Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

10.10.2017
wtorek

Może nie zasługujemy na więcej

10 października 2017, wtorek,

Co dla Polaków lepsze – peryferie Zachodu czy peryferie Wschodu?

Zdemitologizowanie historii polityki i kultury (w tym codziennej jej obywatelskiej wizualizacji – architektury i urbanistyki), a także historii społecznej, może samo z siebie nie prowadziłoby nas do bardziej zrównoważonej polityki, ale przynajmniej pozwoliłoby głębiej zrozumieć jej radykalniejsze zakręty. O funkcjach mitu w narodowych dziejach i o ich związkach ze stanem spraw państwowych pięknie i przystępnie, bo w formie felietonu, pisał prof. Jan Widacki: naród o wielkich aspiracjach pozbawiony suwerennego państwa potrzebuje mitów w kulturze, w swej pamięci zbiorowej, by przetrwać opresję. Dla niepodległej państwowości zastąpienie sensu mitem jest zabójcze. Mit podtrzymuje życie ludzi zniewolonych. Sens jest karmą ludzi wolnych i buduje wolność.

Współcześnie żyjemy – moje pokolenie i ze trzy, cztery okoliczne – w cieniu mitu SOLIDARNOŚCI. Solidarności wielu znaczeń i odniesień, a jednym z tych odniesień była sprawa jedności.

Zaczęło się od egzegezy rzeczywiście wielkiego wydarzenia, którym były słowa Jana Pawła II i ich odebranie przez trzystutysięczne zgromadzenie na placu Zwycięstwa i miliony przed polskimi telewizorami: „Niech zstąpi duch Twój i odnowi…”.

Tylko że „Solidarność”, odwołując się do nadrzędnej racji narodu, jednocześnie sama karmiła się mitem solidarności i wynikającym z solidarności mitem jedności wobec sprawy najważniejszej – niepodległości. I pozostawała głucha na rzeczywistość.

Milion członków PZPR odnalazło się w „Solidarności”. Trzecia część tej partii. Spektakularnym przykładem był Bogdan Lis. Spektakularność nie ograniczała się do tego, że jeden z kilku, góra kilkunastu prawdziwie legendarnych liderów, członek najściślejszego kierownictwa „Solidarności”, do połowy października 1981 roku, czyli aż do wyrzucenia z PZPR, był członkiem partii. Ciekawe było to, że on, w gronie przywódców „Solidarności” zawsze będących pośród tych, którzy nigdy nie przekroczyli granicy między polityką a oszołomstwem (co w czasie rewolucji nie jest czymś absurdalnym), był jednak bliżej radykalnej strony kierownictwa tego ruchu. W wyborach na I krajowym Zjeździe „Solidarności” Lis przeszedł, owszem, do stusiedmioosobowej Komisji Krajowej, ale w ostatnim, piątym barażu. Mimo że łączył (raczej) głosy największych adwersarzy: Wałęsy, Gwiazdy, Rulewskiego, Walentynowicz. Jedyną przyczyną miernego wyniku była przynależność do PZPR. Jedność wobec sprawy najważniejszej – niepodległości (w tamtych „jałtańskich” wciąż okolicznościach) – była jednym z najbardziej oczywistych mitów. Podobnie jak „Solidarność” – jej ówczesny i późniejszy wizerunek.

Wspominałem już kilkakrotnie nie przeze mnie sformułowaną opinię (przejąłem ją od Aleksandra Kwaśniewskiego), że na „Solidarność” patrzeć można jak na wielkie oszustwo. Oto udało się jej ówczesnym przywódcom przekonać najpierw ją samą (bez tego nie byłoby reszty), potem „wszystkich” Polaków, a następnie Europę i świat, że „Solidarność” jest taka jak oni. W rzeczywistości udało się „Solidarności” i całemu temu wielkiemu (choć dzisiaj widać, że epizodycznemu) politycznemu czasowi narzucić model działania najzupełniej polskiej tradycji obcy. Sens zamiast mitu. Celowość mierzona skutkami. Okiełznanie emocji. Ucieranie poglądów i interesów zamiast totalnej wojny. Szukanie tego, co łączy, niż lanie benzyny na to, co dzieli.

Nic z tamtego czasu nie zostało. Poza niepodległością, wolnością i demokracją. Poza ćwierćwieczem, w którym Polacy nie tylko znaleźli się w europejskiej, zachodniej, demokratycznej kulturze politycznej, ale i w takich samych instytucjach. I poza otworzeniem drzwi do przyszłego dobrobytu materialnego. Ale to ćwierćwiecze wydaje się dzisiaj czasem już zamkniętym. Od dwóch lat konsekwentnie wracamy do wcześniejszych paradygmatów. Polityka z premedytacją wywoływanych podziałów: Smoleńsk, „komuniści i złodzieje”, „sorty”, kto nie z nami, ten przeciw nam, Polska „solidarna” i polska „liberalna” (czytaj: aferalna) – to nie kategorie opisu, to kategorie pomyślane instrumentalnie, dla zdobycia i utrzymania władzy.

Jestem krytyczny wobec jakości opozycji parlamentarnej. Wielokrotnie o tym pisałem. Zacząłem, kiedy dzisiejsza opozycja płynęła na pełnych żaglach jako władza, która nie ma z kim przegrać. Konsekwentnie od października 2008 roku pisałem i mówiłem, że polityka Platformy likwiduje jakikolwiek inny wariant, jak przejęcie po jej porażce władzy przez PiS. Który tym razem się nie zawaha. Pisałem, że deficyt pomysłu na Polskę (i na Europę), czyli brak wyższej racji polityki, deficyt demokracji zamkniętej w coraz szczelniej odseparowanych od normalności partiach, deficyt solidarności (czyli też równości szans i możliwości awansu przez edukację), deficyt w dziedzinie kapitału ludzkiego (kompletne „odpuszczenie” edukacji, kultury, mediów publicznych) i w końcu deficyt zaufania – prowadzą Polaków do katastrofy. To wszystko prawda. Dzisiaj jednak to wszystko nie ma już pierwszorzędnego znaczenia. Dzisiaj jedyną drogą do zahamowania katastrofy jest jedność DEMOKRATÓW dla przywrócenia praworządności. Jedność tak skonstruowana w perspektywie roku 2019 i ewentualnie 2020, aby po odzyskaniu podeptanych przez PiS konstytucyjnych zasad możliwe było szybkie i oddające skomplikowaną rzeczywistość społeczną odbudowanie pluralizmu.

Dzisiaj nie ma już o czym mówić. Przegraliśmy szansę, wyjątkową tak bardzo, że można ją nazwać cudowną. Przegraliśmy szansę na Polskę europejską.

Będziemy mieć Polskę dryfującą między europejską i azjatycką częścią Europy. Nasi polityczni (nie kulturowi) sąsiedzi – Słowacy i Czesi, a także Węgrzy i Rumuni (nie wiem, co będzie z Bułgarią) – będą zakotwiczeni na ZACHODZIE. Może poza Czechami jako jego peryferiami. My zaś pozostaniemy tam, gdzie nas PiS prowadzi – na WSCHODZIE. Taki czas. Europa się rekonstruuje. Nas w tym momencie nie ma.

Może dostaliśmy od losu i europejskiej polityki zrównoważenia i rozwoju więcej, niż na to sami zapracowaliśmy?

Może jest tak, że Polacy, w swej wielkiej narodowej masie, nie bardzo pasują tam, dokąd deklaratywnie zmierzają?

Może w rzeczywistości bliżej nam do WSCHODU?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. To trochę prawda. Naród, który pozwolił sobie odebrać prawa wyborcze i dał się wziąć pod okupację partyjnym świniom nie zasługuje na dobrobyt, wolność i szacunek. Tym bardziej, że tym razem za partyjnymi świniami nie stała Czerwona Armia a tylko zawłaszczony monopol na instytucje państwa i środki propagandy.

    Inna rzecz, że wyrżnięcie partyjnych świń nie jest łatwe i nie jest zgodne z polską łagodną kulturą naznaczoną duchem chrześcijańskim a zwłaszcza naukami Jana Pawła II.

  2. Polska nie ma być wschodnia, czy zachodnia, europejska, czy azjatycka. Polska ma być polska! Czy to tak trudno zrozumieć wolę narodu? Przecież nie przez przypadek utwór śpiewany przez Pietrzaka stał się nieoficjalnym hymnem „Solidarności”.

  3. Z wielkim zalem patrze z daleka na Polske, ktora sie poddala. Poddala sie glupocie, oszolomstwu, bredzeniu czlowieka, ktory dawno powinien byc odsuniety od wladzy i mikrofonu. Dzis czytam w Rzeczpospolitej fragmenty wypowiedzi/ przemowienia Kaczynskiego. Wlos jezy sie na glowie – od „tez” stawianych przez tego czlowieka. Otoz ” jesli dzis nasza przyszlosc rysuje sie dobrze,to mozna powiedziec, z cala odpowiedzialnoscia , ze nie byloby tego, co jest dzisiaj bez Lecha Kaczynskiego” oraz ” (na wiosne) bedzie prawda, prawda , ktorej jeszcze nie znamy. Ja jej nie znam. Ale prawda.”
    Jak to – ten czlowiek NIE zna prawdy? Przeciez w jej imie oczernial, oskarzal, opluwal poprzedni rzad, specjalistow od wypadkow lotniczych. Byly oskarzenia o spisek. Jak to – teraz ten pan NIE zna prawdy???
    A rola brata w tworzeniu tej dzisiejszej bogatej Polski? Oh, przepraszam.. tej w ktorej obywatele beda poddawani etycnej ocenie. Nauczyciele pojda pierwsi. Potem urzednicy, sprzedawczynie, kierowcy…
    Polacy! obudzcie sie!!!! Opozycjo, do dziela!!!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wyższych racji?Mało kogo to obchodzi tak jakchłopa pańszczyźnianego czy będzie poddanym pana w I Rzeczpospolitej czy carskiej Rosji.Nieformalne niewolnictwo dopiero zniósł car ale nawyki niewolników i panów zostały.Za Solidarności mówiło się „wolność” a w podtekście myślało się o przyszłym bogactwie.Naród niewolników pieniądza.Żeby dali a najlepiej wszystkim po równo.Częściowo zostało to zrealizowane.Czyli się da. Więc na co wy demokraci i „pragmatycy” liczycie?Na wyższe racje?

  6. „Może jest tak, że Polacy, w swej wielkiej narodowej masie, nie bardzo pasują tam, dokąd deklaratywnie zmierzają? Może w rzeczywistości bliżej nam do WSCHODU?”

    Mysle ze Pan autor nie ma z tym racji. Prosze wziac pod uwage ze ten problem ktory macie w Polsce tez istnieje w Europie w Francji jest Le Pen, w Niemczech AfD, w Wloszech 5 gwiaztki itd. Wszedzie sa partii w stylu PiS.

    Trzeba razem w Europie zastanawiac sie jak walczyc z tym. Internet robi ze rozne grupy moga sie spotkac a tworzyc alternatywna prawde. Tez z tego powodu w Polsce jest jak jest. W Brukseli powinni myslec o tym jak razem robic strategie zeby pomagac Polakom nie tylko przez sankcji tylko tez przez informacje. Dlaczego nie serwis inofrmacjny po polsku bez reklam za darmo fundowany przez unii. Koncept UE powinni byc: „Nie pozwolimy Wam tak uciekac na wschod, trzymamy Polske, bo kazdy kraj moze miec ta chorobe juz jutro.”

  7. Między sensem, a mitem.
    „Brońmy Konstytucji” chcą zamienić na „Brońmy Krzyża”.

  8. Przepraszam panie Andrzeju.Nie godzę się w perspektywie lat przyszłych ,jak by to uczynił nasz mąż stanu-nie mamy takich- na dzielenie Europy wg obrotów słońca.Otoż mam nadzieje że ten wschÓd zacznie być podobny do zachodu.Dlatego ,że żaden watażka na wschodzie nie chce ,może nie potrafi tworzyć rasy panów i nowego człowieka wg wiary w nadprzyrodzone.Z tej perspektywy ,my zostaniemy wyrodkami ,w rodzaju krajów kubańskiego i jednego na półwyspie koreańskim.I cały czas brzmi w uszach powtórka powiedzenia ludobójcy ze wschodu ,że jesteśmy ,,,,,,,,w Europie.A dzisiejsza opozycja może tyle co pan Mazowiecki i paru innych w czasach PRL.Dlatego jedynym wyjściem ,maski lecznicze na buzie w Sejmie ,i może ta Europa z zachodu ,coś pokapuje i nie będzie zachowywać się jak hańba w 1938 r i pozwolenie nam na zajęcie Zaolzia.

  9. Jeśli już tak bardzo chce Pan te mity obalać to proponuję zacząć od jeszcze jednego, najgłupszego, najbardziej szkodliwego i niebezpiecznego a który pielęgnuje Pan jak własne majtki.: To mit prymitywnego i wrednego WSCHODU.
    Nic takiego nie ma. Lat temu wiele Wschód to byli Chińczycy z miską ryżu i kombinezonem. Dzisiaj daleeeeko do nich nie tylko Polakom. Lat temu niewiele Rosjanie byli okradaniu z ostatnich śladów osiągnięć naukowych przez kumpli Sachsa. Dzisiaj w ciągu 2 lat wybudują 19-kilometrowy most przez morze. A tu już 50 lat buduje się tunel do Świnoujścia i bez niemieckich pieniędzy nic by nie było. A statek w suchym doku to tylko Polak przewrócić potrafi.
    Natomiast co do politycznej demokracji tu i tam to proponuję zacząć od przecierania oczu. Będzie lepiej widać.

  10. Podsumowując
    Proponuję skończyć z pogardą i poczuciem wyższości wobec tego, co Pan nazywa WSCHODEM. Bo to tylko mit.