Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

25.02.2017
sobota

Marsze, pikiety, wiece to trochę za mało

25 lutego 2017, sobota,

Zdawać się mogło rok temu, że społeczeństwo obywatelskie przywiązane do wartości na tyle, żeby dać wyraz swej niezgodzie na demolowanie instytucji demokracji i praworządności, nie jest jedynie marzeniem wiecznie niepoprawnych w Polsce inteligentów. Patrząc na ulice i place Warszawy, Poznania, Wrocławia, Łodzi, Krakowa, Szczecina, Rzeszowa i innych miast, widząc liczne spotkania uniwersytetu latającego demokracji, obserwując gorączkę w internecie – można było mieć nadzieję jeśli nie na zreflektowanie się władzy, to na jej pewną porażkę w kolejnych wyborach. Nawet jeśli okoliczności i warunki tych wyborów znacząco odbiegałyby od standardu utrzymywanego od roku 1989. Dzisiaj już tak nie jest.

Władza przyzwyczaiła się żyć z demonstracjami. One same tracą swoje radosne piękno zwiększającej swą objętość kuli śniegowej. I kultury w Polsce dotychczas niewidzianej. Jej symbolicznym obrazem uchwyconym na fotografii jest ten trójkątny skrawek trawnika na warszawskim pl. na Rozdrożu, wysepka zieleni jakby szklaną ścianą odgrodzona od maszerujących ludzi. 50 tysięcy, żadnego ogrodzenia i ani jedna stopa nie nadepnęła na trawę. Trudno o bardziej przemawiającą do wyobraźni ilustrację miejsca jednych i drugich, demonstrantów i władzy, przeciw której demonstranci wyszli. Trudno wymyślić trafniej sformułowaną antytezę dla inwektyw rzucanych przez kapłanów „dobrej zmiany”. Jeśli „komuniści i złodzieje”, „drugi sort” tak się zachowują, to może więcej są warci od „biało-czerwonych patriotów” z ryngrafem na piersi.

Ta trawa, te masy – i ten facecik w kaszkiecie, co pluje jadem spod płotu Trybunału, odwołujący się do swej pańskości, tradycji akowskiej, pamięci powstania – to dwa polskie światy. Zdumiewa agresja partii co rusz odwołujących się do tradycji wypychającej na marginesy ludzi, którzy stawali w najcięższej potrzebie – polską inteligencję. To wyjątkowa w Europie warstwa społeczna. Są tam dzisiaj licznie reprezentowani: nauczyciele, lekarze, inżynierowie, prawnicy, pielęgniarki, studenci, aktorzy, emeryci, weterani II wojny i oporu wobec komunizmu w latach 50., 60., 70. i 80. XX w. Nie wiem, jakie są proporcje katolików i niekatolików demonstracjach w obronie prawa i demokracji, nie ma to zresztą znaczenia. Tam pośród demonstrantów słowa „zło dobrem zwyciężaj” nie brzmią szyderczo.

Obawiam się jednak, że tamta radość, że potrafimy, że nie ulękniemy się, że się zmobilizujemy i że będziemy na miarę naszych marzeń o społeczeństwie wolnych obywateli połączonych solidarnym wysiłkiem na rzecz państwa dumnego swymi osiągnięciami, demokratycznego, wciąż szukającego najlepszej drogi dla urzeczywistnienia marzeń wielu poprzedzających nasze pokolenie pokoleń – to przeszłość.

Nie dlatego tylko, że ta władza nie jest z bajki, w której Polacy mogą sięgać najwyższych szczytów. Nie tylko dlatego, że społeczeństwo nie jest z solidarnościowej opowieści, w której niedoskonałości własnego państwa i jego instytucji, także władzy, kolejnych rządów stają się dla obywateli impulsem dla lepszych wyborów, większej uwagi i głębszego namysłu nad istotą demokracji i nad sensem polityki.

Także dlatego, że coś się nie klei tak, jak powinno się kleić w tym wielkim obywatelskim poruszeniu. Nasza kultura życia zbiorowego zdradza głębokie deficyty. Żaden lider nie zastąpi zespołu. Kult przewodnika nie jest oznaką siły społeczeństwa obywateli, lecz raczej symptomem jego choroby. To, co jest ujmujące w Komitecie Obrony Demokracji, gdziekolwiek byłem zaproszony, a byłem już w dwudziestu kilku miastach i zamierzam w najbliższym czasie odwiedzić kolejne, to to, że wszędzie za sukcesem jest zespół, niekiedy w części przynajmniej anonimowy dla odwiedzającego. Liderzy, czasem niezbędni, przez chwilę nie mogą, jeśli naprawdę chce się mieć społeczeństwo obywatelskie, być ludźmi osobnymi.

KOD musi sam się uporządkować. Zakończyć proces tworzenia organizacji. Jak najszybciej. Potwierdzić, że nie tworzy partii politycznej. Wypracować minimum oczekiwań wobec państwa demokratycznego, które mogą zaakceptować partie od socjalistów, poprzez socjaldemokratów, demokratów, chrześcijańskich demokratów, liberałów, republikanów po konserwatystów. Czyli takie, które mieszczą się w kodzie współczesnej europejskiej kultury demokratycznej wytworzonym w efekcie intelektualnego, moralnego i politycznego przetrawienia wielkich katastrof Europy pierwszej połowy XX w. i dzisiaj, także w obliczu wielkich kryzysów: kapitalizmu i Unii Europejskiej, szukają rozwiązań współczesnych problemów, nie uciekając do rozwiązań skrajnych, na przykład do nacjonalizmów.

I te oczekiwania przedstawić wszystkim partiom, które zechcą współtworzyć listę demokratyczną w 2019 r. Dla wyborów, które odsuną od władzy dzisiejszą większość, która prowadzi Polaków wprost ku przepaści. I wyłonią parlament, który najpierw przywróci fundamenty demokratycznego państwa prawa, ale też wypracuje projekty zmian w prawie regulującym polską politykę tak, by utrudnić powstanie tych patologii, które doprowadziły do odrzucenia przez wyborców sporej części dorobku ustrojowego III RP. Bo PiS nie wziął się znikąd. Kto tego nie rozumie, ten nie uzyska mocy potrzebnej dla wypełnienia wielkich deficytów III RP.

Manifestacje są potrzebne. Ale one same do zmiany nie doprowadzą. Dzisiaj jest jeszcze czas rozmów. Żeby jej sensem z partiami prowadzić i żeby wokół tej debaty o 2019 r. uczestniczyli obywatele, najwyższy czas wypełnić pierwszy z pięciu wielkich deficytów – deficyt pomysłu na Polskę. Drugi to deficyt demokracji – i to jest zadanie dla KOD, zadanie zainicjowania i prowadzenia wielkiej publicznej obywatelskiej debaty o wyborach 2019 r. Wypełnienie trzech pozostałych wielkich deficytów – solidarności, kapitału ludzkiego i deficytu zaufania do własnego państwa – to zadanie tych, którzy otrzymają mandat w tych wyborach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. PIS nie wziął się znikąd. To prawda. Wziął się m.in. z braku szacunku człowieka dla człowieka. M.in. z tego o czym śpiewa Alicja Majewska: Autorytety w gruzy się walą, nadęte głupstwo uczy nas żyć
    Cwaniactwo wzbiera wysoką falą i z dobrobytu zaczyna tyć..
    Należy mieć nadzieję, że jak AM śpiewa dalej:
    ” Przetrzymamy to wszystko kochani….”
    Mimo wszystko z nadzieją….

  2. Hmm…przydałoby się nieco pokory ..Przecież w 97 r senator Romaszwski przestrzegał przed wybieraniem z list partyjnych a nie kandydatów narodu…Mamy wiec to co mamy a własciwie co wybrano za nas..czyli komunokapitalizm gdzie demokracja ogranicza się do wrzucenia kartki na listę PZPR ( och sorry ..na listę wodza z lewej strony lub jeszcze bardziej lewackiego bo nie ma w Polsce partii prawicowych ) Nie ma demokracji ..to nie ma mozliosci wyboru.. Hegemona spytamy się ( lub go zakneblujemy ) za nastepne 4 lata…I tak az do śmierci wodza ze starości ..gdyz juz nie bedzie mozna nic zmieniać

  3. Polacy, w tym inteligencja nie mogą dokonać słusznych czy niesłusznych wyborów, ponieważ w Polsce nie ma wolnych wyborów a więc nie ma możliwości wyboru.

    Żaden porządny człowiek nie włączy się w życie kraju, jeżeli warunkiem wstępnym jest przynależność i akt uległości wobec jakieś partyjnej bandy. To ludzie wolni mogą się ewentualnie jednoczyć w ramach jakiś partii, czyli partie oddolnie tworzyć.

    Truje Pan ciągle to samo zupełnie bez celu uciekając od sedna problemu. Bez wolnych wyborów nie może być ani wolnego wyboru, ani rzeczywistej publicznej debaty, a więc w sumie nie może być demokracji.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nam sa potrzebne masowe protesty, podobnie jak w Bukareszcie, bo inaczej PIS zrujnuje ten Kraj na wiele lat… Nie ma co czekac do wyborw – im dluzej to trwa, tym gorzej dla wszystkich. Tylko niestety brakuje nam jeszcze prawdziwego lidera, ktory zjednoczylby i sensownie wykorzystal te pozytywna energie, ktora jest w Narodzie,

  6. Te formy są p prostu słabe, mało atrakcyjne, aby w nich uczestniczyć. Hiszpanie czy nowojorczycy organizowali ciekawszy protest „stacjonarny”, który sprzyjał dyskusjom, debacie. Marsze mogą tylko sprzyjać kroczeniu za wodzem, pokazywaniu siły, wyrażaniu sprzeciwu, ale jak się już ludzie nabuzują, to potem nie wiadomo, co dalej. Słuchanie przemówień to też forma już zwietrzała.

    Już lepiej czytać i komentować blogi.

  7. 63% Polaków nie czyta książek, nawet „harlekinów” i „ladlamów”, nie interesuje się kulturą. Polacy do filharmonii chadzają średnio co 150 lat. Społeczeństwo obywatelskie nie istnieje nawet teoretycznie. Czy rozwiązaniem jest neopozytywizm? Nie da się przekonać do aktywności, odwołując się do rozumu i wartości. Trzeba sięgnąć po emocje! Jak to zrobić, nie potykając się o narodowo – katolicką mitologię? Być może trzeba zaczekać aż „wyklęci” , prezydent tysiąclecia i zamach bezobjawowy zaczną wyłazić nosem? Tylko może już nie być co zbierać. Ważna jest nie tylko strategia, uzgodnienie polskiej umowy społecznej ; taktyka równie istotna. I inicjatywa! Chyba, że lubimy być wodzeni za nos.

  8. Marsze faktycznie mało są warte, gdy nie ma demokracji. Jedyny sens mają marsze powstańcze burzące pałace, bastylie, sejmy.

  9. Losowo wybrany cytat „Czyli takie, które mieszczą się w kodzie współczesnej europejskiej kultury demokratycznej wytworzonym w efekcie intelektualnego, moralnego i politycznego przetrawienia wielkich katastrof Europy pierwszej połowy XX w. ” Co za belkot.

  10. Szkoda, że nie udostępnia Pan komentarzy.
    Nie każdy komentujący jest pisowskim hejterem, choć, jak zauważyłem, większość wypomina Panu przeszłość, która wcale nie jest gorsza niż np. Jarosława Kaczyńskiego. Staje się to po prostu z banalnego powodu: prawicowe portale nie dopuszczają komentarzy ich krytykujących. Niech ktoś spróbuje skrytykować np. ” Nasz Dziennik”. Jest taki kozak?

  11. Manifestacje są potrzebna, kropla drąży skałę.

  12. Manifestacje sią potrzebne, aby pokazać, że nie należy się bać i nie warto kolaborować z uzurpatorską i łamiącą prawo władzą.

    Sadownictwo, mam wrażenie, obroni się jednak, bowiem jakikolwiek kształt organizacyjny przyjmie KRS i inne organy, będą to w dalszym ciągu sedziowie, a więc osoby wykształcone i dochodzące do swoich pozycji własną pracą. Takie osoby myślą w perspektywie dłuższej niż 3 lata, mają pewną niezależność i na zalotach do PiS mogą najwyżej sporo stracić.

    Chyba, że PiS zdecyduje się na obsadzanie stanowisk „misiewiczami” po zaocznej politologii, ale to tylko pogłębi chaos, który juz i tak jest spory.

  13. Mandat w następnych wyborach otrzyma Prawo i Sprawiedliwość. O Komitecie Obrony Dewiacji w 2019 r. nie będzie już ani widu, ani słychu!

  14. Gdyby żył Kiszczak to mógłby Pan napisać kolejny czolobitny list z…uprzejmą prośbą.

  15. W swoje naiwności stworzyliśmy nową wiarę Prawo i jej kapłanów Sędziów. Powierzyliśmy im swoje mienie, swoją wolność oraz przyszłość naszych dzieci. Staliśmy się ortodoksami ślepo wierzącymi w niezawisłość i niezależność sędziów. Co gorsza sędziowie sami uwierzyli w to, że są nieomylni więc co rusz wykrzykują o niezawisłości i niezależności sędziowskiej skutecznie i z rozmysłem przemilczając o ciążącej nie nich odpowiedzialności. Weźmy na przykład sprawę Pana Kamińskiego. Jeden sąd mówi niewinny innym mówi zbrodniarz. Którzy z orzekających sędziów są niedouczeni skoro tak diametralna różnica w rozstrzygnięciu? Jeżeli jednak to zbrodniarz to przecież nie działał sam lecz wszystko działo się pod kontrolą sądu. Czy więc sędziowie współwinni czy ten nadzór to bujda na resorach? Ale takich pytań nikt nie zada bo przecież sądy są niezawisłe i niezależne. A nawet jak zada to zaraz rozlegną się głosy o zamach na święte zasady sprawiedliwości. Kto pamięta przyczyny wybuchu rewolucji francuskiej? Tłum przeciwstawił się nietykalności kleru i szlachty. Pytanie czy będziemy czekać na rozruchy czy spokojnie sprowadzimy sędziów na ziemię i przypomnimy im, że im bardziej są wywyższeni tym niższymi i uniżonymi są sługami.

  16. No cóż, byłoby chyba zabawnie, gdyby tak KOD na czele z guru Kijowskim stawał w obronie prawa, a pan Żakowski dzielnie im sekundował krzycząc, ze „nie szkoda róż…przepraszam: dzieci, gdy płoną demokracje”. Toż to chichot jakowyś prezesa- alimenciarz walczący o przestrzeganie prawa i niezależność sądów. Teraz Autor zauważył, że coś nie tak? Mnie się to udało od pierwszego dnia istnienia KOD-u.

  17. Tylko nie walczyć.A strajk włoski ,naśladowanie mędrca z INDII,bojkot reżimowej ,zaklejone usta na sali sejmowej ,nie wystarczą.Rumuni pomanifestowali i bryndza,.Czarne parasolki też i oscypek.Bezsilne gadanie w Sejmie ,ser szwajcarski.Zgruyzota i depresja.Ale jaskółki już lecą.One będą zmieniąć zasady, wydawania za frico pincet.Onym zabraknie keszu na pancerne limuzyny i kupowanie sił porządkowych.Psychopatyczne działania powodują ,że u 50% suwerena zaczynają jarzyć szare komórki.Boss nie może wymusić posłuszeństwa.Coż wiec zostało ,wybory w tym roku ,w przyszłym będzie za póżno.Jeżeli Grześki i Ryśki mu nie pomogą ,to te 50 % i parasoli wygrają.