Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

4.06.2017
niedziela

Moje czerwcowe marzenie

4 czerwca 2017, niedziela,

Wiem, że ten, kto marzy i jakimś sposobem lub zrządzeniem losu znalazł się kiedyś w prawdziwej polityce, widziany jest jako naiwniak albo szalony. Nawet dziś godny szacunku Donald Tusk wyśmiewał takich z sejmowej trybuny. W jakiejś mierze rozumiem ten śmiech, bo nie był rechotem głupka. Był zbudowany na złości człowieka podejmującego akurat odpowiedzialne decyzje. Ale bez wizji, bez pomysłu przekraczającego horyzont kolejnych notowań popularności – polityka jest dla społeczeństw, w najlepszym dla niej wypadku, co najwyżej teatrem, w którym jacyś aktorzy grają na wyniesionej ponad widownię sztukę napisaną na dodatek obcym językiem. Ja marzyłem wtedy, w czerwcu 1989 r., że Polska będzie wreszcie dla wszystkich Polaków.

4 czerwca 1989 r. nasza radość przyćmiona była świadomością wydarzeń na placu Niebiańskiego Spokoju. Tego samego dnia, miesiąca, roku my mieliśmy dobry powód dla przeżycia momentu triumfu. Tam czołgi miażdżyły rozstawione na placu namioty. Ze studentami w środku. Koszula bliska ciału. Była świadomość tamtego przerażającego faktu, ale najważniejsze było to, że wreszcie naprawdę my sami, tu w Polsce, decydować będziemy o sobie. Razem.

Ale to my, ludzie solidarności (bez cudzysłowu, bo wtedy termin ten przekraczał granice związku zawodowego czy komitetu obywatelskiego, a miał w przyszłości oznaczać jeszcze więcej), będziemy określać główne cele polskiej polityki. Dla nas ich hierarchia wtedy była oczywista – najpierw własne, czyli suwerenne państwo wolnych ludzi. Przytłoczeni byliśmy świadomością katastrofalnego stanu budżetu, gospodarki i zaopatrzenia ludności. Była jednak w nas wiara (szybko okazało się, że naprawdę wielka), że wolni, nieskrępowani narzuconym ustrojem, wyjdziemy z tego jakoś. „Jakoś” jest właściwym określeniem. Ja przynajmniej (a nie byłem ekonomicznym idiotą) nie miałem pojęcia, jak. Najważniejsze jednak było to „razem”.

Przez całe świadome życie miałem w głowie, że ktoś mnie, rodziców, najbliższą rodzinę, przyjaciół i w ogóle ludzi, najogólniej mówiąc, niepogodzonych ze skutkami Jałty, bardzo realnymi dla naszego życia, wyklucza z państwa, które jest przecież jakoś i moje. „Jakoś moje państwo” w tym jedynie sensie, że innego po prostu nie mamy.

4 czerwca 1989 roku wierzyłem, że my wykluczać nie będziemy. Okrągły Stół był dla mnie nie tylko z wielu powodów najlepszym sposobem odsunięcia „komuny”, ale i nadzieją, że uda się nam zszyć to przez historię tak okrutnie doświadczone społeczeństwo wokół własnego dla wszystkich wreszcie państwa. Bez wykluczania. Przeciwnie, z wykorzystaniem najlepszych możliwości ludzi, którzy nie wierzyli, że można żyć w wolności, którzy poddali się skutkom Jałty, a nawet z nich korzystali. Zachowaniami ludzi rządzą najsilniej systemy. Tylko jednostki godzą się na ekonomiczne samobójstwo, kiedy ceną jest wyłącznie godność.

Pozostawał problem sprawiedliwości. Nie będę ściemniał. Ja uznaję sprawiedliwość za jeden z filarów dobrego życia w relacjach społecznych, a dążenie do jej urzeczywistnienia za niezbywalny obowiązek państwa. Ale nie wierzę, że życie jest sprawiedliwe. Do sprawiedliwości należy dążyć, nigdy jednak jej nie będzie. Sam gotowy byłem wtedy żyć dalej z pamięcią niesprawiedliwości, która może mnie nie tak bardzo ze względu na metrykę i pochodzenie, ale moich rodziców, rodzinę i przyjaciół głęboko pokaleczyła. Wiem, że oni też byli (i są) z tą niesprawiedliwością kondycji człowieka pogodzeni.

Reszta jest polityką. Zwłaszcza polityką jest to, jak głęboko, na ile konsekwentnie i skutecznie można (lub da się) wyrównać lub zadośćuczynić.

Jak kryształowy wazon rzucony o ziemię rozsypało się to moje marzenie. Ci, którzy negocjowali okrągłostołowe porozumienie, w znakomitej większości rok później nie poznawali się, mijając na sejmowym korytarzu. Ściślej: ci, którzy wygrali, nie poznawali tych, którzy przegrali. Moja mama staroświecko mówiła: to sprawa kindersztuby. Nawet jednak wtedy nie przyszło mi do głowy, że także ci, których wtedy niosło poczucie triumfu, tak bardzo się podzielą, że znaleźli się tacy, którzy po zdobyciu wolą ludu władzy zechcą takich jak ja, moi najbliżsi, przyjaciele lub po prostu ludzie współmyślący (a takich są u nas miliony) wykluczyć z rządzonego przez siebie państwa.

Widać kindersztuba współobywateli ma moc większą niż ustrój państwa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Wprawdzie nie pasuje do ostatnich lat przysłowie ,ale warto przypomnieć.Po światłych tyranach ,władzę przyjmują kanalie. Wtedy wywalczenie wolności ,było najważniejszym celem.Otwarcie na świat.Po kilkunastu latach ,władze zdobyli ,,-konkurs na nazwę -ci którzy narzędzie wolności ,czyli UE chcą zniszczyć.To nie jest chichot historii.To jakieś pląsy szatana w czerepach onych.To przerażenie ,to hańba,to kpina z rozumu ,to szambo rozlewające się z jednego miejsca. w stolicy.

  2. Według planów Zachodu, Polska miała zostać rynkiem zbytu na zachodnie nadwyżki i dostarczycielem taniej siły roboczej dla zachodnich firm, i tak się stało po roku 1989 – staliśmy się Meksykiem Europy. Przypominam, że montownie będące własnością amerykańskiego (czyli pochodzącego z USA) kapitału i charakteryzujące się niskim zaawansowaniem technologicznym oraz korzystające z taniej meksykańskiej siły roboczej, a więc fizycznie znajdujące się w Meksyku, nazywają się tam „maquiladoras”. Przetłumaczmy to słowo na polski jako „robotnię” („maquil” znaczy bowiem generalnie „robić” albo „zrobić”), zamieńmy USA na Niemcy a Meksyk na Polskę i mamy prawdziwy obraz polskiej gospodarki i w związku z tym i społeczeństwa po roku 1989 a szczególnie po roku 2004. Czy o to chodziło wtedy Panu Ministrowi?

  3. Wówczas, w pejzażu pustych pulek i golych haków wydawało się najważniejsze budować gospodarkę, być przedsiębiorczym i doganiac Zachód w poziomie życia. Robiliśmy to jako społeczność i jako jednostki. Poswiecalismy na to dnie i noce, czas, zdrowie i życie rodzinne. Nie do końca zdawalismy sobie sprawę, że mnogość gazet i programów telewizyjnych świadczy o ich jakości. Widok siebie w lepszym samochodzie też zdawał się ważniejszy niż czas z dziećmi. Bogacac się nie zauważyliśmy, że trochę tracimy młodsze pokolenie. Nie zadaliśmy należycie o jego edukację i zafundowalismy sobie disco- kibolo- katolo- polo społeczeństwo na powierzchownych wartościach. Świat z książek i piosenek Doroty Maslowskiej, realnie nas niestety otaczający. Sami i na własne życzenie to sobie zgotowalismy. Teraz, jeszcze poglebiamy relatywizm wartości pomysłami rzadzacych, podwazajacymi chciazby praworzadnosc. Jeśli lud stwierdzi, że wyrok Sądu Najwyższego jest kwestionowany i osmieszany, może przyjmować podobnie każdy wyrok. Plutokracja oparta na idiokracji, niestety kiedyś zabrakło przyzwoitej szkoly.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Polityka jest dla Was. Dal czerwonych i brunatnych pająków w Warszawie.

    My bezpartyjni i tak nie mamy praw wyborczych, więc nie mam tak czy siak nic do gadania. Po co zawraca nam pan głowę. Nie możecie sobie politykować prywatnie tam w waszych warszawskich knajpach?

  6. Moje marzenia też legły w gruzach kiedy ogłosili Polskę w ruinie i nawet dzisiejsza hosanna nad 4% PKB nie przywraca mi nadziei ponieważ lekceważona jest Konstytucja, rozkradane państwo w imie dobrej zmiany , misiewicze ,pisiewicze,piotrowicze a teraz chocholi taniec nad grobami ofiar katastrofy.Katastrofy ,ktora z dzisiejszego punktu widzenia jawi mi się jakoby była tak perfidnie przygotowana w celu przejęcia państwa i zmiany ustroju,a ofiary;cóz muszą byc na ołtarzu ofiary.Przykre ,że nawet po 7 latach nie zaznają spokoju,że są dzielone a najważniejsze ciało przygotowywane na relikwie, nawet sarkofag już w Warszawie,czyż nie jest to strategia.Mnie coraz bardziej przywala gruzowisko państwa Polska choć jestem zwykłą babą emerytką tylko szkoda młodego pokolenia.

  7. Po IIwś trwała odbudowa latami ……….PIS z RUINY podniósł w kilka miesiecy tyle że nie było RUINY a DOBROBYT stworzyli TKM i lumpom