Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

8.08.2017
wtorek

Psy będą szczekać

8 sierpnia 2017, wtorek,

Było to w 1964 r. Najprawdziwszy PRL. Ani stalinowskie przegięcia, ani miazmaty rewizjonizmu. Mała stabilizacja. Bezpieczeństwo za milczenie. Nie szło się już do więzienia za życiorys, szeptankę, domową opozycyjność. Raj dla takich jak Piotrowicz i setki leśników z ALP. Przyzwoite warunki życia (tu zawsze istota jest w odniesieniu, a nie w wartościach bezwzględnych) dla większości.

Miałem 14 lat, ale wykazywałem ponadprzeciętne zainteresowanie historią. Książki, periodyki czytałem, ale najbardziej lubiłem rozmawiać ze starszymi, byle było ciekawie. Kimś w rodzaju dozorcy letniego domu mojego Dziadka, „gospodarzem miejsca”, „kasztelanem”, jak z nutką ironii mówił Dziadek, był pewien pan. Miał żonę i cztery córki, ale tylko najmłodsza mieszkała w domu. Pracował za darmowe mieszkanko, dwa pokoje z kuchenką (marne nawet wedle standardów tamtego czasu) i skrawek pola pod kartofle, warzywa, owoce (za to w cudownym miejscu), przez dziesięć miesięcy w roku bez właścicieli, czyli prawie na swoim. Cztery klasy, proste myślenie według siebie i swojego interesu. Uczciwy. Dobry mąż i ojciec. Jakoś szczęśliwy, bezpieczny, chociaż pewnie doskwierało mu to, że niezupełnie na swoim. Cokolwiek powiedzieć, miał tam nieporównanie lepiej niż w miejscu poprzednim. Wszyscy byli zadowoleni. Pytany o najszczęśliwsze dni w jego życiu, odpowiedział: „za Niemca”. Niemiec był surowy, ale za zakontraktowaną świnię dobrze płacił. Nie jak ci teraz (1964).

W jednym z „naszych” pokoi w szufladce centralnie ustawionego stołu złożony starannie w kostkę leżał katyński plakat wydany przez Niemców, chyba w 1942 r. Ze zdjęciami, opisem. Bez nachalnej propagandy. Informacja. Dla nas jak relikwia. Nie wiem, czy on go widział. Nie wiem, czy podczas nieobecności letników przeglądał szuflady. Bardzo prawdopodobne, że nie, że nie obchodziło go, co tam jest.

To sąsiedztwo było dla mnie bardzo ważne. Poprzez nie opisywałem sobie i rozumiałem peerelowską rzeczywistość. Sąsiedztwo bogate w podteksty. Między dziadkami a tym panem relacje były poprawne, a nawet dobre. Ale był w tym też interes Dziadka. Dziadek dał mu i jego rodzinie mieszkanie. Nie byłoby tej umowy, gdyby nie groźba, całkiem realna, że zimą „pustostan” zostanie zaludniony, bez zgody, a nawet wiedzy właściciela. Tam, po śmierci pradziadków i ich formalnie pracownika, ale w rzeczywistości członka rodziny – Austriaka jeszcze z I wojny, Adolfa Ratza (odrębne opowiadanie kiedyś wręcz konieczne) – poza latem, kiedy zbierała się cała wielka rodzina, nikt nie mieszkał. Trzeba było to miejsce zaludnić. Żeby bronił jak swojego. Polecił oczywiście proboszcz. Ale później, kiedy ci państwo już tam byli, wiele, a może wszystko zależało od nich. Tej umowy wówczas, bez współpracy zainteresowanego, rozwiązać praktycznie się nie dało. Z pewnością przez takich ludzi jak mój Dziadek, podejrzanych inteligentów, z przeszłością.

Piszę o tych szczegółach, bo one są prawdziwą historią. Dla zwyczajnych ludzi w takich lub innych szczegółach zamyka się historia, jej rozumienie, wiedza i emocje. Piszę jednak też ze złością, widząc dzisiaj wokół takich, którzy albo łaszą się ze swoimi ubeckimi biografiami (bo ja z lewicy), albo kompletnie nie rozumieją, czym był PRL, i wiedzy o nim nie szukają, wystarczą im emocje. Ze złością to piszę też z myślą o tych, którzy plują na PRL.

A ja mam tę pamięć z wyszogrodzkiej ulicy dzieciństwa niejakiego Dybanowskiego – tłustego, brzydkiego draba w skórzanym ubeckim płaszczu, przepasanym na jego wydatnym piwnym brzuchu oficerskim pasem dla dodania mu jakże potrzebnej męskości, przewodniczącego rady gromadzkiej, potem gminnej, ormowca po godzinach. Mam pamięć głównej ulicy Wyszogrodu, Rębowskiej. I tamtejszej hierarchii. Mam dziecięcą pamięć życia, w którym prawo było dla państwa, dla władzy, a nie dla mojej Mamy, Ojca, Dziadka. Dlatego nie poszedłem w 1967 r. na prawo. Nie mieściło mi się to głowie. Z całym szacunkiem dla kilkorga wielkich polskich prawników.

Piszę o tym, bo w końcu w razie konfliktu, byle jakiego, niekoniecznie o politycznym podłożu, z kimkolwiek i o cokolwiek – człowiek zostaje sam na sam z władzą, z państwem, z sądami.

I ze współobywatelami, którzy czasem są wspaniali, ale zamieniają się, w określonych historią i socjologią okolicznościach, w tłuszczę. Żeromski. Kruków akurat, zwłaszcza na wschodnim Mazowszu i na Podlasiu, nie brakuje. A kiedy obywatele zamieniają się w tłuszczę, zawsze znajdą się tacy, którzy zechcą na tym zbudować karierę. „Jestem mały, jestem brzydki, psy na mój widok szczekają”. Król Ryszard III. Nic specjalnego. Dlaczego więc nas akurat miałoby to ominąć?

Wracam do Wyszogrodu 1964. Siedziałem w kucki na trawie, on jadł mizerię. Za parkanem oddzielającym tę naszą „Górkę” od zwyczajnego świata bawili się w piaskownicy i sadzie moi młodsi kuzyni. Których „gospodarz” jakoś nie za bardzo interesował. Rozmawialiśmy o wojnie (Wyszogród w 1938 r. był miasteczkiem prawie pięciotysięcznym, dzisiaj mieszka tu 2800 osób, i właściwie „żydowskim” w 70 proc.). Zapytałem, kiedy było mu w życiu najlepiej. Bez wahania odpowiedział: „za Niemca”. I uzasadnił. Uzasadnienie nie kłóciło się z logiką. Kluczem kontraktacja świń. W 1964 r. – absolutnie! Podczas okupacji też. Tylko że Niemcy płacili prawdziwymi pieniędzmi, czyli jak rynek. W 1964 r. było inaczej.

Pytałem o AK. O inne. Zero reakcji. Zero!

PiS ma raz tyle co następna partia. A kolejne głównie rywalizują ze sobą. Na to, kto bardziej nie lubi PiS. I kto piękniejszy. To, co mówią ich przywódcy, zależy nie od świata, jego zmian, wyzwań, od jakichkolwiek ich koncepcji, ale od sondaży. Drugie czy trzecie miejsce. W Sejmie czy poza Sejmem.

Dlatego myślę, że jeśli Polacy się nie obudzą, nie zaczną czytać, szukać, myśleć, to będą w przyszłej Europie jak ten Kaczyński. Psy będą na nas szczekać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. PiS to najskuteczniejsi bandyci na polskiej scenie bandyckiej. A ponieważ wolno głosować tylko na bandytów i głosują tylko ci co tolerują bandytów, to logiczne, że najwięcej głosów mają najwięksi bandyci.

    Jak się kiedyś w Polsce wprowadzi demokrację, to my obywatele się z bandytami rozliczymy. Dzisiaj nie mamy praw wyborczych i karabinów, więc możemy tylko czekać na korzystną sytuację by ten bandytyzm obalić.

  2. Przed wojną ta chłopska rodzina mimo bardzo ciężkiej pracy żyła w biedzie na skraju biologicznego przetrwania, a „za Niemca” odrobinę jej się poprawiło.

    Wprawdzie Niemcy podczas okupacji uważali polskich chłopów, podobnie jak wszystkich Polaków, za podludzi, ale przynajmniej umieli zorganizować gospodarkę tak, żeby polski chłop miał gdzie sprzedać świnie, wobec czego widmo głodowej śmierci trochę się od chłopa oddaliło.

    Wcześniej polskie elity również traktowały polskich chłopów jak podludzi, ale kompletnie nie umiały zarządzać gospodarką i polski chłop żył w straszliwej nędzy.

    Dlatego z dwojga złego polski chłop wolał rządy Niemców. I słusznie, to absolutnie logiczne i zdroworozsądkowe podejście. Polskie elity też zawsze dążyły do takiego porządku, który zapewni im dostatniejsze, wygodniejsze życie, i nigdy się nie przejmowały losem tzw. niżej urodzonych. Dlaczego więc polscy chłopi mieliby się przejmować losem polskich elit?

    Nie wymagam od Pana, żeby postawił się Pan w sytuacji tego chłopa. Jeśli pochodzi Pan z rodziny, która miała komfortowe mieszkanie w mieście i jeszcze dom letniskowy na wsi, to raczej nie potrafi Pan sobie wyobrazić, czym jest bieda, poniżenie i walka o biologiczne przetrwanie.

    Ubolewam jednak, że elity, i to z kręgów mających wpływ na sprawy społeczno-polityczne, mają tak ograniczone horyzonty myślowe, że wciąż nic nie rozumieją z otaczającej ich rzeczywistości. Wciąż stanowią oderwaną od realiów grupę wzajemnej adoracji.

    Dlatego uważam, że jeśli elity się nie obudzą i nie zaczną myśleć o tzw. zwykłych obywatelach jak o ludziach, nie podludziach, to PiS jeszcze długo będzie miał 40%, a nawet więcej.

  3. W okresie małej stabilizacji (lata 1957 – 1967) statystyczny Polak (robotnik, chłop, inteligent pracujący) nie interesował się polityką. Jego życie codzienne zajmowała praca zawodowa, rodzina, niedzielne nabożeństwo w parafialnym kościele, wyprawa do kina i codzienne zakupy. Mniejszość narodu – zwanego dziś suwerenem – należała do partii rządzącej i partii sojuszniczych.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Redaktorze! bedzie tak jak Pan pisze, czyli szczekanie psow. Weszlismy do Europy inercja post-1981, ale to byl „jeden mosrt za daleko”. Mysle ze to bylo 30 lat za szybko. Za glupi bylismy i cialgel jestesmy. Wlasnei dlatego kaczynski jest dzisiaj panem i wladca. I tak juz za mojego i panskiego zycia zostanie. Nie ma szans na zmiane. Zniszczylismy szanse i kredyt zaufania jaki dal nam Swiat i Europa, a tych drugi raz sie nie dostaje. Frajerzy jestesmy i bezmozgowcy, co pozostaje w zgodzie ze stara polska tradycja niszczenia wszystkiego co sie udalo zrobic dobrze.

  6. Zabawne to narzekanie.
    PRL jaki byl taki byl, duzo sie od tego czasu zmienilo ale ludzie sie nie zmienili.
    Przynajmniej wiekszosc. Kogo obchodza sady skoro poprzednie tez guzik szarego obywatela obchodzily. Niby te „nowe?” beda lepsze? Albo te ?”bronione?” w demonstracjach sie zmienia?
    A guzik bo nawet nie obiecuja zadnych zmian. Grupy interesu jakie byly takie i beda tylko w innych kolorach. Szary obywatel ceni status quo wzrost dobrobytu i tak dlugo jak kielbasa nie podrozeje i 500+ sie nie skonczy a jak zdecyduje sie glosowac to na to co ma.
    To ze PiS wyglupia sie miedzynarodowo i lokalnie nikogo nie obchodzi, zawsze wladza chciala byc popularna i a gawiedz uwielbia jej dolozyc a potem glosowac na podobnych sobie. Popatrz pan na to co sie wygaduje na KOR, Walese itd. I na Unie, chociaz mozna tam jechac bez paszportu.

  7. Pies ,przyjaciel ,i po tp jest ,aby szczekać.A ja za Niemca ,żułem papier opakunkowy ,aby zapełnić żołądek.A potem nie chciałem się uczyć ,w obliczu mającej nastąpić wojny światowej.Zmienilem zdanie ,jak do kraju nie wkroczył na rumaku gen.A nders.A mama ,2 klasy szkoły za sanacji ,była nieszczęśLiwa po wygraniu Solidarności.Jeszcze niedawno nie chcieliśmy jechać na Igrzyska do Chin.Dziś już nie przyjmujemy Dalajlamy..A cieszymy ze spotkań z komunistami z państwa środka.Bo interes ekonomiczny najw ażniejszy.I to dotyczy nas.Po cholerę jakaś demokracja ,gdy pełny kałdun.

  8. Kto tu jest psem?…

  9. Bede przypominal do znudzenia…
    PiS wygral ROWNIEZ wsrod mlodych wyksztalconych z wielkich miast.
    I zapewne wygra ponownie.

    Ubieranie przeciwnikow PiS w szatki liberalnej, europejskiej i wyksztalconej elity w opozycji do ciemnego ludu to po prostu kolejna proba czarownia rzeczywistosci i zwykla manipulacja.

  10. remm 8 sierpnia o godz. 20:50 12985
    100% zgoda!

  11. Pięknoduchom z tzw. wyższych klas przypominam hierarchię ludzkich potrzeb według Maslowa. Przypominam im więc, że najważniejsze dla ludzi są podstawowe potrzeby materialne, w tym potrzeba zapełnienia żołądka, posiadania dachu nad głową, ubrania etc., a nie jakieś abstrakcyjne zasady tzw. trójpodziału władzy, które są przecież tylko fikcją prawną, jako że w każdym ustroju, w tym szczególnie w obowiązującej dziś w Polsce demokracji burżuazyjnej, najważniejsza jest władza ustawodawcza, która definiuje wyroki, jakie mogą wydawać sądy a po niej władza wykonawcza, która te egzekwuje wyroki wydawane przez sądy oraz żywi, ubiera i zaopatruje w dach nad głową sędziów i decyduje o ich awansach i orderach
    Ponadto sędziowie nie cieszą się w Polsce zbyt wielkim uznaniem społecznym, jako że widzą oni z reguły tylko literę prawa i pogardzają zwykłymi obywatelami, którzy w starciu z kliką prawników nie maja właściwie żadnych szans.

  12. kurna kiedy mam czytać i analizowac jak wychodzę z domu po 7 a wracm koło 18 ? muszę coś zjeść , poświecić czas dzieciom , musże zrobić coś koło domu i kiedy ja się pytam mam odpoczać , mieć czas dla siebie i żeby jeszcze czytać o historii ? pan to jeszcze żyjesz w komunie gdy wszyscy szli do pracy na 7 i kończyli o 15 …najpierw niech mi państwo pozwoli zarobic na rodzinę kwotę minimum socjalnego wolną od podatków żebym miał pewien komfort psychiczny że żaden urzędas US nie przyczepi się jakieś pierdoły bo dostali wytyczne z minterstwa że trzeba wycisnąć wiecej z podatników bo w kasie brakuje…. to tak z grubsza