Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.04.2017
czwartek

A jednak POPiS

13 kwietnia 2017, czwartek,

Obejść Platformę superliberalnym kursem to pomysł ignorujący elementarz wiedzy o społeczeństwie. Polacy są narodem niewyobrażalnego sukcesu. Od lat socjologia pokazuje ich jako zadowolonych z siebie, z własnej pozycji i osiągnięć. I w miarę bezpiecznych. Ale nieufnych jak nikt pośród krajów OECD. Niepewnych przyszłości.

Mówić, że potrzeba więcej konkurencji, mniej państwa, mniej transferów społecznych i wszelkich zabezpieczeń – to pewna porażka. Petru jak wielu nuworyszów uwierzył, że zachwyt nowością tożsamy jest z zachwytem nim samym i z trwałym wyborem. Jesteśmy świadkami końca jego pozycji, choć jego wiara pozostanie. Ona nie jest pochodną społecznych faktów, lecz osobowości.

Inne partie się liczą o tyle, o ile PiS zechce utrzymać ich szanse, nie zmieniając niczego w ordynacji i okręgach. Dlaczego miałby to robić? Dlaczego miałby zrezygnować z lepszej dla siebie struktury? Zrobi to. Tym bardziej, że akurat tu nie ma konstytucyjnych hamulców. Wybory mają być proporcjonalne. Kropka. Nic więcej. Z małych każdy wielki. Nie połączą się. Doświadczenie Zjednoczonej Lewicy 2015 jest zapamiętane. Przegrają. Wszyscy. Bo PiS zmieni liczbę okręgów wyborczych. I ich wielkość.

Na polu pozostanie więc PO. Przynajmniej w kontekście 2019 r. Kiedy przegra. Co wtedy się stanie – nikt nie wie.

Platforma przegra, bo będzie jej mniej niż w 2015 r. Kiedy przecież przegrała. Przegra, bo PiS dąży do dwubiegunowości i ma instrumenty prawne dla jej urzeczywistnienia. Chociaż to, że ma te instrumenty, nie ma jakiegoś fundamentalnego znaczenia. Po podporządkowaniu i ubezwłasnowolnieniu Trybunału Konstytucyjnego zrobi nie mniej niż tyle, co mu potrzebne do zwycięstwa. Przy zachowaniu minimum sterowności PiS (upokorzenie Macierewicza pokazuje, że nie ma z tym kłopotu) zmiana wielkości okręgów wyborczych, zwiększenie ich liczby i pewien stopień woluntaryzmu w dziedzinie finansów publicznych sprawią, że Polska pozostanie w rękach PiS.

Jeśli bowiem realnym progiem w każdym okręgu wyborczym będzie 11-13 proc. (wystarczy, żeby żaden z okręgów wyborczych nie miał więcej niż 10-11 mandatów), to wszystkie inne głosy niż te oddane na PiS (na wschodzie, na południu i w centrum) i na PO (na zachodzie) będą głosami nieistotnymi dla wyniku wyborów. Żadna inna partia nie uzyska mandatu! Schetyna rozumiał to, czego Petru nie był w stanie ogarnąć. W przypadku wysokich realnie progów alternatywa wobec PiS utraci nieporównanie więcej niż sam PiS. PSL, SLD, N, Razem i jakieś inne, prawdopodobne komitety nie osiągną po 10 proc. Nawet Kukiz’15 nie ma na to szansy po pisowskiej dzisiaj stronie. A podniosą tam przecież jeszcze głowy „narodowcy”. Odejdą niektórzy. Jeden przynajmniej, ten z Kielc. I Kukiza szlag trafi. Tym bardziej, ze on raróg. Niczego swoim nie gwarantuje. Żadnych rad, doradztw, synekur. Jedynie poselski mandat. To za mało.

Schetyna chwycił swoją partię za uzdę. Wyprostował swingujących. Odejście tych kilkorga, zwłaszcza popularnego Niesiołowskiego, pokazuje reszcie cenę nielojalności.

Myć będą mu nogi, byle tylko dał szansę. By dał drugie, trzecie miejsce na liście.

Schetyna nie ma nic z charyzmatycznego przywódcy. Kampanię, zwłaszcza telewizyjną, przegra. Nie uzyska nic, żadnych nowych aktywów, spoza swej wiernej rozmaitym partykularnym interesom partii.

Dwubiegunowość da Kaczyńskiemu większość konstytucyjną. A jeśli nie da, to i tak nie będzie to już miało znaczenia. Platforma po klęsce 2019 r. będzie wrakiem. Nie pomoże jej pół tuzina sensownych samorządowców, których Schetyna wystawi na „jedynkach” albo – jeśli rozumu zabraknie – na „dwójkach”. Tusk z przewodniczenia Radzie Europejskiej nie zrezygnuje. Dla pewnej w tych okolicznościach porażki Platformy miałby?

Dzisiejszym posłom Platformy – drugiej, trzeciej, a nawet czwartej kadencji Sejmu – to odpowiada. Schetynie też. Dawno wyzbyli się, jeśli mieli, jakiejkolwiek nadziei na przejście do historii. Są, niestety, tylko epigonami wielkiej i prawdziwej zmiany. Na nic więcej niż rola giermków ich nie stać. I jakkolwiek jest fundamentalna różnica pomiędzy PO a PiS jak idzie o demokrację, a może nawet o Polskę, to w sprawie być albo nie być, w osobistej, indywidualnej perspektywie – nie ma żadnej różnicy.

Projekt dwupartyjności, na tym etapie historii, połączył Kaczyńskiego i Schetynę, PiS i PO. I to jest ten POPiS, którego istnienie „wszyscy” negują.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Widać taka wola Narodu.

  2. Celiński, jak cała lewica, desperacko wierzy w PiSowski socjalizm, ale się jeszcze zdziwi.

  3. Andrzej Celiński kłamie. Gardzę tą partią, a rozwinięcie skrótu PO – „Partia Oszustów” jest jak najbardziej na miejscu. Tak, to oszuści. „Polityczne Obszczymury”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. I tu jest dopiero problem. Ja osobiście nigdy nie zagłosuję ani na jednego ani na drugiego, mam odruchy wymiotne. Więc co mi pozostaje, nie głosować wcale ?.

  6. To sie trzyma kupy ,juz po odejsciu Tuska do Brukseli twierdzilem,ze zrobil to z premedytacja, dobrze wiedzial co czeka PO.Tuska brak zdecydowanej reakcji na afery i aferki w PO byl poczatkiem konca Platformy.Tez mi sie wydaje,ze PiS ma dosyc narzedzi zeby utrzymac wladze mimo calego medialnego reiwachu po przeciwnej stronie.Przykre ale niestety prawdziwe to co Pan pisze.Gra katastrofa smolenska juz dawno nie przynosi pozadanego skutku, na tym sie nie zbuduje wiekszosci.Jak dziala ta ukladanka bylo doskonale widac w przypadku glosowania nad uchyleniem immunitetu p. Kaminskiemu i postawie samej p.Kopacz.Zostala tylko nadzieja na jakis inny scenariusz ale juz chyba nie z PO w roli glownej.

  7. Panie Andrzeju,
    Chciałbym zwrócić uwagę na pewne aspekty poruszonego przez Pana zagadnienia progów naturalnych )nazwanych przez Pana progiem realnym), a nawet pokusić się o sprostowanie.
    Każdy okręg generuje progi naturalne, które dodatkowo można jeszcze różnicować – np. zależnie od tego, czy chcemy poznać wysokość poparcia gwarantującą uzyskanie przynajmniej jednego mandatu, czy też dającą (określoną) szansę na jego uzyskanie. Wysokość progów naturalnych jest zawsze zależna od wielkości okręgu (liczby mandatów), a w części przypadków – od konkretnej, mającej zastosowanie metody wyborczej oraz liczby list czy też liczby kandydatów faktycznie uczestniczących w walce o mandaty w okręgu.
    Z grubsza, przedstawione przez Pana założenie jest prawdziwe – za pomocą modyfikacji struktury (czyli liczby i rozmiarów) okręgów wyborczych można wpływać na zmianę wysokości progów naturalnych, w tym na ich podniesienie. Pewne problemy zaczynają się pojawiać, gdy spojrzymy dokładniej na podany przez Pana przykład. Rozważmy przytoczone przez Pana okręgi 10-11 mandatowe. Próg wyłączenia (próg naturalny gwarantujący uzyskanie przynajmniej jednego mandatu) w okręgu 10-mandatowym wynosi 9,09% ważnie oddanych głosów w okręgu, natomiast dla okręgu 11-mandatowwgo – 8,33%. Oznacza to, że uzyskując takie poparcie, zdobędzie się mandat niezależnie od tego jak rozłożą się pozostałe głosy w okręgu. W wypadku metody d’Hondta nie jest ponadto istotne (dla tego konkretnego progu) ile list stara się o uzyskanie mandatów. Stwierdził Pan, że realny próg może wynieść nawet 13% – nominalny próg naturalny jest bliski tej wartości w wypadku okręgu 7-mandatowego (wynosi wtedy 12,5%), a granicę 13% osiąga (a nawet znacznie przekracza) dopiero w okręgu 6-mandatowym (wynosząc 14,29%). Należy przy tym zaznaczyć, że aktualnie obowiązujący system wyborczy nie umożliwia tworzenia okręgów mniejszych niż 7-mandatowe.
    Próg wyłączenia jest wartością istotną i interesującą, jednak bardziej przydatny (w praktyce) jest próg włączenia (nazwy są podobne, stąd mogą być mylące). Określa on, jaki udział w puli ważnie oddanych głosów (a nawet – głosów oddanych na ugrupowania biorące udział w podziale mandatów) daje choćby minimalnie większą od zera szansę na uzyskanie mandatu. Jego obliczenie jest bardziej skomplikowane, gdyż niezbędna jest wiedza o liczbie list, które brałyby udział w podziale mandatów, przy czym im jest ich więcej, tym wartość tego progu jest niższa. Zakładając, że w wyborach 2019 liczyć się będzie 5 list (PiS, PO, K15, .N oraz jakaś formacja lewicowa, pomijam PSL, gdyż jego znaczenie w części okręgów jest marginalne), wysokość progu włączenia dla okręgu 10-mandatowego wyniosłaby 7,14%, natomiast dla okręgu 11-mandatowego 6,67. Należy przy tym zaznaczyć, ze wartości te można odnosić nie do wszystkich ważnie oddanych głosów, ale do głosów oddanych na ugrupowania które faktycznie biorą udział w podziale mandatów (względnie – obliczając ten udział dla konkretnego ugrupowania, można odnosić się do zbioru głosów uzyskanych przez to ugrupowanie i ugrupowania w danym okręgu silniejsze).
    Reasumując – co do ogólnej zasady ma Pan rację, jednak dokładna analiza pokazuje, że aż tak źle (przynajmniej na razie) jeszcze nie jest.
    [Wszystkie wartości zostały podane z zaokrągleniem do części setnych].

  8. Od lat istnieje praktycznie taka dwubiegunowość w USA – konserwatyści i demokraci, czy w UK – torysi i labourzyści. Problemem polskim jest fakt, ze o ile tam obie partie po dojściu do władzy nie rujnują wszystkiego, co wymyślili poprzednicy (porazka Trumpa w sprawie Obamacare jest dobrym przykładem, nie mowiac o tym, ze jakiś sedzia zablokował jego antyimigranckie pomysły), podczas gdy w Polsce nawet nie ostaje się muzeum powołane przez poprzednikow. Nie miałabym nic przeciwko dwubiegunowości i w Polsce pod warunkiem, ze oba „człony” byłyby partiami cywilizowanymi i dysponującymi kompetentnymi kadrami, a nie pomocnikami aptekarza, historykami w roli strategów gospodarczych, innymi historykami nie mającymi pojęcia o polityce i niezamierzającymi dbać o polska racje stanu oraz rzeszą imbecylów uczynionych posłami i senatorami dzięki glosom Ciemnego Ludu, co sprawiło, ze w Polsce rzadzi ciemna ochlokracja

  9. Wreszcie jakiś rzeczowy komentarz. Tak trzymać panie Celiński.