Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

16.02.2017
czwartek

Błaszczak w Służbie Narodu

16 lutego 2017, czwartek,

1974 rok. Profesor Adam Podgórecki, szef Zakładu Socjologii Norm i Patologii Społecznej w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, na ostatnim przedwakacyjnym spotkaniu pracowników powiedział, że kolejne roczne konwersatorium chce poświęcić najnowszej historii Polski, a dokładnie – rozpoznaniu istoty PRL. Próbowałem oponować (a byłem najmłodszym członkiem tego wspaniałego zespołu), że nie mamy warsztatu, wiedzy wystarczającej dla porządnej kwerendy źródeł, nie mamy skumulowanej przez lata badań wiedzy. Że historycy, a nie my, powinni się tym zająć. Profesor zabił moje wątpliwości zdaniem prostym jak promień lasera: „Ale oni tego nie zrobią. Jak nie my, to kto?”.

To było fantastyczne konwersatorium. Jedyne, które po 40 latach pamiętam w całości. Z profesorami wizytującymi Podgóreckiego w tamtym roku, pochodzącymi z Australii, Niemiec, Ameryki, Włoch. Niektórzy pewnie niewiele zrozumieli. Badaliśmy krainę absurdu.

Wziąłem się za pasjonujący mnie do dziś temat ideologii wychowawczej. Nie mając żadnej właściwie wiedzy, metody, znajomości literatury przedmiotu (to okazało się atutem), postanowiłem oprzeć się na możliwie prostym, niepodważalnym, autorytatywnym dla jej autorów wykładzie tej ideologii. Wyjąć ją cytatami klasyków gatunku. Tym bardziej że byli oni przecież jednocześnie wysokimi oficerami frontu ideologicznego. Bo wtedy, zwłaszcza w pierwszej połowie lat 50., ale także zaraz po wielkich wydarzeniach, kiedy wzmożenie walki ideologicznej obfitowało w nowe dla niej teksty, pisane wprost – zajmowali się tym generałowie. Tak jak dzisiaj.

Sięgnąłem do Zeszytów dla Instruktorów Kół Młodzieży Wojskowej, Zeszytów Instruktorów Komitetów Wojewódzkich i Dzielnicowych, materiałów wydawanych przez autorytatywne instytucje frontu, przede wszystkim przez Biuro Informacji i Propagandy KC, późniejsze Biuro Prasy KC i przez Wydział Ideologiczny. Wszystkie te źródła okazały się kopalnią wiedzy, pierwszorzędnie istotnej dla tematu.

Żadne nie przebiło jednak pewnego dwutygodnika, zazwyczaj chowanego w zbiorach zastrzeżonych biblioteki na Koszykowej (to zagadka dla urodzonych po 1960), z której zasobów korzystałem jeszcze w liceum, lecz wydobywanego na powierzchnię raz w roku, około 12 października, na Dzień Milicjanta. Tytuł tego wielkiego swą prostotą pisma brzmiał tak: „W służbie narodu”. Z dopiskiem petitem: „Dla podoficerów funkcjonariuszy MO i SB”. Udało się wydobyć zszywkę rocznika. Bingo! Było tam to, czego szukałem. Bez kołderki.

Komuchy wiedziały, że do prostego podoficera przemawiać należy zwięźle i prosto. Nie przeczyta taki więcej niż 10 zdań. Zniechęci go fraza rozwinięta ponad linijkę. A już zdań złożonych po prostu nie szanuje. A nikt jak on, z narażeniem życia (C2OH5 w ilościach uśmierzających ból osiedlowego sąsiedztwa!), z orężem jedynie słusznej racji w swym mózgu, staje w obronie, często na ulicy, Partii i Narodu. I ten oręż musi być mu pomocny. Nie może prowadzić do zwątpienia. Dwa w jednym. Wartość idei, co ma być powszechna, i prostota mózgu, który miał ją przyjąć.

Luty 2017. Nie ma już tamtego pisemka dla troglodytów. PRL odszedł. A jednak – déjà vu. Z różnicą.

Dzisiaj wykładu ideologii partii rządzącej nie trzeba szukać w cymeliach.

Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji, taki odpowiednik niegdysiejszych Wichy, Szlachcica, Moczara, Ociepki, Kowalczyka i innych, wypełnia lukę po zamkniętym przez Krzysztofa Kozłowskiego dwutygodniku. (Na marginesie: Kto zrozumie dziś różnicę między Kozłowskim a Błaszczakiem? Kaczyński rozumie. I dlatego robi to, co robi).

Atakując adwokata kierowcy fiata seicento, który miał nieszczęście wjechać pod auto wiozące premier Szydło, podważa minister jego prawo do obrony. Powinien obciągnąć ten chłopak ręce wzdłuż szwów spodni i powiedzieć: TAK JEST, PANIE MINISTRZE, PROSZĘ O ŁAGODNY WYMIAR KARY. Jarosław Kaczyński twierdząc, że wspieranie tego człowieka w starciu z wszechmocnym państwem może być traktowane wręcz jako wezwanie, żeby tego typu zdarzenia miały miejsce, podbija stawkę. I wali w ten swój odwieczny werbel totalnego konfliktu. Wciąż ktoś na nich czyha.

Co oni ludowi uczynili, że tak się go boją?

Uważam, że jeszcze nic takiego, żeby aż tak bardzo się bać. A że się boją, to jest świadectwo ich planów, tego, co ma w głowie Kaczyński, ale czego jeszcze nie zrobił. Podobną projekcją własnych myśli popisał się Terlecki, wicemarszałek Sejmu, oskarżając dwóch posłów, którzy przyszli z pomocą chłopakowi z seicento, o próbę wpływania na wynik śledztwa. Tak jakby pomóc słabszemu było winą, przemawiać zaś językiem możnowładcy – prawem.

W praworządnym państwie od tego, jak było i jaka jest kwalifikacja prawna zachowań uczestników zdarzenia, jest sąd. I tylko sąd.

Orzeknie sąd, że kierowca tego autka powinien usłyszeć i dostrzec pojazdy kolumny wozów uprzywilejowanych i miał szansę odpowiednio się zachować – stwierdzi jego winę. Powie, że kolumna nie była kolumną (np. brak czerwonych świateł na pierwszym i ostatnim wozie BOR-u, podwójna ciągła linia, brak świateł/semaforów na skrzyżowaniu, a jednak auta stały), orzeknie winę kierowcy BOR. Może zawyrokuje współwinę kierowców fiata seicento i rządowego audi. Tego ani ja, ani Kaczyński dzisiaj nie powinniśmy wiedzieć. To jest jądro demokracji.

PiS ma problem. Ze społeczeństwem. Z internetem. Z wolnością. Uprawia politykę sprzed tego wszystkiego. I wciąż, będąc mocarzem, dostaje ciosy, po których nie potrafi ukryć zdziwienia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. I niech się boja! Jeszcze nie dość biedy! Żeby wytrzymac te wszystkie komentarze w internecie szydercze, pełne oburzenia i wstrętu, czy wręcz nienawistne trzeba być albo niepiśmiennym, albo wyjątkowym s..synem z miedzianym czolem

  2. Bardzo ciekawe.Czyli nowomowa i monopartia wracvajà do wladzy.Orwell wciàz zywy…,,folwark Zwierzécy??-ot co…

  3. I tak na was i na tego waszego idola Błaszczaka nie zagłosuję. Więc po co to trucie?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Rok 1989. Polityk Celiński posyła generałowi słowa otuchy i między wierszami wyraża zachwyt, że peerelowski dygnitarz tak doskonale radzie sobie z ciężarem odpowiedzialności za Polskę, jaki spoczął na jego barkach. Jak widać, poza żenującym poziomem wazeliniarstwa i karierowiczostwa, nie ma w tych listach jakiś wielkich odkryć i czynów, które mogłyby trafić na karty historii albo chociaż encyklopedii. Komiczna proza życia, znane od wieków techniki przypodobania się władcom, od których zleży wiele, jeśli nie wszystko, no i to właśnie jest druga część paradoksu polegająca na sile przekazu

  6. Dalej miedlimy to samo…

    a moze cos konstruktywnego jezeli chodzi o wizje rozwojowa Polski.
    Ekonomicznie
    spolecznie itd. Cos co moze okazac sie prawdziwa alternatywa dla PiS?

    Natalia Arnal, która 10 grudnia w 2014 roku miała stłuczkę z kolumną pojazdów, którą poruszał się ówczesny prezydent Bronisław Komorowski.

    „…Natalia Arnal: Słyszałam wypowiedź pana Grzegorza Schetyny i może rzeczywiście państwo broniło się samo, ale nie broniło z pewnością swoich obywateli, którzy byli w realnej potrzebie. Zrobiono ze mnie kozła ofiarnego, ponieważ starłam się z Biurem Ochrony Rządy i z limuzyną prezydenta. Samotna kobieta z dzieckiem musiała zmagać się z BOR-em, prezydentem i policją. Byłam bardzo zbulwersowana, ponieważ czułam się poszkodowana, a to mnie obarczano całą winą.

    Jechali bardzo szybko, złamali kilka przepisów ruchu drogowego, poruszali się nieoznakowaną kolumną pojazdów. Nie używali żadnych sygnalizacji, ani dźwiękowych, ani świetlnych. Wydawało mi się, że jest to jakiś pościg, a nie kolumna prezydencka. Zajechali mi drogę, wymusili pierwszeństwo, paradoksem jest to, że znalazłam się w środku kolumny przez co prezydent nie był w rzeczywistości w pełni chroniony. Później próbowano obarczyć mnie winą. Policja zrobiła wszystko, abym stanęła przed sądem jako oskarżona. To była dla mnie paranoja.
    ….

    Platforma Obywatelska była kompletnie głucha na moje wołanie o pomoc. Próbowaliśmy się skontaktować z kilkoma osobami z ówczesnej władzy, ale nasze prośby przeszły jednak bez żadnego echa. Nikt z posłów PO nie był zainteresowany kontaktem ze mną….”

    Gdzie Pan byl Panie Celinski by pomoc samotnej matce w zderzeniu z panstwem platformy?

  7. O tempora o mores!

  8. Pomijając to co powiedział Błaszczak, trzeba nadmienić, że rządzący nagminnie wykorzystują kolumny pojazdów uprzywilejowanych, tak jakby się bali, że ktoś na nich czyha . Żyjemy przecież w kraju gdzie nie ma terroryzmu, jeżeli już to może jakiś pomidor czy jajko poleci, a ci obstawiają się kordonem „borowików” jakby jechali przez Irak. No dobrze premier, prezydent i marszałek niech mają kolumnę, ale minister? bez przesady. Dobra może jeszcze Misiewicz, bo ten to ma jak widzę przechlapane.

  9. powinno być chyba – C2H5OH?

  10. Gdyby kierowca seicento mial szacunek dla wadzy,powinien byl wysiasc z samochodu i przykleknac na poboczu i w naboznym skupieniu, ze spuszczona glowa czekac na przejazd kolumny z wladczynia. Takie prawo rozwiazaloby problemy np p. Macierewicza i innych wielkich.

  11. Czy nie zapomniał Pan Celiński kto głosił hasło, wbrew logice, że styropianowcom wolno więcej? Wasz guru A Michnik, czyż nie? Mamy więc tego efekt. Mleko się wylało. Kaczyński je umiejętnie spija. A Michnik właśnie doświadcza kapitalizmu, który tak zawzięcie propagował ze sponsorami Wyborczej…