Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

20.01.2017
piątek

Jedność opozycji i alfabetyczne listy wyborcze to nie wymysł szaleńca. To konieczność

20 stycznia 2017, piątek,

Siłą PiS – obok innych, głównie kulturowych i społecznych czynników oraz okoliczności – jest liberalna opozycja. Świadczą o tym wynik wyborów 2014 roku i wyniki bieżących sondaży ekstrapolowanych na wyniki ewentualnych kolejnych wyborów parlamentarnych. Zmęczenie Platformą, ale też brak jasno komunikującej swą odmienność alternatywy wobec nacjonalistów, konserwatystów, rewanżystów i neoliberałów, wobec tak zwanych partii władzy, dla których zawłaszczanie państwa jest realizacją ich misji, a więc w sumie PiS i Platformy. No i rozdrobnienie.

Człowiek może się pogubić w istocie różnic pomiędzy wieloma kontestującymi współczesny układ partiami lewicy (SLD, Razem) i prawicy (PSL). Przypuszczam, że gdyby nie działania PiS i prezydenta przeciw praworządnemu, demokratycznemu państwu wolnych obywateli, nie byłoby widać, czym się zajmuje i co postuluje rozbita na wiele inicjatyw i organizacji opozycja. W sensie programowym w ogóle jej nie ma. Opozycja nakręca się PiS-em, może poza niszową i bardzo radykalnie lewicową partią Razem. Najdonioślejsze wyzwania współczesnej Europy, Świata Północy, kapitalizmu omijają szerokim łukiem przywódców wszystkich polskich partii politycznych, nie wyłączając tej, która aktualnie rządzi, i tej, która dopiero co utraciła władzę po ośmiu latach rządzenia.

Wyborcy dzielą się nie wobec przedstawianych im alternatyw dotyczących przyszłości, lecz wobec bardzo jeszcze świeżej historii aktywności parlamentarnej partii zabiegających o poparcie. Jedni, zdaje mi się, że znacząco liczni, nie potrafią oddać głosu na partie, dla których polityka zaczynała się od wykluczenia wszystkich i wszystkiego, co kojarzyło się (trafnie albo nietrafnie) z PRL. Są zniesmaczeni historycznym awanturnictwem i rewanżyzmem IPN. Rozwiązaniem WSI, czego skutkiem było zwinięcie wywiadowczej i kontrwywiadowczej ochrony WP i prowadzonych przez wojsko operacji. Pamiętają, że w wielkim klubie Platformy wyłamał się jedynie Bronisław Komorowski, spec od wojska. Nie był wystarczającym autorytetem dla swoich partyjnych przyjaciół. Stosunek do kwestii tzw. żołnierzy wyklętych – powodujący, że w przekazie „historii” i dla młodych tzw. wyklęci są jakoś gatunkowo lepsi od bohaterów Armii Krajowej, szczególnie odpycha od partii dawnego POPiS-u ludzi pamiętających „zaplutego karła reakcji” i inne wyczyny głęboko peerelowskiej propagandy.

I w ogóle ten klimat, który daleko odszedł od filozofii umiarkowania i racjonalności, którym kierowała się pierwsza „Solidarność”, a potem kolejne rządy: Mazowieckiego, Bieleckiego, Suchockiej, Pawlaka, Oleksego, Cimoszewicza. Zgoda politycznych elit od prawa do lewa, od ZCHN po SLD, zwłaszcza od czasu rządu AWS (ale i wcześniejsze rządy mają „zasługę”), na dziwacznie uprzywilejowaną, niespotykaną w państwie prawa, niezrównoważoną przez państwo i prawo państwowe pozycję Kościoła katolickiego. Są po prostu wyborcy, którzy nie potrafią i nie chcą oddać głosu na partie kojarzone z literkami „POPiS”. Więc mimo upływu czasu i wybuchu nienawiści pomiędzy udziałowcami tamtego projektu nie widzą dobrej racji, by oddać swój głos na konserwatywną partię władzy – Platformę Obywatelską. Pośród nich są zapewne liczni kiedyś zwolennicy rządów SLD i prezydenta Kwaśniewskiego, którzy utraciwszy możliwość albo przekonanie co do słuszności tamtych swoich wyborów, nie głosują wcale.

Inni zagłosowaliby na lewicę dbającą o kanon demokracji, o świeckość państwa, spójność społeczną, kulturę, edukację i w ogóle o powinności państwa w budowaniu kapitału ludzkiego, gdyby – po pierwsze – była taka wiarygodna lewica, a po drugie – część z takich wyborców może nawet z wdzięcznością za taką poważną ofertę, gdyby taka partia dostrzegła niestosowność etatyzmu i polityk tradycyjnej lewicy, specjalnie w sferze gospodarki, które nie wykazały się efektywnością wobec dyktowanych ideologią celów. Są też tacy zwolennicy lewicy, niegłosujący na nią, którzy nie chcą po prostu głosować na słabego i w każdych kolejnych wyborach są w grupie wiecznie poszukujących, przerzucając się z przysłowiowego kwiatka na kwiatek. Są też wyborcy, którzy opowiadając się za demokracją, za wolnością, za świeckością państwa i kulturowym liberalizmem, nie zagłosują na kogokolwiek kojarzonego z nazwą „lewica”, nawet o najbardziej europejskim sznycie. Można z przekąsem powiedzieć, że to odległy o trzy pokolenia efekt grudnia 1948 r.

Wreszcie są, i to nie na marginesie wpływu na przyszłość państwa, wyborcy szukający po prostu „nowego”. Jedni idą w kierunku „więcej liberalizmu”, inni najzupełniej przeciwnie, ale jedni i drudzy nie zagłosują na partie i ludzi, „którzy już rządzili”.

Jest też mnóstwo wolnych elektronów niezwiązanych z wielkimi partiami, zdezorientowanych mnogością list. Głosują nie dlatego, że jakaś lista szczególnie im odpowiada, lecz z silnej obywatelskiej motywacji uczestniczenia w akcie wyborczym. Czasem ich wybór jest sprawą przypadku albo ukierunkowanej impulsem chwili kontestacji. Ja na przykład nie potrafiąc nie głosować z uwagi na swoje rozumienie obywatelskiej odpowiedzialności w wyborach warszawskich 2006 roku (początek prezydentury HGW), zagłosowałem na kandydata bez najmniejszej szansy – na „majora” Fydrycha od pomarańczowej alternatywy i krasnali.

Tyle w temacie „rozproszkowania”. Zważywszy ordynację, której PiS z pewności nie zmieni tego, co uprzywilejowuje silne, zwycięskie ugrupowania, już sam fakt wystawienia kilku list demokratów wobec skonsolidowanej listy PiS przesądza wynik.

Nawołuję opozycję wobec PiS, specjalnie polityków widzących w polityce tej partii zagrożenie dla wolności obywatelskich, dla praworządności, dla bezpieczeństwa finansów publicznych, a więc i dla rozwoju gospodarczego i poziomu życia obywateli, a przede wszystkim dla pozycji Polski w Europie i wobec sąsiadów i dla jej bezpieczeństwa, aby byli konsekwentni. Jeśli zagrożone są fundamenty – szczególarstwo i podziały są fundowaniem Polsce katastrofy. Winnym tej katastrofy będzie najpierw PiS, ale też ci, którzy dla swoistych konkursów piękności gubią sprawy zasadnicze. Nawołuję demokratyczną opozycję do wystawienia w najbliższych wyborach jednej, alfabetycznie skonstruowanej listy wyborczej. Alfabetycznej dlatego, żeby uniknąć gorszących kłótni o miejsca na czterdziestu jeden listach wyborczych, szczególnie o tzw. jedynki. Po to też, by to wyborcy, a nie skorumpowane partie, decydowali o hierarchii liderów, także w późniejszych etapach odbudowywania demokracji. Partie polityczne są nieodłącznym składnikiem demokratycznego systemu władzy państwowej. Jednym z głównych zadań Sejmu, w którym demokraci odzyskają większość, musi być gruntowna zmiana systemu partyjnego: prawa o partiach politycznych dla zagwarantowania ich wewnętrznego demokratycznego porządku, finansowania partii i finansowania wyborów, zasadniczego ograniczenia kosztów i sposobów prowadzonych kampanii wyborczych i stworzenia gwarancji dla apartyjnej służby cywilnej oraz rozdzielenia polityki i przedsiębiorczości, zwłaszcza państwowej i komunalnej. Dopiero wtedy i po przywróceniu konstytucyjnych gwarancji niezależności wymiaru sprawiedliwości można będzie pozwolić sobie na bardziej zróżnicowaną organizacyjnie scenę polityczną.

Do tego nikogo nie można zmusić. Jest to kwestia odpowiedzialności liderów. Jeśli usłyszą wyraźny głos opinii publicznej, żądającej od nich deklaracji jedności w obliczu największego zagrożenia, z jakim się konfrontujemy od 1981 roku, i skuteczności w jej budowaniu, wzniosą się być może ponad swe prywatne interesy i przyczynią się do zapewnienia Polsce i jej mieszkańcom przyszłości bezpiecznej i pomyślnej na miarę możliwości epoki, w której żyjemy. Polska rządzona przez PiS to Polska samotna i przegrana, skazana na decyzje innych, z czasem sfrustrowana utraconą perspektywą i coraz większą marginalizacją. Po ewentualnym zwycięstwie PiS w 2019 roku będzie za późno na refleksję, na obronę wolności i demokracji. Kilkudziesięciotysięczna armia partii Prawo i Sprawiedliwość zadba już o to.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. No tak, jeśli ktoś ma nazwisko na „C”, to może optować za alfabetycznymi listami wyborczymi 😉 Gorzej z tymi, którzy zaczynają się na „P” albo „S” 🙂

  2. „Totalna opozycja”ze swoim najnowszym wyczynem. Towarzysze z PRL chcieli skierować apel z prośbą o interwencję w Polsce, do towarzyszy z Europejskiej Międzynarodówki. Sprawa się rypła! Strategia opozycji totalnej mieści się w dwóch słowach: ulica i zagranica. Okazało się, że zagranica, po roku wydawania rozmaitych, dyscyplinujących pomruków, również nie będzie poważnie interweniować w Polsce”

  3. Polityczni idioci z PO, Nowoczesnej, PSL, chcieli zbudować w Polsce nowy rodzaj demokracji, gdzie rządzi opozycja, a nie większość parlamentarna.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zarządzam blokadę Sali Kolumnowej, sejmowych kawiarni oraz sejmowych toalet. Blokujcie wszystko, co sia da. Salę Plenanrą, Salę Kolumnową, wszystkie inne sale, salki i pakamery. Nawet sejmowe kawiarnie blokujcie i schody, nawet sejmowe kible, wszystkie kabiny

  6. Ja i tak nie głosuje na żadne listy partyjne, a więc dla mnie to jeden pies jak będą posortowane.

    Głosując na „zjednoczone” listy partyjne tak czy siak głosujesz na jakiś bolszewizm czy faszyzm, co zresztą po formie władzy w Polsce zwłaszcza w ostatnich miesiącach wyraźnie widać. Myślę, że obecny system już w nierządach PiS-u osiągnął swój szczyt i optimum. Już chyba nie da rady tego jeszcze bardziej „udoskonalić”.

  7. O jednosci opozycji mozemy jeszcze dluuugo marzyc. I to jest wlasnie to, co sprawia, ze 1. Sekretarz KC PiS i jego przydupasy beda trzymac wladze jeszcze wiele lat.
    Natomiast oblakany pomysl z „jedynkami” na partyjnych listach wyborczych kojarzy mi sie od zawsze z PRL i slynna lista FJN, na ktora wyborcy jak wytresowane stado mieli glosowac bez skreslen. Zarowno lista FJN jak i numerowane listy partyjne odwoluja sie do braku myslenia u wyborcow, ktorym wmawia sie, ze KC partii wie najlepiej, kto jest nasz a kto zasluguje na spadek na koniec listy.

  8. Moje rady (szczere) dla opozycji:

    1) Zorganizować marsz (marsze) pokutne czyli uderzyć się we własne piersi i dokonać rachunku sumienia (po świecku: zastanowić się, dlaczego wyborcy dali nam czerwoną kartkę). Nic takiego dotąd – przynajmniej publicznie – nie nastąpiło. A szkoda. Czekamy.

    2) W kwestiach istotnych dla społeczeństwa zacząć współpracować z demokratycznie wybraną władzą, szczególnie tam gdzie Polacy oczekują zmian (służba zdrowia, wymiar sprawiedliwości, działania na styku państwo-obywatel)

    3) Budować alternatywny program reform w kraju (wyjść poza zaklęty krąg TK, aborcji, praw gejów, feministek, walki z Kościołem i Prezesem)

    Z tego co słyszę i czytam od 25 października ubiegłego roku, kiepsko to widzę…

  9. Czas leci. Chodziło mi o 25.10.2015 r. 🙂

  10. Nawet jak się zjednocza i stworzą jedną listę, to przegrają. Z jakim niby wspólnym programem mieliby oni razem wystartować?
    Rośnie płaca minimalna i realne dochody w grupie ludzi dotychczas zapomnianych przez władzę. Jaki program dla tych wyborców może wiarygodnie zaproponować Zjednoczona Koalicja Miłości Demokracji?
    Czy PO też ma tworzyć tę Koalicję? W takiej roli będą niewiarygodni dla dużej grupy wyborców.
    Szanowny Panie, nie ma powrotu do starego porządku. Został całkowicie zniszczony, a było to możliwe, bo był słaby, niewydolny.
    Trzeba nam nowych polityków i nowej polityki. Obecni z PIS nie mają szans.
    Pański program to utopia, bo nie ma obecnie wystarczającej ilości ludzi, dla których te sprawy byłyby aż tak istotne, żeby choćby rozważać głosowanie… I nigdy nie będzie. Raz się cudem zdarzyło, ale się nie zdarzy więcej.

  11. Rozumiem, że paralment składający się w połowie z osób o nazwiskach na A będzie działał lepiej niż obecny?
    Ponadto nazwiska można zmienić. Może za kilka lat kandydować będą Akaczyński, Aziobro, Aschetyna?

  12. Opozycja moze sie skonsolidowac tylko wobec sprzeciwu wobec PiS.
    Jednoczesnie to PiS symbolizuje polityczna wole zmian.
    Opozycja wobec PiS znaczy w uproszczeniu obrone status quo …a tego sie obronic nie da.

  13. Czy Pana blog wzorem Edwina Bendyka nie publikuje komentarzy czytelników?
    Ja Panu powiem, co zamierza Jarosław, który zabrał już głos w kwestii ordynacji wyborczej. On po prostu chce podnieść próg wyborczy do 10%. To powiedział. W drugim kroku, który na razie zataił przed swoimi „koalicjantami”, będzie chciał zlikwidować możliwość startowania w wyborach koalicjom/blokom partii. Ziobro i Gowin chcą nie chcąc zapiszą się do PiS, bo inaczej przestaną funkcjonować w polityce. Oni to zrobią lub nie, choć ja stawiam że raczej tak. Natomiast dzisiejsza opozycja nie jest w stanie tak postąpić i do parlamentu dostaną się jak zawsze ci sami. Będzie ich tylko mniej, mniej niż dzisiaj. Innymi słowy będzie bardziej niż dzisiaj.
    Co się zaś tyczy tego jak głosuję, to muszę się przyznać, że postępuję równie głupio jak Pan. Ja robię to w skali większej, bo marnuję mój głos w wyborach parlamentarnych. Wybory samorządowe w moim niewielkim mieście (60 tys. mieszkańców) wygrywają naprzemiennie obywatelskie komitety posiadające w swoich nazwach „dla miasta”. I dobrze, bo poseł z naszego miasta z partii PiS był jednym z najgorszych w dziejach ministrów od budowy infrastruktury drogowej. Wstyd mi, że pochodzi z tego samego miasta co jak. Jego dobrą stroną jest przyzwoite wychowanie, które nie pozwala mu strzykać na przeciwników politycznych jadem.

  14. Ogromny chaos w mysleniu. Widac, ze Autor dalej jest w szoku po wyborach w 2015 i nie zdobyl sie jeszcze na rzetelna analize przyczyn ich wynikow.

    Przyklad? W jego litanii ‚typow wyborcow w Polsce’ nia ma ludzi, ktorzy glosuja na PiS, Kukiza czy JKM. Autorowi ciagle wydaje sie, ze takich nie ma. Slowem: zyje w matriksie.

  15. Dajmy społeczeństwu nasycić sie rządami prezesa do spółki z KK. W międzyczasie warto przygotować modernizacyjny program na dźwignięcie Polski z finansowej zapaści i prawnego bałaganu, do których prezes nas prowadzi.

    Najlepiej by było mieć następne otwarcie już bez podlizywania się do hierarchii i pistoletu przystawionego do głowy w postaci łgarstw i obelg ekipy PiS, którą dzieli od władzy języczek u wagi.

  16. Lista alfabetyczna to pewnie dobry pomysł, ale przypomina mi sie historia z Tarnowa. Przed wyborami jeden z kandydatów zmienil nazwisko na Ablewicz. Nie tylko dalo to pierwsze miejsce na listach ale zbieg okolicznosci sprawil ze nazywal sie tez tak ówczesny biskup.

  17. Panie Ministrze,
    Nadchodzącej na ludzkość katastrofie, spowodowanej przez kapitalistyczną chciwość, przez przeludnienie i dewastowanie środowiska w celu osiągnięcia krótkotrwałego zysku, można będzie zapobiec tylko poprzez rządy silnej reki, jako że demokracja zawsze oznacza albo populizm w negatywnym znaczeniu tego słowa, czyli dojście do władzy demagogów, nie mających przecież kwalifikacji do rządzenia, albo też przekształca się ona w plutokrację, czyli rządy elity pieniądza, tak jak to stało się z tzw. demokracją liberalną czyli inaczej burżuazyjną na tzw. Zachodzie oraz w Polsce.
    Po prostu demokracja jest w praktyce zawsze rządami wybranymi przez większość, ale większość wcale przecież nie musi mieć racji. W demokracji wybiera się przecież na najwyższe stanowiska osoby najbardziej popularne, a nie najbardziej kompetentne. Przecież większość wyborców na ogół nie ma kwalifikacji aby decydować w takich sprawach jak wybór polityki gospodarczej, społecznej, obronnej, zagranicznej czy też kulturalnej i jest ona w kapitalizmie zawsze manipulowana przez wielki kapitał poprzez prasę, radio, telewizję i internet. Oczywiste jest przecież, że burżuazyjna demokracja parlamentarna NIE jest projektem opartym na racjonalnych regułach, jako że zakłada ona iż większość ma zawsze rację, co jest oczywiście bez sensu, jako że gdyby zapytać się większość ludzi na świecie, to powiedzieli by nam oni, że Ziemia jest płaska i że Słońce krąży wokół niej. Miliardy ludzi, w tym ogromna większość Polaków, wierzy także w nieistniejące duchy – czy można więc pozwolić im na to, aby decydowali oni o losie innych ludzi? Na pewno NIE.
    Jestem więc zwolennikiem merytokracji, czyli rządów ludzi kompetentnych, jako że prawdziwa demokracja jest tylko abstrakcyjną ideą, niemożliwą do osiągnięcia, taką jak prawdziwa czyli idealna sprawiedliwość. Tak więc jestem za merytokracją a nie demokracją, która w kapitalizmie zawsze degeneruje się w stronę plutokracji (władzy bogaczy) i ochlokracji (rządów hołoty), jako że w kapitalizmie najbogatsi są z reguły tylko zwykłą hołotą. Uważam też, ze tylko merytokracja może uratować ludzkość przed nieuchronnie nadchodząc dla niej zagładą związana a z nadmiarem ludzi i brakiem dla nich pracy, jako że z powodu postępów automatyzacji, w tym robotyzacji i komputeryzacji, za kilkanaście lat roboty wykonają niemalże KAŻDĄ pracę taniej, szybciej i lepiej (jakościowo) niż ludzie, a ten moment przecież nadchodzi (poczytaj np. o sztucznej inteligencji czyli AI), a to z kolei znaczy, że ludzie staną się zbędni, skoro nawet pracę twórczą lepiej wykonają za nich roboty. Ergo płace dla ludzi będą zerowe niezależnie czy w Indiach czy też w Szwajcarii. Rozwiązaniem będzie wtedy tylko albo pozbycie się tych zbędnych ludzi (jak u S. Lema na planecie nomen men Indiotów – patrz jego „Dzienniki gwiazdowe”) albo tez bezrobotnym rzeszom będzie się wypłacać dożywotnie zasiłki czyli inaczej tzw. bezwarunkowy dochód obywatelski, o czym pisze Gospodarz tego blogu. Ale nawet ten bezwarunkowy dochód obywatelski też nie rozwiąże przecież do końca problemu bezrobocia technologicznego, jako że ci bezrobotni potrzebować będą jakiegoś celu w życiu, a ten dożywotni zasiłek im go przecież nie zastąpi. I to jest realny problem, z któregom mam nadzieję, Pan też zdaje sobie sprawę.
    Pozdrawiam,
    LK