Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

20.06.2017
wtorek

Nie ma już dobrych scenariuszy

20 czerwca 2017, wtorek,

Zanosiło się na to od dawna.

Polityka psiała i na Zachodzie, gdzie wraz z zakończonym już właściwie procesem jej medializacji (trafniej i pełniej byłoby napisać: teatralizacji), niemal kompletną już komercjalizacją masowych tradycyjnych mediów (specjalnie telewizji), tsunami codziennej informacji, a zatem i spłycania ich treści kształtujących rozumne wybory obywateli, demokracja zamienia się w złośliwą jej farsę.

Kiedy dodać prawdziwy, czyli „of”, a nie „in”, kryzys kapitalizmu (przede wszystkim podważenie świętego prawa prywatnej własności środków produkcji w wielkich, dominujących światową gospodarkę korporacjach, że nikt lepiej niż właściciel nie przypilnuje swej inwestycji – poprzez zerwanie związku między własnością kapitału a jego zarządem, ale i w wyniku atrofii regulacyjnej funkcji państwa dla relacji kapitał-praca, a także jako efekt niezbyt dobrze przemyślanej i mało kontrolowanej, gdy idzie o rozmaite czynniki wpływu, liberalizacji obrotu gospodarczego w skali globu) – to kryzys demokracji nie powinien nikogo, kto czyta i myśli, dziwić.

Zachód jest w głębokim kryzysie. Czas wielkich idei i mocarnych liderów opinii przeminął. Internet dopełnił dzieła. Głupstwo, a nie plan wielki, rządzi wizjami przyszłości. Tak jest w świecie „północy”. Ale w Polsce jakoś bardziej.

Czas karnawału (czyli totalnej zamiany ról wedle radosnego scenariusza i dla krzepkości serc stanowiony) przeminął. Ja ten czas liczę w Polsce gdzieś od 1975 r. Przez wielkie daty i zdarzenia, polityczne apogeum 1989, cud zmiany gospodarczej (jak idzie o mechanizmy regulacyjne) lat 90., stabilizację pierwszej dekady XXI w.

Nadszedł czas socjotechników złej zmiany. Którzy wiedzą, że żywioł zła, specjalnie, kiedy nowe zasady krzepną, pozostawiając stare żale i frustracje, silniejszy jest od marzenia o dobru. I budują swe władztwo na nienawiści wobec tych, których w miarę celnie dla swoich możliwości, i dochowując pierwszeństwa, wskażą. „Dobra zmiana”. Mój Boże – azali bracia Kaczyńscy byli nikim? Wiceszef „Solidarności” zastępujący w rzeczywistości pierwszego prezydenta z powszechnych wyborów? Potem dwaj jego symetrycznie w kleszcze go obejmujący sekretarze stanu? I urzędy wszelkie ton nadające pierwszej konstrukcji? Mazowiecki czyścił. Traktatowo. Regulacyjnie. Bielecki czyścił w wymiarze realnym. Kaczyńscy, Glapiński i ich współtowarzysze wylewali fundamenty. Prezydent, za którym stali, podlegał innej konstytucji. Miał Falandysza, który efektywnie falandyzował. Oni mieli wolne ręce. A na boku, krzycząc o korupcji „czerwonych”, budowali finansową potęgę swego dzisiejszego partyjnego imperium. Im nawet długotrwała opozycja – nawet w państwie Platformy, gdzie nomenklatura, prawda nie tak dojrzała jak w PiS, ale jednak równa przynajmniej tej z czasów PZPR – nie dokuczliwa bardziej niż czas utracony dla zwiększania majętności od Kaczyńskiego zależnej.

Nadszedł więc czas złej zmiany. Na ugór nie trafił. Tak jak w 1945 r., 1946, 1947 – bandosów w ekipie PPR nigdy nie brakło, tak dzisiaj na deficyt Misiewiczów Kaczyński nie może się żalić.

Dzieło demolki państwa prawnego zostało dokonane. Pozostały jeszcze silnie obwarowane społecznymi postawami reduty demokracji – wolne wybory. Jest więc o co walczyć.

Ale i tu nie jestem optymistą. Nie widzę tych zastępów. W proporcji do populacji, nawet w najlepszym czasie KOD, na ulicę stolicy wychodziło góra 100 tysięcy, raczej mniej. Na Gomułkę w 1956 r. wyszło przynajmniej 300. Nie bardzo komu jest bronić demokracji. Twarze te same – dobre. Ja, moja Mama, mój brat, ale już nie kuzyn wycierający sobie gębę niepodległością. Polska ginie. Nie cała. Ta, dla której ruski był ruski, bez nienawiści, ale z rozumem, a germanie mogli stać się partnerami – bez kompleksu. Polska wartości. O którą zabiegał kiedyś Kościół. Ale przestał, zwabiony mamoną. Przyszli młodzi. Nie ma więc już dobrych scenariuszy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Z tymi wolnymi wyborami w Polsce to Autor sobie żartuje. Takie „wolne wybory” z przewodnią rolą partii w narodzie to ja pieprzę tak samo jak pieprzyłem „wolne wybory” w komunie z przewodnią rolą partii w narodzie.

    Na Zachodzie jest faktycznie kryzys demokracji i to głównie z podanych przez Autora powodów. Ale w Polsce nigdy nie było kryzysu demokracji bo nie wprowadzono nigdy prawdziwej demokracji. W Polsce ciągnie się ciągle kryzys postkomuny.

  2. Konrad Materna, bandzior KOD, skazany na 6,5 roku więzienia. Bandzior był oskarżony o kierowanie grupą przestępczą zajmującą się handlem kobietami. Kumpel posłó i posłanek opozycji oraz „elit” III RP

  3. U Celińskiego tradycyjnie groch z kapustą. Oraz histeria.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pesymizm Autora nie musi być wcale profetyczny. Jeden z kolegów zwykł mówić, kiedy już było beznadziejnie, że jedno jest pewne – wszystko jakoś się potoczy. Nie do końca rozumiemy logikę nowych czasów, ponieważ mentalnie tkwimy zawsze w jakiejś przeszłości. Nie wypominając wieku Autorowi – im jesteśmy starsi, tym bardziej odległej. Jesteśmy zatem przyzwyczajeni do państwa narodowego, do polityki bazującej na kompetencjach społecznych i fachowych, do zarządzania w gospodarce opartego na racjonalnych przesłankach itd. Tymczasem państwa narodowe przestały być potrzebne, a niekiedy nawet przeszkadzają, choćby globalnym korporacjom, które muszą płacić za indywidualizację projektów biznesowych. Polityka stała się gałęzią gospodarki, tak samo jak produkcja samochodów albo piłka nożna. A korporacje są zarządzane według najgorszych modeli socjalizmu i traktowane jak dojne krowy przez zarządców każdego szczebla. Prawdziwy problem – jak już ktoś zauważył – to gerontokracja, która, w różnym stopniu i w różnych krajach, opanowuje instytucje demokratyczne. Tak jak w Polsce. PISowskie resentymenty do PRLu, które są dobrze widoczne dla każdego, kto w tym systemie żył, są logicznym następstwem demograficznego problemu naszej polityki. Mimo wszystko możliwe są jakieś wyjścia z sytuacji, tylko trzeba zrozumieć logikę naszych czasów. Możliwe jest odkopanie emerytów politycznych i puszczenie ich znowu na barykady, może tylko z właściwie dobranymi hasłami, choćby racjonalizacji decyzji i nowatorskiego wprowadzenia mechanizmu odpowiedzialności za skutki działań polityków. Albo wynalezienie polskiego Macrona, który przekonałby, że idea zmian i modernizacji nie musi być skompromitowana. Lub przeczekanie i dotrwanie do okresu erozji obozu władzy, który musi kiedyś nastąpić (pierwsza szansa będzie po wyborach samorządowych). A może prawna edukacja przynajmniej jakiejś części społeczeństwa, które nie ma solidnych podstaw historycznych aby szanować prawo i zwyczajnie nie docenia jego roli w kształtowaniu normalnego bytu społecznego. Albo jakaś kombinacja tych scenariuszy. Oczywiście możliwy jest całkiem przeciwny kierunek – dalszej degrengolady np. w postaci rewolucji proletariackiej (bo, niestety, wszyscy powoli stajemy się proletariuszami, a kapitał skoncentrował się w rękach prawdziwej garstki właścicieli). Ale jedno jest pewne – wszystko jakoś się potoczy. I jednak od nas zależy czy będzie toczyło się w lepszą stronę.

  6. Inny punkt widzenia.

    Obrońcy dawnego porządku – niby inteligentni, kształceni – a nie chcą zobaczyć nagiej prawdy. A prawda jest taka, „w tym sęk”: że właśnie mechanizmy samokorygujące w demokracji liberalnej nie zadziałały! Stąd – a tendencja to nie tylko polska – po 25 latach polscy obywatele zdecydowali się dokonać korekty, bo ich zdaniem państwo (to co z niego pozostało) nie zmierzało w dobrym kierunku!
    Na nic się dziś zdadzą zaklęcia opozycji o „wolności” i „demokracji”, skoro żadnego pomysłu na Polskę nie ma, poza tym co już było! No tak, „zdrowi, młodzi, dobrze wykształceni, a przede wszystkim bogaci mieli się całkiem dobrze…”
    Mnie zastanawia, co innego. Skąd ta od początku zmiany władzy: histeria, nieufność a obecnie już furia opozycyjnych mediów? I trwająca od półtora roku nagonka na wybrany w demokratycznych wyborach rząd? Krytykować spokojnie, tak, ale żeby od początku potępiać w czambuł? Stale rzucać kłody pod nogi?
    Dlaczego nie dano obecnym reformatorom kredytu zaufania? Każda rewolucja (a to się faktycznie w październiku 2015 r. w Polsce stało) rządzi się swoimi prawami, stosuje rewolucyjne metody. Racjonalnie będzie można ocenić obecną ekipę po wydanych owocach (lub nie) po 4 latach – co każdy obywatel i tak zrobi przy urnie wyborczej. Amen.

    Ps. No chyba, że dzisiejsza opozycja przeczuwa, iż w miarę naprawy państwa i modernizacji kraju (czyli realizacji programu PiS), ich szanse na odzyskanie władzy maleją do zera…

  7. Były demokrata po śmierci Kiszczaka nie ma już nawet komu się poskarżyć

  8. A Brudziński ,to ma za uszami ,grzechy młodości ,czy nie Pisowski Jacussiu?