. I nad nimi pracowali. Tacy byli ojcowie założyciele wspólnot europejskich: Jean Monet, Robert Schumann, Alcide De Gasperi, Konrad Adenauer, Paul-Henri Spaak. U nas w 1965 r. arcybiskup (później kardynał) Bolesław Kominek i ówcześni wielcy hierarchowie, kardynałowie Wyszyński i Wojtyła, tworzący, przy głębokim dla ich listu do biskupów niemieckich niezrozumieniu, także pośród wiernych, moralne i metapolityczne podwaliny pod przyszłe zjednoczenie Europy. Pod szew, który miał zastąpić żelazną kurtynę.

Zwłaszcza w sytuacjach trudnych, kryzysowych, kiedy przyszłość mętnieje, potrzeba odpowiedzi na pytania: czego oczekujemy? Dokąd zmierzamy? Co zamierzamy? Jak sobie wyobrażamy tę Polskę dzień, rok, dwa lata po przełomie?

Nie szkodzi, że dzisiaj przyszłość, nawet ta za rok, zdaje się chaosem. Nic o niej nie wiemy. Ci, którzy burzą cały ten wielki dorobek, za którym nie tylko pokolenia „Solidarności”, KOR, inteligencji katolickiej i w ogóle inteligencji stoją, ale i tragiczna historia powstania warszawskiego i wielka swymi wartościami i rozumem kultura – też chyba nie wiedzą. Warto jednak wspominać nazwiska: Żeromskiego, Fieldorfa, Pileckiego, Moczarskiego, Nowaka-Jeziorańskiego, Turowicza, Bartoszewskiego, Kuronia, Mazowieckiego, Geremka, Edelmana, Skargi, Wajdy. A także tysięcy, dziesiątek, a może i setek tysięcy naszych wspaniałych nauczycieli. W chaosie polityki trzeba pamiętać o wartościach. One pozwalają odnajdywać drogę pośród nowych okoliczności.

Więc co chcemy mieć, kiedy PiS nie będzie już rządzić? Nie to, jaka ma być różnica pomiędzy dzisiejszymi rządami, jego dotychczasową polityką i tym, co jeszcze nam zaserwuje przez kolejne dwa i pół roku, lecz czy i jaka ma być różnica pomiędzy tym, co było przed 2015 rokiem, i co chcemy mieć po 2019 roku?

Przywrócenie elementarnego ładu demokratycznego państwa prawa jest oczywiste. Nie znajduje uzasadnienia żadna „polska”, „wyszehradzka” czy nie daj Boże „słowiańska” hybryda demokracji i praw człowieka. Nie może być wątpliwości w kwestii odpowiedzialności wobec prawa (Trybunału Stanu i sądów powszechnych) osób, które mimo wiedzy o bezprawności swych działań zdecydowały się złamać prawo. Polacy nie będą zakładnikami woluntaryzmu polityków i partii politycznych, którym wydaje się, że mandat wyborczy jest ponad obowiązującym prawem. Anomia była jedną z kulturowych przesłanek naszych klęsk; nie będzie tolerancji dla niej.

Nie ma też wątpliwości co do naszych sojuszy. Różnicowanie dystansu wobec NATO i Unii Europejskiej jest świadectwem kompromitującej ignorancji, a nie alternatywną koncepcją polskiej polityki bezpieczeństwa. Te rzeczy powinny być dla dzisiejszej opozycji oczywiste. One ją konstytuują. Kto z tym się nie zgadza, nie zasługuje, by identyfikować go za opozycję wobec PiS. Tak jak nikt, kto cokolwiek wie o tamtych czasach, nie nazwie ZSL, SD, PAX-u czy ChSS – uczestników Frontu Jedności Narodu – opozycją wobec PZPR w ciężkich latach PRL.

Przywrócenie stanu demokracji sprzed 2015 r. z Trybunałem Konstytucyjnym, niezależnym od władzy wykonawczej i niezawisłym sądownictwem powszechnym, prokuraturą, CBA i policją niebędącymi biurem ds. przestępczości partii rządzącej, gwarancje dla samorządu terytorialnego, a także fundamenty – bezpieczeństwa narodowego w naszych sojuszach i w wojsku – to sprawy oczywiste. Podobnie jak sprawa odpowiedzialności prawnej. To musi być jasne przed kampanią wyborczą. Żeby Polacy mogli zadecydować. Żeby był niekwestionowany mandat, jak idzie o odpowiedzialność, w przypadku zwycięstwa listy demokratycznej. Później można rozważać abolicję – albo częściową lub pełną amnestię, ale to już będzie proces polityczny.

Parlament wyłoniony w 2019 r. powinien podjąć trzy wątki.

Ustanowić powinien żelazne reguły dotyczące Służby Cywilnej. Zero partii politycznych w biurach samorządu terytorialnego i w całej administracji publicznej. Polityk (ustawowe zróżnicowanie „członek partii” i „sympatyk”) będzie mógł pobierać z kasy publicznej tylko te pieniądze, które wiążą się z funkcją pochodzącą z powszechnych wyborów. I wyjątki od tej reguły wyliczone w ustawie. Chcesz cokolwiek dodać – przejdziesz piekło krytyki medialnej. Przy okazji – wszelkie odstępstwa od reguł procedury ustawodawczej będą dopuszczalne, pod warunkiem zgody większości konstytucyjnej. Czyli żadnych takich praktyk jak dzisiaj, w formie „projektu poselskiego”, będących w rzeczywistości obejściem demokracji. Żadnych rad nadzorczych, doradztw.

Drugi wątek to prywatyzacja. Państwo żyje i finansuje cele społeczne z podatków i innych danin publicznych. Dywidenda z udziałów Skarbu Państwa w spółkach to tylko 1,5 proc. przychodów budżetu. Kiedy odejmie się od tego dotacje, pozostaje ok. 0,7-0,8 proc. Tzw. srebra rodowe Państwa to gigantyczne oszustwo partii politycznych, w Polsce właściwie wszystkich – od lewicy do prawicy przez wszelkie pośrednie odcienie – które żywią się, obok dotacji, pieniędzmi spółek. Także prywatnych, giełdowych. To jest wielka patologia polskiej współczesnej polityki, obciążająca równo PiS, PO, PSL, SLD i inne historycznie obecne w Sejmie. Patologia o wymiarach: ekonomicznym, politycznym i moralnym. Dzięki tym pieniądzom partyjni dygnitarze utrzymują lojalność. Nie tylko wokół rządu, także w samorządach. Mało już kogo dziwi, że w rytm zmian partyjnych zmieniają się zarządy przedsiębiorstw i ich rady nadzorcze. A prezesami zostają ludzie tacy jak Misiewicz. Oni dominują. Przedsiębiorstwa stały się folwarkiem partyjnych aktywistów. Nie mają ulokowanych tam swoich pieniędzy. Nie ponoszą konsekwencji błędnych decyzji. Kto nie nasz, ten do zwolnienia.

Trzeci postulat to gwarancje, że prawa konstytucyjne oraz ordynacje wyborcze zmienione być mogą jedynie w przypadku podjęcia takiej decyzji przez dwa po sobie następujące parlamenty. Obywatele aktem wyborczym decydować będą o fundamentach swojego państwa. Te kwestie muszą być przedmiotem debaty wyborczej.

Czwarty dotyczy finansowania partii. Tylko z budżetu i z równych sobie składek członkowskich (te spółki i ich rady nadzorcze to też finansowanie partii). I przez PKW kontrolowana struktura wydatków, gdzie wydatki kampanijne w postaci spotów, filmików, bilbordów i tego całego kłamliwego badziewia nie są dozwolone. Jak we Francji.

I marzenie – ustanowienie alfabetycznej konstrukcji list wyborczych. Oczywiście z losowaną pierwszą literą, od której zaczynać się mają te listy. Partie mogą swe kierownictwa wybierać, jak chcą. Ale w warunkach obecnej ordynacji wyborczej i obowiązujących prawnie sposobach finansowania partii brak proponowanego przeze mnie instrumentu uprzywilejowuje oligarchię partyjną. Polska polityka nie jest zabetonowana w konkurencji pomiędzy alternatywnymi programami partii politycznych. Ona jest zabetonowana w partiach. Listy alfabetycznie tworzone uzdrowiłyby po części same partie. Motywowałyby wyborców do większego namysłu. Kreowałyby przywództwo partii w bardziej naturalny sposób. Dodałyby wyborom trochę seksu. Byłyby ciekawsze. Ale to jest marzenie.

Po takiej, krótszej o połowę kadencji, która zapewniłaby Polakom wolność, stabilność i demokrację, można by pomyśleć, co dalej. Ja mam tu swoje pomysły. Dość lewicowe, wspólnotowe, solidarnościowe. Ale to już jest domeną normalnej gry politycznej. Dzisiaj Polacy muszą zwyciężyć w grze o normalność.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Żeby było tak, jak było. Nic nie robić, tylko pozwolić mówić: Rzeplińskiemu, Gersdorf, Michnikowi, Giertychowi, Żakowskiemu. Niech lewicowo-liberalni herosi wyskakują z każdego telewizora, radia, komputera, lodówki, pralki, piekarnika czy odkurzacza. Reszta dokona się sama

  2. Popieram, ale brakuje …
    W systemie gospodarki rynkowej (czyli również w Polsce) o przedsiębiorstwie decydują jego właściciele. Czy można sobie wyobrazić zebranie akcjonariuszy, gdy wybrany przez nich główny manager mówi, iż o nowych strategiach przedsiębiorstwa nie może mówić, bo to tajemnica. Chyba by nawet nie zdążył dokończyć.
    Państwo też jest przedsiębiorstwem i nie ma prawa mieć żadnych tajemnic przed właścicielami. W przypadku inwestycji publicznych tajemnica handlowa jest wręcz zbrodnią. Dziś od członków rządu wymaga się upubliczniania ich prywatnych finansów ale utajnia ich działania w ramach urzędu. Czysta patologia. Oczywiście powinno być dokładnie na odwrót. Dopiero, gdy zinstytucjanolizowana korupcja, czyli lobbing, zacznie być całkowicie i dla każdego przejrzysta, możemy mówić o jej ograniczaniu. Jako przedsiębiorca z wieloletnim stażem wiem co piszę.
    Pozdrawiam zza gór i rzek
    Qba

  3. Najpierw trzeba wygrać wybory, a potem marzyć.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Listy alfabetyczne niewiele zmienią dopóki osoby na tych listach są tam z ustanowienia prezesów.
    Na listach wyborczych powinni być kandydaci mieszkający w tym okręgu i nominowani przez członków partii z tego okręgu.

    Partie wodzowskie z natury rzeczy demokratycznymi być nie mogą.

  6. Wymienione postulaty popieram oprócz tych idiotycznych alfabetów na listach band partyjnych, ale gdzie jest punkt z prawem udziału obywateli bezpartyjnych w demokracji, czyli możliwość wolnego wyboru ludzi spoza list partyjnych?

    Bez tego wszystkie te postulaty i wszystkie słowa tracą sens, bo nie ma demokracji i żadna lista nie będzie listą demokratów.

    Jak bandy partyjne mają mieć monopol na wybieralność to niech się bandy partyjne same beze mnie i bez obywateli wybierają.

  7. @Andrzej Celiński:

    Wymienianie jednym ciągiem nazwisk ofiar stalinowskich zbrodni z nazwiskami ludzi, którzy te zbrodnie akceptowali, pochwalali i czynnie wspomagali jest kłamstwem i nadużyciem. Pana ciąg jest fałszerstwem.

  8. Zgoda – nie rozumiem tylko jednego:

    „Żeby był niekwestionowany mandat, jak idzie o odpowiedzialność, w przypadku zwycięstwa listy demokratycznej. Później można rozważać abolicję – albo częściową lub pełną amnestię, ale to już będzie proces polityczny”

    Jaki ma sens wystawiania na sztandar pociągnięcia obecnych dygnitarzy do odpowiedzialności za łamanie prawa, żeby następnie, po wygranych wyborach rozważać amnestię? Nie za bardzo podoba mi się koncepcja, żeby w zalążku projektu demokratycznego od razu zakładać, że się nie spełni obietnicy wyborczej, tj. pociągnięcia poprzedników do odpowiedzialności.

  9. Bardzo interesująca z mojego punktu widzenia propozycja; realizacja treści zapobiegłaby chaosowi powstałemu w wyniku ew. „katastrofy zwycięstwa” dla dzisiejszej opozycji. Ale czy komuś poza Panem i mną zależy na uniknięciu chaosu
    Oj, dostanie się Panu od troli.

  10. Dodałbym jeszcze jeden postulat, mianowicie opodatkować zarobki posłów, oszukańczo zwane dietami. Jak ktoś wcześniej to ujął: „zwolniliście z podatków wasze niemałe pensje, a biedę opodatkowaliście”. Pomarzyć o roku 2021 można, też bym chciał końca tego szaleństwa. Niestety opozycja gra do bramki PiS, czego dowodem jest np. ostatnia, prawie jednogłośna decyzja parlamentu o przekopie Mierzei, jak zwykle nikt nie zapytał się o to mieszkańców.

  11. Panie Andrzeju Celiński, „emerytowany demokrato”.
    W skupieniu i z uwagą przeczytałem dwa razy Pański felieton pt. „Pomarzę sobie. Dwa lata po roku 2021”. Zgadzam się z Panem, że po zwycięstwie zjednoczonej opozycji nad narodowo – katolicko – socjalną partią, nazywającą się Prawo i Sprawiedliwość ,należy wcielić w życie naszej Ojczyzny 4 wątki:
    1. Służbę Cywilną.
    2. Prywatyzację.
    3. Prawa konstytucyjne i ordynację wyborczą.
    4. Finansowanie partii.
    Zgadzam się z tezą, iż listy wyborcze poszczególnych partii i organizacji społecznych, które wystartują w wyborach, powinny być układane alfabetycznie i pierwsze miejsca na tych listach musi być losowane.
    Panie Andrzeju Celiński, jestem od Pana nieco starszy i świetnie pamiętam czasy PRL, III RP, IV RP i znów III RP oraz z rosnącym niepokojem obserwuję od wyborów parlamentarnych 15 sierpnia 2015 r. budowę II PRL, która jest w swej istocie Polską Rzeczpospolitą Narodową. Mam nadzieję, że szeregowemu posłowi na Sejm VIII kadencji, który dowodzi PiS i uważa się za pierwszą osobę w naszym kraju ,nie uda się w najbliższych wyborach parlamentarnych zdobyć, tak jak na Węgrzech, większości konstytucyjnej. Zmiana ustroju społeczno – politycznego i gospodarczego bez zmiany Konstytucji ,przyjętej w referendum w 1997 r. nie może się powieść. To, co robi od ponad 15 miesięcy PiS z burzeniem demokratycznego państwa prawnego zakończy się klęską tej partii w najbliższych wyborach parlamentarnych. Wyborcy, zwani przez PiS „suwerenem”, o tym z pewnością zdecydują przy urnach .

  12. Nasz piękny europejski sen właśnie dobiega końca. Pora się budzić i wracać do starej polsko-azjatyckiej rzeczywistości. Uczciwość, przyzwoitość, standardy demokratyczne, prawa obywatelskie, wolność sumienia – a po cholerę komu takie bzdury, ani się ich nie wrzuci do gara, ani nie wydoi. Przecież liczy się tylko, kto kogo i za ile. Dobrze też mieć kuma u władzy. Pobudka, alleluja i do przodu! Kierunek: Wschód, tam jest cywilizacja i to pełną gębą!

  13. W tym roku wybory.Ja wierze w to ,a marzenia pozostawiam naiwnym.

  14. Zgadzam się, że właśnie kwestia odpowiedzialności prawnej może zjednoczyć porządnych ludzi o różnych poglądach. Nie można mówić, że kiedy plują to pada deszcz, właśnie taka postawa utorowała drogę temu, co się dzieje.

    Listy alfabetyczne – czy to nie utopia? Obawiam się, że żądanie bezinteresowności jest nierealne. Zdolne i uczciwe osoby, nie widzące przyszłości (wysokiego miejsca na liście) mogą zrezygnować z działalności. Poradzą sobie gdzie indziej. Oczywiście gdyby alfabetyczna lista powstała, należałoby na nią głosować, ale trzeba dobrze rozważyć, czy to jest wykonalne.

    Najistotniejsze jest jednak, aby w ogóle udało się stworzyć jedną, wspólną listę.

    Ważną kwestią jest sprawa wprowadzonych świadczeń socjalnych. Ofertę trzeba będzie chyba po prostu przebić, w każdym razie utrzymać, zawsze plus, nigdy minus.
    Podnoszenie tego typu zasiłków to zupełnie nie są moje poglądy, ale to chyba konieczność. Warto pomyśleć, jaka będzie oferta i jak znaleźć na to fundusze.

    Kolejną ciekawą rzeczą jest, że nawet na tym blogu, kluczowa rola w budowaniu demokracji, więc może i obronie praw człowieka, przypisywana jest m.in. środowiskom religijnym. Fakt, że można odgrywać kluczową rolę w tworzeniu dwóch, całkowicie przeciwstawnych systemów, jest niezmiernie komfortową pozycją, zupełnie nie zachęcającą do powściągliwości
    w działaniach w obecnej sytuacji. Ze względu na strukturę społeczną i procesy historyczne, to jest pewnie nie do zmiany, ale warto to zauważać.