Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

24.03.2017
piątek

Co to znaczy wygrać? W polityce

24 marca 2017, piątek,

Jest polityka wartości i polityka kasy. Polityka, której celem – jawnym i głoszonym – jest jakoś określany, kulturowo determinowany i społecznie negocjowany dobrostan. I polityka, której istotą jest władza. Polityka przesączana przez instytucje demokratycznego państwa prawa i polityka zdominowana przez wolę dyktatora. Dwa bieguny. Typy idealne. I jest bardzo wiele polityk mniej lub bardziej odległych od któregoś z tych biegunów. Idealnych. Nie ma bezwzględnej miary. Do którego typu bliżej, zależy przede wszystkim od dwóch czynników: trwalszego – kultury – i bardziej podatnego na okoliczności czasu – poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji i perspektyw.

Co to znaczy wygrać w polityce? Takie pytanie na jednym z portali społecznościowych zadał mi ktoś, kogo dobrze znam. Uwikłane było w poczucie totalnej alienacji pytającego, obywatela, który wiele czasu i serca poświęca, pro bono, sprawom społecznym. I systematycznie, z biegiem czasu i w rytm zmian zachodzących w polskiej polityce, traci wiarę w ludzki sens polityki, w demokrację i w jakąkolwiek szansę obywateli na to, by kształtować politykę.

Takich jak on jest coraz więcej. To wynika chociażby z analizy wyborów 2015 r. Odpowiedziałem więc, żeby sam napisał, jak odpowiedziałby na to pytanie. Czym dla niego jest zwycięstwo w polityce? Czym chciałby, żeby ono było dla polityków? Sugerowałem, żeby otworzył szeroko bramę do marzeń. Bo odpowiedź na to pytanie jest dla demokracji fundamentalna i wcale nie oczywista. Ja też się nie uchylam. Z pewnością nie jestem osamotniony w przeświadczeniu, że przynajmniej u nas, w Polsce, polityka jest teraz tą dziedziną życia, która nie przynosi nowej wartości. Pasożytuje. Gubi dotychczasowy dorobek. Być może jedną z przyczyn jest zamęt wokół tego, czym jest polityka, jakie są jej cele, co jest sukcesem, a co porażką dla samych polityków, czym się relewantna większość z nich kieruje?

Karierę robi pojęcie „postpolityka”. Czyli splot polityki z jej treściami i tych wszystkich medialnych trików, które zdominowały polityczny przekaz. Nie ma sympatii dla tego słowa. Jest trafne przypuszczenie, że chodzi o jakieś szachrajstwo, ściemę, oszustwo, zakrycie brudów lub nicości ułudą istotności. I że tej ściemy jest niezrównanie więcej niż prawdy. Ja myślę, że „postpolityka” trafnie opisuje sytuację nieoznaczoności współczesnego świata, gdzie stare odchodzi w przeszłość, przestaje działać, a nowe się jeszcze nie wykrystalizowało. I gdzie przyszłość jest bardziej nieznana, niż była. I chyba gorsza. Rzecz jasna tego nie wiemy, lecz nie nasza wiedza jest tu istotą, ale ludzkie oczekiwania.

W połowie lat 50. XX wieku mędrcy w Europie przestrzegali przed, nieprzyjemnymi dla cywilizacji Zachodu, konsekwencjami rozziewu dobrostanu Północy (jak mówili) i Południa. Przewidywali tsunami niekontrolowanej migracji. Ukazywali alternatywę: zasieki na granicach Europy i Ameryki albo współodpowiedzialność. 60 lat później, kiedy miliony ruszyły, by znaleźć nadzieję, Unia Europejska i Stany Zjednoczone przez swoje głęboko protekcjonistyczne polityki na rynkach żywności i swoją politykę monetarną zraszają prysznicem lotnej benzyny ten migracyjny pożar. Zachód nadęty pychą swoich dotychczasowych sukcesów, także na niwie demokracji, zdestabilizował swe bliskie otoczenie – zwłaszcza północną Afrykę i Bliski Wschód. Niekontrolowana migracja stała się jeszcze prawdziwszym problemem. Do tego kryzys kapitalizmu, jakiego wcześniej nie było. Nie wewnątrz kapitalizmu, lecz po prostu kapitalizmu. Jego filozoficznego i ekonomicznego rdzenia. Zerwany został związek między własnością a jej zarządem, specjalnie w wielkich korporacjach. Atrofii uległa – wobec dwóch podstawowych żywiołów: kapitału i pracy – regulacyjna funkcja państwa. Nie ma polityki światowej. Jest światowa gospodarka z jej organizacją i jej polityczną potęgą. Ucieka praca – dzięki rozwojowi technologii i w wyniku mielizn polityki liberalizacji obrotu gospodarczego w skali globu. Podważa to – w wielu dziedzinach produkcji i usług – konkurencyjność społeczeństw Zachodu. Nierówne warunki konkurencji tym razem uderzyły w Zachód. Starzy, zwłaszcza zabezpieczeni majątkami i ubezpieczeniami, dożywają w miarę bezpiecznie. Młodzi się boją. Polityka niemająca adekwatnych instrumentów ucieka w teatr polityki, w tę właśnie postpolitykę. Media, których komercjalizacja dobiegła mety, nie ułatwiają rozumienia zmian i wypracowywania dróg do nadziei. To jest ważne tło dla zrozumienia i polskiej polityki. Na tle współczesnego świata osobliwej i absurdalnie ostatnio osobnej.

Nie ma polityki bez umiejętności i intuicji czytania znaków nadchodzącego czasu. Jakiekolwiek rozważania na temat tego, co znaczy wygrać w polityce, powinny od tego się zacząć. Kto idzie z głową głęboko odwróconą ku przeszłości – przegra. Bo są dwie szkoły.

Jedna szkoła odnosi się do policzalnego w wyborach zwycięstwa. I do zakresu uzyskanej w wyborach, i wykutej w realizacji mandatu władzy. Ostatnie miesiące pokazują (nie pierwszy raz w historii), że zakres władzy nie tylko od wyniku wyborów i od prawa zależy.

Druga szkoła odnosi się do treści.

Wyznawcy pierwszej z tych szkół wierzą, że wygrać to znaczy rządzić. Druga, że wygrać to czynić dobro. Z tym dobrem jest ocean komplikacji. Z aksjologią na czele. Ale i ze zrozumieniem, że trwałość i dobro wspólnoty zależą od tolerancji, możliwie rozległej akceptacji odmienności, ograniczenia do minimum wpływu jakiejkolwiek ideologii (może poza ideologią praw człowieka) na politykę, na unikaniu powstawania stałych mniejszości, których prawa i dążenia byłyby systematycznie, konsekwentnie ograniczane. Trudno to wszystko dekretować. To jest sfera dalekowzroczności elit, szczególnie zaś elit władzy, sfera kultury demokratycznej. Pierwsi nie znają hamulców. Drudzy gwarantują przegranym, że nie do końca przegrali. Pierwsi są skuteczniejsi, ale raczej na krótko. Drudzy wolniejsi, ale stabilniejsi i łączący.

Pierwsza z tych szkół interesuje mnie jak entomologa robak przyszpilony w gablocie. Interesuje mnie ta druga polityka, polityka treści i polityka demokracji.

Wygrać to znaczy osiągnąć możliwy dobrostan we wszystkich istotnych dla ludzi wymiarach. Tyle mam do powiedzenia. Jeśli to mało – samemu proszę podjąć wysiłek wszechstronniejszej, a może i jaśniejszej odpowiedzi.

Można wskazać warunki, okoliczności i procedury – świadomie przyjmowane i skrupulatnie realizowane, które nadają sens polityce i demokracji, pozwalając zmniejszyć przestrzeń alienacji, i dać ludziom satysfakcję współuczestniczenia w budowaniu dobra przekraczającego horyzont ich własnego życia.

Najpierw waga kryterium celowości wszelkich polityk, także tych partykularnych (bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, polityki w dziedzinie wartości kapitału ludzkiego – w tym edukacji, kultury, nauki, zdrowia, środowiska i zasobów, przestrzeni publicznej, mieszkalnictwa, polityki w dziedzinie konkurencyjności gospodarczej, pracy, opieki społecznej i innych szczegółowych polityk).

Warto też podkreślić znaczenie procedur. Dzisiaj wobec doświadczenia ostatnich kilkunastu miesięcy, ale i z nie zawsze miłą (jak idzie o kwestie alienacji) pamięcią ćwierćwiecza, kiedy mechanizm większościowy i pośpiech maskowały często bezmyślność i arogancję, dobrze przypomnieć dwie kategorie będące dla demokracji jak tlen dla życia: deliberacji jako części drogi prowadzącej do regulacji prawnej i o ucieraniu stanowisk jako metodzie podejmowania decyzji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Polityka jest brudna

  2. Polityki nie robi się w laboratorium. Podmiotem i przedmiotem polityki jest zawsze konkretna społeczność. Społeczność z konkretnym poziomem: etyki, więzi społecznych, wykształcenia,kultury, czy wreszcie (nie)dostatku. Z mitologią narodową, religijną, zestawem stereotypów, kompleksów, manii, tęsknot i fobii. Chcąc w skomplikowanym kraju prowadzić sensowną politykę, trzeba uzgodnić choćby w zarysie strategiczne cele i to jak mają wyglądać relacje między rządzącymi a rządzonymi. Przede wszystkim odideologizować edukację i wprowadzić do szkół etykę. OBOWIĄZKOWĄ!!!

  3. Krótko.Do polityki ,czyli do rządzenia ludżmi.I tu jest wiele możliwości.Np ,Adlolf chciał raju. dla swoich rodaków.Lenin też.Tępili przeciwnikow pomysłu na rządzenie i urządzanie świata.Nic się nie zmieniło ,oprócz skutków tępienia.OD ludobójstwa do wyrzucania z pracy.A wiel zależy od stanu umysłu zwycięzców.Np -niewiele wystarczy do opuszczenia UE ,która przeszkadza budowy raju na ziemi.Większość rodaków ,jest za kara śmierci .Po jej uchwaleniu przez większość suwerena za pińcet ,UE wyjdzie od nas.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Z przyjemnością patrzę się na Tuska, bo nie tylko wygrywa, ale robi to z wdziękiem. To są cechy rasowego polityka o światowym formacie.

  6. Polityka zdrajcow sluzb I wojska ?!
    “W 2006 roku Sejm podjal decyzje o likwidacji WSI I powolaniu Sluzby Wywiadu Wojskowego I Sluzby Kontrwywiadu Wojskowego. Operacja sluzb w Afganistanie zostala w skandaliczny sposob zdekonspirowana. W lutym 2007 roku jej szczegoly znalazly sie w tak zwanym Raporcie Macierewicz . Raport ujawnial nazwiska oficerow wojskowych sluzb, ich agentow oraz szczegoly tajnych operacji, jakie prowadzil polski wywiad. Nikt na swiecie nie naraza w ten sposob zycia swoich agentow dekonspirujac ich nazwiska. Tymczaswem Macierewicz publikuje raport zawierajacy strategiczne informacje dla bezpieczenstwa panstwa i jeszcze tlumaczy go na kilka jezykow, w tym rosyjski.
    Macierewicz, ukladajac sluzby po swojemu, otoczyl sie zaufanymi ludzmi. Do SKW I SWW przyjmowano oficerow praktycznie bez doswiadczenia. Wysylano ichna 17 dniowy kurs I posylanoz miejsca do pracy operacyjnej miedzy innymi w Afganistanie. Tak wiec Macierewicz zdolal skutecznie rozwiazac WSI, ale nie byl w stanie zorganizowac nowych sluzb. Nawet wewnetrzny audyt wykazal, ze wojskowe sluzby specjalne odpowiedzialne za ochrone wywiadowcza I kontrwywiadowcza I obiegu dokumentow z NATO, nie sa w stanie wypelniac obowiazkow. Brakuje kadr, panuje monstrualny balagan I obawy o dekonspiracji agentow.”
    TERAZ TO SAMO DOTYCZY WOJSKA !

    Fragmenty ksiazki ZDRADZENI Edyty Zemla, wydawnictwo Czerwone I Czarne, Warszawa 2017r.

  7. Sokratesa zabito bo gderał, że elity nie myślą. Platona wielbiono za poetyckie wizje, a Arystoteles wyprodukował pierwszego seryjnego zabójcę – później już było z górki… masowe migracje, holokausty i pomówienia…
    Polityka do „End of history” nie zmieniała swojego pazernego oblicza, dopiero ludzie tacy jak Huntington i Harari pokazali nam, że ani „lewactwo” ani „prostactwo” nie mają recepty na przyszłość.

    Konieczne jest odejście od wielowiekowej atawistycznej koleiny ciągłej walki o „racje”, warto wejść w nową rzeczywistość – w jakiej formie trwać dalej?

    Pytanie jest i wygląda na to, że przy obecnym poziomie powszechnego nieuctwa, na długo pozostanie otwarte!

    Mam nadzieję, że nasze dzieci opamiętają się w czas… bo będziemy wszyscy „posthumans”.

    Łączę pozdrowiena…

  8. Panie Andrzeju, ze smutkiem i goryczą przyznaję Panu rację w tej analizie.
    Politycy/rządzący wszelkiej maści nie dorośli do wyzwań czasu…
    Prosta ludowa prawda: Syty nie zrozumie głodnego i odwrotnie. Syty/UE posiada, bo dawno zrozumiał, że SAMO nic się nie robi. PRACA i SZACUNEK dla sąsiada jest podstawą pokoju i dobrobytu. Jeśli w UCZCIWY sposób elity polityczne nie poprowadzą ludzi w tym kierunku – nic dobrego dla Europy nie prorokuję.
    Nie zaznałam wojny, której doświadczyli i którą przeklinali moi Rodzice, ale jeśli ludzie nie obudzi się z letargu – doświadczyć jej mogą. Globalizacji nie unikniemy, nie unikniemy również pielgrzymki ludów… Mniej obawiam się „żółtego jeźdźca, który poi swego konia w Wiśle” niż olbrzymiego exodusu ludności Afryki. Świat się zmieni na pewno. Dobrze by było, żebyśmy mieli choć niewielki (ale jednak!) wpływ na kierunek tych zmian.