Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

29.12.2016
czwartek

Biała flaga, pawi ogon

29 grudnia 2016, czwartek,

25 kwietnia 1988 roku strajki MPK (Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne – info dla młodych) w Inowrocławiu i w Bydgoszczy zapoczątkowały Wiosnę i Jesień Ludów w Europie 1989. 26 kwietnia wybuchł strajk w Hucie Lenina w Nowej Hucie.

„Solidarność” dla wielu osób i instytucji (rzadko kiedy było to oczywiste – „Solidarność” była dla ludzi pozostających poza sferą realnego socjalizmu świętością, nawet niechętni nie odważali się na ogół mówić to wprost; idzie raczej o dominantę) była passé. Była rzeczywiście tak słaba, że właściwie prawie jej nie było. Był Wałęsa. I kilka nazwisk, o których wszyscy w Polsce wiedzieli. I grupki najwierniejszych w setkach miejsc, ale w tych miejscach otorbianych przez nowe życie, dla którego „Solidarność” była obciążeniem. Władza, której grunt usuwał się spod nóg (Gorbaczow!) i która cokolwiek robiła, wszystko obracało się w klęskę – wciąż liczyła na jakiś podział, na sytuację, w której rozmawiać będzie z opozycją, ale przez siebie koncesjonowaną. Jednak nie z „Solidarnością”. Zwłaszcza taką, dla której autorytetem był Wałęsa. A już nie z taką, w której Wałęsa sam decydował co do swojego otoczenia.

Sytuacja dla „Solidarności” była raczej beznadziejna. To, że wciąż jakoś była – poza oczywistą determinacją najbardziej wiernych jej aktywistów – zawdzięczała klęsce gospodarczej ekipy Jaruzelskiego. Za reformy zabrali się za późno, bez przekonania, determinacji, wiary w zwycięstwo. Dla utrzymania władzy, a nie dla ludzi. Różnica, która i dzisiaj różni nowe i łączy stare. Tyle wtedy wiedzieli, że kontynuacja jest rozplaćkaną, pozbawioną jakiegokolwiek sensu i perspektywy kompromitacją. Nie wiedzieli, jak nie kontynuować. Dogadaliby się chętnie z Kościołem, ale ten ponad ludem nie chciał. Dogadaliby się z koncesjonowaną przez nich opozycją, ale nic nie była warta. Czekali na Godota. Te wiosenne strajki były oczekiwane, a oni w ogóle nie byli na nie gotowi. Reagowali bez pomysłu, od ściany do ściany. Coś tam wcześniej próbowali. Referendum w sprawie reformy w listopadzie 1987. Urealnienie cen w lutym 1988. Jakby ratować tamę, przelewając łyżeczką wodę z jednej strony na drugą. Miotali się.

Próbowali. Referendum 29 listopada 1987 w sprawie wprowadzenia drugiego etapu tzw. reformy gospodarczej – mimo całego jego fałszu w samej procedurze i w liczeniu głosów oczywiście przegrane. Podwyżka cen w lutym 1988 r. beznadziejna o tyle, że nieumieszczona w jakimkolwiek kontekście, który by wyzwolił gospodarkę z zaciśniętego na jej szyi sznura idiotycznego ustroju, głupawych zarządców, miotających się pośród partyjnego aparatu ekspertów. Chcieli dobrze, ale w tamtym systemie mogli nic.

I w takich okolicznościach te strajki. Nowa Huta w kwietniu 1988 r. miała dla wolnościowych aspiracji Polaków takie znaczenie jak Stocznia Gdańska w sierpniu 1980. Też miała mądrych przywódców. To była wtedy elita i „Solidarności”, i ludu. Gil, Nowak, Handzlik i inni. Różne były ich późniejsze decyzje. Wtedy na nich skupiały się oczy tych, którzy chcieli zmiany. Którzy dość mieli „komuny”. W nocy z 4 na 5 maja oddziały antyterrorystyczne, wówczas po raz pierwszy objawione Polakom, brutalnie złamały ten strajk.

Trwał już dwa dni strajk w gdańskiej stoczni. Jego klęska, taka jak w Krakowie, byłaby końcem „Solidarności”. Historia nigdy się nie kończy. Kto inny wszedłby w opustoszałe miejsce. Gdybanie. Wedle mnie byłby to Kościół. A jeśli Kościół by odmówił (może tak właśnie było, IPN milczy), a „Solidarność” nie istniała, to wielość małych sterowanych albo przynajmniej rozgrywanych przez władzę grup. Już nie sprawdzimy. Historia się nie wróci. Wtedy trzeba było podejmować decyzje. I właśnie wtedy, jeszcze jako solidarnościowy z Hutą Lenina, wybuchł strajk w Gdańsku. 2 maja. W stoczni zatrudniającej jedenaście tysięcy, pierwszej nocy, 2 maja, było 1600. Byłem. Wiem. Siódmej nocy było ich 600. Co noc stu, a nawet więcej, uciekało przez mur. W nocy, bo bali się sromoty od tych, co zostają. Czym mniej było, tym bardziej byli radykalni. Dziwne?

I wtedy Wałęsa, ten gość, który daje pracę, hojnie płatną prokuratorom IPN i setkom ludzi w Polsce, pozostającymi poza państwowymi strukturami nienawiści, wyszedł przed te sześćset ludzi, radykalnych do białości, i powiedział: MAMY RACJĘ. ONI DZIŚ SILNIEJSI. ZWYCIĘŻYMY. JEŚLI POSTĄPIMY MĄDRZE. W PRZECIWNYM RAZIE PRZEGRAMY. WSZYSTKO. NIE GADAMY Z TYMI, KTÓRZY NIE CHCĄ GADAĆ. NIE PROSIMY. WYCHODZIMY.

I wyszedł. Bez klęski. Bez pobicia. Ze słowem.
I wygrał.
Wygrał niepodległość.
Był cierpliwy, kluczył, miał rozum i nie miał piór tam, gdzie one nie są stosowne. Nie pieprzył o białej fladze. Liczył i myślał.

AMEN.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Wałęsa nikomu nie daje pracy. Pracę daje ten który płaci. Wałęsa nikomu nie płaci, wielokrotnie wykazał że jest pazerny na pieniądze. Pomijam temat Bolka, tak jak pan go pominął. Gdzie wtedy, gdy Wałęsa powiedział wychodzimy, byli Gwiazda, Walentynowicz i inni którzy nie są warci pańskich wspomnień?

  2. Mity tworza hity.
    Teraz te mity sa demontowane przez PiS, ktory tworzy nowe mity.

  3. Dokładnie tak to było! Moja pamięć jest identyczna. Dzięki za dawanie świadectwa.
    Tylko wiedza o tym, co faktycznie działo się w tamtym okresie pozwala ocenić rozmiar zakłamywania rzeczywistości przez Kaczyńskiego i jego klientów. Np. większości młodzieży to kompletnie nie interesuje, bo naprawdę myślą, że ich to nie dotyczy. A dotyczy, tylko jeszcze o tym nie wiedzą. Frajerów godzących się na los owieczki szybko ubywa. To obserwuję wśród żaków. Krzepiące!