Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

30.05.2016
poniedziałek

Wobec kryzysu Europy

30 maja 2016, poniedziałek,

Antyeuropejska histeria trwa. Nie wyliczam już wszystkich gestów, mów, wywiadów, artykułów polskich polityków, zaczynając od nazwania szmatą flagi Unii po wykrzyczane w Sejmie słowa, że to my sprzeciwiając się Unii, jej parlamentowi i komisji, ratujemy Europę.

Nie chce mi się słuchać interpretatorów i analityków z mediów, think tanków i uniwersytetów spieszących z usłużną pomocą tzw. suwerenistom (zabawne słówko, używam go okazjonalnie, dla zaznaczenia, że i takie w debacie o Europie istnieje), iż nie tylko u nas jest silna tendencja odśrodkowa, ale Wielka Brytania przede wszystkim, Chorwacja, Macedonia, Węgry. I te słowa, dzisiaj w randze aksjomatycznej, dyskusji niepodlegającej, że każdy widzi, że Europa jest w kryzysie – co niby dla nas ma z tego wynikać?

Globalizacja gospodarki jest faktem. W kontekście niemającego granic konsumpcjonizmu (dotyczy to tak samo Polaków, jak pozostałych społeczeństw Europy) nie mamy szansy przeciwstawić się jej konsekwencjom. Pozostaje się przystosować. Czyli m.in. wypracować narzędzia dla przywrócenia budowanej pół wieku równowagi pomiędzy kapitałem a pracą.

Narzędzia te muszą mieć charakter ściśle polityczny. Nie ma możliwości zrównoważenia mocy zorganizowanego w skali globu kapitału polityką zamkniętą w gorsecie najmocarniejszego choćby kraju Europy. Nawet potężne Niemcy nie mają samodzielnie takiej zdolności. Wielkiego kryzysu pracy, przekładającego się na inne domeny, na kwestię sensu demokracji, nie da się pokonać w pojedynkę. Unia Europejska poprzez swą skalę i kulturową ścisłość jest jakąś szansą dla odzyskania równowagi. Dla wykorzystania tej szansy musi wytworzyć adekwatne do wyzwania instrumenty polityczne.

Debata o integracji europejskiej ma i ten wymiar. Kto sprowadza ją do kwestii ideologii, ten po prostu nie rozumie tematu, pływa po płyciznach.

Stoimy, wszystkie społeczeństwa Europy (i świata), przed doniosłym na miarę życia planety wyzwaniem ekologicznym. W pojedynkę każde z naszych społeczeństw może obserwować co najwyżej nadchodzącą katastrofę. Dla przeciętnego obywatela zagrożenia te rozpływają się w czasie i w przestrzeni. Kiedy staną się wielkie tak, że nie dadzą nam żyć, za późno będzie na skuteczną reakcję.

Europa to przestrzeń wartości dla niej specyficznych i mogących, choć nie samoistnie, stanowić fundament wspólnych polityk dla utrzymania takich standardów dobrostanu, który bez tego fundamentu wartości wydaje się nieosiągalny. Rozmaite ich zestawy można wymieniać, w różnej kolejności, jak idzie o ich istotność dla tego czy owego, ale zawsze pewne z nich znajdą się w tym, co jest kanonem współczesnej Europy, co jest jej przestrzenią wartości. Nie wszędzie jednakowo silne, nie zawsze do końca respektowane, nie w każdych okolicznościach równie istotne. W sumie tworzące jednak europejską tożsamość. Różną od kulturowej tożsamości nie tylko Chin, całej dalekiej Azji, Iranu, Arabii, Afryki czy Rusi, ale także, w jakiejś mierze, od kulturowej tożsamości Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Oczywiście te różnice są niejednakowe. Na przykład w organizacji społecznej, w polityce udział czynnika rozumu i czynnika mitu (magii, legendy, szamaństwa, chciejstwa) nie różnicuje Europy i USA. Ani szczególna pozycja wolności. Te różnice stają się zasadnicze, kiedy wolność dotyczy relacji między jednostką a kolektywem, np. w przypadku Europy i Chin, Iranu, Arabii. To są z tej perspektywy odmienne światy.

Europę tworzą różne narody, języki, kultury. Ale jej rdzeń jest dość twardy, a różnice w sumie mniej istotne niż podobieństwa. Może najbardziej łączą systemy edukacji powszechnej nie dość, że mające długą tradycję, wyrastają one ze wspólnego pnia dominujących religii.

Unia Europejska wyrosła z przeradzania się integracji gospodarczej w polityczną. Jest to proces niezwykle – jak na wielość, różnorodność i wielkość podmiotów nim ogarniętych (narody Europy) – szybki. Co to jest 60 lat? Potrzeba gospodarcza była oczywista po II wojnie, lecz świadomość, że Europa XX wieku zafundowała sobie dwie wielkie wojny, masowe zbrodnie: ludobójstwo, obozy zagłady i łagry, i nie zdołała – w przypadkach obu wielkich wojen, które stąd wyrosły – samodzielnie doprowadzić do pokoju była, przynajmniej dla jej elit, potężnym bodźcem.

To, oraz pamięć o dwóch totalitaryzmach XX wieku, należy mieć na uwadze. Zwłaszcza dzisiaj, wobec kryzysu wywołanego masowymi, nielegalnymi i niekontrolowanymi migracjami, gdzie pod zasłoną uchodźców idą, płyną i jadą setki tysięcy ludzi z obszarów wielkiej biedy, cywilizacyjnego zacofania i politycznej katastrofy. Zrozumiałe, że ten wielki kryzys migracyjny, wobec niedostatku politycznej integracji i demokratycznego mandatu, trzęsie jednością Unii.

Ale co niby dla nas ma z tego kryzysu wynikać? Mamy stać się czynnikiem jego pogłębienia? Mamy poddać się katastroficznej wizji jej rozpadu? Rozkolebać jeszcze bardziej tę Unię? Co na tym zyskamy? Chcemy, żeby się wywróciła? Chcemy ją opuścić? W imię jakich racji?

Nie użyję dzisiaj argumentów dla mnie najważniejszych.

Korwiniści, narodowcy, kukizowcy, ale też widzialna część PiS niejeden raz wykazali się pogardą wobec argumentów, które uznaję za zasadnicze. Nie kryją się z jakąś nie wiadomo czym motywowaną pewnością, że to, co ja mam w tej sprawie do powiedzenia, to są brednie. Mimo że sami niczego nie osiągnęli, nic z siebie nie potrafili dać, takich jak ja mają za głupców albo agentów (nie wiadomo co prawda czyich).

Dla mnie zasadnicze argumenty to te, że pokolenia – i to nie tylko żyjące świadomie w PRL, ale też cały XIX wiek polskiego ziemiaństwa, polskiej inteligencji – mogły co najwyżej marzyć o tym, jak dzisiaj związani jesteśmy z Europą, jaką pozycję mamy w Europie. Że silna i spójna, także politycznie, Unia, z nami w środku, to dla nas pomiędzy Rosją a Niemcami kwestia bezpieczeństwa narodowego. Mieliśmy namiastkę tego w przypadku polityki Unii Europejskiej wobec agresji Rosji na Ukrainę. Że cywilizacyjnie, ale i gospodarczo unia z Unią pcha nas do przodu w tempie, jaki byłby w osamotnieniu niemożliwy. Że tylko niektórym polskim politykom się wydaje, że możemy stać się liderem czegoś alternatywnego, na przykład w pasie od Bałtyku do Morza Czarnego. I w końcu argument przyzwoitości, wizerunku: wziąć za frico więcej, niż może się należało, i pokazać wskazujący palec? Tak postępuje dumny naród?

Jesteśmy w Unii Europejskiej wolą parlamentu, prezydenta i zdecydowanej większości Polaków, wyrażonej w referendum w 2003 roku. Traktat Lizboński (2007), który dzisiaj określa kompetencje rozmaitych ciał unijnych i rządów narodowych państw-uczestników Unii, został ratyfikowany w polskim parlamencie ogromną większością głosów (Sejm 384 do 56, Senat 76 do 17) i podpisany przez prezydenta (Lecha Kaczyńskiego). Nie ma dziś na agendzie debaty europejskiej kwestii federacji. Może powinna, ale jej nie ma. Nie ma więc co się do niej odnosić. Brexit to ruch w kierunku dekompozycji, a może i rozkładu Unii. W mojej opinii niebezpieczny dla Wielkiej Brytanii. Nie tylko ze względów ekonomicznych, ale i z uwagi na integralność Zjednoczonego Królestwa.

Ale rozpad Unii to daleko większe zagrożenie dla interesów Polski.

Dla ludzi, którzy poza własną kasą nie widzą niczego, co mogłoby ich poruszyć (nie przeszkadza to wielu z nich na „patriotyczne” demonstracje), istotnie ważny powinien być przekaz, że Polska jest największym beneficjentem funduszów spójności. Dostajemy kilkakrotnie więcej, niż wkładamy. Najwięcej zaś wieś. Nie tylko poprzez dopłaty bezpośrednie. Także przez handel, dopłaty do inwestycji, technologie, koncesje, homologacje, certyfikaty. Korzystamy także w innych dziedzinach, właściwie we wszystkim. Najważniejsze to spedycja i logistyka, przemysł maszynowy, meblarski, spożywczy, precyzyjny, stoczniowy. Najłatwiej może byłoby zrozumieć, czym jest Unia Europejska dla Polski, pytając o Unię tych, którzy do jej bram pukają.

Najważniejsze jest jednak to, że sprawą POLEXITU nie ma w co grać. Wszyscy wiedzą, że nie wyjdziemy. Sami Polacy się nie zgodzą. Nie ma takiego „mędrcy”, który aż tak by ich otumanił. Trudno sobie wyobrazić, żeby nagle zrezygnowali z tego, co dotychczas mogli oglądać jedynie przez szybę telewizora. A także ze swobodnego przemieszczania się, zatrudnienia, studiów, nowych perspektyw. Albo choćby marzeń.

Szkody wizerunkowe są za to ogromne. Nie mieliśmy przez wieki najlepszej marki w Europie. Potrafiliśmy to odmienić. Mamy dzisiaj więcej, także w warstwie symboli, niż wynosi wartość naszych aktywów. Kwestionując reguły, na jakich jesteśmy w Unii (które konkretnie, chce się zapytać), wykazujemy się nienasyceniem. To wiąże przeciwko nam partnerów. Kto lubi tego, co się nachapał i wciąż mu mało?

Pokazujemy także znów, jak przed dziesiątkami lat, brak realizmu sterników polskiej polityki. Kto będzie zapraszał do wielkich projektów in statu nascendi, kiedy w istocie nadaje się im ramy, partnera tak niestabilnego i nierealistycznego? Na dodatek nielojalnego w kłopotach. Partnera przede wszystkim infantylnego. Bo nie ma w Polsce silnych, autentycznych źródeł dla debatowania w tej sprawie. To są wtórne wstrząsy, kolejny przykład reaktywności polskiej polityki wobec Unii Europejskiej. Nic w tym właściwie własnego. Ani interesu, ani celu, ani koncepcji.

Europa jest w kryzysie. Od państwa i od narodu, który ma ambicje większe niż jego realny potencjał, który prosił, a nie był proszony, który zmieniał podstawy swej polityki, by wejść do klubu, o uczestnictwie w którym wielu marzy, czyli od Polski i od Polaków oczekuje się współpracy w wydobyciu Unii z kryzysu. Gdy zamiast współpracy nad opanowaniem kryzysu widzi się wykrzywioną sprytem i chciwością twarz – długo się to pamięta.

Jeśli Europa zawali się pod ciosami współczesnych wyzwań, to i my polegniemy. Jeśli z kryzysu wyjdzie wzmocniona reformami, w których wypracowaniu my nie chcemy uczestniczyć, w zwycięskiej znów Europie pozostaniemy pariasami. Takimi, jakimi z powodu polskiego bałaganu intelektualnego i politycznego przez stulecia byliśmy. Krąg się zamknie. Solidarność okaże się ideą Polakom obcą.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 88

Dodaj komentarz »
  1. ” I w końcu argument przyzwoitości, wizerunku: wziąć za frico więcej, niż może się należało, i pokazać wskazujący palec? Tak postępuje dumny naród?”

    „Europa jest w kryzysie. Od państwa i od narodu, który ma ambicje większe niż jego realny potencjał, który prosił, a nie był proszony, który zmieniał podstawy swej polityki, by wejść do klubu, o uczestnictwie w którym wielu marzy, czyli od Polski i od Polaków oczekuje się współpracy w wydobyciu Unii z kryzysu. Gdy zamiast współpracy nad opanowaniem kryzysu widzi się wykrzywioną sprytem i chciwością twarz – długo się to pamięta”.

    To prawda.

  2. Ja to rozumiem, jeszcze kilka osób rozumie, z reguły po „naszej” stronie konfliktu. Pytam natomiast, czy jest możliwa dyskusja nad tezami i artykułu Redaktora, i tezami nowej ideolo drugiej strony? Próbowałam rozmawiać w tym duchu (jestem czasem niebywale spokojny człowiek i umiem rozmawiać w tonie niemal przyjaznym:)) z moimi znajomymi wyborcami PiS-u, niestety, bez skutku. Przyczyną było nie zacietrzewienie, ale brak wspólnego języka. Dla nich po prostu to, o czym pisze Redaktor, nie ma znaczenia, wysuwają natomiast inne sprawy, które nam nie przyszłyby do glowy. Jestem ciekawa, czy komukolwiek udało się porozmawiać z tymi ludźmi w sposób konstruktywny? Obawiam się, ze Polska dziś przedstawia się jako wielka wieza Babel, gdzie nastąpiło pomieszanie języków.

  3. Utopista. Już tacy bywali.
    Europa stała się satelicką kolonią USA, rozbita na kawałki, słaba, rozbrojona i wpędzona w amerykańską samobójczą wojnę z Rosją. O czym przezornie autor nie pisze.
    „Globalizacja gospodarki jest faktem. W kontekście niemającego granic konsumpcjonizmu (dotyczy to tak samo Polaków, jak pozostałych społeczeństw Europy) nie mamy szansy przeciwstawić się jej konsekwencjom. Pozostaje się przystosować. Czyli m.in. wypracować narzędzia dla przywrócenia budowanej pół wieku równowagi pomiędzy kapitałem a pracą.”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Odnoszę wrażenie, że pewna grupa polityków wykształciła nowego obywatela (bez rozumu) wierzącego we wszystko co mu powiedzą. Gdy spotka taki obywatel odmienne zdanie otacza się „polem siłowym” z Gwiezdnych Wojen. Nic nie dociera. I machają biało-czerwonymi chorągiewkami jako wielcy „patrioci”. Szkoda …

  6. @Kalina
    Ciekawiłoby mnie, jakie wyborcy PiSu wysuwają argumenty. Bo po prostu trudno uwierzyć, że mogą być jakiekolwiek, nie mówiąc o sensownych.

    Sytuacją jestem coraz bardziej zmartwiona, bo widzę coraz mniej szans powrotu na drogę pozytywnego rozwoju kraju.

  7. Każdy rozsądny budowniczy Imperium, unifikuje po zajęciu terytorium wszystko.
    Prawo, standardy ilościowe i jakościowe, pieniądz, armię, szkolnictwo, często religię.
    Dlaczego w projekcie Unii Europejskiej tego nie przewidziano?

    To był błąd załozycielski…..

    Skoro brytyjczycy w bólach, ale przeszli na system metryczny, to znacznie prościej byłoby przejść na system niemiecki czy francuski organizacji państwa z całą resztą jego funkcjonowania z tego wynikającą.
    nie dało się?
    Dlaczego?

  8. Co do Europy i kryzysu.
    Jaka jest geneza obecnych problemów?
    Nie leży przypadkiem po stronie naszych sojuszników zza wody- w kwestii finansów, i Francji z Brytanią, dalej bawiących się w kolonialne utrzymywanie podległości wielu krajów?

  9. W Polsce podobno 80% ludzi popiera członkostwo Polski w UE. Czy nie mamy tutaj kolejnego wirtualnego zastępczego tematu, które są specjalnością polskich „polityków i dziennikarzy”? Podobnie jak wybuchy samolotów we mgle, fundamentalizm religijny rzekomo panujący w Polsce, żołnierze wyklęci, spiski Okrągłego Stołu, rosyjsko-niemieckie kondominium i odrodzenie „Endecji”?

    Pompuje się temat dla uciechy społecznego marginesu, zabicia czasu i ukrycia braku własnych kompetencji. Inaczej mówiąc pomysły na Polskę. Polacy i tak chyba w ogóle nie słuchają co tam politycy bredzą w telewizji, bo wiedzą, że to nie ma najmniejszego znaczenia. Ludzie się przyzwyczaili, że tak jak komary bzykają, tak „politycy i dziennikarze” coś tam sobie bredzą. Bo taka ich natura i muszą. To może być nawet błąd, bo i brednie polityków mogą mieć czasem przykre konsekwencje, ale nie można na to nic poradzić, bo nie ma i tak wyboru. Wszyscy koncesjonowani robią to samo, z każdej dosłownie strony, więc wolno tylko wybierać między mniej lub bardziej znośnymi bredniami.

    Gdyby w Polsce się dyskutowało o europejskich wartościach zapisanych również w europejskich dokumentach jak na przykład Kodeks Dobrej Praktyki w Sprawach Wyborczych, Komisja Wenecka (całość, tłumaczenie poprawione) to wtedy dyskusje miałyby jakiś sens. Właśnie takie dokumenty świadomie dość przystępnie napisane powinny być żywiołowo dyskutowane, porównywane, propagowane. A same „Wytyczne dla wyborów” powinny być nauczane w szkole, być znane na pamięć. A nasi „politycy i dziennikarze” powinni odbyć przymusowe szkolenia dokształcające.

    Ale takie dokumenty nie są nawet przetłumaczone oficjalnie na język polski przez nasze „państwo” oraz nasze „partie” i „elity”. Tak jakby chciały coś przed ludźmi ukryć, natomiast tłumaczeniami muszą się zajmować amatorzy. A to jest w zasadzie wykładnia uniwersalnego prawa europejskiego obowiązującego również Polskę.

    Tak należałoby Europę i i europejskie wartości. I to od dawna, w mediach, instytucjach państwowych i w szkole. Ale w Polsce lansuje się kibolskie nawalanki o tematy zastępcze i o nic. Na przykład czy należymy i czy warto być w Europie.

  10. No, ileż się trzeba natyrać, aby wesprzeć ministra z PO zetchaenowca i pisowca oraz czciciela Pinocheta?

    A, pantha rhei i czysty darwinizm – nie było Europy, jest Europa, nie będzie Europy – pan Celiński się łudzi, że zatrzyma, co już przesądzone?

  11. „Kto lubi tego, co się nachapał i wciąż mu mało?” pyta autor; odpowiedź brzmi: Polacy. Wszyscy – od polityków, do prostego ludu.
    Czyż lud nie kocha swoich pasterzy? Jak oni mogą doić nas, to my możemy Unię.
    Prosta analogia.

  12. Kalina
    30 maja o godz. 9:19 1285

    Ja tego nie rozumiem, próbowałem często rozmawiać z moimi znajomymi wyborcami z PO, niestety, bez skutku. Przyczyną było nie zacietrzewienie, ale brak wspólnego języka.

  13. „Dla ludzi, którzy poza własną kasą nie widzą niczego…” – no, już przestań pan, panie Celiński dokopywać politykom PO…

  14. Antyeuropejskie jest kontynuowanie wszystkiego po staremu.
    Jedynie bezwzględna krytyka może truchlo UE
    ” narodu niemieckiego uratować. ”

    Po następnych wyborach do PE będzie szansa na zmianę co możliwe jest jedynie bez Junckerow Timermansow i Schulztow.

    Prawdziwym szkodnikami nie jest Orban i Kaczyński ale Merkel.

  15. snakeinweb
    30 maja o godz. 13:08 1298

    Pan Celiński to bojownik, musi walczyć z wrogiem, którego sam stworzył. Nawet gdyby 100 % Polaków było za UE, to i tak będzie straszyć, że to się może zmienić.

  16. Andrzej Falicz
    30 maja o godz. 13:45 1303

    Pan Celiński to solidarnościowiec, a ich żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe a czarne jest czarne.

  17. Panie Gospodarzu,
    NIE jest prawdą, że z Unii dostajemy kilkakrotnie więcej, niż wkładamy. Podałem na forum „Polityki” i na jej blogach już kilka razy wyliczenia, z których jasno wynika, że Polska traci co roku co najmniej 80-100 miliardów złotych na członkostwie w UE. Trzeba bowiem być bowiem wyjątkowo naiwnym, aby uważać, ze Polskę przyjęto do UE po to, aby Polsce pomóc. Gdyby na przyjęciu Polski do Unii nie skorzystały Niemcy i inne wysoko rozwinięte gospodarki Europy Zachodniej, to Polski by przecież nigdy do Unii nie przyjęto. W wielkim skrócie – na członkostwie Polski w UE zyskuje Zachód mając nieograniczony dostęp do polskiego rynku w tym do taniej a wydajnej polskiej siły roboczej oraz możliwość nieograniczonego transferu kapitału (głównie zysków) z Polski, a Polska na tym interesie traci, jako że zyski osiągane w Polsce przez zagraniczny kapitał są transferowane z Polski na Zachód, a przede wszystkim Polska traci na emigracji, czyli na drenażu mózgów oraz na tym, że będąc członkiem UE nie może ona prowadzić aktywnej polityki gospodarczej, takiej jak na przykład Korea Południowa, czyli nastawionej na modernizację i rozwój polskiego przemysłu, polskiej myśli technicznej i polskiej nauki. A bez owej aktywnej polityki gospodarczej, to skazani jesteśmy na pozostanie (pół)kolonią Niemiec i innych wysoko rozwiniętych gospodarek Zachodu, czyli krajem słabo rozwiniętym, a więc z niską stopą życiową.
    Pozdrawiam
    LK

  18. Jednym z pierwszych pociągnięć zaborców, było wprowadzenie swojego PRAWA.
    Jednym z pierwszych pociągnięć Napoleona, wprowadzenie swego KODEKSU.
    Przy połączeniu Niemiec, prawo i waluta uległy unifikacji.

    Unia nie może funkcjonować bez wspólnej waluty i prawa.
    Istnienie odrębnych, 28 systemów, nie stworzy calości nigdy.

  19. @ wiesiek59
    Europę tworzą wielotomowe traktaty. I setki tomów wspólnych regulacji.

    Myślę, że jest to właśnie jeden z problemów Europy, że jest tego za dużo, a w tym często sprawy najbardziej zasadnicze się gubią. Ja bym sobie właśnie życzył, aby np. standardy demokratyczne były w UE dużo mocniej eksponowane i co więcej egzekwowane. Choćby takie jak kwestia powszechności, równości i wolności wyborów, gdzie nie tylko Polska mocno odbiega od elementarnych demokratycznych standardów.

  20. snakeinweb
    30 maja o godz. 15:31 1308

    Państwo, czy zespół państw takich jak Unia, nie powinno się specjalnie niczym różnić w zarządzaniu, od wielkiego koncernu.
    Koncerny mają cel- zarabianie.
    Dokonując fuzji, przejęć, unifikują struktury, likwiduja zbędne czy dublujące się działy.
    I oczywiście maja jednolite wewnętrzne przepisy, procedury działania.

    Gdyby zastosować to do państw, sporo można by zracjonalizować.
    Określić cel- dobrobyt ludności- dobrać odpowiednie metody działania i próbować to realizować.

    TYle że tego w demokracji się nie da.
    Zbyt dużo sprzecznych interesów, pieniędzy do zyskania bądź stracenia.

  21. wiesiek59
    30 maja o godz. 16:28 1309
    Trzeba także wiedzieć, że Unią praktycznie rządzi 30 tysięcy biurokratów, których głównym zajęciem jest dbałość o jak najmniejszej pracy i o wysokości swoich dochodów, gwarantowanych do końca życia.

  22. @ wiesiek59

    Europa ma sens tylko jako demokracja oddolna. Jakieś paneuropejskiej dyktatury i jednolitości nikt nie potrzebuje. To byłoby zaprzeczeniem idei Zjednoczonej Europy.

    Jedną z podstawowych zasad Europy jest zasada pomocniczości. To znaczy instytucje europejskie powinny robić wyłącznie to co niezbędne i co nie może być uregulowane przez państwa narodowe. Zresztą ta zasada powinna dotyczyć również wewnętrznej organizacji państw.

    Dlatego mi się wydaje, że Twoje podejście jest niewłaściwe, przesadzone i uproszczone. Dyskutuje się raczej, czy UE nie robi za dużo, chociaż zarzuty łamania zasady pomocniczości są też często mocno przesadzone. Co do szczegółów, to można bez końca dyskutować, ale ja uważam, że Europa powinna większy nacisk pokładać na sprawy zasadnicze oraz podstawowe standardy, natomiast nie powinna się wikłać zbytnio w sprawy szczegółowe (przysłowiowa krzywizna banana, chociaż to już stara śmiesznotka). Ale UE np. ostatnio przeforsowała znaczne zmniejszenie opłat roamingowych w telekomunikacji, co jest przykład bardzo dobrej roboty w interesie całej ludności Europy i ograniczania rozbójniczych praktyk firm telekomunikacyjnych. To jest doskonały przykład pomocniczości i pozytywnego wtrącania się UE w życie gospodarcze, społeczne i polityczne.

  23. @ jasny gwint

    Z tymi urzędnikami w Brukseli to jest stara, wyświechtana i dość głupawa śpiewka. 30 tys urzędników na 350 mln strukturę administracyjną to jest udział mikroskopijny i groszowy w którymś tam miejscy po przecinku. Sama Warszawa ma 8 tys urzędników tylko samorządowych. Nie liczę urzędników wszystkich, bo w stolicy może się zebrać ze 100 lub 200 tysięcy, jeśli nie więcej. A w Berlinie to wymieniają nawet 50 tys, chociaż w tę liczbę nie chce mi się wierzyć, gdy chodzi o urzędników samorządowych.

    UE kosztuje Europejczyków tylko 1% całych dochodów państw. A z tego 1% tylko minimalna część idzie na biurokrację. Setki miliardów idą na bardzo pożyteczne cele, w tym bardzo duża część do Polski.

    Zarzucanie UE przerostu administracyjnego to czysta demagogia i pusty slogan.

  24. Szkoda, że lepiej Pan pisze niż mówi w słownym starciu z przeciwnikiem. Nie mam tu na myśli treści tylko to jak Pan ogólnie wypada.
    Myślę tutaj między innymi o dyskusji parę miesięcy temu z Pana udziałem w obecności Bosaka i Winnickiego. Obaj wypowiadali nienawistne mi nacjonalistyczne brednie, ale robili to sprawnie, bez emocji jeśli chodzi o język i cały czas patrzyli Panu w oczy, a Pan unikał ich wzroku i mówił dość nieskładnie. Myślę, że powinien Pan bardziej przygotowywać się na takie słowne starcia tym bardziej, że przeważnie wiadomo o czym będzie mowa. Sorry jeśli Pan czuje się przeze mnie dotknięty, ale ja lubię Pana i życzę jak najlepiej.

  25. „…wziąć za frico więcej, niż może się należało, i pokazać wskazujący palec? ”

    Gest który ma Pan na myśli to pokazanie środkowego palca.

    Wskazujący palec w górę to gest mułzułmanów spopularyzowany ostatnio przez islamistów

  26. Podejrzewam, że w chwilach najgłębszego kryzysu wszelkie próby jego rozwiązania będą krytykowane i torpedowane przez Brukselę. A na procedurę wyjścia ze struktur UE w trudnych chwilach możemy, niestety, nie mieć czasu i środków. Dlaczego władze Unii miałby nam utrudniać życie? Z bardzo prostego powodu: im głębiej pogrążymy się w kryzysie, tym za mniejsze pieniądze zachodni inwestorzy wykupią nasz majątek narodowy i upadające przedsiębiorstwa. Zastosowanie podobnego mechanizmu możemy obserwować dzisiaj na Ukrainie czy w Grecji. To również działo się w latach 90. po transformacji ustrojowej i stanie się ponownie.

    Kryzysy tego typu pojawiają się cyklicznie i nie są niczym nadzwyczajnym. To, co wyróżnia nadchodzący krach od innych, to jego skala. Globalizm przyniósł ze sobą nie tylko rozwój międzynarodowego handlu, ale również międzynarodowe problemy usilnie spychane przez regionalne mocarstwa na barki podporządkowanych krajów. System działa w ten sposób od wieków i wieczna powtarzalność tego samego dramatu spowodowana jest chciwością oraz chęcią szybkiego i łatwego zysku.
    http://independenttrader.pl/fatalna-kondycja-rynkow-wschodzacych-zwiastunem-polskich-problemow-czesc-2.html
    =============

    Warte przeczytania.

  27. snakeinweb
    30 maja o godz. 16:58 1312
    Przeczytaj książkę kompetentnego autora i przestaniesz bredzić na temat wyświechtanych głupot. Twoje wywody świadczą o arogancji.
    http://multibook.pl/pl/p/Hans-Herbert-von-Arnim-Europejska-zmowa-Jak-urzednicy-UE-sprzedaja-nasza-demokracje/168

  28. @ jasny gwint

    Sam powiedziałeś o 30 tys urzędników. Jakbyś powiedzie 300 tys czy 3 milionach to bym się zdziwił i sprawdził. Ale 30 tys na cały kontynent? Tylko dureń i oszołom może twierdzić, że to dużo, i że to jest jakiś problem. Powtarzasz jakieś pisdzielksie slogany bez pomyślunku i myślisz, że każdemu taki kit wciśniesz. Liczna urzędników i ich płace z pewnością nie są problemem Europy. Na pewno nie w zakresie 20 najważniejszych kategorii problemów. Europa ma ich pełno, ale na pewno nie te.

  29. Unia się rozkłada się nie przez działania Polski, czy Wielkiej Brytanii. Nie rozkłada się tez przez gesty, artykuły, wywiady i opinie interpretatorów i analityków, z którymi część polityków może mieć problem. Prawdziwy rozkład UE leży w jej centrum. Tego uczy historia, że każde upadające imperium legło w gruzach pychy, chciwości, bezradności i w końcu głupoty własnych elit. Dlatego nikt skutecznie nie obroni wizji przyszłości UE takich osób jak Merkel, Schulz i innych rzekomych liderów.

  30. Jeden z najbardziej zaufanych i prymitywnych cyngli Adama Michnika z GAZETY WYBORCZEJ czyli codziennego „Komentownika”, gazety informacyjnej dla ćwierćinteligentów, napisał recenzję dotyczącą swego codziennego odpowiednika w Telewizji Polskiej:

    „Wiadomości” TVP, czyli codzienny „Komentownik”. Program informacyjny dla ćwierćinteligenta [RECENZJA]
    Agnieszka Kublik 30.05.2016 20:15

    „Uważam, że niezwłocznie (czyli bez zbędnej zwłoki) telewizja publiczna powinna zmienić tytuł swojego głównego dziennika TVP 1 „Wiadomości”. Program, w którym prawie żadnej informacji nie uświadczysz, nie może się nazywać „Wiadomości”. Choćby ze względu na szacunek do naszego narodowego języka.

    Bo ten program to już niemal same komentarze. Komentowanie bez informowania stało się jego wizytówką. Komentowanie to ma zresztą wiele odcieni. Na komentarze autorów tego rzekomo informacyjnego programu składają się m.in.: kalumnie, oskarżenia, oszczerstwa, pomówienia, potwarze, zarzuty, insynuacje, oskarżenia, posądzania, szyderstwa, zniewagi, przycinki, przytyki, złośliwości, podejrzenia, supozycje, przygany i niedomówienia.

    Autorzy „Wiadomości”, o przepraszam – „Komentownika” (czyli codziennego zbioru komentarzy), widać zakładają, że ich widz to ćwierćinteligent (albo jeszcze gorzej), który nie ma zielonego pojęcia, jak rozumieć otaczający świat.

    Dlatego „Komentownik” infantylizuje każdy fakt, a dyżurni komentatorzy z „wSieci”, „Do Rzeczy” czy „Wprost” zawsze go tak powykręcają, że wyjdzie na ich: dobra władza ma czyste intencje, opozycja to zwykłe łachudry i łajdaki.

    To, że mam rację, potwierdza sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. W poniedziałkowym wywiadzie w „Do Rzeczy” mówił tak: „W Polsce za pomocą telewizji można wykreować obraz, jaki się chce, bo społeczeństwo nie analizuje tego, co tam widzi, tylko przyjmuje jako prawdziwe”.

    I tak, czy chodzi o Trybunał Konstytucyjny, Komisję Wenecką, Komisję Europejską, agencje ratingowe, Sąd Najwyższy, Krajową Radę Sądownictwa, zawsze jest tak samo. „Komentownik” przypina im łatkę wroga PiS, a potem dezawuuje ich opinie. Bo czyż wróg może być obiektywny?

    „Komentownik” wypełnia rolę, jaką im powierzył prezes niemal bezbłędnie. Jaka rolę? „Osłony medialnej” władzy i „kanału dotarcia do Polaków z własnym przekazem” (cytaty z tego samego wywiadu).

    I „Komentownik” „osłania” i „dociera”. Osłania, np. osłabiając opozycję. W sobotę np. rozbijał PO za pomocą lidera KOD-u Mateusza Kijowskiego. Bo Kijowski spotkał się w Brukseli z Donaldem Tuskiem, a Tusk jest przeciw Grzegorzowi Schetynie, a za Hanną Gronkiewicz-Waltz.

    Czasami „Komentownik” dociera na odwrót, bo np. w weekend nie komentował strajku pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka, które należy do Ministerstwa Zdrowia. Zrobił to, dopiero gdy głos zabrał minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, zupełnie jakby dziennikarze czekali, aż pierwszy lekarz pojawi się przed kamerą.

    Bo ważne, z czym docierać nie wolno. Nie wolno jeszcze z sondażami, z których np. wynika, że KOD cieszy się zaufaniem 40 proc. albo że 80 proc. jest za tym, by politycy zawsze przestrzegali prawa, nawet wtedy, gdy jest sprzeczne z ich poczuciem sprawiedliwości.

    Kaczyński rolę „Komentownika” docenia, wszak wie, że „utrzymywanie poparcia społecznego, gdy ma się poparcie mediów, które go bronią i osłaniają przy każdej aferze, to żadna sztuka”.

    Żadna to nie. To sztuka Kurskiego, Jacka Kurskiego.

    Podobno tuż po „Komentowniku” Kurski dzwoni do prezesa z pytaniem, jak było.

    Panie prezesie, w poniedziałek było jak zwykle, czyli nieźle”.

    Tak, Żadna to nie. To sztuka Kurskiego, Jarosława Kurskiego.

    Podobno tuż po „Komentowniku” Kurski dzwoni do Michnika z pytaniem, jak było.

    Panie Redaktorze, w poniedziałek było jak zwykle, czyli nieźle.

  31. „Komentownik” to kiepska nazwa. Kiedyś to się nazywało „Gadzinówa TV”. Dzisiaj w dobie anglicyzmów można też powiedzieć „Trolling TV”.

    A Gazeta Wyborcza faktycznie TVP nie ustępuje. W końcu obiema żądzą bracia bliźniacy, którzy robią bliźniaczo to samo.

  32. Od kiedy patriotyzm stał się „nienawistną, nacjonalistyczną brednią”, jak to ładnie ujął ktoś wyżej, od kiedy nie ma ucieczki przed globalizmem najwyraźniej oznaczającym wspólny poziom życia dla (niemal) wszystkich, od Bangladeszu do Harare i Warszawy, od kiedy homogeniczność, kulturowa jedność, zwartość, wspólnota wartości, stały się niemalże równoznaczne nazizmowi i rasizmowi – wydaje się że nie ma ucieczki przed kompletnym rozpadem Europy. Czego może z leżącej na uboczu intelektualnym Warszawy nie widać jeszcze, ale też czego gładko brzmiącymi, pustymi komunałami się nie zapacykuje. Panie Celiński.

    A kryzys zachód zafundował sobie sam, na własną prośbę, tymi ręcami. Pewnie moglibyśmy rozpatrzyć rzucenie Niemcom jakiś ochłapów w imię „solidarności” i to wszystko. Jeśli chcą, niech zabiorą sobie chodniki z kostki bauma, fontanny i wyremontowane za unijne pieniądze kościoły. W końcu potrzebują metrażu dla zaproszonych gości a niedługo już pełnoprawnych Niemców. Ale, jako że klasa posiadaczy Polski zmarnowała większość unijnych funduszy, my Polacy, nie mamy żadnych powinności wobec Junckra i koleżków. Pan, panie Celiński to i owszem. My – nie.

  33. Dziennik RZECZPOSPOLITA opublikował doskonały artykuł Piotra Nowaka,
    profesora filozofii na Uniwersytecie w Białymstoku, zastępcy redaktora naczelnego kwartalnika filozoficznego „Kronos” i członka Rady Fundacji Augusta hr. Cieszkowskiego zatytułowany „Kultura niech zdycha”.
    Oto obszerne fragmenty:

    „Obowiązkiem intelektualistów jest troska o słowo i dążenie do prawdy. Intelektualiści nie powinni uchylać się od odpowiedzialności za to, co mówią. Wiedzą też, że słowa mają swoje konsekwencje, że nie wolno ich rzucać na wiatr czy wycierać sobie nimi ust.

    Kiedy usłyszałem więc, że Leszek Balcerowicz – ekonomista, profesor, minister i prezes, a dla wielu osób niekwestionowany autorytet w dziedzinie moralności – wypowiada się na temat Fundacji Augusta hr. Cieszkowskiego wydającej w Polsce pismo filozoficzne, zacząłem się zastanawiać, czy on właściwie wie, o czym mówi. Czy przekartkował chociaż jeden numer wydawanego od dekady kwartalnika, na który składa się wysiłek wieluset osób? Czy wziął do ręki jakąkolwiek wydaną przez nas książkę bez względu na to, kto – Platon, Hannah Arendt czy Pier Paolo Pasolini – byłby jej autorem? Nie wiem tego. Natomiast wiem jedno: wedle prezesa Balcerowicza instytucje państwa polskiego kompromitują się, dofinansowując Fundację wydającą kwartalnik filozoficzny „Kronos” oraz wspomagając finansowo a priori nierentowne filozoficzne wydawnictwo….

    Przed kilkoma laty w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” prezes Balcerowicz powiedział wyraźnie: kultura wyżywi się sama, a jeśli nie, niechaj zdycha. „W słowach tych odnoszę się tylko do poglądu, że albo państwo będzie finansowało kulturę, albo jej w ogóle nie będzie. To jest pokłosie dawnego [komunistycznego – P.N.] myślenia. Kiedy słyszę ludzi, którzy deklarują wiarę w społeczeństwo obywatelskie oraz w wolność jednostki, a zarazem powtarzają, że tylko państwo, państwo, państwo, to coś mi tu się nie zgadza”….

    Nie twierdzę, że Balcerowicz odpowiada za zło biblijne i szwedzki potop. Natomiast jestem przekonany, że doskonale wpisuje się w antyinteligencką tradycję zwalczającą kulturę poprzez jej wycenę. A to, że jest on profesorem wyższej uczelni, bynajmniej nie zapewnia mu związków z kulturą nawet wtedy, gdy sam tak o tym sądzi.
    W jego domu – jak sądzę – nie ma książek innych niż te, które służą do pracy zawodowej. Zapytajcie go, kiedy ostatni raz sięgnął po wiersze. Albo czy wie, kim był Joachim z Fiore.
    Balcerowicz to człowiek, który zainicjował modę wśród biednych i bogatych na nieczytanie, na nieinteresowanie się niczym, co wykracza poza wąsko pojętą specjalizację. Piękna rzecz, idea, dzieło sztuki nie są w stanie nim i jemu podobnymi wstrząsnąć, jeśli nie mają przyczepionej metki z ceną. A skoro jej nie mają, nie przedstawiają dla nich żadnej wartości. Kto z nich miałby zatem finansować kulturę z własnych pieniędzy? Czy nie lepiej przepuścić je na giełdzie?
    Prezes Balcerowicz wypowiada się o finansowaniu kultury bez cienia wahania, z naukową precyzją, zapominając przy tym, że nauka oddarta z idei aproksymacji jest nauką infernalną. On nigdy nie zrozumie tych, którzy kulturą oddychają, żyją nią. Racje ludzi kulturalnych są mu niedostępne.

    Czy zatem państwo polskie ma łożyć na kulturę? To pytanie retoryczne. Państwo jest odpowiedzialne za kształtowanie swoich własnych elit, a nie konsumentów. Państwem mają zarządzać osoby światłe, nie zaś ograniczeni i skorumpowani urzędnicy. Takie elity dopiero muszą powstać. A konsumenci niech sobie radzą sami, im wolny rynek dobrze służy….

    Leszek Balcerowicz – architekt polskich przemian ustrojowych – spełnił swoje zadanie. Podziękujmy mu za to. Mojemu trzynastoletniemu synowi jego nazwisko kojarzy się już tylko z „licznikiem przekrętów III RP” zainstalowanym na dachu byłej Cepelii w Warszawie. Jego rola się skończyła. Tym razem naprawdę powinien odejść”.

  34. snakeinweb
    30 maja o godz. 21:51 1317
    Nie porównuj ilości unijnych urzędników z urzędnikami samorządowymi ani liczebnością ludności.
    Bruksela to nie ten szczebel zarządzania co gmina i urzędnika unijnego nie powinny interesować „duperele” którymi zajmuje się urzędnik gminny.
    Bruksela to cos na kształt Sztaby Generalnego połączonych sił zbrojnych, który podległym silom wytycza cele strategiczne i co najwyżej operacyjne.
    Ilość urzędników musi być adekwatna do zadań. Gdy jest ich zbyt wielu to dla uzasadnienia swej użyteczności zaczynają ingerować w sprawy należące do kompetencji niższych szczebli zarządzania lub stwarzać problemy tam, gdzie ich nie ma.
    Mamy wtedy do czynienia z sytuacja taką jak ta, gdy.m tow. Wiesław nie mógł spać w nocy zatem stworzył nowy taryfikator płac dla pracowników PGR-ów i polecił go wdrożyć.

  35. @ kaesjot

    Masz rację mówiąc, że administracji unijnej nie można całkiem z gminną porównywać, ale to z kolei w żaden sposób nie udowadnia, że administracji unijnej jest za dużo i stanowi ona kosztowy problem Europy. Jak powiesz, których jest za dużo, i którzy robią np. nikomu niepotrzebną robotę, to wtedy możesz ewentualnie mówić o przerostach administracyjnych. A jak tego nie udowodnisz, to chrzanisz mechanicznie jak głupia katarynka zasłyszane byle gdzie bzdety. To jest właśnie demagogia i pustosłowie. 30.000 urzędników nie wydaje się dużo właśnie ze wzgląd na rozmiar Unii oraz wykonywanych przez nie funkcji. Już samych europarlamentarzystów jest ponad 750, każdy ma 1 lub więcej asystentów i już trzeba liczyć ze 2-3 tys urzędników. No i bilionowy budżet oraz liczne kontynentalne programy rozwojowe oraz niezbędne organy kontrolne – to wszystko się samo nie zrobi.

    Ale pałować urzędników jest łatwo, mózgu do tego nie trzeba a otrzyma się zawsze poklask i wsparcie innych kiboli.

  36. Snakeinweb
    Doskonale wiem jak Komisja Europejska działa (a raczej nie działa, czy też pozoruje swoje działanie), i to od środka, jako ekspert owej komisji. Z moich obserwacji oraz z lektury poważnych opracowań na temat owej Komisji wyłania mi się obraz instytucji bliźniaczo wręcz podobnej do tej, opisanej przez S. Lema w „Pamiętniku znalezionym w wannie”. Myślę, że nie muszę ci już nic więcej tłumaczyć…
    Pozdrawiam
    LK

  37. @ jakowalski
    Dla mnie masz zerową wiarygodność. Równie dobrze możesz opowiadać, że pracowałeś w UFO na Marsie.

  38. @grzerysz

    „Opis” poglądów na Leszka Balcerowicza pana Nowaka jest typowym przykładem zjawiska niejednoznaczności i relatywistycznego myslenia. Niewatpliwie prof. Balcerowicz takie ma poglądy na kulturę i źródła jej finansowania. Tez jestem przekonana, ze przegina, i pamiętam, ze w czasach, gdy był ministrem finansów, o mały włos nie polozył na łopatki muzeum, w którym pracowałam. Szczęśliwie dostaliśmy wsparcie samorządowe, potem pojawil się sponsoring prywatny, można więc powiedzieć, ze Balcerowicz postawil na swoim i zmusił ludzi kultury do szukania pieniędzy poza kasa państwowa.:)) Niemniej taki system zmusza twórców (muzealników, autorów etc) do tworzenia „pod publiczkę” tego, co się sprzedaje. A zwazywszy na „wysublimowany” gust polskiego odbiorcy – tandety twórczej. Mecenat państwowy dawał jednak pod tym względem pozorny luksus swobody. Wymagał bowiem odpowiednich treści. Dzis, gdy zarządzanie kultura jest w rekach neostalinistow, czarno widzę sytuacje, kiedy kultura miałaby być w całości finansowana przez państwo. Ale tyle o tzw. obiektywnej rzeczywistości. Pozostaje subiectum pana Nowaka, który bardzo dobrze wie o tym wszystkim, o czym napisałam. Ale mimo to ujada, aby dokopać człowiekowi, który ma srodowisko pana Nowaka za nic, a w przeszłości postawił polska gospodarke na nogi z pozycji leżącej. W dodatku identyfikacja mecenatu państwowego z działalnościa prointeligencką jest jawnym fałszerstwem. Proszę sobie wyobrazić np. polska działalność kulturalną finansowaną przez urząd gubernatora warszawskiego przed I wojna swiatową:)) Pan Nowak jako mentalna „sierota po PRL-u” dziś na usługach mafii rzadzacej, ma zapewne na myśli „mecenat” PRL-owski, mimo ze dobrze wie, co ten mecenat promował. Ale tak to jest, gdy ktoś nie ma za grosz intelektualnej uczciwości.

  39. jakowalski
    31 maja o godz. 10:04 1325
    Gdyby ten snakeinweb przeczytał polecaną książkę von Arnima, nie pisałby takich bzdur. Ale tutaj się nie czyta.

  40. Kalina
    31 maja o godz. 10:13 1327

    No, no, no! Janda za moje pieniądze podatnika sławi homofoba i klerykała antydemokratę Wałęsę na deskach teatru, to jest ta wysoka kultura, żadna tandeta… To jest odpowiedzialność za treść… Kto jej dał te pieniądze na sławienie homofoba, jak nie neostalinowcy, tyle że nie z partii PIS, a PO…

  41. @grzerysz

    Zarzuciwszy panu Nowakowi służebność wobec nowej władzy ministerialnej jedynie na podstawie zacytowanego przez Pana artykułu w prasie poczułam niesmak i wyrzuty sumienia. Natychmiast rzuciłam się do internetu, aby upewnić się, ze nie zaatakowałam człeka ideowego i uczciwego, który ma poglądy, jakie ma, a mnie nic do tego. No i dowiedziałam się. Pan Nowak uzyskał habilitacje na Uniwersytecie w Białymstoku nie na podstawie pracy habilitacyjnej, ale bogatego dorobku publicystycznego. Omawia ten dorobek pierwszy z recenzentów, prof. Ochocki z UW. Obsmiewa równo wszelkie meandry myśli filozoficznej habilitanta, wykazując, ze jest mówiąc delikatnie współczesnym hochsztaplerem intelektualnym. Na zakończenie pisze tak:
    ” Jak wspomniano, nie widać jakiegoś wyraźnego kryterium, które
    pozwalałoby traktować teksty habilitanta jako rdzennie filozoficzne.
    Jest to raczej szeroko rozumiana eseistyka ogólnohumanistyczna
    podejmująca wątki filozoficzne. Wskazuje na to również nieomal
    barokowa kwiecistość stylu. Jest to jednakże eseistyka prawomyślna
    i bezpieczna pod względem ideowym, gdyż jej wzorcem jest w
    znacznej mierze uznany autor amerykański Mark Lilla.
    Biorąc pod uwagę dotychczasowy dorobek można zatem
    przypuszczać, że habilitant będzie podporą Ministerstwa i
    preferowanego przez nie modelu szkolnictwa wyższego. Dlatego też
    wnoszę o poparcie starań habilitanta o uzyskanie kolejnego stopnia
    akademickiego. Dodam jeszcze, że jego łatwość nawiązywania
    kontaktów przyczyni się niewątpliwie do intensyfikacji wymiany
    międzynarodowej z odpowiednimi ośrodkami zagranicznymi.
    Aleksander Ochocki
    Warszawa, 19.04.2012

    Jest rok 2012, a więc czas panowania innych „geniuszy” w zakresie polityki oświatowej i kulturalnej, w którą pan Nowak wedle oceny recenzenta wpisywał się bardzo dobrze. Dziś wspomaga piórem „Rzeczpospolitą”, czyli PiS-owską gadzinówkę, atakując sztandarowego wroga obecnej władzy.
    Tyle o tym panu, nie jest wazny, takich jest przecież legion. Bardziej interesująca jest dla mnie pańska działalność, m. in. reklamowanie tak służalczego i podejrzanego etycznie tekstu, aby tylko zasiać wątpliwości w sensowność przemian ustrojowych w Polsce po 1989 roku

  42. @takei-butei

    Odpowiadam Panu jedynie przez wzgląd na Krystyne Jandę, której teatry nawiedzam regularnie i z satysfakcją. Otóż donoszę uprzejmie, ze bilety na jej spektakle należy kupować na wiele miesięcy naprzód. Bilety zas są drogie. Pani Janda może (póki co, jak długo – nie wiem), wystawiać wszystko, co jej tylko przyjdzie na myśl, w czym wpisuje się w model preferowany przez prof. Balcerowicza: jej teatry sa w stanie utrzymać się same. Jeśli Pan nie był nigdy w teatrze na Marszałkowskiej, czy na Grójeckiej, nie wspomógł Pan Krystyny Jandy nawet złotówką. Z ostatniej chwili – minister Gliński odmówił Jandzie wsparcia jej teatrów, więc sytuacja jest jasna jak słońce. Ja natomiast będę wspomagać finansowo gadzinowe media publiczne mimo ze nawet się do nich nie zbliżam. Rozumiem, ze to Panu nie przeszkadza:)))

  43. @Kalina
    31 maja o godz. 10:13 1327

    „Pan Nowak jako mentalna „sierota po PRL-u” dziś na usługach mafii rzadzacej, ma zapewne na myśli „mecenat” PRL-owski, mimo ze dobrze wie, co ten mecenat promował”.

    O panu Nowaku nie wiem nic ponad to co wyczytałem w stopce redakcyjnej RZECZPOSPOLITEJ.
    Generalnie z tezami jego artykułu się zgadzam.
    PRL-owski mecenat promował bardzo dużo wartościowych rzeczy.
    Bez tego mecenatu nie powstałby i funkcjonował teatr Grotowskiego, Kantora, Szajny, Dejmka, Grzegorzewskiego, Jarockiego, Swinarskiego, Axera, Hübnera. Bez niego nie powstałyby genialne filmy Wojciecha Hasa czy wybitne filmy Wajdy, Munka, Kawalerowicza. Nie mielibyśmy stojącego na światowym poziomie DIALOGU Puzyny czy doskonałego Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Kwant”. Nie byłoby niebotycznego wprost – patrząc szczególnie z dzisiejszej perspektywy – poziomu ówczesnej telewizji.
    To tylko wybrane przykłady. Za PRL’u kultura kwitła w III RP była cały czas w odwrocie żebrząc nieustannie o wsparcie.

    Nasz świetny pisarz i reżyser filmowy Tadeusz Konwicki powiedział kilka lat przed śmiercią, że tylko w PRL’u mógł nakręcić swoje jakże ambitne filmy, tylko wtedy mógł znaleźć na nie finansowanie.

  44. Kalina
    31 maja o godz. 11:21 1331

    A ja odpowiadam ci ze wzgląd na Prawdę: nie pietraj i odpisz na mój wpis (bo nie odpowiadasz), wpis, który dotyczył szmiry wystawionej przez Jandę, szmiry sławiącej homofoba. Za moje pieniądze, co udowadniasz, pisząc o tym, że minister odmówił Jandzie dotacji. A więc dostawała publiczne pieniądze.

    Żeby było jasne: niech Janda dostaje publiczne pieniądze i to duże, Pani Janda powinna dostać publiczne pieniądze, ale nie na szmirę gloryfikującą homofoba…

  45. @grzerysz

    Zanim zaczniesz obrażać Leszka Balcerowicza zapoznaj się z „Odkrywając wolność” pod jego redakcją i wstępem. Z tego tomiska ok. 1000 stron dowiesz się jakie prądy w cywilizacji Zachodu i filozofia nim kieruje i jaki miała i ma wpływ na niego. Zgoda, nie ma tam mitów i ideologii, a raczej rozważania nad ludzką psychiką i kondycją i jak to się ma do organizowania sobie życia, gdzie wolność jednostki jest nadrzędna, ale nie absolutna.

  46. Kalina
    31 maja o godz. 11:21 1331

    Twoje muzeum, tysiące bibliotek wiejskich, domów kultury zlikwidowali pupile pana Celińskiego. Pustynie kulturalne na wsiach to ich dzieło.

    Co ciekawe, specjalnie wyjątek zrobili dla filmów, dając wybranej grupce artystów przywilej w postaci ustawy o kinematografii.

    Czemu takiego przywileju nie dali innym artystom?

  47. @Kalina
    30 maja o godz. 9:19
    Masz sporo racji pisząc o tej ,,barierze komunikacyjnej”. Dla przypomnienia;
    – człowiek upominający się o godną płacę i warunki zatrudnienia jest ,,roszczeniowy”
    – polityk walczący o to, to ,,populistyczny niszczyciel gospodarki”
    – człowiek (czy polityk) domagający się by obciążenia podatkowe były rozkładane w sposób proporcjonalny do możliwości (czyli by ci co mają więcej proporcjonalnie więcej płacili*) to ,,to niszczyciel miejsc pracy” bo przecież ci płatnicy są ,,twórcami miejsc pracy” – fakt, ktoś tam w Panamie robotę dzięki temu ma
    – podatki to ,,haracz”, ,,kradzież” a nie świadczenie na rzecz dobra wspólnego.
    – bezrobotny to w najlepszym wypadku ,,niezaradny nieudacznik” choć i zdarzają się określenia typu ,,pasożyt”, ,,leń/nierób”
    – prywatyzacja ,,zawsze jest dobra” państwowe zawsze ,,niewydolne”
    – ,,chcesz mieć emeryturę ,,to zadbaj o nią sam”.
    – lewica zawsze jest ,,roszczeniowa”, reprezentuje ,,lewackich leni czekających na mannę z nieba socjalu”
    – pomoc socjalna – j.w plus wspieranie patologii.
    – referendum to ,,zawsze zagrożenie populizmem” więc nie ma co pytać obywateli
    Na koniec (polskiego podwórka) kwiatek pokazujący dokąd doszliśmy od 1989r i będący kluczem do ,,antyeuropejskości’ Polaków: B. Komorowski (skądinąd nie mój gust polityczny ale okazał się całkiem przyzwoitym prezydentem) na pytanie ,Co ma zrobić moja siostra, mieszkająca w małym miasteczku, która szukała pracy przez dwa lata i zarabia teraz 2000zł – jak żyć, np. kupić mieszkanie?” udzielił odpowiedzi ,,Niech zmieni pracę i weźmie kredyt” i pokazał pytającemu PLECY. Nic lepiej nie ilustruje jak odklejone od życia zwykłych obywateli są elity.
    Cóż strona liberalna od 1989r sporo zrobiła by wykluczyć tych co to nie mieli możliwości ustawienia się z dyskursu w naszym kraju, o naszym kraju a teraz resentyment jest przenoszony na nowy grunt czyli Europę.
    Wracając na podwórko bardziej ogólne. To kasta politykierów ZNISZCZYŁA projekt europejski. I to nie Le Peny, Sarazziny czy Fortuyny ale oni – ci ,,przewidywalni”, ,,pragmatyczni”. To oni knują z naszymi plecami z USA by zrobić z nas niewolników korporacji a nasze rządy pozbawić możliwości prowadzenia jakiejkolwiek realnej polityki społeczno-gospodarczej. Główna negocjatorka z ramienia UE – Komisarz ds. Handlu zbyła głosy oburzenia, że to odbywa sie poza debatą publiczną aroganckim stwierdzeniem, że jej mandat NIE POCHODZI OD OBYWATELI. Czyli w takim razie od kogo? A ona przecież pochodzi z takiego ,,cywilizowanego-obywatelskiego” kraju jak Szwecja. To my się dziwimy postawom anty w krajach gdzie duch obywatelski jest słabszy? Te próby oszukania opinii publicznej po przez zaprezentowanie stanowiska Unii jako wersji ostatecznej TTIP…Poprzednio ACTA – sytuacja analogiczna ,,47 strona dokumentu Komisji Rybołówstwa”. Czy można ufać takim ludziom? Ludziom, którzy ,,nie umieją” poradzić sobie z rajami podatkowymi. ,,Panama Papers” wyjaśniają przyczyny tej ,,nieumiejętności” A ile jeszcze takich ,,Panam” jest nieujawnionych? Ilu z tych ,,proeuropejskich i racjonalnych” najpierw ,,nie umie” czegoś a potem okazuje się, że dostaje robotę u beneficjentów ich ,,nieumienia”? W. Churchill gdy przeżywał okres ,,marszu przez pustynię” wcale jako były I Lord Admiralicji nie dostał fuchy u Armstronga lub Vickersa co dziś jest normą w takich sytuacjach. Dorobił się dopiero na starość gdy skasował tantiemy za ,,Pamiętniki wojenne”. Podobnie De Gaulle. A dziś? Pan Schroeder uszykował sobie robótkę u Putina. I pojawia się pytanie: czyj interes gdy był kanclerzem miał on na uwadze? UE? Niemiec? grup biznesowych? Bo swój na pewno. Dla swojej nieuczciwości politycy zaś znaleźli piękne wytłumaczenie: Unia. W Polsce? Podwyżka VAT- ,,Bo Unia każe”. Szkoda, że wielu innych wskazań Unii – tych prowolnościowych- ,,nasi” politycy nie wprowadzają tak ochoczo
    Do tego obrazu realnej degrengolady i degeneracji dochodzi jeszcze cały obszar nadbudowy tworzony przez kontrolowane przez korporacje media. Rozbicie Unii w starym stylu (obywatelskiej, socjalnej, wolnościowej), leży nie tylko w interesie Putina ale także globalnego kapitału. Inaczej się w razie potrzeby ,,potrząsa” Unią a inaczej pojedynczym państwem, inaczej potrząsa się Hiszpanią a inaczej Katalonią. Tu wystarczy akcja grupy spekulantów. Media ,,trolują” SŁUSZNY gniew obywateli – wyzuwanych z praw obywatelskich, socjalnych, zmuszanych do pracy jak najwięcej za jak najmniej na ,,inncyh” . Jakich? to zależy od kolorytu lokalnego. Rząd brytyjski wsparł MILIARDAMI publicznych funtów prywatne banki, które w wpadły w tarapaty tylko przez swoją krótkowzroczną chciwość ale sprawcami niedoli dotkniętej skutkami cięć brytyjskiej underclass są Polacy wyłudzający kilkadziesiąt MILIONÓW funtów. Tak im to naświetlają niestrudzenie media p. Murdocha. Ani słowa o tym, że kasy brak bo poszła na ratowanie udziałowców banków.
    Z tą antyeuropejskością jest jak u nas z PiSem. To objaw choroby ale przyczyny jej tkwią zupełnie gdzie indziej.
    * tu odwołuje się to demokracji ateńskiej jaki zasad demokracji nie tak dawnej, gdzie każdy obywatel musiał świadczyć na rzecz Dobra Wspólnego proporcjonalnie do swoich możliwości. Bogaci jako mogący dzięki bogactwu więcej, więcej też świadczyli. Obecnie świadczą tylko ci co są zbyt biedni by zbiec do jakiejś ,,Panamy”.

  48. @Witold
    31 maja o godz. 11:49
    Daj spokój z tym Balcerowiczem. Arcykapłan zbankrutowanego neoliberalizmu czyli A. Greenspan był w stanie z siebie publicznie wydusić, że ,,jego model zawierał błąd” Balcerowicz w 2008r gdy wszyscy czekali z otwartymi japami co będzie siedział cichutko. Dopiero gdy wielcy tego świata umówili sie, że uratują się ,,metodą na Munchhuasena” wtedy wylazł z nory i jasno oświadczył , że ,,model był dobry tylko politycy go popsuli”. Jasne – sprywatyzował Telekomunikację sprzedając ją francuskiemu PAŃSTWOWEMU France Telekom. Tyle o jego uczciwości intelektualnej. To wyznawanej przez niego ideologii zawdzięczamy dzisiejszą pisowską patologię

  49. @takei-butei
    31 maja o godz. 11:53
    Bo zapamiętali z kursów marksizmu-leninizmu, że ,,film jest najważniejszą ze sztuk”

  50. Slawczan
    31 maja o godz. 12:13 1338

    Możliwe, ale co na to pan Celiński? Demokrata wszak… Czy to demokratyczne: wykosić biblioteki na wsi, domy kultury, a wspierać kilku wybrańców filmowców. I to za pieniądze podatnika? To demokratyczne: dawać publiczne pieniądze pani Jandzie na gloryfikację homofoba?

  51. @Kalina
    31 maja o godz. 11:21
    ,,czym wpisuje się w model preferowany przez prof. Balcerowicza: jej teatry sa w stanie utrzymać się same”
    contra:
    ,,Z ostatniej chwili – minister Gliński odmówił Jandzie wsparcia jej teatrów, więc sytuacja jest jasna jak słońce”. Skoro utrzymują się same to po co ten huk o odmowę wsparcia? skoro z punktu widzenia Balcerowicza zrobił dobrze?
    Przypominam, że cały prawacki kosmos medialno-kulturalny powstał pomimo braku wsparcia z budżetu. Chyba, że za takowe uznać sponsorowanie pasożytów w czarnych sukienkach.

  52. @Kalina
    31 maja o godz. 11:09 1330

    „Bardziej interesująca jest dla mnie pańska działalność, m. in. reklamowanie tak służalczego i podejrzanego etycznie tekstu, aby tylko zasiać wątpliwości w sensowność przemian ustrojowych w Polsce po 1989 roku”.

    Dla mnie w treści tego artykułu nie ma nic służalczego i podejrzanego.
    Jego tezy mi odpowiadają.
    Balcerowicz – czy jego giermek Ryszard Petru – to kulturalne buraki. Nie wiem czy kiedykolwiek odwiedzili jakiś dobry teatr albo obejrzeli jakiś film na poziomie. Mam też poważne wątpliwości czy mówią im coś nazwiska Sofokles, Racine, Dostojewski, Tołstoj, Czechow, Strindberg, Flaubert, Proust, Musil, Kafka, Mann, Borges.

    Co do mojej działalności – naprawdę uważam, że jednym z największych zaniedbań III RP jest dopuszczenie do wszechobecnego panowania w naszym kraju tandety.
    Nie ma już dobrych mediów, na palcach jednej ręki policzyć można dobre teatry, bardzo, ale to bardzo nieliczne są kina wyświetlające ambitne filmy. Szkolnictwo wyższe w większości stoi na gorszym poziomie niż dobre licea w PRL. Te najlepsze polskie wyższe uczelnie lokują się w czwartej lub piątej setce światowego rankingu. Czytelnictwo książek jest na poziomie skandalicznie niskim.
    Jednym słowem, nieustająca – przepraszam za słowo – debilizacja polskiego społeczeństwa. A efekty? Pogłębiająca się coraz bardziej peryferyjność Polski, kraju przetwórców skóry i węgla i skręcaczy obcego sprzętu AGD; kraju daleko posuniętej deindustrializacji i zaniku w społeczeństwie jakichkolwiek potrzeb obcowania ze sztuka i kulturą.
    Aby nie powtarzać znów swoich tęsknot do stojących w czasach PRL na doskonałym poziomie POLITYKI, FORUM, KULTURY, TYGODNIKA POWSZECHNEGO, FILMU NA ŚWIECIE czy LITERATURY, przytoczę fragment ze stosunkowo niedawnego felietonu profesora Bronisława Łagowskiego:

    „W latach 60. zaczął ukazywać się tygodnik „Forum” poświęcony przedrukom z prasy zagranicznej, głównie zachodniej. Jego pierwszym redaktorem był Jan Gerhard – pisarz, działacz polityczny, człowiek zaciekawiający. Miał on znakomite rozeznanie w prądach myślowych politycznych, a także filozoficznych i miał też wyczucie ważności poglądów. „Forum” za jego redaktorowania dawało bardzo ciekawy obraz życia intelektualnego, zwłaszcza we Francji, którą Gerhard najbardziej się interesował. Utkwiły mi w pamięci artykuły poświęcone strukturalizmowi (w wersji literackiej i filozoficznej), który wówczas był nie tylko powierzchowną modą, lecz zjawiskiem przełomowym, spychającym egzystencjalistyczny i marksistowski „humanizm” na boczny tor. Pojawiły się nowe kombinacje idei nietzscheanizmu-freudyzmu-marksizmu; przewrotowe, bo dawniej nie do pomyślenia. Wystarczy przykładów, bo chodzi mi tylko o pokazanie charakteru publikacji. Do naszego instytutu filozofii przyjechał (lata 70.) stypendysta francuski i stał się gorliwym czytelnikiem „Forum”, gdzie znajdował dobrze wyselekcjonowane artykuły czy ambitne eseje, których musiałby szukać w wielu tygodnikach zachodnich. Ten charakter „Forum” utrzymywał się jeszcze przez jakiś czas po śmierci Gerharda, za redaktorstwa Michała Hofmana. Mógł polski czytelnik zaznajamiać się z „duchem czasu”, z przemianami, jakim podlegała Europa. Później, już w III RP, „Forum” stawało się coraz ładniejsze pod względem graficznym, ale utraciło atrakcyjność intelektualną, cały swój ideologiczny „seksapil”, nie miała redakcja wyczucia, co ważne, a co banalne w prasie zachodniej”.

    Dodam, że dzisiejsze FORUM to już tylko obrazkowy dwutygodnik dla ćwierćinteligentów – maksimum zdjęć, minimum treści, szczególnie ambitnej treści.

  53. Artysta ma cierpieć…….
    Głód, zimno, choroby, uszlachetniaja i wysublimowywują jego dzieła.
    Państwowy mecenat podważa tą koncepcję.
    sława ma występować, ale dopiero po śmierci.
    Gołodupiec jest lepszy niż bogacz.

    Można się oprzeć na XIX modelu, Paryż był mekką gołodupców z aspiracjami.
    Erupcja twórczosci artystycznej była faktem.
    Tylko, czy w XXI wieku należy ten model kontynuować?

  54. @Witold
    31 maja o godz. 11:49 1334

    „zapoznaj się z „Odkrywając wolność” pod jego redakcją i wstępem. Z tego tomiska ok. 1000 stron dowiesz się jakie prądy w cywilizacji Zachodu i filozofia nim kieruje i jaki miała i ma wpływ na niego”

    Teksty dobrane niezwykle tendencyjnie aby pasowały do tez Balcerowicza.
    Do wybitnych myślicieli „cywilizacji Zachodu” Balcerowicz zaliczył też Janusza Korwin-Mikkego…

  55. @grzerysz

    Nie mogę nie zgodzić się z pańska opinia, ze czasy znakomitych twórców i znakomitych ich dzieł mamy za sobą. Tyle, ze ja widzę to inaczej. Ci znakomici twórcy lat 60. i 70. wyrośli w zupełnie innych warunkach – niepodległej i ceniącej kulturę II RP, często w świadomych znaczenia odpowiedniego wychowania domach rodzinnych, a następnie przeszli traumę w postaci II wojny. O sile polskiej ówczesnej kultury świadczy również literatura i publicystyka, która nie miała szans zaistnieć w warunkach PRL-u, a więc twórczość emigracyjna. Dzis nie tyle mamy do czynienia z systemem obezwładniającym wartościowe inicjatywy, ile brakiem materiału twórczego i zapaścią intelektualną. Dzisiejsi twórcy, to zbieranina ludzi, którzy maja wielkie aspiracje, a niewielkie możliwości intelektualne i etyczne. Mój do niedawna idol literacki – Jacek Dehnel okazał się w dyskusji na FB załosnym narcyzem pozbawionym poczucia odpowiedzialności za państwo i jego kształt. Zjawisko, które dotknęło nowa generacje wyborców, jest tez udziałem środowiska twórczego. I nikt tu nie jest winien w sensie strukturalnym. To zapaść cywilizacyjna, której jesteśmy świadkami, a która – twierdze z całą mocą – jest skutkiem luki cywilizacyjnej, powstałej po II wojnie i degradującej w kulturze wszystko, co inspirujące i wartościowe.

  56. @Kalina
    31 maja o godz. 11:21 1331
    „@takei-butei
    Odpowiadam Panu jedynie przez wzgląd na Krystyne Jandę, której teatry nawiedzam regularnie i z satysfakcją. Otóż donoszę uprzejmie, ze bilety na jej spektakle należy kupować na wiele miesięcy naprzód. Bilety zas są drogie. Pani Janda może (póki co, jak długo – nie wiem), wystawiać wszystko, co jej tylko przyjdzie na myśl, w czym wpisuje się w model preferowany przez prof. Balcerowicza: jej teatry sa w stanie utrzymać się same.”

    Jako miłośnik dobrego teatru przyznaję, że nie odwiedzam teatru pani Jandy. Śledzę jednak od czasu do czasu jego repertuar. Generalnie – powiedzmy sobie wyraźnie – mało ambitny. Pani stwierdzenie więc, że „Pani Janda może (póki co, jak długo – nie wiem), wystawiać wszystko, co jej tylko przyjdzie na myśl” jest demagogiczne – pani Janda rzeczywiście może „wystawiać wszystko, co jej tylko przyjdzie na myśl” ale na myśl przychodzą jej z reguły sztuki lżejsze, które licząc mogą na dużą widownię.

  57. Idei które wstrząsały światem, było sporo.
    Wprowadzenie ich w czyn, niestety powodowało destabilizację, hekatomby, okazywało się przeciwstawne do założeń.
    Jedyne co się zmieniało, to grupa przy żłobie.

    Chrześcijaństwo było taka ideą, i marksizm, i neoliberalizm.
    W praktyce, NIGDZIE NIE DZIAŁA.
    Ale kapłanów i akolitów, wszędzie pełno.

    Jedyną ideą wcieloną w czyn, która dała jak na razie solidne efekty, są socjaldemokracje w kilku krajach, i azjatyckie odmiany konfucjanizmu, podnoszące poziom zamożności całych społeczeństw.

    Polska droga do dobrobytu, taka jaką podążamy obecnie, prowadzi do nikąd- moim zdaniem.
    Jesteśmy na wiele sposobów drenowani z zasobów.
    A wzrost ładnie odnotowywany w statystykach, to zadlużenie i kanibalizacja dotychczasowych zasobów, tworzonych przez poprzednie pokolenia.
    Chciałbym się mylić, ale podawane dane statystyczne mogą ukrywać prawdę o rzeczywistym stanie naszego kraju.

  58. @takei-butei
    31 maja o godz. 12:19
    Nasz kraj jest tak bogaty by wspierać MILIARDAMI złotych ekipę kolesi z których nasz kraj ma taki pożytek jak organizm z komórek rakowych czyli kler to dlaczego nie dać kilku złotych p. Jandzie.

  59. @takei-butei

    Tak jest, zlikwidowano biblioteki prowincjonalne, a podczas tej akcji wiało grozą. Kiedy bibliotekarze zaprzyjaźnionych bibliotek dosłownie błagali nas, swoich znajomych, abyśmy wzięli choć kilka książek, bo inaczej pójda na przemiał (zyskałam wówczas wiele publikacji Leszka Kolakowskiego), a my pomstowalismy na tę sytuacje, usłyszeliśmy, ze i tak tych książek nikt nie czytał. Nadal uważam, ze to była to barbaria, ale ja jestem przecież dinozaur i nie należy mnie słuchać. Ten dylemat dobrze odzwierciedlają poglądy Leszka Balcerowicza: kultura ma finansować się sama. Tyle ze biblioteka gminna nie finansuje się sama, bibliotekę należy finansować. Dziś to finansowanie w teorii przejęły samorządy i w moim przekonaniu kierunek jest słuszny. Tyle, ze samorządy, zwłaszcza te ze wschodniej sciany, wola wydawac pieniądze na młodzieżowe kluby piłkarskie. Taki los.

  60. @grzerysz

    Pańska opinia o repertuarze teatrów Jandy jest słuszna. Repertuar jest taki, żeby ludzie chcieli to ogladac, skoro te teatry sa zależne od pieniędzy za bilety, a nie sa finansowane z budżetu. Osobiście wolę oglądać współczesne komedie (choć na jednoaktówki Czechowa, trzeba było zamawiać bilety na miesiące naprzód:))), niż cierpieć narzucone przez pana Glińskiego gnioty

  61. @Kalina
    31 maja o godz. 12:49 1344

    „Ci znakomici twórcy lat 60. i 70. wyrośli w zupełnie innych warunkach – niepodległej i ceniącej kulturę II RP, często w świadomych znaczenia odpowiedniego wychowania domach rodzinnych, a następnie przeszli traumę w postaci II wojny”.

    To jest tylko częściowo prawdą. Jerzy Grotowski – nasza teatralna duma wszechczasów:

    „W 1955 … ukończył studia aktorskie w PWST w Krakowie … po czym udał się na studia reżyserskie do moskiewskiego Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej (w skrócie GITIS), gdzie zetknął się ze stale tam rozwijaną metodą teatralną Stanisławskiego. Po powrocie do kraju podjął studia reżyserskie na swojej macierzystej uczelni. Jako reżyser Grotowski debiutował w 1957 roku w Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie, wystawiając Krzesła Eugène Ionesco.
    Jerzy Grotowski był w latach 1949–1957 członkiem ZMP, ZMS – w latach 1957–1976. W 1955 roku wstąpił do PZPR[3], do której należał do jej rozwiązania”.

    Jerzy Jarocki, bardzo wybitny reżyser teatralny, „Ukończył Wydział Aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Studia reżyserskie odbył w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej (GITIS) w Moskwie]. Był tam uczniem Nikołaja Gorczakowa – współpracownika Konstantego Stanisławskiego. W początkowym okresie pracy reżyserskiej (1957–1962) był związany z teatrami w Katowicach. Debiutował w 1957 roku w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego przedstawieniem „Bal manekinów” Brunona Jasieńskiego”.

    Nie pisałem nic o Krystianie Lupie – zdecydowanie najlepszym obecnie polskim reżyserze teatralnym, uczniu Swinarskiego, którzy żył, kształcił się i tworzył już w PRL.
    Przeczytajmy fragment z Wikipedii:

    „Początkowo studiował na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W latach 1963-1969 studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (Dyplom na Wydziale Grafiki, 1969), później przez dwa lata studiował reżyserię filmową w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej (PWSFTiTv) w Łodzi, a następnie reżyserię teatralną w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie w latach 1973-1977.
    Po studiach związał się z dwoma teatrami: Teatrem im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze, prowadzonym wówczas przez reżyserkę Alinę Obidniak[2], gdzie z grupą młodych aktorów prowadził poszukiwania nowych form teatralnego wyrazu i ze Starym Teatrem w Krakowie, który od 1984 stał się najczęstszym miejscem jego pracy.
    Okres jeleniogórski to spektakle autorskie: „Przezroczysty pokój” (1979), „Kolacja” (1980), oraz inscenizacje sztuk Stanisława Ignacego Witkiewicza (polskiego prekursora teatru absurdu): „Nadobnisie i koczkodany” (1978), „Pragmatyści” (1981), „Maciej Korbowa i Bellatrix” (1986). Przedstawienia te, nazwane w manifeście reżysera „Teatrem Ujawnienia”, traktowały teatr jako jedną z możliwości poznania i przekroczenia granic ludzkiej osobowości. Syntezą tego kierunku poszukiwań stał się spektakl według powieści Alfreda Kubina „Po tamtej stronie” – 1985 („Die andere Seite”) – „Miasto snu” w Starym Teatrze w Krakowie, który był rodzajem podróży w głąb jaźni”.

    A więc PRL nie tylko wszechstronnie go wykształcił ale i cierpliwie finansował jego początkowe eksperymenty w Jeleniej Górze. Teraz Lupa spija śmietankę.

    Także Swinarski i – szczególnie – Grzegorzewski nie liznęli specjalnie II RP.
    Czytajmy o tym drugim:

    „Studiował w PWSSP w Łodzi (bez dyplomu). W roku 1966 ukończył Wydział Reżyserski Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie (dyplom w roku 1968). Jako reżyser zadebiutował w roku 1966.
    Po studiach współpracował z Teatrem im. Stefana Jaracza Olsztyn-Elbląg. W latach 1970–1976 był etatowym reżyserem Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi, a w latach 1976–1982 był reżyserem Starego Teatru w Krakowie.
    W latach 1978–1981 był dyrektorem artystycznym Teatru Polskiego we Wrocławiu. W latach 1982–1997 był dyrektorem Centrum Sztuki Studio im. S.I. Witkiewicza w Warszawie”.

  62. grzerysz
    31 maja o godz. 13:08 1350
    Kręciłem się w tym środowisku w Krakowie. To był mój czas, aczkolwiek moja działalność była bliżej nauki i przemysłu, Ten czas to był złoty wiek polskiej kultury. Czas wielkich ludzi kultury i sztuki. Dorobkiem czasu „wolności” są reklamy i cycate celebrytki zwane aktorkami. I tamten czas już nie wróci.

  63. @Kalina
    31 maja o godz. 11:09 1330

    I jeszcze jedna sprawa. Pisze pani:

    „… aby tylko zasiać wątpliwości w sensowność przemian ustrojowych w Polsce po 1989 roku”.

    Nigdy nie podważałem sensowności „przemian ustrojowych w Polsce po 1989 roku”.
    Uważałem i uważam jednak, że w czasie tych przemian popełniono szereg skandalicznych błędów i zaniechań i w wielu wypadkach wykazano się wyjątkowym brakiem wyobraźni.

    Zresztą część mainstreamowych elit (Król, Boni) po ćwierćwieczu z hakiem to potwierdza – byliśmy głupi, byliśmy głusi…

    Inni (Modzelewski, Bugaj) mieli wątpliwości już znacznie wcześniej ale nie chcieli zbyt mocno protestować.

    Jeszcze inni (Kuroń, Bujak) po kilku czy kilkunastu latach przyznawali się bardzo odważnie do poważnych zaniechań:
    Jacek Kuroń w 2002 roku mówił w wywiadzie: „Podżyrowałem ten jego plan [Balcerowicza] i to mój grzech niewątpliwy. Ale nie jest to grzech pierwszoplanowy, bo dziś nie jest istotne, co żyrowałem, tylko raczej moje zaniechania. To co wówczas trzeba było robić. Trzeba było złożyć inną propozycję, a ja do tego nie byłem przygotowany.”
    A już w lipcu 1991 roku z ust Zbigniewa Bujaka pada słynne zdanie: „Przepraszam za Solidarność”. Jak pisała GAZETA WYBORCZA: „Człowiek z opinią absolutnie odpornego na wirusa władzy i nieskorego do sięgania po korzyści przepraszał za kolegów, którym nieobce były podniety związane z luksusem, przepraszał, że piękne ideały „Solidarności” nie zostały zrealizowane. Przepraszał za kłótnie i podziały w parlamencie, za nieudolność, korupcję i politykę gospodarczą”.

  64. @jasny gwint
    31 maja o godz. 14:26 1351

    „Ten czas to był złoty wiek polskiej kultury. Czas wielkich ludzi kultury i sztuki…. I tamten czas już nie wróci”.

    Najgorsze jest to, że po prawie trzydziestu latach debilizowania społeczeństwa chyba już nie ma możliwości aby ponownie nastąpiły dobre czasy polskiej kultury i sztuki.
    Przede wszystkim zniszczono w ludziach – lub w innych nie rozbudzono – potrzebę/potrzeby obcowania z kulturą i sztuką. Wielka w tym zawsze była rola mediów. Obecnie mamy media na poziomie zupełnie dennym, z których problematyka kultury i sztuki została z czasem praktycznie całkowicie wyrugowana albo co najmniej znacznie ograniczona. Kto teraz miałby w jakichś nowych, ambitniejszych mediach o kulturze i sztuce pisać? Absolwenci wyższych uczelni z poziomem PRL-owskich dobrych liceów? A kto miałby te potencjalnie poważniejsze media czytać lub oglądać? Ta ogromna większość naszego społeczeństwa, która teraz niczego nie czyta a ogląda na ogół tylko głupawe seriale?

  65. wiesiek59
    31 maja o godz. 12:39 1342

    Nie, nie, nie. Artysta ma zarabiać dużo, bardzo dużo! Ale nie z publicznej kasy i nie za gloryfikowanie homofobów…

  66. Kalina
    31 maja o godz. 12:58 1348

    Kołakowski? No, ale Kołakowski pisał dla nielicznych, to i nieliczni go czytają… Peiper: pisał dla dwunastu. Dobrze byłoby, aby w wiejskich bibliotekach był Peiper, ale po co? To polega na czymś innym…, no, ale już po ptokach: pupile pana Celińskiego unicestwili domy kultury na wsiach, no, ale nie omieszkali wesprzeć specustawą wybrańców…

    Może to ma sens: wykosić słabeuszy, pomagać rekinom, ale wtedy nie można psioczyć, że nasze rekiny już nie dostają publicznej forsy, bo dostają rekiny pisowców…

  67. Widać, że tematy europejskie nie są ani ekscytujące, ani kontrowersyjne. Komentatorzy z nudów przerzucili się na Balcerowicza i Jandę. Kultura, artyści i gospodarka są wdzięczniejszym przedmiotem do nawalanek.

  68. snakeinweb
    31 maja o godz. 16:54 1356

    Myślę że to nie ta przyczyna.
    O ile pamiętasz blogi Polityki sprzed 10 lat, to sam dostrzeżesz różnicę.
    Kiedys komentowało teksty 50-80 osób.
    Obecnie 10-15.
    Cżęść odeszła, albo pogorszyło sie zdrowie.
    Młodych policzysz na palcach jednej ręki.
    Zaabsorbowani walką o byt, nie mają czasu czytać, albo brak inklinacji, ciekawsze zajęcia.

    Tusk miał niezłe przemówienie, o wyjściu naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców Unii.
    Czyżby unijne elity zaczęły dostrzegać, że prowadziły „ciemny lud” nie w tym kierunku?
    Zapewne więc, zasugerują że znają bardziej zielone pastwiska……

  69. @snakeinweb
    31 maja o godz. 16:54 1356

    „Komentatorzy z nudów przerzucili się na Balcerowicza i Jandę. Kultura, artyści i gospodarka są wdzięczniejszym przedmiotem do nawalanek”.

    Kultura i sztuka są najważniejsze o ile nie mamy wrócić na drzewo. A te sprawy w III RP zostały zupełnie zlekceważone, zaniedbane, wręcz zabagnione.

    Przypomnę może ponownie refleksje naszego wybitnego aktora Wojciecha Pszoniaka z nie tak znowu dawnego wywiadu dla GAZETY WYBORCZEJ. Skupia się on na zaniechaniach Platformy Obywatelskiej ale można jego krytycyzm odnieść do wszystkich rządzących formacji:

    „… władza [komunistyczna] z kulturą się liczyła.

    Donata Subbotko: Dzisiaj z ludźmi kultury nie trzeba się liczyć?

    – Platforma, na którą głosowałem, odpuściła kulturę, Tuska interesowała piłka nożna. Politycy nie mieli potrzeby inwestowania w kulturę. To się ma albo nie. Nie jest tak, że nagle zacznie pani jeść nożem i widelcem, jeśli do tej pory jadła pani palcami. Człowiek zawsze może się tego nauczyć, ale to już nie będzie taki nawyk jak mycie zębów, zamykanie drzwi, rozbieranie się czy ubieranie. Nasi politycy nie mają nawyku stawiania na kulturę”.

    Tak, „Nie jest tak, że nagle zacznie pani jeść nożem i widelcem, jeśli do tej pory jadła pani palcami”…

    I jeszcze jeden fragment wywiadu. Tym razem słowa wielkiego artysty Tadeusza Kantora przypomina inny wybitny reżyser teatralny Krystian Lupa. Wywiad przeprowadzono kilka lat temu:

    „20 lat temu, kiedy rozpoczęła się w Polsce wielka przemiana, kiedy zachłysnęliśmy się wolnością, wielkie wrażenie zrobiła na mnie wypowiedź Tadeusza Kantora o nowych ekipach rządzących. Kantor mówił, że z zapartym tchem słuchał tego, co mówią politycy tej wolnej Polski, od których tyle oczekiwaliśmy. A wtedy premierem został Tadeusz Mazowiecki, więc nie byle kto, elita. „Słuchałem uważnie – mówił Kantor – ale żaden z tych polityków nie wypowiedział słowa sztuka. Oni pożałują tego, oni przez to przegrają””.

    „Oni pożałują tego, oni przez to przegrają”…

  70. @wiesiek59
    31 maja o godz. 17:41 1357

    „Zaabsorbowani walką o byt, nie mają czasu czytać, albo brak inklinacji, ciekawsze zajęcia”.

    Jak na przykład oglądanie kolejnych – setnych lub tysięcznych – odcinków ulubionych seriali…

  71. O głośnej polemice Aleksandra Smolara z Grzegorzem Sroczyńskim pisze dziś Sławomir Sierakowski. Oto fragmenty:

    Jak Razem z KOD-em
    Sławomir Sierakowski socjolog, założyciel „Krytyki Politycznej”

    „Lacan na jednym z seminariów stwierdził, że list zawsze dociera do swojego adresata. Sroczyński napisał „List do polityków PiS” („Duży Format”, 12 maja), ale odpowiedział mu Aleksander Smolar („Wyborcza”, 17 maja). I nie przypadkiem. Odpowiedź Smolara jest prawdą listu Sroczyńskiego. Sroczyński pisał list tak naprawdę do takich ludzi jak Smolar, a nie do polityków PiS, bo musiał wiedzieć, że ani mu nie odpowiedzą, ani nie potraktują go poważnie, jeśli w ogóle którykolwiek to przeczyta. Bardziej Smolar jest rzeczywistym (czyli podświadomym) jego przeciwnikiem niż politycy PiS jego możliwymi sojusznikami.

    Natomiast Smolar, (nad)reagując na list Sroczyńskiego skierowany do polityków PiS, dowodzi, że w argumentacji Sroczyńskiego o źródłach populizmu w błędach III RP jest coś na rzeczy. Inaczej by się nie wysilał. Przecież całą polemikę poświęcił dowodzeniu, że nadzieje Sroczyńskiego na pozytywny odzew ze strony PiS są płonne – po co więc zawraca sobie głowę, odpowiadając Sroczyńskiemu?….

    Sam jestem takim zwierzęciem politycznym, które od kilkunastu lat głosi wszystkimi możliwymi kanałami krytyczną wizję polskiej transformacji i próbuje walczyć z populizmem poprzez likwidację źródeł jego popularności, upatrując ich w pauperyzacji społecznej….

    Oskarżanie Sroczyńskiego, że jest pomagierem PiS, to symptomatyczna nadreakcja wskazująca na coś, co można nazwać „kompleksem transformacji”. Ujawnia się on w kolejnych wywiadach z cyklu „byliśmy głupi” w „Gazecie Wyborczej”, grającej tu podwójną rolę. Jest w nich przecież „Wyborcza” reprezentowana po obu stronach. Jest „twórcą i tworzywem”, krytykiem i krytykowanym, choć żaden z redaktorów gazety wywiadu Sroczyńskiemu jeszcze nie udzielił.

    Pomagierem PiS jest ktoś, kto to deklaruje lub świadomie do tego dąży. Chyba że przyjmiemy logikę diamatu, że „subiektywnie” Sroczyńskiemu może się wydawać, iż chce dobrze, ale „obiektywnie” służy wrogowi. Oddam bardzo wiele Aleksandrowi Smolarowi, ale praw autorskich do obiektywności mu nie oddam, bo podobnie jak on ich nie posiadam.

    Sroczyński nie jest oczywiście żadnym pomagierem PiS, ale resentyment na lewicy mnożący podziały pomagierem PiS jest jak najbardziej. Natomiast które podziały da się przekroczyć, a których nie, przekonał się Sroczyński po tym, kto mu odpowiedział”.

  72. Na Agorę udawali się wolni obywatele miasta.
    Tam decydowano o jego losach.
    Reszta mieszkańców, w pocie czoła za…lała na chleb dla siebie i panów.
    Żyjąc stosunkowo krótko i intensywnie.
    Życie niewolnika w kopalniach srebra w Tessalii, nie przekraczało dwóch lat.
    Emerytur nie przewidywano w tej klasie społecznej…….

    Jak jest na naszej Agorze?
    Beneficjenci poprzedniego systemu- mający udokumentowaną ciągłość 45 lat zatrudnienia, wypracowali sobie jakieś emerytury, zdążyli sie na ogół obkupić, wykształcić dzieci.
    Odchodzą, popierając rząd czynem, i zmniejszając dziurę w ZUS.

    Na ich miejsce przyjdą beneficjenci obecnego systemu.
    Bez praw emerytalnych, zadłużeni w firmach lichwiarskich, bezdomni, walczący o przetrwanie, których na rozmnażanie się nie było stać.
    Czy będą na Agorze zabierać głos?
    wątpię……

  73. A propos profesora Balcerowicza i teatru pani Jandy, to nie wiem, czy szanowni Dyskutanci mieli okazję przeczytać wypowiedź Balcerowicza sprzed kilku dni, a mianowicie:

    „Niektórzy zwolennicy PiS-u krytykują Krystynę Jandę, że występowała o dotację dla prowadzonych przez siebie teatrów. Ci ludzie kompromitują się podwójnie: moralnie i intelektualnie.
    (…)
    Intelektualnie – bo chyba nie wiedzą, że w rozwiniętych krajach Zachodu rozdziela się dotacje na cele kulturalne niezależnie od tego, czy placówka jest publiczna, czy prywatna. Liczy się jakość propozycji.

    Przekonanie, że państwowe dotacje powinny iść tylko do państwowych teatrów, uwidacznia postkomunistyczną mentalność zwolenników PiS i potwierdza, że to najbardziej postkomunistyczna partia w Polsce. A ich postawy moralne przypominają najgorsze przejawy PRL-u”.

    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34862,20132420,leszek-balcerowicz-wspiera-krystyne-jande-jej-krytycy-kompromituja.html

    Zwłaszcza ostatni akapit brzmi smakowicie w porównaniu z innym cytatem z klasyka, który przytoczył tu powyżej @grzerysz:

    „W słowach tych odnoszę się tylko do poglądu, że albo państwo będzie finansowało kulturę, albo jej w ogóle nie będzie. To jest pokłosie dawnego [komunistycznego – P.N.] myślenia”.

    Z tego wynika, że profesor Balcerowicz zawsze opowiadał się za urynkowieniem i samofinansowaniem kultury, ale gdy „biją naszych”, to co innego.

    Jeśli przedstawiciele postplatformiano-michnikowych elit będą dalej kompromitować swoje środowisko podobnymi wypowiedziami, to PiS nie musi zmieniać ordynacji wyborczej, drugą turę ma w kieszeni.

  74. @grzerysz
    31 maja o godz. 17:48 1359

    „Jak na przykład oglądanie kolejnych – setnych lub tysięcznych – odcinków ulubionych seriali…”
    =====

    W PRL-u ludzie też oglądali głównie seriale. Nie sądzę, aby ambitne spektakle Teatru Telewizji miały wtedy dużą oglądalność. Tylko że diabeł tkwi w tych serialach. Na przykład w latach 70. takim ulubionym „babskim” serialem były „Noce i dnie”. Kiedyś stałem w jakiejś kolejce i panie przede mną, sądząc po wyglądzie i sposobie wypowiedzi – proste kobiety, opowiadały sobie z przejęciem kolejny odcinek losów Bogumiła i Barbary. A była to rzecz nakręcona na podstawie wybitnej literatury, w wersji filmowej nominowana do Oscara.

    Gdy dziś oglądam stare odcinki „Czterdziestolatka” czy „Wojny domowej”, wydają mi się perełkami – świetne dialogi, dowcip, lekkość pióra scenarzysty. A to przecież była rozrywka dla mas. „Kabaret starszych panów” był trochę bardziej wyrafinowany, i gdyby na drugim kanale naród miał do wyboru jakiś „Klan”, to pewnie by wybrał „Klan”, ale ponieważ nie miał wyboru ani nawet drugiego kanału, oglądał „Kabaret”.

    Serwując narodowi w mediach taki materiał, a równocześnie intensywnie wspierając edukację i modę na „bycie inteligentem”, PRL kształcił ludzi, którzy mieli ambicje intelektualne, starali się samodzielnie myśleć, wyciągać wnioski i zmieniać świat. Pierwsze takie pokolenie wychowane w PRL zorganizowało „Solidarność” i obaliło tenże PRL.

    Władze tzw. nowej Polski nie chcą powtórzyć błędu poprzedników, i ja im się nie dziwię. Jeśli ktoś nie zna jeszcze terminu „tittytainment”, wymyślonego zresztą przez naszego rodaka Brzezińskiego na jakiejś nasiadówce w klubie Bilderberg, to niech poczyta o nim w necie.

  75. Co roku mamy 40..50 mld PLN deficytu więc nie ma się co dziwić, że PO okradła nas z części obligacyjnej.
    To był naprawdę absurd, żeby płacić za dług publiczny 2 razy: raz funduszom emerytalnym (taka była ich konstrukcja) a raz sobie tzn pożyczającym Polakom.
    Teraz pod rządami PiS proces zapożyczania zostanie przyspieszony i to bardzo szybko.
    Polacy mają jedno wspólne z Amerykanami: nie lubią płacić podatków.
    W RP i USA to temat tabu.
    A teraz dochodzi to tego roszczeniowa mentalność. PiS ją wywołał i inne partie będą musiały się dostosować, bo w przeciwnym razie zginą (właśnie giną na naszych oczach).
    Na szczęście brakuje nam dużo do Grecji, bo RP jest dopiero w połowie drogi.
    W krajach nordyckich, UK czy Niemczech wiedzą dobrze, że państwo socjalne kosztuje sporo. I jakoś godzą ogień z wodą.
    Dużo gorzej jest w krajach romańskich nie wspominając o Grecji!
    A gdzie skończy Polska? Pewnie PiS będzie musiał złamać taboo i obciąży oprócz ‚banksterów’ i supermarkety także lepiej zarabiających pracobiorców czyli np mnie.
    To będzie najłatwiejsze.
    Będziemy spłacać dług Św. Pamięci Zyty Gilowskiej z pierwszego rządu PiS.
    Dała nam duży kredyt więc pora zacząć spłacać.
    Szkoda, że robi to PiS i w taki durny sposób (brak logiki: kasę przepiją lumpenproleci, kasę dostaną też najbogatsze rodziny, za którą kupią lepsze auta swoim i tak bardzo bogatym pociechom itd) ! Lepiej, żeby robiła to umiarkowana lewica.
    Niestety lewica w Polsce zapomniała o najuboższych. Ktoś musiał wypełnić pustkę.
    PiS woli zresztą państwowe rozdawnictwo niż lepsze płace wynegocjowane przez samodzielne związki zawodowe lub układy zbiorowe dla branż.
    Będzie miał po prostu więcej klientów-wyborców.
    I do tego teraz dąży z żelazną konsekwencją!
    A konkurencji nie ma, bo gorzej uposażonych nikt nie reprezentuje oprócz PiS.
    Wszystko mi to przypomina Rosję Putina i Białoruś Łukaszenki.
    Taki nacjonalityczny paternalizm, ukochanego ojczulka narodu czyli po rusku batiuszki, który wie najlepiej, co potrzebuje lud pracujący miast i wsi!

  76. Remm (31 maja o godz. 19:06 1363)
    BINGO!
    Snakeinweb (31 maja o godz. 10:09 1326)
    Znaczy się. że nie znasz lemowego „Pamiętnika”. No cóż… 🙁

  77. @grzerysz

    Ma Pan oczywiście racje w sprawie wielu naszych znakomitych twórców, którzy ukształtowali swój talent już po II wojnie. Podobnie jak ktoś z naszych rozmówców, który zauważył rzecz podstawowa: w latach 60. i 70. była moda na „inteligenckość”. Kolejne wydarzenia kulturalne, nawet te w telewizji, były przedmiotem społecznego zainteresowania i dyskusji. Pamietam wręcz wojnę pomiędzy zwolennikami powierzenia roli Oleńki w „Potopie” Małgorzacie Braunek i przeciwnikami tego wyboru:)) Ale taka była hierarchia wartości ówczesnych, która jednak stanowiła ciag dalszy w stosunku do hierarchii przedwojennej. Na szczycie były wartości kulturalne, duchowe, intelektualne, a nie zawartość portfela. Cinkciarze, a nawet zamozna tzw. prywatna inicjatywa nie mieli szczególnego społecznego powazania, choć każdy zazdrościł im kasy:)))

  78. Bardzo mi się podoba, że KOD i pan Celiński zapowiedzieli demonstrację przeciwko zawieszeniu posła PO za to, że nie konsultował swoich wypowiedzi medialnych z innym posłem PO. Wiedziałem, że KOD i pan Celiński zawsze walczą o wolność wypowiedzi i demokrację. Nie zawiodłem się.

  79. Claudio
    31 maja o godz. 19:33 1364

    jAKIŚ NOWY NICK……

    Niestety, posługujesz się stereotypami.
    Zerknij na udział płac w PKB w różnych krajach i wyzbędziesz się hasła o roszczeniowości.
    Po prostu, w Polsce nie ma sensownych związków zawodowych.

    Poziom zadłużenia jest decyzją polityczną.
    Zadłużenie jest czynnikiem skorelowanym z uzależnieniem.
    Im wyższy poziom zadłużenia, tym większa podległość od kredytodawcy.

    Białoruś i Rosja mają niskie zadłużenie, stosunkowo wysoką stopę zamożności.
    I NIEZALEŻNOŚĆ od swiatowych graczy.

    Porownaj sobie poziom życia BIEDNEJ Białorusi i BOGATEGO Meksyku.
    Gdzie żyje się lepiej, bezpieczniej zasobniej?
    Stereotypy głoszone przez media, nijak się mają do rzeczywistości.

  80. @remm
    31 maja o godz. 19:06 1363

    „Nie sądzę, aby ambitne spektakle Teatru Telewizji miały wtedy dużą oglądalność”.

    Ano miały. Na dowód przytaczam choćby historyjkę ze wspomnień – wydanych kilka lat temu – naszej świetnej aktorki Joanny Szczepkowskiej. Otóż pisze ona, że w przeddzień telewizyjnej premiery niewątpliwie ambitnego spektaklu Teatru Telewizji „Trzy siostry” Antoniego Czechowa, jego reżyser Aleksander Bardini wezwał do siebie trzy swoje studentki z PWST w Warszawie odtwarzające role tytułowych sióstr (właśnie Szczepkowską, Krystynę Jandę i Ewę Zientek) i zapytał je: czy zdajecie sobie sprawę, że jutro każdy rozpozna was na ulicy? czy jesteście na to przygotowane?

    „Pierwsze takie pokolenie wychowane w PRL zorganizowało „Solidarność” i obaliło tenże PRL”.

    Z tym także muszę stanowczo polemizować. W drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku, przy Gorbaczowie na Kremlu, ekipa Jaruzelski, Kiszczak, Siwicki, Rakowski, Baka, Czyrek, Ciosek, Reykowski, Kwaśniewski i inni przy bardzo ważnej roli mediacyjnej Kościoła niezwykle łatwo i potulnie dała się obalić aktywnie uczestnicząc w rozmontowaniu PRL…
    Ale rozumiem i absolutnie popieram sens – intensywnie wspierając edukację i modę na „bycie inteligentem”, PRL kształcił ludzi, którzy mieli ambicje intelektualne, starali się samodzielnie myśleć, wyciągać wnioski i zmieniać świat.

  81. @Kalina
    31 maja o godz. 20:17 1366

    „Pamietam wręcz wojnę pomiędzy zwolennikami powierzenia roli Oleńki w „Potopie” Małgorzacie Braunek i przeciwnikami tego wyboru:))”

    Tak jest. Ja z kolei pamiętam, jak Daniel Olbrychski opowiadał o powszechnej niechęci do niego – ludzie np. wychodzili z tramwaju do którego wsiadł – po otrzymaniu roli Kmicica…
    Pamiętam też gorące i obchodzące bardzo wielu ludzi w Polsce dyskusje po „Popiołach” Wajdy czy „Balladynie” Hanuszkiewicza.

    Kulturą – i tą wysoką i tą niższą ale ciągle na dobrym poziomie (np. doskonały kabaret czy świetne filmy „serialowe” z najlepszymi reżyserami (Morgenstern), wybitnymi scenarzystami (Janicki, Mularczyk) i czołówką aktorską Polski) żył cały kraj.
    Teraz niestety kultura nikogo nie obchodzi.

  82. Unia Europejska przetrwa dławiące je kryzysy, gdy będzie działała solidarnie siłą swych 28 państw. Od 25 października 2015 r. rządząca III RP narodowo – katolicko – socjalna partia pod mylącą nazwą „Prawo i Sprawiedliwość” (a właściwie „Zjednoczona Prawica”) nie przewróci ani Polski, ani Unii. Obywatele naszego państwa w zdecydowanej większości są za dalszym udziałem Rzeczpospolitej Polskiej w UE, gdyż w ciągu ostatnich 12. latach na własnej skórze i na własnym portfelach przekonali się co nam Unia dała. Wszelkiej maści korwinowcy, kukizowcy, narodowcy i inni -owcy nie odwrócą biegu polskiej i europejskiej historii. Pozostanie po nich …”złom żelazny i cichy, drwiący śmiech pokoleń”. Trwająca od października 2015 r. „dobra zmiana” też przeminie, tak jak przeminęła „wielka smuta” w carskiej Rosji. Smuta to przecież był trwający kilka lat chaos w największym europejskim państwie. Mało kto dziś o tym pamięta. Nie uczy się przecież w polskich szkołach i wyższych uczelniach historii Polski i Europy, gdyż dzisiaj ważniejsza jest „polityka historyczna” rządzącej partii.

  83. „A gdzie skończy Polska? Pewnie PiS będzie musiał złamać taboo i obciąży oprócz ‚banksterów’ i supermarkety także lepiej zarabiających pracobiorców czyli np mnie.”

    Błąd gramatyczny: powinno byc ‚nie’ zamiast ‚oprócz’ i „ale również” zamiast także. Założymy się? Dodatkowo – czas skończyć z tymi oksymoronami „pracodawca’, „pracobiorca „. Albo odwrócić ich stosowanie. Niz zrobi się od tego lepiej, ale przynajmniej trochu normalniej.

  84. I jeszcze:
    Fałszowali dokumenty dla migrantów. Ceny? Już od 100 euro.
    Fałszywe wizy Schengen, dowody osobiste, prawa jazdy, prawa pobytu i paszporty znajdowały kupców w różnych krajach Unii Europejskiej, Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji. Grecka policji podała, że ta sama organizacja przestępcza oferowała odpłatnie przemyt ludzi przez granice
    Organizacja fałszerzy i przemytników miała siedzibę w Atenach i dzieliła się na dwie grupy: jedną kierowaną przez Sudańczyków, a drugą – Banglijczyków. W sumie zatrzymano w Grecji 16 osób, kolejni są poszukiwani. Obie grupy wysłały w sumie do odbiorców w zeszłym roku co najmniej kilkaset podrobionych dokumentów.
    Z kolei w Czechach rozbito 3-osobową grupę, która skupowała w tym kraju skradzione albo zgubione dowody tożsamości i inne tego rodzaju papiery i odsyłała je do wspólników w Atenach, by tam powstały dzięki nim dokumenty potwierdzające fałszywą tożsamość. Gotowe produkty były z powrotem odsyłane do Czech i stamtąd kierowane do nabywców w różnych krajach. Czeska grupa zajmowała się także wytwarzaniem fałszywych wiz Schengen.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,20163586,falszowali-dokumenty-dla-migrantow-ceny-juz-od-100-euro.html#BoxNewsLink

  85. wiesiek59 (31 maja o godz. 21:24 1368)
    Masz 100% rację!

  86. Grzeszysz
    Kisiel twierdził był, że PRL-em rządzili „ciemniacy”. Dziś widzimy jak bardzo się on mylił, jako że prawdziwą dyktaturę ciemniaków to mamy w Polsce dopiero od roku 1989. 🙁 Przecież to dopiero dziś władza che wsadzać wybitnych polskich artystów, takich jak n.p. Roman Polański, za kratki. PRL zaś kształcił Polańskiego i dawał mu fundusze na jego pierwsze filmy, na przykład „Nóż w wodzie”, które utorowały mu drogę do światowego sukcesu.

  87. LSPI
    Unia Europejska przetrwa dławiące je kryzysy tylko wtedy, jeśli będzie ona działała naprawdę solidarnie, czyli wprowadzi ona takie same płace minimalne, takie same zasiłki i takie same minimalne emerytury i renty w całej Unii, a więc nie będzie w niej tak jak dziś, czyli podziału na państwa bogate, na przykład Niemcy i biedne, na przykład Polska. W warunkach obecnych, czyli olbrzymich nierówności majtkowych i dochodowych pomiędzy państwami-członkami Unii nie ma bowiem w tejże Unii żadnej solidarności, a służy ona tylko grupce najbogatszych jej członków.
    Poza tym Unia a nic Polakom nie dała, poza łatwiejszą emigracją, a wiec zubożyła ona Polskę o miliony talentów, które swoją Ojczyznę opuściły w okresie począwszy od roku 2004. 🙁

  88. @jakowalski
    1 czerwca o godz. 10:45 1375

    „PRL zaś kształcił Polańskiego i dawał mu fundusze na jego pierwsze filmy, na przykład „Nóż w wodzie”, które utorowały mu drogę do światowego sukcesu”.

    „Nóż w wodzie” uważam za jeden z najlepszych filmów w historii polskiego kina.

  89. @grzerysz

    „Nóż w wodzie” uważam za jeden z najlepszych filmów w historii polskiego kina.

    A muzyka? Jak dla mnie – najlepsza muzyka filmowa, jaka słyszałam