Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

17.09.2017
niedziela

Zakładnicy słowa patriotyzm

17 września 2017, niedziela,

Animator i główny beneficjent SKOK-ów, które kosztowały nas już 4,2 mld złotych, jest dziś przewodniczącym senackiej komisji finansów publicznych i budżetu. To, że postawiono na niego – ale i sposób, w jaki to zrobiono – wiele mówi o moralnej odnowie polityki. Dla ludzi „dobrej zmiany” Kasy miały w kontrze do „zagranicznych banków” być ikoną ekonomicznego patriotyzmu. Nie mówiono ile w akcji kredytowej sektora – jednej z dźwigni gospodarki – jest tego „zagranicznego kapitału” a ile kapitału własnego, „niezagranicznego”. Nie wspominając o know-how i kwestii zaufania. Nie mówi się dzisiaj o tym – co jest drobiazgiem wobec całości – skąd wzięły się pieniądze na wypłaty depozytów ulokowanych w upadłych „czysto polskich” Kasach. Nie mówi się też, dzięki komu polscy ekonomiczni patrioci lokujący oszczędności w SKOK-ach otrzymali zwrot pieniędzy.

Ramę prawną i pierwotnego wyłączenia ich spod kontroli Komisji Nadzoru Finansowego, a następnie odciąganie w czasie objęcia ich tą kontrolą, zawdzięczają Kasy zmarłemu w katastrofie lotniczej prezydentowi i ówczesnemu ministrowi, aktualnemu prezydentowi. Pierwszemu stawiają pomniki, drugi cieszy się wielkim i prawdziwym zaufaniem opinii publicznej.

Jednym z postulatów strajków 1980 r. było wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji a nie partyjnej przynależności. Przy Okrągłym Stole wprost stwierdzono: wyprowadzić partie z zakładów pracy. Dzisiaj nomenklatura tam gdzie może, czyli w sektorze państwowym, jest zasadą polityki kadrowej. Schodzi niżej i sięga głębiej niż kiedykolwiek. Rozwijali ją i doskonalili poprzednicy PiS, zwłaszcza PSL i Platforma, wcześniej AWS (kierownictwo SLD miało większe opory (z uwagi na historię), lecz „doły” też mocno naciskały). Ale PiS uczynił ją kompletną. Dzięki Janowowi Podlaskiemu i Michałowicom kto tylko chciał mógł zobaczyć, już na samym początku realizacji „dobrej zmiany”, prawdziwy stosunek jej autorów do postulatu 12. gdańskiego MKZ. Dzisiejsza „Solidarność” dumna z nazwy i historii, do której się odwołuje, milczy.

Afera billboardowa odsłoniła prawdziwy powód powołania organizacji o nazwie Polska Fundacja Narodowa: finansowanie partii pieniędzmi spółek prawa handlowego. Dla widzących rzeczy takimi, jakie są, było wiadome to od początku. Sam jestem ciekaw czy prezesi spółek finansujący tę organizację mają świadomość, że uczestniczą w działaniach właściwych mafiom. Przecież dotacje ich spółek na rzecz PFN są korupcją polityczną, działają na szkodę każdej ze spółek obniżając ich wynik finansowy. Na dodatek bez jakiegokolwiek rzeczowego uzasadnienia. Fundamentem biznesu jest przecież zasada, że każdy koszt musi być pokryty przychodem. Jaki przychód dla zaangażowanych spółek przynosi ten koszt? Nominaci partii w tych spółkach nie tylko wysługują się mocodawcom, ale wplątywani są w zbiorową odpowiedzialność karną. Przywrócenie praworządności, nawet dla tych, którzy legitymują się zarządczą fachowością, nie jest od tej pory w ich interesie. Przypomina się jak w 1980 r. i później, po roku 1989, stanęła sprawa finansowania klubów sportowych przez wielkie przedsiębiorstwa i fikcyjnych etatów dla sportowców. Sprawa całej tej hipokryzji, w jakiej zanurzony był sport lat 60. i 70. Ale tam można było przynajmniej zasłaniać się budowaniem wizerunku, czy nawet reklamą produktu. Inna rzecz: na ile potrzebna była reklama węgla albo na ile skuteczne było ocieplanie wizerunku służby bezpieczeństwa i milicji obywatelskiej (kluby gwardyjskie).

Nielegalne finansowanie partii to niejedyny przejaw politycznej korupcji, w której uczestniczy fundacja. Są tam też transfery pieniędzy do prywatnych kieszeni. Nieprzypadkowo wydaje się pieniądze z wolnej ręki. Nieprzypadkowo też Sejm i Senat za zgodą prezydenta wyposażyli partię (ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego jako wykonawcę jej woli) w zdolność zawieszania każdego postępowania. Kiedy wybitny zresztą „wizerunkowiec” Tuska chciał wykorzystać swe kompetencje w biznesie zdominowanym przez Skarb Państwa (29 proc. udziałów), został wymieciony chyba w miesiąc. Co też jest patriotycznym kuriozum: jesteś naprawdę dobry, omijaj najszerszym łukiem posadę rządową, całe życie będzie się za Tobą wlokła.

Nie dzieje się to gdzieś w buszu, w odciętym pustyniami i tropikiem zapomnianym zakątku świata.

Nie mnożę przykładów. Od jesieni 2015 r. opinia publiczna wciąż słyszy o kolejnych odsłonach polskiej hańby – począwszy od sprawy ułaskawienia skazanego nieprawomocnym wyrokiem za przekroczenie władzy byłego (i obecnego) szefa CBA i dwóch innych oskarżonych. Nikt kto wykazuje minimum obywatelskiej ciekawości nie będzie mógł za dekadę oświadczyć, że nie wiedział, nie słyszał, nikt mu nie powiedział.

Nie tylko o kasę chodzi. W końcówce lat 70., w wielkich emocjach wywołanych bezsilnością wobec niegodziwości ówcześnie rządzących w towarzystwie przynajmniej jednego dzisiejszego ministra rządu (i to niezwykle wpływowego), mówiłem: „A niechby wzięli te swoje miliony, na dziwki wydali, w Monte Carlo w rulecie przepuścili, ale odczepili się od tej Polski raz na zawsze”. Ile ludzie jednej, nawet sporej, partii mogą się nachapać?

Polacy marzyli nie tylko o wolności, o niepodległości, o jakichś fundamentach materialnych i godności, ale także o tym, aby Polska politycznie była tam gdzie ich zdaniem być powinna. Wiadomo, co to znaczy. Nie ma tu miejsca na skomplikowane interpretacje. Z pewnością nie na (mityczne zresztą) Trójmorze, Międzymorze czy jakieś Wielomorze. Nie linia Północ-Południe od Skandynawii po Bałkany. Nie ten ciepły człowiek z białoruskiego Mińska. Z pewnością nie Sławonia. Europa, w której chcieliśmy być, to nie jej azjatycka (sorry za geografię fizyczną) część. Taka redukcja nie była nigdy marzeniem Polaków. Może tylko wąskiej grupy sprzedawczyków w XVIII w. i tzw. realistów w wieku XIX. Polska zorientowana na azjatycką część Europy była dla Polaków przekleństwem.

Ludzie PiS mają usta wypełnione hurrapatriotycznymi frazesami, pozują na obrońców „honoru i dobrego imienia”, zatopieni są w historycznych rekonstrukcjach. Klęski nazywają zwycięstwami, tworzą specjalne instytuty pamięci, przewracają jedne pomniki (nie widzą choćby udziału batalionu ZWM w powstaniu warszawskim, czy ofiary życia Hanki Szapiro-Sawickiej). Wywyższają jednak peerelowskich politycznie usłużnych w tamtym czasie prokuratorów i sędziów. Dziwne, że nie odemknie się w ich głowach ta historycznie zweryfikowana prawda, że przychodzi kiedyś czas zapłaty za zdradę. Za jawne, oczywiste, wszystkim zainteresowanym (z dobrą albo i ze złą wolą) okazane, pogrążanie armii w chaosie. Za wyzbywanie się jej największych atutów – wykształconych na misjach i w akcjach, uwiarygodnionych w NATO ludzi. Za niszczenie dobrych relacji z Francją i Niemcami, obrażanie sąsiadów (Litwa), za szczyty niekompetencji, za jawny, oczywisty korupcyjny i pozostawiony bez urzędowego echa autodonos (sprawa caracali).

Nieprzemakalni. Ani konie, ani puszcza, ani Trybunał, ani gimnazja, ani caracale, ani armia, ani nomenklatura, ani pisiewicze, ani potłuczone na drobne kawałki marzenia pokoleń. Nie ma dziś w Unii państwa tak głęboko skorumpowanego, w którym animatorami i jednocześnie beneficjentami korupcji wyłączającymi ustrojowe bezpieczniki praworządności są ludzie ze samych szczytów polityki.

Ale to nie jest czysta ich uzurpacja. Owszem, w sensie konstytucyjnym. Ale nie politycznym. Wszystko co dobre i wszystko co złe w historii narodów, poza wielkimi kataklizmami przyrody jest na początku w głowach. To co widzimy dziś w Polsce, co dzieje się z naszym państwem, z jego instytucjami, pozycją, wizerunkiem – jest naprawdę. Mierność opozycji parlamentarnej (ale i pozaparlamentarnej) okazywana brakiem elementarnej zdolności hierarchizowania potrzeb kraju (rozbijają się o sprawy pięciorzędne, nie są w stanie połączyć się w sprawie najważniejszej), nie tłumaczy poparcia dla ekipy, która odmienia przyszłość na gorsze.

Wydaje mi się, że staliśmy się (w większości) zakładnikami słów, które lawiną od ćwierćwiecza spadają na nas od strony ludzi pozbawionych skrupułów, za to konsekwentnie dążących do władzy. Którzy odmieniają znaczenie słów dla ojczyzny najważniejszych na ich przeciwieństwo. Wydaje mi się, że zostaliśmy zdominowani, w jakimś sensie także w przestrzeni moralnej, przez ludzi, dla których celem jest władza nawet byle jaka, byle własna.

Jest coś niedobrego w naszej kulturze z samym rozumieniem pojęcia „władza”. Z nieprzebranymi pokładami nieufności. I z niczym nieuzasadnionym przeświadczeniem ludzi wolności, demokracji i praw człowieka (swoją drogą ciekaw jestem intelektualnej i religijnej konfrontacji kwestii filozofii praw człowieka i dominującego dziś u nas rozumienia patriotyzmu), że te wielkie wartości zakotwiczone w marzeniach pokoleń same się bronią.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Oscar Weit:
    „Patriotyzm cnotą ludzi nienawistnych”
    Ja się z nim zgadzam.

  2. Dobry tekst. To są właśnie powody, dlaczego nigdy w życiu nie zagłosuję na koncesjonowane listy partyjnych bandytów i sukinsynów.

    Jak bezpartyjni uzyskają wyborcze prawa, to będę głosować.

  3. Anastazja
    „Patriotyzm cnotą ludzi nienawistnych”
    Ja się z nim zgadzam.

    Albo nie rozumiesz słowa patriotyzm albo cnota.
    Albo w ogóle niewiele rozumiesz.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Każda kosa kiedyś trafi na kamień. Są bezkarni ponieważ maja przyzwolenie.

  6. Złodziej szefem komisji finansów, inny kombinator z wyrokiem – wiceministrem sprawiedliwosci…Założę się, ze barmanem w sejmowym barze jest alkoholik. Bardzo dobra zmiana…

  7. „Poprzedniczki” SKOK-ów nazywały się SOP (Spółdzielnie Oszczędnościowo – Pożyczkowe ) i miały swój rodowód jeszcze z czasach zaborów. Powstawały z inicjatyw oddolnych samych spółdzielców i przez nich w formie rady nadzorczej i walnego zebrania skutecznie kontrolowane.
    SKOKI to zapewne przedsięwzięcia „odgórne posiadaczy kapitału”.
    Za pośrednictwem SOP-ów ci bardziej cierpliwi, co to woleli wpierw uzbierać nim kupią użyczali swych pieniędzy tym bardziej niecierpliwym, którzy chcieli wpierw kupić a potem zakup ten spłacać.
    „Spółdzielczość” SKOK-ów to pic na wodę, ” fotomontaż”

  8. @ anastazja
    It was Oscar Wilde who wrote: „Patriotism is the virtue of the vicious”, and he was not somebody widely respected for his the wisdom of his perceptions.

  9. Przy wszystkich swoich ułomnościach PIS jest partią polską, a nie obcą agenturą – nikt w PIS-ie nie może liczyć na zagraniczne synekury w rodzaju „prezydenta” Europy, więc nie usiłuje przypodobać się obcym potencjom.

  10. A to wszystko nasza (demokratów) wina. Zignorowaliśmy wychowanie młodzieży w duchu demokratyczno-patriotycznym, bo uznaliśmy go za relikt epoki. Patriotyzm nie brzmi dziś dobrze dla wykształconego człowieka, a ta mitologia jest zwyczajnie ludziom potrzebna. A nie trzeba było wiele robić – mamy przecież wielką spuściznę lewicującej, patriotycznej inteligencji katolickiej dwudziestolecia międzywojennego. Jest w tym i Bóg, i ojczyzna i socjalizm, wszystko polane sosem inteligencko-literackim.

    Ale odrzuciliśmy ją odruchowo, więc wskoczył Rydzyk, Kaczyński, ONR i zagospodarowali to, co my porzuciliśmy.

  11. Święta prawda! Szkoda, że ciemny lud tego nie czyta.

  12. Geniusz wykorzystał nasza przywarę -bezinteresowną zawiść.I stało się to co najgorsze.Po upływie dwóch lat ,mamy jako jedyni na świecie,-INTERESOWNĄ NIENAWIŚĆ.Narzędzie do zdobycia i utrzymania władzy.

  13. Panie Demokrato
    Pisze Pan o SKOKach – zgadzam się z Pana oceną. Ba, wręcz uznaję, że doprowadzenie do całej afery to zbrodnia. Jest jeden problem tylko…Jak Pan wspomina to Lech Kaczyński rękoma swojego poputczika Dudy umożliwił taka a nie inną działalność SKOKów. Problem jest jeden: Lech Kaczyński stał się szacownym nieboszczykiem 10.04.2010 a poputczik zaś wylądował na politycznym oucie. Co po 10.04.2010 stanęło na przeszkodzie by zrobić to na co nieboszczyk ,,nie pozwalał”, skoro wiedziano, że SKOKi to tykająca bomba zegarowa przed 2010r?
    Pisze Pan cytując ,,A niechby wzięli te swoje miliony, na dziwki wydali, w Monte Carlo w rulecie przepuścili, ale odczepili się od tej Polski raz na zawsze”. A skąd się wzięła kolekcja ,,zapomniana” zegarków min. Nowaka? I jakie konsekwencje karno-skarbowe poniósł on w związku z tym? Bo zwykły Kowalski miałby naprawdę mokro…Jak mniemam Pan jak i prokuratura wierzył, że to zegarki pożyczone? Pożyczał Pan zegarek od kolegi kiedykolwiek? Ja nie ale min. Nowak tak.
    Wolność i prawo. Tak pięknie miało być po 1989r. I trochę było. Ale ,,nieodżałowanej pamięci Pan Tadeusz” z NARUSZENIEM prawa -wprowadzając religię do szkół położył kamień węgielny tego co dziś mamy. Pan ,,Katon” Rzepliński uznał swoim orzecznictwem, że Polska nie narusza zapisanej w Konstytucji zasady neutralności światopoglądowej państwa. Sam Pan wiesz jaka to była neutralność. Jak jej głównym objawem były miliardy złotych rocznie dla JEDNEJ korporacji świadczącej usługi religijne. Tym objawem było uwzględnianie przez wszystkie partie polityczne każdego mniemania panów w sukienkach. Wyrazem równości wobec prawa było faktyczne uprzywilejowanie kleru – czy to ich roszczeń majątkowych czy występków kryminalnych.
    Polska PiS jest logicznym zwieńczeniem koślawej III RP a nie jakąś aberracją. Ktoś po prostu zrobił więcej, mocniej.
    Nie trzeba było się ścigać z Kaczyńskim w JEGO patriotyzmie ale pokazać swój WŁASNY. Kaczyński wymyślił sobie ,,żołnierzy wyklętych” wrzucając do jednego wora bohaterów typu Pilecki z bandytami powojennymi mordującymi chłopów biorących ziemie z parcelacji pańskich majątków więc Komorowski ustanowił im święto.
    Wszyscy – SOLIDARNIE po 1989r ,,dla Ojczyzny” szarpali majątek państwowy (w jaki sposób pozyskał nieruchomości Kaczyński w Warszawie? Kto mu je dał?), brali łapówki,wyprzedawali majątek państwowy za psi pieniądz, walczyli o stołki w spółkach SP, samorządach, na listach wyborczych, schlebiali klerowi, olewali orzeczenia TK, zachowywali i walczyli o przywileje jednych grup zawodowych a innych wyrzucali poza nawias. Jedni dostawali emerytury po 15latach inni pracę do śmierci, jedni kilkadziesiąt tysięcy złotych odprawy inni kopa w tyłek +kuroniówkę. Jednym nic się nie stało bo ,,zapomnieli” wpisać sikora wartego więcej niż dwuletnie zarobki większości Polaków a innych skarbówka zniszczyła bo źle zinterpretowali przepis. Ile osób i firm zniszczyła niekompetencja i zła wola urzędników – winnych było brak. Wszyscy (no prawie) z nich na szczęście są patriotami