Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

1.10.2017
niedziela

Lęk przed odwagą i pomidorowy przecier

1 października 2017, niedziela,

Jest u nas jakaś inteligencka maniera szukania w polityce dróg tam, gdzie ich nie ma. Dzisiaj wokół ruchów obywatelskich. One – różne – mają swoją rolę do odegrania, ale wyborów nie wygrają. Nawet do nich nie staną.

Wybory parlamentarne wygrywają partie. W pojedynkę lub – rzadziej i raczej kiedyś niż dzisiaj – w związkach koalicyjnych. Partie schodzą ze sceny tylko w czasie rewolucyjnym. Dzisiaj tego nie ma. Podobnie zresztą jak nie ma momentu konstytucyjnego. Prezydent, ogłaszając swój pomysł na referendum, albo stracił czas, studiując prawo państwowe, albo jest prostym cynikiem.

Dzisiaj jest czas stabilizacji. Czas konsumpcjonizmu. Celem jest rodzina i własne ja. Dorabianie się, układanie, zabieganie, konkurowanie, porównywanie, wygrywanie, zaspokajanie. Ryzyko dla sprawy wspólnej to chyba ostatnia rzecz, którą Polak dzisiaj zaakceptuje. Niech nie zmylą nas „wielkie” manifestacje KOD – wobec sprawy, dla której były organizowane, i w porównaniu do innych społeczeństw, manifestacje te są tym, czym w PRL był Marzec’68. Świadectwem. (Trzeba tylko pamiętać o proporcjach).

Nie mówię, że są niepotrzebne. Przyzwoitość jest narodowi potrzebna. Trzeba tylko znać perspektywę. W 1968 roku nie wyleciałem ze studiów za przegraną walkę o władzę. Nie grałem o władzę. Do głowy mi nie przyszło, że ulica, strajk studencki mogłyby ją zmienić. Wyleciałem, bo chciałem czuć się wolny. Kto wie zresztą (to już odniesienie do współczesności), czy zagrożenie utraty dochodów nie oddziałuje na statystycznego obywatela posępniej niż groźba więzienia?

Dedykuję namysł w tej sprawie marzycielom, którzy już widzą oczami wyobraźni te rzesze sędziów broniących konstytucji i niezależności sądów. Owszem, będą herosi. Ale będą nimi dlatego, że poczują się strasznie osamotnieni. Bez porównania gorzej będzie z prokuratorami. Tam kasa – obecna i emerytalna – jest już w pełni zależna od politycznych przełożonych. Dla ludu jedni i drudzy, sędziowie i prokuratorzy, a także protestujący, to inny świat, z pewnością nie jego własny. Naród celebruje swoje oddanie ojczyźnie na wielkich rekonstrukcjach. Od krwi ważniejszy jest przecier pomidorowy. Znak Polski Walczącej na tyłku auta – zamiast odwagi własnego sprzeciwu. Dopóki gospodarka płynie na pełnych żaglach, władza, nawet fatalna, może kraść spokojnie. Zwłaszcza jeśli jest dobrze, to znaczy hierarchicznie, zorganizowana.

W wyborach stają partie. Pisałem już w tym miejscu, że 2019 rok zadecyduje o losie kilku pokoleń. Naprzeciw dzisiejszej władzy wystąpią ci, których już znamy. Jeśli, ewentualnie, pojawi się coś nowego, to nie lista ruchów obywatelskich, organizacji pozarządowych, ad hoc zwołanych komitetów (chociaż może byłoby warto), lecz jakaś lista retro: zacna, wiarygodna, piękna, ale bez wyborczej szansy. Mogiła. W rozsypce.

Najsilniejsza pozostanie partia władzy bez władzy. Partia tłustych błotnych sumów, którym się nie chce. Którzy są zgrani. Których ważne osobowości trzymane są w drugim szeregu. A za nią tak jak w sondażach – Nowoczesna. Bo Kukiz na dotychczasowym poziomie się nie utrzyma. Po co głosować na ersatz, skoro jest oryginał? I to przy korycie. Lud wybrał miraż socjalizmu i krótką perspektywę. Wziąć, póki ktoś daje, a jeśli będzie potop, to przecież nikt już z pewnością nic nie da.

Tymczasem Nowoczesna chce wygrać banksterami, hipsterami, artystami życia i finansów. Bardzo to śmieszne. Te ich świetne kobiety PiS-owi władzy nie odbiorą. Zwłaszcza że im jest już tam dobrze. Nie przesuną się na ławce ani o centymetr. Ludowcy, jak SLD, będą walczyć o swoją obecność, ale nie dla Polaków. Ostrożność jest w ich przypadku zabójcza. Cokolwiek powiedzą, będzie mało wiarygodne. Historia i lęk przed wyrazistością zabiją te partie, nawet jeśli gdzieś na marginesie przetrwają. Tam życia już nie ma. Życie jest na ulicy, a ulicy na swoje listy nikt nie wpuści. Koło się domyka. Razem to wciąż pieśń przyszłości. Dopełnienie szczęścia codziennie praktykowanej demokracji. Inny świat. Europa. Uniwersytet. To u nas nie wyjdzie.

Szansę może mieć jeszcze Platforma. Ale musiałaby zmienić przywództwo. Nie napiszę, na jakie – to oczywiste. Musiałaby otworzyć się tak szeroko, że dech by zaparło, na ruchy uliczne. Zwłaszcza w Warszawie. Autentycznie otworzyć, nie dla picu, bo to sprawa najważniejsza z najważniejszych – wiarygodności i woli naprawy. Musiałaby się zobowiązać w kwestiach, których unikała jak diabeł święconej wody – w sprawach świętych fioletów, świeckiej szkoły, wychowania seksualnego, antykoncepcji, ochrony pracy (w takim sensie, jaki nadała pracy polityka Niemiec, począwszy od Ludwiga Erharda w 1953 roku), mieszkalnictwa, gospodarki przestrzenią publiczną, przyjaznych mieszkańcom miast, transportu publicznego, euro, wolności i wszystkiego, co dzieli Polaków na sorty. Musiałaby się nie bać być odważna. Także w sprawie IPN, puszczy, koni, odpowiedzialności za zamach na konstytucję, SKOK-ów, demolki armii i zdolności obrony, szkód w polityce zagranicznej, wolności sztuki, prywatyzacji tego, co partyjne.

Nie wierzę, by się na to zdobyła. Za dobre życie sobie ułożyła. Tak jak zresztą zawsze chciała.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Wszystko ulega przedawnieni ,zapomnieniu i przyzwyczajeniu.Prezes nie będzie miał lekko.Aby trzymać cugle musi dalej obiecywać i realizować żądania suwerena.Na jakim polu polegnie?Otóż na razie prowadzi 2 do zera z KK.W sprawie uchodźców i sądów.A suweren chce sprawiedliwości .Kary śmierci.I to dostanie na tacy ,mimo sprzeciwu KK.Bo kto dwa razy przegral ,to i przegra trzeci raz.I wtedy UE pójdzie do domu ,zostawiając nas z wyciętymi lasami ,kornikami i stryczkami .A jak suweren nie obudzi się ,będziemy mieli przyjaciela na wschodzie ,ciepłego człowieka.,i otwarty na stale Kanał Augustowski.

  2. Prawdą jest to, że o tym czy PIS będzie sprawował władzę zadecyduje gospodarka. Pan Celiński prognozuje, że stanie się to w bliżej nieokreślonym czasie. Ja jako przedsiębiorca z taką prognozą pozwolę się nie zgodzić. Problemy w gospodarce pojawią się tym szybciej, im więcej i szybciej PIS będzie wydawał pożyczone pieniądze na konsumpcję, a ściślej, na kupowanie politycznego poparcia. Tempo wydawania kasy będzie się zwiększało proporcjonalnie do tego jak często wypływać będą przekręty i jak często trzeba będzie zatkać buzie opinii publicznej. W ciągu ostatni9ch dni PIS wydał już ćwierć miliarda dla środowisk twórczych i 2,5 miliarda na uspokojenie emerytów górniczych jako rekompensatę za utracone deputaty węglowe. W przygotowaniu jest już następny prezent dla emerytów w postaci jednorazowej wypłaty 500 zł, co pochłonie kolejny miliardzik.
    Jako , że dobrobyt nie bierze się z konsumpcji na kredyt, a ciężkiej pracy, zaaplikowane przez PIS prezenty generować będą zwiększoną inflację, co oznacza wzrost cen. Jak pewnie Pan pamięta, każda władza miała problemy z utrzymaniem poparcia, wtedy gdy suweren orientował się, że jest krojony z kasy tylnymi drzwiami. Jak na razie inflacja skoczyła w ciągu miesiąca o 0,4 %, ale zapowiada się , że to nie koniec. Na wzroście inflacji ucierpią najubożsi, czyli obecny znacząca część elektoratu PIS, a wtedy rozpocznie się zjazd do dołu.