Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

9.07.2017
niedziela

Nienawidzę demonstrować

9 lipca 2017, niedziela,

Kiedy odzywa się ulica, rozum nie ma nic do powiedzenia. Po to są parlamenty, konstytucje, prawa, partie, wolne media, by decyzje nie były wypracowywane na ulicach. Demokracja bezpośrednia, czyli m.in. ulica, to tak wielka erupcja emocji i przypadkowości, że mowy nie ma o zdrowym rozsądku.

Każda większość, poza uliczną (na ulice nigdy nie wychodzi większość), wybierze zawsze zdrowy rozsądek, cokolwiek to znaczy, najbliżej – umiarkowanie, środek, coś bezpieczniejszego – niż werdykt zrewoltowanego tłumu. Jestem z zasady przeciw polityce ulicy. Ale, przepraszam za dobre słowo o sobie samym, nigdy też nie byłem tchórzem. Nie z lęku przed władzą nie lubię ulicznej polityki. Nie lubię jej dlatego, że w polityce cenię pewną powolność, myśl, dialog, słuchanie innych. Owszem, większość w końcu musi podjąć decyzję. „W końcu” dla mnie lepsze i bezpieczniejsze dla państwa niż „musi”.

Patrzę na Europę dzisiaj i w historii. I wiem tyle przynajmniej, że te społeczeństwa, narody, które bliżej w swych epokach były modelu deliberacji (wobec innych w tym samym czasie), w wielkim czasie historii wygrywały. Festina lente. Nie tylko na szosie, ale i w trudnej sztuce polityki. Byle liczono jej efekty nie karierą jakiegoś ciołka z pod Radomia albo innej stołecznej posłanki, a pozycją państwa i jego obywateli w świecie.

To ostatnie nie rodzi się w czasie jednej, nawet dwóch kadencji PiS. Więcej zresztą nie będzie. Nawet NSDAP dłużej, w warunkach pokoju, nie rządziła. A w Europie póki co wojny nie będzie. W sensie „globalnym”. Może gdzieś na obrzeżach. A w kategoriach „wojny” znanej nam z lat 40. poprzedniego wieku, to w dającej się dzisiaj przewidzieć przyszłości w Europie wojny nie będzie. Odnoszę to zdanie do planu zakupu rakiet-przeciwrakiet typu Patriot. Zbędny wydatek. Lepiej zainwestować w pokój. A jeśli już jakiś kolejny minister obrony, rzecz jasna po Macierewiczu, zechce kontynuować wielkie wydatki na obronę, niechaj powróci do caracalli, dronów, radarów i przede wszystkim niechaj zainwestuje w cyberobronę, bo ta zadecyduje w wojnie przyszłości.

Przepraszam, że się wtrącam. Ale, wciąż przepraszam, dość mam tych generałów o ptasich móżdżkach, których widzę w rogatywkach obok guru polskiej obronności Macierewicza. Który raczej powinien się tłumaczyć, że nie jest agentem mocarstwa wobec domniemanego – no, raczej kretyńsko – ataku chce nas bronić. My potrzebujemy obrony. Ale jego orężem powinny być mózgi, a nie stal i trotyl.

Wracam do tematu. Nienawidzę demonstrować. Zawsze nienawidziłem demonstrować. A już w demokracji, przyznam, wyłączywszy z tego Greenpeace i innych pozytywnych wariatów, nie znosiłem także demonstrujących. Demokracja. Mówiłem sobie – są wybory. One po to są między innymi, by ulica była dla rowerów, pieszych i aut. Niekoniecznie dla demonstrantów. Na pewno nie dla palonych opon.

Nie wymądrzam się. Mógłbym anegdotę opowiedzieć. Dobrą, amerykańską, leżącą u fundamentów etyki sytuacyjnej Boba Fletchera. W największym skrócie: są chwile, w których trzeba zaprzeczyć zasadom.

Kaczyński w rok przestał być superważnym, najważniejszym ministrem, nawet może, jak uważał, nadministrem (mówił, że sekretarz stanu w prezydenckiej kancelarii to jak wicepremier – mogłaby być ta wypowiedź przedmiotem pogłębionej analizy psychologicznej nie tyle z uwagi na jej treść, lecz najpierw na potrzebę jej wypowiedzenia), w styczniu 1993 r. przewodził demonstracji, z innymi jemu równymi wybitnością mężami, takimi jak Parys, Świtoń, Krasowski i, niestety, Glapiński, podczas której spalono kukłę jego niedawnego pryncypała, prezydenta Lecha Wałęsy. Wciąż wtedy urzędującego.

Prawo wtedy nie zakazywało niczego, jak idzie o ekspresję poglądów.

Przyzwoitości nie od wszystkich można oczekiwać.

Kropka, jak lubi mówić Anita Werner w TVN24.

Więc po prostu trzeba. Imperatyw kantowski. Ilu Kanta zrozumie? Dla mnie to nie jest ważne. Różnię się zasadniczo od PiS, dla którego większość ma wartość ołtarza. Dla mnie nie ma.

Ja idę. Na Krakowskie Przedmieście.

Z goryczą, że znów muszę. Że te 40 lat szlag trafił. Bo był jakiś PiS. A nawet PO-PiS. I kilku innych mędrców, jak Kukiz. I Ogórek. I SLD, który oszalał. I PO, które zapomniało, że państwo nie dla utracjuszy, ale dla ludu. I PSL. I inni, którzy dla własnego osobistego interesu sprzedali marzenie o państwie dla wszystkich.

Idę, jak w 1968 r. I później. O godz. 20. Idę sprzeciwić się odbieraniu wolności, o którą skutecznie kiedyś walczyłem i ją szanuję. I bez której nie warto żyć. Z obrzydzeniem dla władzy, która mnie do tego zmusiła.

Mam przekaz dla Kaczyńskiego. Uważaj! Ja się nie cofnę. Ty będziesz odpowiedzialny za konsekwencje łamania prawa, konstytucji. Tego nie wiesz. Nie musiałeś podejmować takich decyzji, jakie ja podejmowałem. Uciekałeś.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Panie „emerytowany demokrato”, Andrzeju Celiński. Jestem od Pana o rok młodszy. Podobnie jak Pan nienawidzę ulicznych demonstracji. Tylko raz brałem udział w ulicznym wiecu, gdy wraz z małą grupą przyjaciół demonstrowałem na ulicy swój sprzeciw, gdy Polska włączyła się do amerykańskiej agresji na Irak. Było to w czasie pierwszej kadencji prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Byłem oburzony, że polscy żołnierze wraz z armią amerykańską i jej sojuszniczymi wojskami wzięły udział w Pustynnej Burzy, atakując suwerenne państwo Irak. Nasz niewielki protest kamerowała policja, lecz my się tym nic a nic nie przejęliśmy się tym.
    Cieszy mnie, że weźmie Pan udział w dzisiejszej, wieczornej demonstracji ulicznej, wraz z Władysławem Frasyniukiem, Henrykiem Wujcem, Stefanem Niesiołowskim i innymi prawymi i przyzwoitymi ludźmi przeciwko niekonstytucyjnej ustawie o zgromadzeniach. Popieram ten protest i duchem jestem z Wami.

  2. Wysle pacholkow, zeby rozpedzili i zeby on nie musial uciekac.

    Poszedlbym, ale jestem lonefather z 6latkiem. Nie boje sie o siebie, boje sie o szesciolatka oddanego do domu dziecka, gdyby mi cos zrobili pacholkowie Kaczynskiego.

  3. Ja nienawidzę gangsterskich partii politycznych. I żadna siła mnie nie zmusi bym na nie głosował w mistyfikacji wyborczej.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Piękny felieton. Zgadzam się z Panem, Ja też nie mam zaufania do tłumu, ale czasem taki tłum potrafi obudzić uśpionych, przygnębionych, potrafi im przywrócić trochę wiary, że przynajmniej nie są sami.
    Pozdrawiam

    Ps. Fanatyzm pseudoreligijny co miesiąc doprowadza mnie do szału. Nie rozumiem. jak oni nie widzą podobieństwa siebie i zakutanych muzułmanów? Wyśpiewując hymny religijne na ulicy, jednocześnie odmawiają pomocy takim samym jak oni. Nie do pojęcia ta cała kombinacja z „Bogiem na ustach i Brauningiem w kieszeni”.

  6. Miłego pałowania.

  7. Na razie wokół Ķrakowskiego Przedmieścia stoją barierki.
    Kiedy Kaczynski rozkaże zbudować mur berliński?
    Wtedy móglby spokojnie wejść na drabinkę i głosić Prawdę Smoleńską.

  8. Szanowni Pan redaktor,
    Bardzo szanuje co Pan zrobil dla demokracji przed 1989.
    Mamy nadzieje ze wszystko bedzie dobrze dzis wieczorem a nie beda walki albo cos takiego.

    Pan napisal:
    „Każda większość, poza uliczną (na ulice nigdy nie wychodzi większość), wybierze zawsze zdrowy rozsądek, cokolwiek to znaczy, najbliżej niż werdykt zrewoltowanego tłumu. Jestem z zasady przeciw polityce ulicy.”

    Tak nie mysle, na starym zachodu jest inna koncepcja: Manifestacja nie jest rewolt ani jest nierozsadne. Tez nie jest tak ze ulica popiera myslenie mniejszosc tylko czasem problem polega na tym ze wiekszosc w spoleczenstwie nie jest swiadomie ze jakis problem istnieje. Mniejszosc o tym wie bo analyzowala tem problem gleboko a chce wiekszosc obudzic pokazac ze jest problem. N.p. ostatnio elektrownia w Belgii jest niebezpieczna, kilka 50.000 ludzi w Belgii a w Niemczech zrobili manifestacja zeby obudzic wiekszosc ze istnieje problem. Teraz wiecej ludzi popiera wylaczenie tej elektrowni niz przed manifestacjia wiec cel jest ociagniety. Tak samo sa manifestacji przeciwko skajnych prawicowych ludzi ostatnio w Kolonii, gdzie ludzi manifestowali zeby miec wplyw na opinii publiczna a byla skuteczna bo ci ktorzy sa obojetni zastanawiaja sie: Po co tam tylu ludzi na ulicach. Jako demokrat trzeba popierac koncept manifestacji mi sie wydaje. To jedna dodatkowa rozsadna komponenta demokracji tak jak parlament tylko pokazuje w innym sposobem ze jakis problem istnieje a pomaga wyborcom glosowac na „dobrych partii”.

    Czasem mam wrazenie (ale naprawde nie jestem pewny) tylko taki pomysl – napisze z swiadomosc ze moze byc calkiem zle co mysle: Czy moze byc ze w Polsce ludzi przed 1989 demonstrowaliscie zeby pokazac wladze ze jestescie. Teraz tak samo robicie ale powinniscie nie pokazac Kaczysnkiemu, tylko pokazac wyborcom ze jestescie. (Naprawde wiem za malo na ten temat patrzac na to tylko z boku, moze to glupio, ale i tak pisze bo moze cos pomaga? Nie wiem.)

    Wszystkiego najlepszego dzis wieczorem a serdecznie dziekowac powinna cala Europa Wam.

  9. popieram

    emeryt

  10. Panie Andrzeju niech Pan zostanie w domu. Wszyscy wiemy, że tu nie chodzi o żadną wolność bo tej Panu nikt nie zabrał. Nie chodzi o żadną ustawę o demonstracjac, bo te mogą się odbywać w odległości 100m, co jest żadną odlegoscia. Chodzi tu o zrobienie zadymy i tzw kuku Kaczyńskiemu. Przyznam się że nie rozumiem opozycji bo działa na własną szkodę. Patrzę na te kontrmanifestacje, na te próby wywołania, eskalacji konfliktu z dużym zazenowaniem i zadaję sobie pytanie jakim prawem uzurpuja sobie protestujący do barbarzynskiego postępowania wobec drugiej grupy manifestujacy niezalenie od motywów czy to politycznych politycznych religijnych. Proszę mi nie wmawiać, że robi Pan to dla mojego dobra. Jeśli uznam, że moja wolność jest zagrożona sama wybiorę się na demonstrację

  11. Oj, duzo dzisiaj tych paragrafow.

  12. idź ty lepiej koziołeczku szukać swego Pacanowa ………
    możesz sobie lubieć polityczne dysputy ,rozmowy , ale polityka nie jest dla tego aby było politykom przyjemnie tylko ma realizować jakieś cele , moim celem jest przeżyć w końcu godnie swoje lata , wybrałem to miejsce na ziemi i chciałbym, aby w tym miejscu za mojego życia było równie przyjaźnie dla mnie obywatela , podatnika ,suwerena jak w innym miejscu na tej ziemi mają inni obywatele innego państwa

  13. To musi być fascynujące doświadczenie, ogłaszać wszem i wobec, że jest się idiotą.
    A Ty gdzie byłeś, kiedy działy się rzeczy naprawdę haniebne? Dlaczego wtedy milczałeś?

  14. Panie Andrzeju, za późno przeczytalem. Ja nie jestem przeciwnikiem manifestacji, uważam, że bez nich nic się nie osiągnie – także wtedy, kiedy panuje demokracja, bo inaczej łatwo wszyscy zapominamy, że, jak powiedział jeden z przywódców amerykańskiej rewolucji, i co wydawałoby się, jest oczywiste (dla mnie przynajmniej), a wydaje się, że nie jest – WOLNOŚĆ NIGDY NIE JEST DANA RAZ NA ZAWSZE, ALE WYMAGA STAŁEJ WALKI. STAŁEJ. STAŁEJ. STAŁEJ. STAŁEJ. …

    Mówię, że przeczytałem za późno, bo dziś do pana nie dołączę, a gdybym wiedział, że pan idzie, też poszedłbym.
    Nie chodzę (już nie chodzę), bo uważam, że Polacy nie dorośli jeszcze do wolności, nie dorośli w masie, rzecz jasna, więc to trud daremny.
    Muszą uzyskać kiedyś wolność nie ukazem cara, jak w 1864, nie dekretem rządu popartym obcymi bagnetami, jak w 1944, nie jakimś układem między goniącymi i uciekającymi, jak w 1989, ale wreszcie kiedyś wypracować sobie wolność na własny sposób, tak jak kiedyś zrobii to Francuzi czy Anglicy. Może to zrobią za 30 lat, prędzej za 60, na pewno nie za 3.
    Inaczej nigdy tej wolności szanować nie będą. Tak jak nie szanują jej teraz, głosując na pacjentów psychiatryka.

    Pisze pan, że 40 lat szlag trafił. Nieprawda, to etap czyśćca, na który pan po prostu nie był gotowy, stąd rozżalenie. Oczywiście, jeśli ktoś nie chce się tu mordować kolejne 60 czy 100 lat, zanim ogół się ucywilizuje trochę, to mamy jeszcze otwarte okno na zachód. Wiem, nie pan, nie ja, ale nasze dzieci mają szanse.

    Wracając do demonstracji, ja chodziłem, kiedy jeszcze wydawało się, że psychiatryków można zatrzymać stając im na drodze. Ale stawało kilkuset naprzeciw kilku tysięcy, reszta siedziała w domu, tak jak pan opisuje, mając wszystko w d. Nie ich zabawki, nie ich państwo, nie ich wolność.
    Ale z panem, dziś, poszedłbym…

  15. Wszyscy a zwlaszcza Kaczynski w strachu… to troche jak z tym blogiem – co go nie ma.

  16. Sercem byłam dzisiaj z Wami. To groteskowo-obrzydliwe przedstawienie powinno się jak najszybciej skończyć. Jak chcą organizować wiece polityczne, niech to robią, ale bez oprawy „różańcowej”. Kościelni niech zaczną wykonywać swoje posłannictwo tam gdzie jest ono rzeczywiście oczekiwane, a na to brak im czasu, a chyba też i chęci.
    Jak to możliwe, żeby podatnicy płacili co miesiąc za te wygłupy miliony?. Mam również nadzieję, że żaden pomnik Lecha w poważnym miejscu nie powstanie. Kosztowałoby to ogromne sumy, bo jeszcze trzeba doliczyć wartę i honorową, i przed zniszczeniem. Ja akurat należę do tych, którzy uważają, że Lech miał wyolbrzymione ego, mądrzył się, nadymał, utrudniał. Należał do kiepskich prezydentów. Sądzę również, że on w dużym stopniu ponosi odpowiedzialność za śmierć tych wszystkich ludzi. Jeżeli już, to jego osoba powinna tzw. mgłą zapomnienia być otoczona, a jego oszalały brat próbuje świętego z niego robić i to rękami Polaków. Ja wiem, że nie tylko o to chodzi, ale….

  17. „Po to są parlamenty, konstytucje, prawa, partie, wolne media, by decyzje nie były wypracowywane na ulicach.”
    No tak, ale… Te wszystkie instytucje od bardzo dawna nie mają ochoty słuchać. One mówią, ale słuchać nie chcą. Zero dialogu, zero tego ucierania poglądów, wyłącznie monolog, bo „my wiemy lepiej”. Nie tylko w Polsce zresztą. Stąd ten globalny wzrost nastrojów populistycznych.
    Ale nawet gdyby tego wzrostu populizmu nie było, jaką inną drogę wyrażania własnych poglądów ma „lud”, jeśli nie ulicę? W mediach dopuszczani do głosu „przedstawiciele ludu” muszą być „po linii” aktualnie obowiązującej. Albo po linii redaktora naczelnego – wszystko jedno, efekt ten sam.
    A jak się latami zaniedbuje dyskurs, to ludzie przestają odczuwać jego potrzebę. Zapominają, jakie to uczucie. Staczają się do poziomu palonych opon, i stanowczo nie jest to ich wyłączną winą…
    Mnie tak strasznie, tak dojmująco brakuje Jacka Kuronia… bo on umiał uczyć prostych ludzi dyskursu, był chyba jedynym, który pamiętał o jego potrzebie – na każdym poziomie. Bo nikt nie ma obowiązku urodzić się w domu pełnym książek, ale każdy potrzebuje kogoś, kto nauczy go myślenia i dyskutowania, zadawania pytań i uważnego wysłuchiwania odpowiedzi, a nie tylko prostego reagowania. Gwałtownie potrzebujemy paru tysięcy takich Jacków – tylko skąd ich wziąć? 🙁

  18. Cieszę się, że jest taki KTOŚ jak P.A.Celiński i w bardzo wyważonym, nienapastliwym komentarzu ujmuje to o czym ja myślę ale nie umiałbym tak trafnie i kulturalnie zwerbalizować. To co napisałem w komentarzu do powyższego artykułu odnosi się również do tych wcześniejszych i późniejszych.