Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

3.10.2017
wtorek

Stauffer, Reymont, Wyspiański, Żeromski, Gombrowicz… Edukacja, głupcze!

3 października 2017, wtorek,

W Ameryce kandydat mógł sobie w kampanii pozwolić na: „Gospodarka, głupcze!”. W Polsce są sprawy ważniejsze dla sukcesu. Zwłaszcza jedna: nasycenie społeczeństwa właściwie kształconymi, możliwie dobrze komunikującymi się ze sobą mózgami odważnych ludzi.

Kapitał finansowy – zbudujesz albo pożyczysz, zbierzesz od mądrych. Ale z kapitałem ludzkim jest trudniej. Jeśli rządzisz państwem, masz instrumenty – prawne, organizacyjne i finansowe (budżet!). Musisz się wspomóc mozolną, długookresową i skomplikowaną pracą. W demokracji jest pod górkę, bo to nie jest robota na kadencję czy dwie. Potrzeba konsekwencji i wytrwałości. Zaczyna się od nauczania nauczycieli. Rodzina, szkoła i kościoły. Przeszłość. Nawyki. Dominujące wartości i postawy. Trwa to wszystko dziesiątki i więcej lat, wiele pokoleń.

Mamy zasługi w sprawie wolności. Można było zmarnować tę wyjątkową szansę ostatniej ćwierci XX w. Ale jej nie zmarnowaliśmy. Wycisnęliśmy z niej może nie wszystko, co było do wyciśnięcia, ale dużo, więcej niż inni. Polska ruszyła do przodu. Większość zmieniła poziom życia na wyższy, przynajmniej w kategoriach materialnych. Ale większość to nie wszyscy. Jest nierówno, czasem odbywa się to wielkim kosztem. Z czasem to, co ważne i dobre, spowszedniało. Zmieniało się przywództwo – w polityce, Kościele, opinii publicznej – raczej na gorszej jakości. Zagubił się gdzieś cel przewodni. Rosła świadomość obywatelska, zacieśniały się możliwości. Kamieniały struktury polityczne. Zanikały autorytety. Pewne rzeczy rozwijały się samoistnie, inne mniej samoistnie. Ktoś majstrował. Inni chcieli mieć więcej, niż się należało. Coraz więcej cwaniactwa, dróg na skróty. Zwłaszcza w polityce. Wielu chce więcej, szybciej, natychmiast. I bez jakiegoś specjalnego wysiłku.

Jest Kaczyński. Stary, ale jak nowy. Mało kto ma tak długi staż u władzy. Ale on otrzepuje się ze złych politycznie wspomnień jak kaczka z wody. Wskazuje winnych frustracji. Wy jesteście świetni – mówi tym, którzy chcą to usłyszeć. Nie macie tego, co wam się należy. Moglibyście mieć więcej. Winnych temu, że nie macie, weźmie się za pysk. Ja to zrobię – mówi. Kościół błogosławi. Wskażemy winnych waszej biedy – wtóruje. Przecież jesteście biedni. Patrzcie, jak zarabia się na Zachodzie. Ktoś przecież jest tym różnicom winny. Wywożą nasze pieniądze. A w czym lepszy taki Angol, Francuz czy Niemiec? Gdyby nie wojna, to ho, ho. Niech nam zwrócą za krzywdę. Dają? Dają, ale za mało. Nam się należy.

Fajnie tego wszystkiego słuchać w narodzie, w którym dwubiegunowość do rdzenia przenika historię przez dwa pokolenia budowanej pozycji. Wolność, NATO, Unia, podwojenie dochodu, obrócenie o 180 stopni eksportu, wielki postęp w środowisku, autostrady, skokowe podwyższenie długości życia (najbardziej syntetyczny wskaźnik dobrostanu) – OK. Ale słychać „ale”. Ci, którzy je podnoszą, trafiają w punkt. Jak to się dzieje?

Najpierw więc generał Samuel Stauffer, profesor psychologii społecznej uniwersytetów w Chicago i Harvarda, w czasie wojny szef ośrodka badań społecznych armii amerykańskiej. Teoria grup odniesienia, 1943 rok, azjatycki teatr wojenny, Indonezja. Pasuje tak, jakby ją na naszą współczesną miarę szył. Pisałem już o nim. Przypomnę: piloci myśliwców wciąż awansowali, jak w żadnym innym korpusie US Army. Porucznik wracał z wojny pułkownikiem. Honor, prestiż, kasa, szansa na studia w cywilu. Żandarmi nie awansowali. W ogóle! Porucznik po dwóch latach wracał do Ameryki jako porucznik. Po przyjeździe dawano mu gwiazdkę. Po cichu, by w oczy nie kłuł. I zapominano. I niespodzianka. Stauffer badał zadowolenie z pozycji w armii. Żandarmi byli tym korpusem, w którym zadowolenie oficerów z własnej pozycji było największe. Myśliwcy ulokowali się na przeciwnym biegunie. Byli, pośród jedenastu chyba korpusów, najbardziej sfrustrowani. Tak powstała teoria grup odniesienia. Warto się zatrzymać w biegu, pomyśleć. Jaki diabeł opętał Polaków? Teoria Stauffera (i poprzedników, o których tu z uwagi na cierpliwość czytelników milczę) wyjaśnia, że to jest prawo uniwersalne. Nie polskie. Sorry, nacjonaliści. W pewnych sprawach Polacy są jak inni. To kondycja człowieka, a nie nacji.

U nas są jeszcze „Chłopi” Reymonta. Folwarczność kultury życia zbiorowego. Kościół jedynie słuszny. Roszczeniowość. Lance, proporce.

Wyspiański, Witkacy, Żeromski, Gombrowicz, Zapolska, Mrożek starali się to powiedzieć. Jakoś nie dotarło. Nie wiem, co głębiej niż „Wesele”, co prawdziwsze niż „Trans-Atlantyk”. Może ta folwarczność? Może święty rzymski Kościół katolicki? A może po prostu rozkrok na wielkiej polskiej nizinie między Europą i Azją? Ale tam, na mapie na prawo, też jest wielka literatura, może nawet większa. I muzyka. A kłopoty z mózgiem, z komunikacją, z odwagą mają większe.

Dlaczego nas tak mało w obronie wolności?

Coś więc teraz o nas. Ze Staufferem w tyle głowy.

Jedni – nieliczni i bardzo podzieleni (ich ostatnią egzemplifikacją jest/był KOD) – poświęcą, co mają w statystycznym nadmiarze, dla wyższych spraw. Zaryzykują, choć niestety tylko w granicach rozsądku. Raz albo dwa razy. Nie ma sukcesu – to do domu. Wolność, demokracja, walka o te sprawy to inwestycja niepewna z punktu widzenia rodziny. Dystans dla nich to ich karma. W kwestii wolności, którą cenią, są w roli kupujących polisę. Są uczciwi, więc uczciwie chcą w razie czego powiedzieć: byłem! Pójdą raz, dwa razy, niektórzy nawet trzy. Za trzecim będzie już jednak kolizja z restauracją z przyjaciółmi. W zimę zimno. Dolomity. Latem Toskania. Są po właściwej stronie. Zagłosują na Nowoczesną, która zdobędzie te 6 proc. Chyba że Platforma upadnie. Ale tego też nie chcą. Może wreszcie przetrzecie, Kochani, oczy. Takich jest 6 proc. Może 15. I co z tego?

Na przeciwnym biegunie są drudzy. Bardzo liczni. Te Malediwy, Aostę, Toskanię, dobre knajpy oglądają przez szybę. Chcieliby, ale nie pojadą. Liżą te szyby dobrobytu jak dzieci w okupowanej Warszawie słoje z cukierkami u Wedla na Szpitalnej. Do głowy im rzecz jasna nie przyjdzie Polska. Czarna Hańcza, Marycha, Rospuda, Brda, Słupia czy cokolwiek. Nie o radość przyrody im chodzi, lecz o radość prestiżu. A nie pojadą. A w kraju pod namiot, na Hańczę, z dziećmi – bez gofrów i ryb z głębokiego oleju nie potrafią. Radość to powiedzieć byłem w… A nie płynąć wśród mięt wielkich jak stodoła przed Maćkową Rudą.

Trzeci coś już mają. Piąta część Polaków? Nie chcą przyznać, że to normalne, że mają i że są w tym, co mają, coraz bardziej przeciętni. Chcą wierzyć, iż są wyjątkowi. Chcą, aby ich żony, kochanki i wszyscy wierzyli, że są wyjątkowo sprawni.

Leciałem kiedyś do Amsterdamu. Za mną para świeżych wiekiem i najwyraźniej stażem korporacjonistów. Najwyraźniej był to ich pierwszy służbowy lot. Wyróżnienie. Byka za rogi oboje chwycili. Dumni jak cholera. Om macho. Ona gotowa oprzeć się o macho. Słychać było za plecami, że mieli się ku sobie. Przez cały czas lotu, dwie i pół godziny, przekrzykiwali się swą kompetencją w kwestii półek lepszych i gorszych dla cukrów, soli, mąk, konfitur, herbat, makaronów i olejów. Chcą wierzyć, że ich kondycja, w ich oczach perspektywiczna, to nie siermiężna zwyczajność systemu, lecz wielka ich bohaterska zasługa. Że są niezwykli. Etnometodologicznie widać ich po zachowaniach, sylwetce, klapkach na stopach i pederastce przytroczonej do szortów na wakacjach w Tunezji. Są bardzo dzielni. Są wyjątkowi. Mogliby być bardziej wyjątkowi, we władzy i w kasie, gdyby nie…

Tu znów jest Kaczyński. Kiedyś żyd (proszę nie zmieniać wielkości litery). Dzisiaj winni sfrustrowanym swą pozycją Polaków są ONI, wskazani przez PiS. Mówią o tym przecież w TVP. Ci złodzieje, liberałowie. Ci przy korycie. Ot, taki sąsiad. W czym on lepszy? A nowym volvo psa na spacer wozi. Takich jest naprawdę wielu. Kto wie, czy nie większość. Tym bardziej że za politycznym przekazem jest Kościół. I Stauffer ze swoją teorią grup odniesienia. Nie niweluje przyczyn frustracji ostentacja, z jaką konsumują ci, co są stopień od każdego wyżej. Kultura korporacyjna. Kultura właściciela firmy. Kultura dnia codziennego.

Jest jeszcze kilka milionów obywateli, którzy w ogóle nie myślą. Po prostu chcą więcej. A ktoś im mówi, że mogliby mieć, gdyby inni byli w porządku. Kościół co niedziela, śmiem przypuszczać, w 70 proc. parafii sączy truciznę zawiści i codziennej frustracji. Bo jest polityczny. Bo taka fala. Bo to wciąga kapłanów. Więc mówią to, co ich niesie ku tym wyżynom. Oświecają.

Liczył może jakiś socjolog, ile dziś, w Kościele, jest przekazu dobrej nowiny, a ile złej?

Z drugiej strony mizeria. Żadnej wielkiej idei. Konfesji nie przeciwstawia się godność świeckości. Zaczęło się, tak na poważnie, gdy pewien poseł Platformy z racji rodzinnej bliskości „obłatwił” Tuskowi, wtedy jeszcze chyba agnostykowi, Łagiewniki kardynała Dziwisza.

Od tamtego czasu jedni jeździli do Torunia, drudzy do krakowskich Łagiewnik. Jakoś nie przyszło do głowy tym drugim, by nigdzie nie jeździć, lecz uchwalić Kartę Praw Podstawowych, wspierać edukację, wolność sztuki, odwagę myślenia, otwartość serc i mózgów.

Odsyłam do początku: Stauffer, Reymont, Wyspiański, Żeromski, Gombrowicz. Nieczytani, właściwie nieznani. Edukacja, głupcze!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Oczywiście, że edukacja. Bo edukacja, to otwartość na świat, nowe rozwiązania i technologie. Nowa jakość życia, sposoby produkcji i zasady redystrybucji dóbr. A co, mówią ci mędrcy w drogich garniturach? Każdy musi zaoszczędzić na swoja emeryturę sam, co oczywiście nigdy nie będzie możliwe. Pracować trzeba będzie coraz dłużej, emerytury będą coraz niższe. Naprawdę, zachęcające. To już lepiej żeby było, jak drzewiej bywało. Bezpiecznie, wśród swoich, w ciepłym smrodku.

  2. Dyktatura partii, głupcze.

    Edukacja bez wolności wyboru jest nic nie warta, przynajmniej w życiu publicznym.

    Taki śp. Zbigniew Brzeziński byłby w Polsce zupełnie nikim. Żeby w polityce zaistnieć musiałby się płaszczyć przed jakimś partyjnym żulem jak Kaczyńskim, Millerem, Tuskiem czy Kukizem. A żeby to robić i mieć szansę musiałby być bezkręgowcem głupszym od Błaszczaka.

    Więc po co w Polsce edukacja skoro cała władza jest zarezerwowana dla bezkręgowych glist i idiotów?

  3. „Jakoś nie przyszło do głowy tym drugim, by nigdzie nie jeździć, lecz uchwalić Kartę Praw.”

    Dokładnie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Od dość dawna obserwuję świat I znajduję, że ludzi o tendencjach demokratyczno-liberalnych w dowolnym społeczeństwie jest ca. 15%. To Ci, którym zależy na tym, aby mniejszości nie dyskryminować, rzadzić sprawiedliwie i niwelować nierówności ekonomiczne. Dobrze wukształconych, którzy talentów nie inwestuja w zbijanie majatku. U nas podobnie. Jedynie tematy takie jak prawa kobiet mobilizuja ponad połowę społeczeństwa, bo do kobiet dołacza pewna liczba mężczyzn. Nie zdziwilabym się, gdyby to było ca. 15% mężczyzn.

  6. Dyktatury nie obala się kartka wyborczą.I ta cala opozycja nam dziś nie jest potrzebna,bo bezsilna ,czasami głupia ,zacofana ,bez wodzów i pomyślunku.Dlatego jak najszybciej należy pozwolić dyktaturze na osiągniecie celów ,jakie by one nie były.I dopiero obywatele , wezmą sprawy w swoje ręce.Tak powtórka z końcówki PRL.Dramat polega na tym ,że komuchy nie chciały krwi a co chćą nasze neo w domyśle wiadomo o co chodzi,-widać jak leją kopaczy kibice ,swego czasu podpora do walki z Tuskiem.

  7. Pięknie napisane ale przykre, bo prawdziwe do bólu. Najbardziej przykra ta codzienna bezsilność i beznadzieja. Przekonani o własnej odwadze, gonimy w kółko jak psy za własnym ogonem a życie ucieka.

  8. Szanowny Panie! Cały blok państw postkomunistycznych utracił ten słynny zapał, sięgający jeszcze początków lat 90 – tych XX wieku, w tym jakże radosnym budowaniu zrębów liberalnej demokracji. Ćwierć wieku później – jak grzyby po deszczu wyrosły nam polityczne osobowości o skłonnościach autorytarnych. Jeszcze chwila i cały region Europy Środkowo-Wschodniej przypominać zacznie koszmarną Jugosławię w trakcie rozpadu. To wersja pesymistyczna przyszłości Polski. Też chciałbym żyć na poziomie obywatela Szwecji. To nie możliwe. Byliśmy jako kraj kolonią Wschodu. Teraz cierpimy na postkomunistyczną gorączkę. Wie coś o tym Milan Kundera. Idziemy od radosnego liberalizmu w stronę wąsko pojmowanego nacjonalizmu. Pogarda dla zasad demokracji staje się niebezpieczną modą. Zachód budował swoje liberalne zasady przez dziesięciolecia. Nasi kochani rodacy są bardzo niecierpliwi. Chcą wszystkiego teraz i już, nie czekając na nic zbyt długo. Konstytucja powinna być prawdziwą ojczyzną każdego obywatela. Niestety, obecnie panuje moda na ryzykowne taniec na wulkanie populistycznego szaleństwa. Bardzo chciałbym przekonać siebie i ludzi żyjących w moim najbliższym kręgu do kultywowania cnoty skromności. Za wysokie aspiracje materialne nie mogą być teraz spełnione w żadnej realnej formie. Nikt Polsce nie da więcej pieniędzy na rozwój. Nawet jakby się znalazły, to byłoby to wysoce demoralizujące dla nas, niczym niezasłużona wygrana na loterii. Już Unia dała Polsce wystarczającą szansę. A teraz koniec zabawy w dotacje płynące bez końca i miary. Musimy urządzać państwo według realnych możliwości a nie na miarę niespełnialnych megalomańskich utopii. Nie rywalizować, lecz pomagać innym. Literatura, ten jej nurt szczególnie zaangażowany w sprawy społeczne, obyczajowe, czasem uczy pokory. Proszę zobaczyć język Doroty Masłowskiej i Sylwii Chutnik, światy Andrzeja Stasiuka, Michała Witkowskiego, Wojciecha Kuczoka, elity opisywane przez Jerzego Pilcha, marzenia i koszmary Olgi Tokarczuk, prowincję Mariusza Sieniewicza, Ziemowita Szczerka. Nie będzie nam lekko. Gdy tylko sobie ten fakt uświadomimy – od razu stanie się lżej na duszy. Bo tylko w skromności znajdziemy ukojenie. Żadnych tam mocarstw, lokalnych liderów czegokolwiek, wstawania z kolan. Raczej – szacunek dla kultury i obojętność wobec kiczu nowobogackich pyszałków. Zadanie na dekady. Nie szkodzi. Damy radę. Znowu nie mamy wyjścia. I to jest, w sumie, w tym wszystkim najbardziej pocieszające. Pozdrawiam.