Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

8.07.2017
sobota

Redukcja nadziei

8 lipca 2017, sobota,

W późnych latach 70. w Towarzystwie Kursów Naukowych nie głosowano. A byli tam najwybitniejsi ludzie epoki, m.in. Wisława Szymborska, Jerzy Jedlicki, Maria Janion, Jan Kielanowski, Krystyna i Adam Kerstenowie, Stefan Amsterdamski, Tadeusz Kowalik, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, bracia Kazimierz i Marian Brandysowie, Julia Hartwig, Stanisław Hartmann, Jan Kielanowski. Różnice zdań wtedy ucierano. Mimo różnic, emocji i wielkiego stresu nikt nie odszedł, nie wycofał się. Jerzy Jedlicki mówił: tu nie robi się interesów, wszyscy płacą wysoką osobistą cenę, nie wolno dopuścić, by ktoś był w mniejszości. Należy stanowiska ucierać tak długo, aż wypracuje się kompromis akceptowany przez wszystkich.

Więc ucieraliśmy. Jerzy, mędrzec, jakich dziś nie widzę, nie jest chyba specjalnie usatysfakcjonowany tym, co dzisiaj dzieje się z Polską, w której wykluczenie jest nie tylko smutnym marginesem, ale bywa świadomie przyjmowanym celem. Ma gorzką starość. Jak wielu najwspanialszych Polaków, którzy za obecność w życiu obywatelskim sobą płacili, nie czekając wynagrodzenia.

Półtora roku. Dla miłośników fejków uwaga – w tym gronie nie ma ludzi majętnych. To nie są, nie byli ludzie SKOK-ów, Srebrnej, intratnych doradztw i rad nadzorczych. Nikt z tamtych ludzi na Polsce nie zrobił interesu. Ani na swej opozycji wobec PRL. Wobec tych ludzi moje winy nie zostaną nigdy odkupione. Pośród Polaków, w społeczeństwie przedziwnej mieszanki wielkości i nikczemności, jeśli sam nie zadbasz o pamięć, inni z pewnością nie zadbają. Nic właściwie nie przetrwało z tamtej mądrości. Znów, jak w PRL najgorszego marcowego czasu, tłuszcza na wierzchu, dla której nie ma nie tylko świętości, ale i przyzwoitość jest deficytowa.

Nie przepracowaliśmy ważnych lekcji najnowszej historii. Karmiliśmy się mitami narodowej jedności, wielkimi wartościami, Janem Pawłem II, „Solidarnością”. Tymczasem w wolnym już od presji Kremla kraju stworzyliśmy instytucje państwowej nienawiści. Pozwoliliśmy zbezcześcić gwizdami i buczeniem pamięć bohaterów powstania warszawskiego. To nie lewica gwizdała i obrzucała obelgami Władysława Bartoszewskiego czy Lecha Wałęsę. Kościół, kiedyś autorytet, milczy.

PiS jak PPR w latach 1945-48 najpierw obrzucił obornikiem wartości. Podzielił Polaków głębiej niż ktokolwiek w ostatnim półwieczu. Dochodzi do absurdów. Sosnowiec dekomunizuje Leona Kruczkowskiego, którego twórczością i biografią zajmowała się Jadwiga Kaczyńska, mama Jarosława. Warszawa zamierza zmienić nazwę ursynowskiej ulicy Związku Walki Młodych. Na starówce zginęło kilkuset zetwuemowców. Ich dowódca za udział w powstaniu został dwukrotnie odznaczony przez generała Bora-Komorowskiego Krzyżem Powstańczym. Kogo to obchodzi?

Trump w Warszawie wywołuje nazwisko Wałęsy. Dla świata Wałęsa to ikona wolności. Jego „My Naród…” poderwało z ław kongresu wszystkich tam obecnych. Całe wystąpienie, wielokrotnie przerywane oklaskami, zakończyło się stojącą owacją. Dla „prawdziwych” Polaków, także tych, którzy tyłka z kanapy nie ruszyli, kiedy był na to czas, to „Bolek”. Nie liczy się orzeczenie sądu lustracyjnego. Zgromadzeni na placu Krasińskich fani partii Prawo i Sprawiedliwość gwiżdżą i buczą. Sam Wałęsa mówi, że podziwia Kaczyńskiego tak, jak podziwia się wielkie zło. Chyba już nie pamięta, że sam go postawił w blokach startowych.

Prezydent Donald Trump powiedział w Warszawie więcej i lepiej dla Polski, niż można było się po nim spodziewać. Nie powiedział nic, co byłoby dla nas niekorzystne. Powiedział jednak mniej niż jego poprzednik Barack Obama na placu Zamkowym na 25-lecie polskiej wolności. Obama powiedział i zrobił. Te pięć tysięcy amerykańskich żołnierzy w Orzyszu, Świętoszowie, Krzesinach, Morągu i w kilku jeszcze innych miejscach to zmaterializowanie wypowiedzianych wtedy słów.

Nasza satysfakcja z wizyty prezydenta Trumpa jest wynikiem redukcji nadziei związanych z polityką amerykańską wobec Europy i Polski i odsunięcia niepokoju wywołanego wcześniejszymi wypowiedziami amerykańskiego prezydenta, a także specyficznymi relacjami niektórych najbliższych jego współpracowników z ludźmi władzy i pieniędzy w Moskwie. Kimkolwiek byłby prezydent Stanów Zjednoczonych i jakąkolwiek politykę by prowadził, w naszym – polskim – interesie jest mieć możliwie szeroko otwartą szansę wywierania na nią korzystnego dla nas wpływu. Ale ogłaszanie jej wielkim triumfem Polski nie jest ani rozumne, ani dobrze nie świadczy o naszym poczuciu wartości.

Gdybyśmy skoncentrowali uwagę na jakości własnego państwa, na łączeniu jego obywateli wokół strategii rozwoju maksymalizującej zaangażowanie różnych grup polskiego społeczeństwa, zacieśnianiu relacji z Unią Europejską i wzmacnianiu jej gospodarczego i politycznego potencjału – miałoby to wartość daleko trwalszą niż najpiękniejsze nawet dla nas słowa usłyszane na placu Krasińskich. Którego jedna z pierzei zamknięta jest przez budynek Sądu Najwyższego – następnego celu rządzącej w Polsce partii. Ameryka będzie współpracować także z Polską pozbawioną fundamentalnych dla praworządności instytucji, ale nasza radość z tego faktu świadczyć będzie dobitnie o tym, jak głęboka jest redukcja nadziei na państwo łączące możliwie wszystkich obywateli wokół jego strategicznych celów.

Odzyskaliśmy utraconą w wyniku II wojny światowej wolność m.in. dlatego, że przez jakiś moment w długiej naszej historii stosowaliśmy metodę ucierania poglądów. Tracimy ją dlatego, że pogodziliśmy się z tym, że prawo większości jest istotą demokratycznego mandatu władzy. Dopóki wobec takiego zagrożenia opozycja będzie rozproszkowana, nie ma warunków dla odzyskania zredukowanej w minionych kilkunastu miesiącach nadziei.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Silna i wolna Polska, ciesząca się szacunkiem ze strony innych państw europejskich, niezmiennie musi być budowana na tych samych zasadach: prawdy, sprawiedliwości i moralności. Precz z pedagogitą wstydu, uprawianą przez dziesięciolecia!

  2. Przez ćwierć wieku nikt z Polakami-katolikami niczego nie ucierał. Przeciwnie, katolicy nieustannie byli marginalizowani, wyśmiewani, obrażani. Określenie „mohery” jest tu symboliczne, a lata dobijania się o równouprawnienie dla katolickiego radia i telewizji dobitnie obrazują to, o czym piszę. Adam Bodnar ze swoim oskarżeniem Polaków o współudział w holokauście jest pogrobowcem tamtej ponurej epoki.

  3. Wałęsa postawił na braci K (przynajmniej na czas jakiś ) A teraz jedn z nich wysłał go na badania kardiologiczne ( uważam że to nie chroba dyplomatyczna przed 10 a wpływ szczerej niechęci niektórych w czasie przemowy Donalda Trumpa)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Trudno nie zgodzić się z tym co Pan pisze. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie czy innym mogłoby powodować się zdecydowana większość tego dziwnego narodu poza nienawistną niechęcią. Najtrudniej, bez wątpienia, jest wyobrazić sobie rządzących stawiających interes narodu ponad własnym.
    Jak dotąd, wszystko wskazuje na to, że: (a) demokracja
    w swoim polskim wydaniu niestety sprowadza się do TKM, (b) podsycanie nienawistnej niechęci do przeciwników politycznych pozostaje najskuteczniejszym ze środków tak dojścia jak i zachowania władzy.

  6. Czarnowidztwo. A było już – szczególnie w latach 207-2015 – tak pięknie?

  7. czyżby demokracja przestała „smakować ” ? to przecież pan przez lata miał usta pełne pochwał dla demokracji i przekonywał ze to jedyny słuszny kierunek
    okazuje się że prawdziwsza jest mentalość Kalego który chwali gdy demokracja jemu służy , ale gdy staje się niewygodna to już demokracja robi się „be”
    nie rozumiem dlaczego tym skompromitowanym idiotom z obencej opozycji , wciąż pan próbuje tłumaczyć co sie dzieje