Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

18.05.2017
czwartek

KOD

18 maja 2017, czwartek,

Za tydzień zjazd KOD. Pierwszy od powstania Stowarzyszenia. Za późno. Wobec kryzysu należało to zrobić kwartał wcześniej. Nie warto jednak tracić nadziei. Ani być małostkowym. Inni bowiem trzęsą fundamentami Polski. Prowadzą wprost do katastrofy. Z KOD-em może być już teraz tylko lepiej. Albo może wcale nie być. KOD jest potrzebny. Trafił w punkt. Miałem wiarygodną sędzinę. Mamę. Nie myliła się w ważnych sprawach. KOD-owi kibicowała. Na pierwszą manifestację, pod Trybunałem, kazała się zaprowadzić. Mimo swych 97 lat i grudniowego zimna.

Choroby wieku dziecięcego uodporniają. Polska demokracja ma krótką historię i wyrasta z głębokiego pragnienia wolności, równości wobec prawa, niechęci do satrapii, przywiązania do wartości człowieka. Wyrasta z potrzeby ludzkiej godności bardziej niż jako konsekwencja ładu ekonomicznego i potrzeb związanych z grą interesów wielkiej liczby podmiotów gospodarczych. Relacja dwór – chłop jest najprawdziwszym korzeniem marzenia Polaków o demokracji. Nie było u nas prawie kapitalizmu. Mieszczaństwa. Własności miejskich przedsiębiorstw. Klasy robotniczej. To był margines. Był pan i był chłop. Ich relacje statystycznie nie były idyllą. Dlatego może tak łatwo było bandosom zaraz po wojnie uzyskać obojętność większości wobec zbrodni nowego reżimu, którego byli pierwszymi beneficjentami.

Korzenie naszej demokracji są wartościowe, ale słabe. „Solidarność” – wielka organizacja społeczna wolnych na moment ludzi (wolność jest atrybutem jednostki, nie ogółu) – była ruchem narodowowyzwoleńczym, który przybrał formułę związkową, w warunkach codziennej opresji, wobec niechcianego systemu, władzy traktowanej jako obca, braku rzetelnego dialogu, reprezentacji interesów i wartości innych niż interesy władzy. „Solidarność” była potrzebnym i ogromnie ważnym doświadczeniem narodowym, ale była też doświadczeniem dla demokracji z konieczności ułomnym. Ona, w niekończących się konfliktach z władzą, nie mogła nigdy przegrać. Przegrana, nawet w drugorzędnej dla jej celów sprawie, groziła totalną klęską – z uwagi na partnera, przeciwnika, wroga (niełatwo być tu precyzyjnie adekwatnym). Niskiej wartości była to lekcja demokracji, jeśli bez doświadczenia konsekwencji własnego błędu.

I jeszcze ta kulturowa okoliczność – antykompromisowa, nieempatyczna, czarno-biała kultura życia zbiorowego. U nas Tomasz Masaryk nie byłby bohaterem. Tak więc to cud był, że tak nam się udawało. Pokojowo. Bez ekstremów. I właściwie, pomijając drobiazgi, z ekscesami jak z pensji dla dojrzewających dziewcząt z dobrych domów. Nawet bunt miał swoje dość precyzyjnie zbite ramy. Mieścili się w nich Kornel Morawiecki i Bronisław Komorowski.

Nie należę do KOD. Nie mam praw ani, co istotniejsze, odpowiedzialności uczestnika. Jestem, że tak powiem, osobą wspierającą ludzi, którzy zaangażowali się, kiedy inni się nie angażowali, a zaangażowanie dla obrony fundamentów demokratycznego państwa prawnego było (i jest) konieczne. Bo partie są dla siebie. Bo tracimy państwo. Bo Polska staje się znów dla Europy raczej problemem niż szansą. Bo argument mniejszego zła znów triumfuje.

A ja wybieram miłość. Chcę, aby moje państwo nie było dla mnie i dla moich rodaków koniecznością. Chcę, aby było dumnym moim (naszym) wyborem. Dlatego ten cholerny KOD wciąż jest dla mnie istotny. Piszę do Was, 170 delegatów. Z pamięcią, że od Was zależy, od Waszych decyzji pod koniec maja i w kolejnych miesiącach, czy czytelnicy POLITYKI będą Was ciekawi, czy będziecie nadzieją i obietnicą, czy tylko smutnym wspomnieniem naszej polskiej kolejnej porażki.

Macie dwa, a może nawet trzy dni.

Wysłuchajcie przeszłych racji. Mateusza Kijowskiego, jego oponentów, audytorów. Dla swej historii nie szczędźcie czasu, ale go od razu, na początku, wyznaczcie w formule: „nie więcej niż”. Na przykład pół dnia na sesję południową. Jest Was mniej niż dwie setki, sprawy formalne powinniście najpierw załatwić w dwie i pół godziny. Jeśli to za mało – nie jesteście warci, jako zbiorowość, zainteresowania. Zaufanie. Słowo klucz w odniesieniu do czasu koniecznego dla spraw formalnych. Nie zmieścicie się – żadne regulaminy Wam już nie pomogą. Kapitał społeczny, który postulujecie, mieć będzie pośród was samych wartość ujemną.

Po wysłuchaniu racji, zanim się pokłócicie o cokolwiek (kłótnia, spór to nie jest rzecz pejoratywna; czy jest, to zależy od celu i efektu) – dajcie sobie czas jednej sesji (np. wieczornej) na rozmowę „ponad podziałami” – o celach. Ich jak najmniej. To uprawdopodobni konsekwencję w ich realizowaniu. I jak najbardziej konkretnie. Nie więcej niż cztery punkty. Pięć to już poważne ryzyko. Nie wiem, jakie. Na przykład:

Cel pierwszy – obserwatorium tego, jak psuje się demokrację, co zagraża wolności, odpycha ludzi uczciwych od ich państwa. Poszukać wspólników dla realizacji tego celu. Są przecież świetne, wyspecjalizowane NGO-sy. Jest OKO.press. TOK FM ze swoim archiwum. Zastanówcie się, jak głęboko sięgać. Zinstytucjonalizujcie.

Cel drugi – obserwatorium partii i ich programów, a także relewantnej dla Waszej misji historii. Jakie wnioski wyciągają partie, co proponują? Czy w ogóle dyskutują?

Cel trzeci – „integracyjny”. To do wewnątrz. Plan. Przykładowe działania. Pamięć o tym, że lepiej mniej, ale konsekwentnie, stabilnie, systematycznie. Tu może byłoby miejsce m.in. dla Latających Uniwersytetów Demokracji. Z ich funkcjami zewnętrznymi. Edukacja. Bardzo trudne, dlatego żeby minimalizować rozczarowanie, na razie jako dodatek. Jeśliby zdarzył się cud i „wypaliło” – oddzielić jako wyróżnioną funkcję.

Cel czwarty – ulica! Od tego zaczęliście. Wielkiej wagi instrument. Dlatego używany być powinien z największą dbałością, rozwagą, starannością. Nie na co dzień.

O polityce dzisiaj nie piszę. Ona piekielnie jest istotna. Nie rozwijam. Oddzielny temat. Najpierw odbudujcie nadzieję.

Dopiero po tym wszystkim, jak ustalicie, co ma być treścią i formą (instytucją) Waszej aktywności na te trzy lata – wybory.

Oprzyjcie się na regionach i lokalnych grupach. One ważniejsze od centrum. Funkcją Centrum niech pozostaną bazy danych, informacja, komunikacja, organizacja tego, co wymaga ponadregionalnej organizacji – niektórych manifestacji. Piszę „niektórych”, bo te krajowe, w Warszawie, możecie powierzyć Warszawie. Centrala nie jest specjalnie do tego potrzebna. Unikajcie funkcji „reprezentacja na zewnątrz”. To rozwala. Za każdym razem lepiej ustalać.

Nie jestem góralem. Nie prognozuję pogody: „będzie słonko świeciło albo padać będzie”. Zarząd niechaj będzie miejscem, gdzie spotykają się szefowie regionów.

Trudno pisać mi o przewodniczącym. Ale „wszyscy” przecież o tym myślą. Świat ukryty pod kocem, świat nieprzedstawiony nie przestaje istnieć. Wybierzcie kogoś, kto jest jakoś poza sporem, kto szukał rozwiązań, a nie pozycji dla siebie. Dojrzałego, wiarygodnego w regionie, któremu przewodzi, kogoś łączącego. Każdy z Was ma swoje zasługi, dokonania. Dziś najważniejsze jednak jest to, aby wyjść z tego zjazdu ze świadomością, że są wartości nadrzędne, ponad Wami, ale Wasze. To jest prawdziwa próba.

I na koniec, jak już się wybierzecie, dajcie sobie w zarządzie, z Mateuszem Kijowskim jako szefem Mazowsza, z Radosławem Szumełdą jako szefem Pomorza, z Jarkiem Marciniakiem jako szefem Śląska i Zagłębia, z pozostałymi, a pośród nich z nowo wybranym szefem Stowarzyszenia KOD – czas. Siądźcie sami gdzieś na uboczu i porozmawiajcie szczerze o Waszych, każdego z Was silnych i słabych stronach. Dla przyszłości. By wiedzieć, jak kogo wykorzystać i gdzie alimentować.

Pozwalam sobie, bo jesteście Stowarzyszeniem 9 tys. osób, pośród których mnie nie ma, ale jesteście wciąż nadzieją sto albo tysiąckroć (odnośnie do liczb) większej grupy Polaków. A tam już jestem. Nie roszczę sobie niczego, jak idzie o słuszność moich propozycji. Choć uważam, że są słuszne.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Dla mnie też jestescie nadzieją na normalnosc

  2. Najważniejsze, w kontekście demokracji, to odkatoliczyć Polskę; tylko jaki katolik stanie przeciw kościołowi?

  3. Jeżeli nie zrozumiemy ,że wódz musi być jak żona Cezara ,to niczego nie rozumiemy i niczego dobrego nie zdziałamy.Wódz na dziś ,jest sojusznikiem prezesa ,czy tego chce ,czy nie chce.Został ,walczy i zniszczył nadzieję ,która miała Mama ,panie Andrzeju ,i to jest najbardziej przykre.Oni się już nie podniosą .Będą jednym z wielu ruchów na rzecz mamony i stanowisk.Szlag mnie trafia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jestem wychowana w duchu ogromnej tolerancji wobec działań czy życiowych wyborów ludzkich. W tej sytuacji nie mieszam spraw indywidualnych i zbiorowych. Toteż sama obecność spontanicznej formacji jaką jest KOD jest dla mnie nadzieją na faktyczny ruch społeczny z perspektywicznymi celami. Polacy nie potrafią rozmawiać ze sobą, nie potrafią zawierać konstruktywnych kompromisów. KOD ma szansę dowieść, że jednak można się porozumieć wewnątrz i na zewnątrz. Bardzo tego chcę bo upatruję nadzieję w solidarnym działaniu społecznym, które tę młodą i chwiejną demokrację ugruntuje. Jest nam to bardzo potrzebne ponieważ okazało się, ostatnio, jak łatwo zachwiać fundamentami naszej demokracji. JESTEM ZA i pozdrawiam.

  6. Głupia sprawa – kolejny motor, wyjazdy, ciuchy warte więcej niż roczna pensja. I to wszystko u bezrobotnego faceta z alimentami i kolejną żoną z dzieckiem na głowie – napisała na Facebooku była koordynatorka KOD-u z Warmii i Mazur. Nie chce wam się pracować? Weźcie kredyd, zmieńcie żonę, olejcie dzieci i zostańcie lewackim aktywistą

  7. Mateusz Kijowski -„Tato”. Nie płaci alimentów, bo broni demokracji w KOD. Żona i trójka dzieci – z pewnością przeszczęśliwe. Bohater naszych czasów?

  8. „Odchodząc z Zarządu KOD w lutym 2016, na ostatnim zarządzie powiedziałem obecnym wtedy członkom,że człowiek, który za pierwsze uzbierane do puszek KOD pieniądze kupił sobie najnowszego iPhone za 4500 zł i laptopa za drugie tyle nigdy nie będzie myślał inaczej niż w kategoriach małego geszefciarza. Pomyliłem się. Żaden mały”

  9. KOD IS DEAD. Stawia pan więc na zdechłego konia. 🙁

  10. Kiedy zacznie pan pisać o tym że PiS trzyma w wiezieniu juz od roku Mateusza Piskorskiego bez postawienia zarzutów? Polskie media i politycy o tym milczą. Zajmuja sie za to rosyjskim opozycjonitą Nawalnym który jest na wolności i ma sie dobrze.

  11. Ja, podobnie jak Andrzej Celiński, nie jestem członkiem Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji. Od pierwszej demonstracji KOD w moim mieście nad Odrą brałem udział we wszystkich kolejnych wiecach i pochodach. Mam w swych zbiorach gazetki rozdawane przez członków KOD-u i kilka znaczków otrzymanych na tych demonstracjach. Jako sympatyk KOD liczę na to, że I Zjazd Komitetu Obrony Demokracji wybierze swoje władze statutowe, opracuje program i przyjmie uchwały, które określą cel dalszej działalności. Pamiętajcie, że 9 tysięcy członków KOD -u ma za sobą kilkadziesiąt tysięcy obrońców demokracji polskiej w wielkich miastach, mniejszych miasteczkach i nawet w wielu wsiach naszej Ojczyzny, Naszym hasłem jest okrzyk: Wolność, Równość, Demokracja! Nie dajmy się pokonać wrogom demokracji. Idźmy razem. Działajmy razem. Brońmy wolności i solidarności przez najbliższe tygodnie, miesiące i lata!

  12. KOD Kaczyńskiego – będzie podobnie jak z kodem Leonarda da Vinci.