Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

9.05.2016
poniedziałek

Listy alfabetyczne

9 maja 2016, poniedziałek,

Wiem, że to pomysł dziwaczny – choćby dlatego, że nie słyszałem, aby gdzieś go stosowano. Oryginalność w polityce niepokoi bardziej, niż zaciekawia. Jeśli mimo to wracam do tej idei, to dlatego, żeby razem, w większym, najlepiej publicznym gronie, wypracować lekarstwo na chroniczną chorobę polskiej demokracji – partiokrację. Żeby wszcząć dyskusję. I wypracować jakieś rozwiązania, które posadowią instytucje demokracji w Polsce na fundamencie autentycznego szacunku obywateli.

Elementy stanu obecnego partiokrarcji to:

1. Niedemokratyczne wnętrza partii. Szefostwo, aktualny kierownik, decyduje o kształcie list wyborczych, w przypadku Sejmu zwłaszcza tzw. biorących. Wiadomo, ze wyborca najpierw wybiera listę (partię), a następnie kandydata na „swojej” liście. „Jedynki” jeszcze przed wyborami mają, jak wykazują badania, 25-30 proc. więcej szans za sam fakt bycia jedynką. Trzeba sobie bardzo nagrabić, by ten mechanizm nie zadziałał. Nie ma u nas instytucji prawyborów nawet w ramach organizacji partyjnych. Akceptacja propozycji lidera przez ciała statutowe jest formalnością. Podobnie jest z propozycjami przedkładanymi centrali. Regionalny lider tnie najpierw realnych konkurentów. Selekcja negatywna. Odnosi się to nie tylko do zachowania liderów, ale także do charakterów aspirantów.

2. Szefostwo, aktualny kierownik, dysponuje pieniędzmi partii, specjalnie zaś tymi, którymi za pośrednictwem funduszu wyborczego finansuje się kampanie wyborcze. Finansuje bardziej kampanię swojej stajni, a nie partii. Różnica jest zasadnicza. Ludzie o tym wiedzą, podobnie jak świetnie rozpoznają mechanizm przedstawiony w poprzednim punkcie, i się do tych okoliczności dostosowują. Mierność staje się mocnym atutem.

3. Instancje wyższego szczebla mają statutami zagwarantowaną pełną kontrolę list wyborczych do organów niższego szczebla.

4. Czynnik ideowej identyfikacji aktywistów podporządkowany jest coraz ściślej materialnym interesom. Po co komu spór o idee? To obniża szanse.

5. Nie funkcjonuje, już nawet formalnie, służba cywilna w administracji państwowej. Dziesiątki tysięcy płatnych z budżetu państwa etatów pozostaje do wyłącznej dyspozycji partii politycznych. Kierownik nie jest w stanie wszystkiego ogarnąć, tworzą się koterie. Spór toczy się o ucho kierownika, nie o idee czy projekty. Dokładnie tak jak opisał to Kapuściński, pisząc o etiopskim satrapie Mengistu Haile Selassie.

6. Nawet media uznane za liberalne i dzisiaj opozycyjne, jak „Gazeta Wyborcza”, uznają prawo łupów wyborczych. Na przykład zmianę na pozycji zastępcy dyrektora wodociągów miejskich w Pipścikówku lub dyrektora ZOO w Grajdołowie, lub kierownika sanepidu w krainie Kwakliuklów, lub zastępcy dyrektora TBS gdziekolwiek, lub kierownika kina miejskiego (jeśli gdzieś takie jeszcze jest) na osobę wysuniętą przez nową u władzy partię. Dekadę wcześniej pisały o takich sprawach z dezaprobatą.

7. Dziesiątki tysięcy etatów w administracji i w spółkach komunalnych są w dyspozycji partii. Gorzej niż za czasu PRL. Ja to pamiętam. Nomenklatura PZPR tak nisko i tak szeroko nie grabiła. Dziś młodzi ludzie wstępują do partii w spółkach kontrolowanych przez partie. Mało kogo to dziwi. Dziwi raczej postawa przeciwna – protest wobec takich praktyk. „Przecież poprzednicy też tak robili” – uznawane jest za wystarczające alibi. Nagminne jest krzyżowe zatrudnianie radnych samorządów w innych samorządach kontrolowanych przez ich partię. Dotyczy to nie tylko działaczy partyjnych, ale i ich rodzin. Małżeństwa samorządowe mają się dobrze. Polityka rodzinna ma w tej dziedzinie prawdziwe sukcesy.

8. Proceder ten jest główną przyczyną zahamowania prywatyzacji. Idzie o swobodę w dysponowaniu etatami. Czym większa spółka, tym, rzecz jasna, lepiej. Najcenniejsze są spółki z wieloma córkami. Platforma w tej sprawie jest dokładnie taka sama jak PiS. A PiS jak PSL. To jest sprawa systemowa.

9. Mnożone są miejsca w radach nadzorczych. Szczególnie miłe partiom są możliwości tworzenia etatów dla doradców. Niełatwo spotkać doradców o doświadczeniu większym lub porównywalnym do doświadczenia, stażu i wiedzy osób, którym doradzają.

10. Przegrani w wyborach „politycy” zatrudniani są w samorządach, w których ich partia ma władzę. Wołomin i Sasin doskonałym jest tego przykładem. Przez symbolikę miejsca i nazwiska.

11. Nomenklatura rozpełzła się na spółki z udziałem skarbu państwa, w tym na spółki giełdowe takie jak Orlen, PZU, wielkie spółki energetyczne.

Każdy to wie, ale w tej dziedzinie nie ma wielkiej kłótni. Partie nie wychodzą z projektami naprawczymi. To jest wspólna choroba. To jest choroba Polski – kraju folwarcznego, jak idzie o politykę i jej miejsce w świadomości społecznej. Solidarność próbowała zmiany, ale pospiesznie uległa tej kulturze nomadów. Kultura to czynnik mocarny. Najtrudniej ją zmienić. Jedynie państwo mocą swych praw i instytucji egzekucji praw jest w stanie cokolwiek tu zrobić.

Jedynie silny głosami i swoja determinacją rząd ma szansę skuteczności w tej dziedzinie. Oczywiście potrzebna jest konsekwentna prywatyzacja. Państwo utrzymuje się z podatków, a nie z dywidendy. Państwo utrzymuje swoją własność nie dla zwiększenia zysków spółek, których jest udziałowcem, lecz dla innych celów. Psuje to zarówno biznes, jak i politykę. Potrzebna jest konsekwentnie budowana służba cywilna i żelbetowy mur oddzielający tę służbę od partyjności.

Jest w Polsce głęboki deficyt zaufania. Wielkie manifestacje KOD uzyskają sens, jeśli prowadzić będą nie tyle do zamiany partii u władzy, co do zmiany paradygmatu polskiej partyjności. Bez partii politycznych nie ma demokracji parlamentarnej. Potrzebna jest sanacja systemu partyjnego. Dzisiaj właściwie wszystkie środowiska polityczne mają wiele za uszami, jak idzie o patologie partii. Można rzecz jasna uprawiać demagogię żelaznej miotły, która wszystkich, co już byli, wymiecie. Najlepsi jak dotychczas byli w tej konkurencji Andrzej Lepper, Stanisław Łyżwiński i tamta ferajna. Można jednak inaczej. Ja proponuję KOD-owi namysł nad koncepcją alfabetycznych list wyborczych w najbliższych wyborach sejmowych.

Idzie o to, by to wyborcy sami zadecydowali, kogo chcą w Sejmie z puli kandydatek i kandydatów przedstawianych wyborcom przez koalicję naprawczą autoryzowaną przez KOD. Niechaj będą tam osoby wskazane przez główne partie i inne, wysuwane i akceptowane w procesie tworzenia list. Wzorem na tym pierwszym etapie niechaj będzie Komitet Obywatelski 1989 roku, tyle że listy ostatecznie niech będą uformowane alfabetycznie. Pierwszą literę można losować – będzie taka sama we wszystkich 41 okręgach wyborczych.

Te listy różnić się będą od wszystkich innych list. Poruszą na nowo obywatelską debatę. Rolą KOD, obok akuszera zmian, byłoby opracowanie, w ramach tej zapowiedzianej 5 maja koalicji, możliwie najszerzej ukształtowanych ram programowych dla uczestników tych list. Powinny znaleźć się tam na pewno kwestie konstytucji, ordynacji wyborczych i wspomnianej służby cywilnej. Bo kluczem do sanacji systemu instytucji demokratycznych w Polsce jest wyplenienie raka partyjniactwa i kolesiostwa. Dopóki adepci polityki liczyć będą mogli na inne pieniądze z budżetu aniżeli te, które przypisane są stanowiskom pochodzącym z wyborów powszechnych (możliwie jak najmniej licznym stanowiskom), dopóty partie będą biurami zatrudnienia dla ich członków, a nie instytucjami demokratycznego państwa.

Nie upieram się. Szukam. I Was zachęcam do szukania. Partie są koniecznym elementem demokracji, mamy wielki zasób negatywnych z nimi doświadczeń, wypracujmy w wielkiej publicznej debacie taki ład instytucjonalny, by po kolejnych wyborach, oby wolnych i demokratycznych, znów nie trzeba było na ulicach walczyć o demokrację.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 43

Dodaj komentarz »
  1. Popieram

  2. Nie tylko listy alfabetycznie ale także jedna lista kandydatów dla danego, wielomandatowego ( wg mnie lepiej gwarantuje reprezentatywność preferencji wyborców niż jednomandatowe) okręgu wyborczego.
    I żadnych „spadochroniarzy” – kandydat musi wykazać się związkiem ( zamieszkanie, praca itp. ) z okręgiem w którym kandyduje.

  3. Podpisuję się obiema rękami.

    PS. Kilka komentarzy wstecz napisał pan: „… osobiście nie zaliczam się do beneficjentów transformacji jak idzie o materialny status (potrafiłbym w innych niż felietonowych okolicznościach to udowodnić)”.

    Chyba nikomu z tych, którzy trafili na pana blog nie musi pan tego udowadniać. Jak również tłumaczyć, że nawet panu nie przyszło do głowy aby się trochę koło swoich spraw „zakręcić” – a nie musiałby się pan nawet specjalnie trudzić – aby zostać np. na kilka lat ambasadorem w jakimś sympatycznym kraju i kolekcjonować portrety dawnych prezydentów USA. Pana „druh” zza miedzy – nazwijmy go „późnym demokratą” – w stosownej chwili się zakręcił i trafił do Chile…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. EMERYTOWANY DEMOKRATO wprowadzenie alfabetu do naszego systemu wyborczego; jest nawet nie półśrodkiem, do jego wyleczenia, ma wartość mrugnięcia moim okiem, i to jednym, zaledwie.

    Jestem świeżo po lekturze biograficznej opowieści autorstwa Irvinga Stone’a, pod tytułem „Miłość jest wieczna”, która jest fascynującą relacją o życiu i działalności prezydenta Stanów Zjednoczonych w latach 1861-1865, Abrahama Lincolna.I jak do tej prezydentury doszedł.

    Nasz system wyborczy jest zaprzeczeniem tego, który obowiązywał w czasach Prezydenta Lincolna, i obowiązuje do dzisiaj. Jesteśmy zrobieni w „durnia” przez naszą klasę polityczną. Zamiast być podmiotem systemu wyborczego jesteśmy jesteśmy jego zmanipulowanym przedmiotem, i godzimy się na to.

    Przykład: idę na wybory, jacyś durnie, mam na myśli polityków z pierwszych stron gazet: Tuska i Kaczyńskiego, Millera, i całej reszty cwaniaków — ustalają dla mnie listę kandydatów do Senatu: trzy osoby, na dwa miejsca mandatowe. Oddaję głos na bliżej mi nie znanych facetów, którzy nie splamili się ani jedną mową przed
    wyborczą, ordynacja jest tak zmanipulowana, że w lokalu wyborczym, na karcie do głosowania brak jest informacja o życiorysie politycznym kandydata. Głosuję w ciemno, jak typowy polski, ciemny wyborca. Prawdopodobnie na ciemniaków,kandydatów, wygodnych dla ciemniaków: Tuska i Kaczyńskiego…. i tak sobie ten melanż wyborczy płynie, w ciemnocie i zabobonie.
    To widać, jak te wybrane durnie, przez durniów, pojawiają się w telewizji, w mediach. Widać, że ten element przez nas wybrany; nie wie po co został wybrany, nie posiada idei do zaprezentowania, widać im tylko, prawie wszystkim, słomę z cholew.

    A potem wszyscy się dziwią, że tak mało ludzi chodzi na wybory!!!!!
    To ta część mądrzejsza narodu olewa takie wybory. Naiwni biorą w nich udział, w tym niżej podpisany.

    Czy KOD może to zmienić, wymusić zmianę systemu wyborczego, na ten z czasów Abrahama Lincolna?

  6. Mengistu Haile Mariam czy Hajle Syllasje ?

  7. Julian Tuwim napisał m.in.
    Spraw byśmy błogosławić mogli
    Pożar, co zniszczył nasz dobytek,
    Jeśli oczyszczającym ogniem
    Będzie dla naszych dusz nadgnitych

    Obyśmy potrafili znaleźć rozwiązania bardziej demokratyczne niż to co było dotychczas.

  8. Dzisiaj w One-cie na pierwszym miejscu wytłuszczony jest nagłówek. Niemiecka prasa komentuje zdumiewające osiągnięcie Kaczyńskiego. Przeczytałem artykuł i nie do końca byłem przekonany, ale jak przeczytałem dwa ostatnie wpisy na blogu Pana Andrzeja Celińskiego, to zrozumiałem iż jest to prawdziwa prawda. Kaczyński dokonał wydaje się niemożliwego, wprawił w ruch mechanizm samonaprawialny demokracji i proces ten w sposób widoczny nabiera tempa. Tak więc pozdrawiam tym razem Pana Andrzeja Celińskiego z wielkim uszanowaniem. Uważam, bowiem dwa ostatnie jego wpisy za bardzo dobre. Pisze Pan w końcu bardziej krytycznie ode mnie i z większym sensem, bo najwyraźniej jest Pan inteligentniejszy ode mnie i ma większą wiedzę. A przy tym ma Pan jakiś pozytywny program działania. Ale niech Pan tylko nie zapomni, komu Pan zawdzięcza swoje pozytywne przebudzenie – Jarosławowi Kaczyńskiemu i padłym koniom w Janowie! A wiadomo z naszej historii jedno: „jaki koń jest, każdy widzi !”

  9. Nie da się moim zdaniem narzucić demokracji od góry. Lista alfabetyczna doprowadzi do tego, że w sejmie zasiadać będą ludzie z nazwiskami zaczynającymi się od A.

    Winy dzieli Pan równo zamazując najważniejszy powód, dla którego uczestniczę w demokracjach KOD. Partia PiS, w dużej mierze prywatna firma, chce innego systemu politycznego w Polsce i innego układu sojuszy niż ten powstały po 89r i zatwierdzony przez obywateli w referendach, min. akcesyjnym i konstytucyjnym. Dopatrywanie się źdźbła w oku dzisiejszej opozycji zaciemnia ten prosty fakt.

    Po drugie: zanim zacznie Pan krytykować zmiany na stanowisku szefa lokalnego ZOO, niech Pan zauważy, że twórca SKOK, które kosztowały fundusz gwarancyjny do tej pory kilka miliardów, jest dziś szefem senackiej komisji finansów. Proponuję uważnie patrzeć na ręce ekipie obecnych zbawców Polski, gdy będą konsolidowali przedsiębiorstwa państwowe – do kogo popłyną prowizje i kto utrzyma kontrolę w wyniku konsolidacji.

    Gdy już obronimy naszą ojczyznę przed autokracją i kapitalizmem państwowym, przyjdzie pora na lokalne ZOO. First things first.

  10. Dzięki za ten wpis panie Andrzeju, ale to wołanie na puszczy: cynizm jaki teraz panuje i bezideowość nie dadzą się łatwo wyrugować. Zmiany muszą dotyczyć społeczeństwa, kultury, świadomości. A jak tu sobie to wyobrazić w dobie FB,Twitera, YT. Proszę popatrzeć na
    np: Pawłowicz: Myszka-agresorka

    Przecież to jest nie możliwe. Arogancja, buta i chamstwo się tak rozpleniło, że trudno sobie wyobrazić jakakolwiek zmianę. Przecież te wpisy pod tymi filmikami czytają dzieci, które dostały od rodziców smartphone’a na prezent (I komunia – rodzice nie wiedzą co dzieci oglądają) i za parę lat zostaną wybrane do kolejnego Sejmu. Poza tym na świecie dominuje trend w dół – coraz gorzej. W Rosjii – Putin, w USA, (oby nie) Trump, we Francji (oby nie) Marine LePen, na Wegrzech Orban, w Turcji Erdoghan itd. Skąd tu czerpać optymizm ?

    @Wacław1
    9 maja o godz. 11:04 897
    W USA to teraz też nie to co za Abrachama Lincolna. Proszę przeczytać tekst w sobotniej GW o senacie USA, który zdominowany przez republikanów nie dopuszcza ustaw proponowanych przez prezydenta nawet do czytania (chociażby były obiektywnie najlepsze dla państwa). Opozycja totalna bez względu na konsekwencje dla państwa, a pochodzi to z konstytucji, która jest niedostosowana do współczesności ( California ma tyle samo miejsc w senacie co Arizona a ludności wielokrotnie więcej). Rządzi „bible belt” (konserwatywne stany południowe) i FoxNews. Mimo wszystko chciałbym mieć w Polsce amerykańską konstytucję, a przynajmniej „The 1st Ammendment” i separacje kościoła od państwa wg Jeffersona i Paine’a.

  11. Przy takich założeniach jak w ostatnich wpisach to już tylko trzeba się położyć i czekać na śmierć. Na młodsze pokolenia zawsze narzekano a jakoś tak całkiem bezideowe nigdy nie były. Edukacja wymaga pracy ale trzeba ją podjąć. Zacznijmy od siebie i od dobrego słowa.

  12. Utopia. Będą protestować ci, którzy mają nazwiska na T,W,Z. Alfabet nie odsieje marnych polityków.

  13. Wady polskiej demokracji, które wymienia Pan Redaktor, sa wadami wpisanymi w polską (anty)kulturę, w szczególności polityczną. Ordynacja wyborcza nie ma z tym nic wspólnego i nie widze sensu jej zmiany. To tak jak parcie PiS na zmiane Konstytucji. Przeciez nie znamy ludzi, którzy znaleźli się na listach wyborczych, natomiast mamy z grubsza pojecie o klasie i programie partii. I tak nie będę glosowac na PiS, choćby na jej liscie znajdował się Mesjasz. Mamy zaufanie do partii X (a przynajmniej powinniśmy mieć), ze promuje ludzi najlepszych. Jeśli nawet ktoś zostanie niesłusznie pominięty, to nas, wyborców, obchodzi to średnio, bo dla nas liczy się rezultat końcowy. Tylko te obyczaje rodem z autarkii, która bierze wszystko, przekonanie, ze „nam się należy”, i poczucie absolutnej bezkarności psuja obraz.

  14. Panie Andrzeju,

    Według mnie największym problemem ordynacji wyborczej jest to, że nie wspiera ona żadnych podstawowych paradygmatów. A tymi w/g mnie powinny być: w przypadku Sejmu: reprezentatywność, w przypadku Senatu zaś: konsyliacyjność. I wydaje mi się, że wystarczą niewielkie zmiany, by je osiągnąć.

    Jeżeli chodzi o Sejm, to w tej kadencji mamy ewidentną ekspozycję niereprezentatywności: brak partii lewicowych, choć miały one w sumie ok 11% poparcia (i co de facto spowodowało, że PiS rządzi samodzielnie, choć nie pobił nawet rekordu poparcia dla jednej partii w wyborach). Tu więc pojawia się podstawowy postulat: zniesienie krajowych progów wyborczych. Te progi nie mają kompletnie sensu. Owszem, partie musiałyby się nauczyć dogadywać, bo o samodzielną większość byłoby o wiele trudniej, być może też mielibyśmy w Sejmie trochę planktonu (choć ryzyko małe: gdyby w ostatnich wyborach nie było progów, to jedynym planktonem – obok pana z Mniejszości Niemieckiej, który i tak się do Sejmu dostaje – byłby pan Zandberg).

    Co do „jedynek” na listach, to tu recepta jest również prosta: dodać jawną możliwość głosowania na listę, w postaci pierwszej kratki na każdej stronie broszury do głosowania: „głosuję na listę, a nie na konkretnego kandydata”. Również w tych wyborach mieliśmy super ekspozycję tego problemu, tym razem na listach Kukiza, który sam przecież jest mega antyjedynkowy. Wiele osób bardzo świadomie głosowało na konkretne osoby z tych list. I co? I weszły same jedynki (+ pan Wilk z – uwaga – 4tego miejsca z Warszawy, czyli jedyny świadomie wybrany kandydat). Jeżeli ktoś chciał głosować na kukizowców, ale nie miał pojęcia kto kandyduje, nie powinien odbierać możliwości decydowania tym, który głosowali świadomie.

    I teraz trzecia rzecz: Senat. Okręgi jednomandatowe: super sprawa. Ale należałoby dodać drugą turę wyborów. To spowodowałoby, że kandydowaliby, i większe szanse mieli kandydaci, którzy nie tyle mają największy elektorat pozytywny, co najmniejszy negatywny. I weźmy teraz taki Ursynów/Wilanów, na którym głosowałem. Najbardziej anty-PiSowski okręg w Polsce. Chcę głosować na pana Celińskiego ;). Ale tego nie robię, bo ryzykuję, że przez to w tym okręgu najwięcej głosów dostanie pani z PiSu. Ostatecznie wygrywa pan Rocki, bo tak jak ja kalkuluje drugie tyle tych, co na pana Celińskiego jednak głosują. Jeszcze lepszym przykładem jest okręg opolski. Też antypisowski. Tam wygrywa pani z PiSu, ma 22% poparcia. Pozostali mają około 20% pan z PO, pan z SLD, pan od Petru, pan z Mniejszości Niemieckiej. Przy drugiej turze pani z PiSu najprawdopodobniej przegrałaby w stosunku 30:70.
    Przy tej ordynacji PiS w Senacie aktualnie prawdopodobnie nie miałby większości, bo ludzie, szczególnie w zachodniej Polsce ostatecznie wybraliby nie-PiS. Prawdopodobnie też byłoby więcej Senatorów zupełnie niezależnych. Senat wyglądałby w przybliżeniu powiedzmy, jak zebranie prezydentów największych 100 miast w Polsce.

    W/g mnie z resztą taki Senat byłby idealnym miejscem, w którym decydowałoby się, kto zostaje nowym członkiem TK.

  15. A ja jednak przytoczę to co napisali w książce zatytułowanej ” O operze i o prawie” Pani Profesor Ewa Łętowska i Krzysztof Pawłowski:
    ” W interesie wyborców leży możliwie duża różnorodność składu parlamentu, uwzględnienie w jego pracach racji, perspektyw i interesów wielu grup spośród istniejących mniejszości, niewidocznych, choć obecnych, niedostatecznie reprezentowanych przez większość. Oczywiście zbytnie rozbicie reprezentacji parlamentarnej może doprowadzić do tego, że nie będzie ona mogła funkcjonować. Ale można próbować znaleźć granicę, przy której to jeszcze działa, a skład jest naprawdę różnorodny. Nie leży to jednak w interesie partii politycznych czy klubów parlamentarnych! Im odpowiada większa monochromatyczność tej tęczy. A tak naprawdę to chcieliby tylko dwóch kolorów.
    Ale to znów nie jest w interesie wyborców. Dlatego tak niebezpieczne jest oddanie wyborców w macki partii politycznych……”

  16. Pan Celiński wymyśla jakieś rozwiązania z kosmosu, które nie mają nawet waloru zmian kosmetycznych, by dalej bronić fundamentu gangreny partyjnej, którą jest monopol partyjny na zgłaszanie kandydatów, który można nazwać również kontynuacją „centralizmu demokratycznego” z PRL-u, zakładającą przewodnią rolę partii w narodzie i w państwie, czytaj zwykła partyjną czy nomenklaturową dyktaturę, która w sposób identyczny działa w Rosji.

    Podstawowym sposobem na partyjniactwo jest likwidacja bezprawnego i chorego partyjnego monopolu na uczestnictwo w życiu politycznym kraju. A więc dopuszczenie na równych prawach do wyborów obywateli bezpartyjnych i zrzeszonych lokalnie.

    To uczciwa konkurencja i tylko ona może usunąć podstawy partyjniactwa. W gruncie rzeczy jest zupełnie obojętne, jak partie układają swoje listy. Jak wyborcy mają faktyczny wybór, to to partie muszą się mocno postarać, by te listy wypełniły się treścią oraz wiarygodnymi ludźmi, najczęściej znanymi już ludziom z regionu i okolicy, oraz by ich listy zyskały względy wyborców.

    Dzisiaj ludzie nie mają żadnego wyboru. Muszą brać listy partyjne sporządzone przez kilku tych samych wodzów, którzy się między sobą zupełnie niczym nie różnią.

    I to wszystko. Wolna otwarta konkurencja, czytaj normalna demokracja równa się końcowi zdegenerowanego partyjniactwa.

    Technicznie jest to proste. Wystarczy zlikwidować dolny limit ilości osób na listach kandydatów (jak np. w Holandii) i zlikwidować próg wyborczy dla list kandydatów zgłaszanych tylko w jednym okręgu wyborczym (albo i w ogóle) Parę drobnych technicznych doróbek jest jeszcze potrzebnych.

    To jest absolutna podstawa. Reszta to tylko środki pomocnicze, które też można dyskutować, ale tylko jako środki pomocnicze. Jak na przykład obowiązek przeprowadzania przez partie autonomicznych, lokalnych prawyborów wyłaniających partyjnych kandydatów wyłącznie z mieszkańców danego okręgu wyborczego i w otartych wyborach tajnych. Takie rozwiązanie działa w Niemczech i polskim partiom w ramach demokratycznej tresury też by się mocno przydało.

    PS.
    Mentalność postsowiecką i wschodnią rozpoznaje się po słowach Nie ma demokracji bez partii, Partia musi być na początku i jest niezbędna

    W kulturze zachodniej jak i w paktach międzynarodowych obowiązujących Polskę oraz w polskiej konstytucji rzecz jest stawiana zupełnie inaczej i poznaje się ją po słowach:
    Nie ma demokracji bez wolnego obywatela i bez możliwości wolnego się jego włączenia w sprawy bieżące kraju
    Nie ma demokracji bez powszechnych, wolnych i równych wyborów oraz pełni biernych i czynnych praw wyborczych dla każdego człowieka
    Partie są dobrowolne i dozwolone, by służą wolnym obywatelom jako narzędzie do celów ich osiągania

    Demokracja to system, w którego centrum stoi wolny obywatel, a nie partie. Póki Pan Celiński tego nie zrozumie, to będzie zasługiwał na miano „Niedoszły demokrata”, a nie które sobie przybrał „Emerytowany demokrata”.

  17. @art63
    Nie doczytałeś – p. Celiński proponuje, żeby w każdych wyborach losowano literę, od której zaczyna się lista.

  18. A jest wyjście proste ,i łatwe.Ustawowo zmusicćaby partie były demokratyczne.Nie wodzowskie.Bo te wodzowskie ,sa antydemokratyczne i autorytarne.Wystarczy poczytać jak partie organizoawał Lenin,i jak napisany był statut PZPR ,łamany, tak jak dziś konstytucja.Zasada prosta.Dyskusja i po decyzji większości ,twarda realizacja.A wódz ma pilnować tej realizacji ,a nie po nocach dzwonić ,do przystawek kogo wyrzucić a kogo przyjąć na fuchę.

  19. @ ecres

    Co do partii to nie ma co nic nowego wymyślać. Wystarczy „zerżnąć” kilka ustępów z niemieckiej ustawy o partiach politycznych. Tłumaczenie tych zapisów jest tutaj: Porównanie ustroju partii politycznych w Polsce i w Niemczech

    Obok obowiązkowych prawyborów polskim „partiom” przydałaby się jeszcze zasada finansowania z budżetu proporcjonalnie do liczby żywych i płacących składki członków. Partie bez obywateli w szeregach powinny zdechnąć z głodu.

  20. Zło tu opisane przez pana Celińskiego, to zło jego „Solidarności”. Ci, co zrobili źle i robią źle, nie mogą nie robić źle… Ale naprawiajcie, naprawiajcie, będziecie znowu mieć co do naprawiania.

  21. Diagnoza może i dobra, tylko chyba zbytnio idealistyczna, a świat nie jest idealny. Nie bardzo rozumiem, co autor proponuje zamiast partii – wiece plemienne, referenda. Bo lista alfabetyczna to chyba dowcip, szczególnie u kogoś, kogo nazwisko zaczyna się na C. Partia przedstawia jakiś program, jeśli mi się podoba głosuję na przedstawiciela tej partii, który się do jego realizacji zobowiązuje, jeśli mnie okłamał, on lub partia, drugi raz na nich nie głosuję. Teraz startuje niezależny, ma piękny program, sam go nie zrealizuje, najwyżej będzie głosem Kassandry, żeby zrealizować potrzebuje innych posłów, radnych , umawiają się zakładają partię, może nazywać się ruch, koalicja. Na początku jest jakaś demokracja wewnątrz partyjna, jeśli się nie rozpadną, będą mieli mniej lub bardziej autorytarnego lidera.

  22. Warto jeszcze, żeby było okrągła 🙂

  23. No, ale to mnie zap… w łeb i nie puści: na ostatniej manifestacji KOD-u Niesiołowski (ZChN, PO) na balkonie razem z Giertychem… Gratuluję panu Celińskiemu towarzyszy walki o wolność i konstytucję…

  24. @głos zwykły
    „Kaczyński dokonał wydaje się niemożliwego, wprawił w ruch mechanizm samonaprawialny demokracji…” Gratuluję poczucia humoru. Nic się samo nie naprawi bez pozbycia się tej całej styropianowej hołoty. Całej! Tych wszystkich Tusków, Kaczyńskich, Schetynów, Maciarewiczów i innych nieudaczników, których nawet w PZPR ich nie chcieli 😀
    A teraz całe to szemrane towarzystwo opowiada bajki o demokracji, prawach obywatela itp. itd.

    @tekei-butei
    10/10
    No ale pan Celiński za Chiny Ludowe nie przyzna że masz rację. Przecież POwszechnie wiadomo, że PiS przy władzy to efekt wrogich knowań Żydów, masonów i cyklistów, a nie efekt 8 lat wytężonej pracy PO-PSL.

  25. Wszystko pozostaje w rodzinie, jak zwykle.

    Bliźniacy Kurscy mają wielki ubaw u cioci na imieninach. Jeden wali z armat z pokładu Agory, drugi wali z armat z pokładu Telewizji Publicznej. I zapędzają wspólnie ogłuszony tłum do kibolskich rezerwatów.

    Ta parodia demokracji prześcignęła już najśmielsze wizje Orwella.

  26. W Wielkiej Brytanii wszystkie listy wyborcze są alfabetyczne. Zdziwiliby się tu gdyby się dowiedzieli, że gdzie indziej jest inaczej Vide http://www.markpack.org.uk/125129/ballot-paper-design/

  27. Na początek naprawy naszej demokracji proponuję obywatelski projekt ustawy odpolitycznienia służby cywilnej.
    Po zmianie władzy jedynie ministrowie i ich zastępcy są wymieniani.

  28. Naprawy demokracji c.d..
    Kandydatem na posła może być tylko osoba mieszkająca w danym okręgu przez lat co najmniej 6.
    Każda partia wystawia jednego kandydata który jest wybrany przez członków tej partii zamieszkałych w danym okręgu.
    Każdy obywatel ma prawo kandydować po zebraniu określonej liczby podpisów popierajcych go obywateli.

  29. @ sztubak

    Myślisz w dobrym kierunku, ale warunek zamieszkania 6 lat jest sprzeczny z prawami podstawowymi i jest jako reguła ogólna zupełnie nie do przyjęcia. Oznaczałoby to, że każdy kto się przeprowadzi traci na 6 lat swoje podstawowe prawa obywatelskie i wyborcze. A to jest absolutnie niedopuszczalne.

    Komisja Wenecka w swoich wytycznych „Kodeks Dobrej Praktyki w Sprawach Wyborczych” dopuszcza zamieszkanie jako warunek głosowania i kandydowania, ale bez prawa narzucania długości czasu zamieszkiwania. Wyjątkiem są tylko wybory samorządowe i lokalne, gdzie warunek długości zamieszkania może być nałożony, ale nie powinien on przekraczać nigdy więcej niż 6 miesięcy.

  30. Prawdopodobnie wystarczy wybór przez lokalnych członków partii.

  31. @ sztubak

    Też mi się wydaje, że to wystarczy. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na przykład partie w porządku wewnętrznym nakładały sobie dobrowolnie minimalne okresy zamieszkiwania dla swoich kandydatów. Ale tu też nie wolno przesadzać i myślę, że rozsądne granice to właśnie pół roku, najwyżej rok. W mobilnych społeczeństwach nie można za zbytnią mobilność „karać”.

  32. Sprawa demokratyzacji partii załatwiona. Poseł przestaje być zależny od Prezesa.

  33. Co Pan na to, Emerytowany Demokrato?

  34. Proponuję, aby rady nadzorcze były wybierane przez pracowników firmy. Kandydatów wystawia dyrekcja firmy oraz przedstawiciele pracowników, fifty-fifty.
    żadnych mianowań przez Rząd.

  35. snakeinweb
    9 maja o godz. 13:36
    Kwestia wolności w państwach post komunistycznych nie jest taka prosta. Przez lata tłumaczono społeczeństwu, że wystarczy zawrzeć kompromis z nomenklaturą i politykami, oraz służbą wojskowo policyjno bezpieczniacką, aby problem sam znikł. Tymczasem bez ustawowych zapór powrotu do starego porządku, tak jak to zrobiono w Niemczech najwyraźniej tak się nie stało. Problemem są zarówno instytucje jak i sami ludzie. Przez lata wzrostu gospodarczego Polacy mieli okazje doświadczać lekceważenia, a nawet pogardy przez elitę rządzącą i biznesową. Niestety za tym też poszedł wyzysk. Uważam, że nasz postęp materialny odbywa się na grząskim gruncie etyczno moralnym. Z tego właśnie korzysta kościół jak i PiS., ale przecież zwrot młodzieży ku religii i wartościom konserwatywnym oraz narodowym też nie jest przypadkowy. Nikt jakoś poza specjalistami nie zauważa, że w każdym społeczeństwie także i polskimi współistnieją różne systemy, standardy etyczne. Niesłusznie uważano, że w Polsce istnieje tylko katolicki standard etyczny, a innego bardziej współczesnego Polacy nie mają. Otóż już mają. Przez 27 lat wykształciła się w Polakach aspiracja do ustanowienia i przestrzegania jakiegoś rodzaju współczesnego standardu etycznego który istnieje w krajach starej Unii. Tak więc owe dwa standardy etyczne weszły ze sobą w konflikt wartości. Powoduje to wielopłaszczyznowy spór w naszym społeczeństwie, którego nie da się przełożyć na jakieś proste hasła polityczne. Moim zdaniem okazuje się, że komunizm w Polsce zdycha bardzo powoli i nie służy temu wcale system polityczny i jego instytucje. Najwyraźniej szkodzi to społeczeństwu oraz samej gospodarce. Nie jesteśmy w Chinach i nie da się w Polsce utrzymać dalej nomenklaturowego ani wielonomenklaturowego systemu społeczno gospodarczego i politycznego, bo on jest w istocie przestarzałym pasożytem wrogim wszelkiej wolności. Wydaje się, że tutaj politycy i publicyści nie nadążają za aspiracjami zwykłych Polaków.

  36. tak – folwarcznosc. wspaniale okreslenie bardzo bliskie murzynskosci i prawdziwe. no ale dlaczego zawsze chcemy naprawiac Polske. moze powinnimy zaczac od siebie ? ja chce glosowac na konkretnego czlowieka , mnie panie warszawa nie interesuje. mnie nie interesuja lewicowe poglady prawicowej parti ani co ktos obieca dla mnie zrobic. mnie interesuje konkretny czlowiek , ktory jak sie nie sprawdzi to wymienie na innego. no przeciez to jest bardzo proste/sprawiedliwe/moralne , dlaczego madrzy ludzie szukaja dziury w calym? dlaczego jest tak trudnym zrozumiec ze ani partia ani firma ltd ani panstwo tak naprawde nie istnieje, tylko ludzie , konkretni ludzie. tak dlugo jak nie bedziemy glosowac na konkretnych ludzi tak dlugo nie bedziemy w stanie ruszyc do przodu z nasza quasi demokracja , poniewaz nie ma doboru naturalnego. zawodowy polityk w polsce bedzie zawsze bezproduktywnym walkoniem.

  37. @ głos zwykły
    Mówisz zupełnie o innych sprawach. Ja mówię o mechanizmach demokracji, a te są w gruncie rzeczy bardzo proste. Trochę trudniejsze jest zagwarantowanie prawidłowego działania tych prostych zasad. Na przykład zasada równości i wolności wymaga, by wszystko odbywało się w sposób transparentny a finansowanie niejawne lub kupowanie głosów było …. zakazane. Również ograniczanie wydatków na kampanie wyborcze jest dla zachowania tych zasad wymagane.

    Jak już te proste zasady są zachowane, to na ich bazie odbywają się dość skomplikowane procesy społeczne i decyzyjne. Wtedy można mówić, że społeczeństwo ma na coś wpływ. Wtedy też wytwarzają się pośrednio „umowy społeczne” i tylko w taki sposób mogą mieć one miejsce.

    Ty natomiast mówisz o jakiś abstrakcyjnych umowach nie wiadomo kogo z nie nie wiadomo z kim w nie wiadomo jaki sposób. Czyli mówisz o nie wiadomo czym. To jest czyste teoretyzowanie.

    Społeczeństwo polskie nie ma dzisiaj żadnego wpływu na własne państwo, przynajmniej na poziomie centralnym, z odwołaniem się do metod demokratycznych. Nikt nie wie co ono na prawdę myśli, jakie byłyby jego decyzje w warunkach wolności. Bo nie ma ani demokracji, ani wolności i społeczeństwo nie może wyrazić w sposób wolny swojego głosu.

    Tak więc najpierw trzeba stworzyć podstawy wolności i demokracji, a dopiero potem można mówić sensownie o procesach społecznych na ich podstawie. Dzisiaj takie dyskusje są w zasadzie bezprzedmiotowe.

  38. snakeinweb
    10 maja o godz. 17:58
    Jak to nie można? Ludzie w sposób wolny głosują i w sposób wolny wybierają swoich kandydatów. Nie ma żadnych przeszkód, aby powstała partia czy ruch implementujący takie demokratyczne rozwiązania w swoim statucie. W regulacjach prawnych, chodzi więc nie o wolność, a ograniczanie patologii wolności, która staje się anty wolnością. A patologią wolności są strukturalnie niedemokratyczne partie.

  39. Podobnie patologią mediów są media zależne od jednego ośrodka decyzyjnego, który dyktuje treść i jakość przekazu, a patologią biznesu jest faktyczny brak wolności konkurowania czy prowadzenia działalności gospodarczej, poprzez nakładanie nadmiernych ciężarów i pozostawianie furtek dla uprzywilejowanych, aby takie ciężary redukować niemal do zera. Patologią rynku pracy jest zinstrumentalizowanie i zdehumanizowanie pracownika. A wszystkie inne patologie dzieją się w krajach autorytarnych lub demokratycznych, w których jednak system polityczny jest zdominowany przez strukturalnie niedemokratyczne partie, oraz przez brak wzajemnej kontroli i powstrzymywania się każdej z trzech władz i fikcyjność lub słabość instytucji ochrony praw obywateli.

  40. Bardzo celne uwagi bardzo mi się podoba taki punkt widzenia i jest to 100% prawda, może dlatego ludzie zaczeli głosować na Kukiza? z bezsilności.
    Mieszkam w Irlandii i tutaj przy wyborach jest ciekawie. Na kartce do głosowania podaje się preferencje. Tzn. w kratce przy nazwisku wpisuje się numer. Np Kowalski jest moim numerem 1, Nowak numerem 2 a Tuwim nr 3.
    I tu zaczyna się cyrk, dosłownie. Z całego okręgu głosy są zwożone do jednego miejsca a nie liczone w komisjach. Dopiero tam zaczynaja liczyć od pierwszych preferencji i ustalaja tzw Quota. np. 10000 głosow. To oznacza, że kto miał tyle glosów w tym liczeniu zostaje posłem (Ci co mają mniej są eliminowani) ale jesli miał wiecej np 20000 to nastepne 10000 jest przenoszone na 2gie preferencje i całość się powtaża, na ogół w każdym liczeniu odpada po jednym kandydacie aż zostaje tylu ile jest miejsc w okręgu, tak trochę od tyłu, odpadają Ci co maja najmniej głosów aż do skutku. System jest potwornie skomplikowany, liczenie zajmuje okolo tydzien i na porzadku dziennym są komunikaty że ktoś został wyeliminowany po 17tym liczeniu głosów, do tego kandydaci mogą poprosić o przeliczenie.
    O dziwo przy całym skomplikowaniu ta metoda pozwala wejść do parlamentu kandydatom niezależnym i obecnie Enda Kenny dogadywał się nie tylko z konkurencyjną partią Fianna Fail ale także z poszczególnymi posłami żeby uzyskać brakujące mu poparcie aby po raz drugi zostać premierem.

  41. @ głos zwykły

    Ja już mówiłem, że tylko umysł sformatowany przez hitlerowców lub bolszewików może żądać od ludzi zakładania partii jako warunku włączenia się w sprawy polityczne. W demokracji zawsze stoi w centrum wola indywidualnego obywatela, który lokalnie i indywidualnie decyduje w jakiej formie chce się włączać w sprawy kraju. To wynika z podstawowych praw demokracji.

    W komunie też każdy obywatel mógł się dogadać z ruskimi, założyć swoją prywatną PZPR i wprowadzić własną dyktaturę proletariatu. Nikt mu tego w przepisami prawa nie zabraniał. Ale tylko debil może powiedzieć, że w PRL-u była demokracja. I trzeba być i dzisiaj analfabetą funkcjonalnym, żeby twierdzić że dzisiaj jest demokracja i żądać od ludzi zakładania własnej prywatnej partii, aby włączać się do życia politycznego własnego kraju.

    Żeby założyć w 40 mln kraju krajową partię polityczną trzeba mieć 250 mln złotych na początek. Zapytaj się Pana Celińskiego jakie ma sukcesy w tym względzie. Albo pokaż swoją prywatną partyjkę, którą żeś w ostatnich 20 latach założył.

  42. snakeinweb – wyobraź sobie nasz parlament składający się wyłącznie z samych niezależnych posłów wybranych wg preferowanej przez Ciebie zasady.
    Czy taki parlament zdolny będzie cokolwiek chwalić ?
    Nie miałeś chyba „przyjemności” pracowania z zespołem „gwiazdorów” , z których każdy najlepiej zna się na robocie i miewa najlepsze pomysły.
    Wierz mi – stale dyskusje co, jak i dlaczego tylko robota nie posuwa się naprzód.
    Nic mnie nie wkurza bardziej niż taki „gwiazdor” , który pod koniec roboty nagle się budzi i staje się „wulkanem pomysłów”, że to nie tak, że to trzeba było inaczej zrobić itp.Wtedy się pytam takiego – a gdzie byleś, gdy uzgadnialiśmy co i jak będziemy robić ?
    Nie umiemy pracować w zespole, nie potrafimy zaakceptować zdania większości- zwłaszcza, gdy nie pokrywa sie ono ( co nie znaczy, że gorsze ) z naszym .
    Pamiętam wiece Solidarności z 1980 r – ten kto głośniej i dosadniej wykrzykiwał przeciw komunie ( co rzadko kiedy znaczyło , ze mądrze ) zyskiwał większe uznanie wśród uczestników niż ten, który mówił spokojnie i rzeczowo.
    Partie jako organizacje łączące ludzi o zbliżonych poglądach na kluczowe problemy społeczeństwa i gospodarki muszą być. Inna sprawa, ze nie na takich jak obecne zasadach.

  43. W wywiadzie dla http://www.polityka.pl „Andrzej Wajda na 90-lecie” nasz świetny reżyser powiedział m.in.:

    „Zdziwiła mnie nieudolność, całkowite lekceważenie rzeczywistości przez Platformę Obywatelską, z którą sympatyzuję”.

    „… w dojrzałej demokracji przegrana partia pakuje się i odchodzi, zastanawiając się, jaki popełniła błąd. W PO nie widzę żadnej potrzeby autorefleksji. Jeśli nie potrafią się sami ocenić, to znaczy, że nas zawodzą”.

    A tu na marszu KOD’u i opozycji widzimy ciągle te same zużyte twarze PO: Grzegorz Schetyna, Bronisław Komorowski, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Ewa Kopacz…
    O potrzebie autorefleksji, że nie wspomnę o odejściu nikt tam nawet nie myśli…

  44. grzerysz – bodaj w 1984 był w Polityce artykuł śp. Zygmunta Kałużyńskiego o tym, jak my , Polacy lubimy być podziwiani za nasze cierpienia, za które zawsze winni sa ONI, bo nas napadli, pobili itp.
    Każdy normalny naród w razie klęski szuka winy w sobie – co MY zrobiliśmy źle, czym MY zawiniliśmy że spotkało nas to, co spotkało. Polacy zawsze źródło i przyczyny swych niepowodzeń upatrują w owych „ONYCH”.