Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

12.07.2017
środa

Macierewicz

12 lipca 2017, środa,

Macierewicz Antoni. Przez półwiecze słowem go nie tknąłem. Był prawie przyjacielem. Z mojej perspektywy. Wiedziałem, jak jest groźny, a nie miałem narzędzi. Nawet intelektualnych. On był naprawdę dobry. W sensie sprawności. Oczywiście groźny. Mieliśmy po kilkanaście lat. Gówniarze.

Ta przyjaźń krótko trwała, do lipca 1976 r. Najpierw Janusz Kijowski go promował, potem, jakoś może pokrętnie, Adam Michnik. Mnie bardziej zależało i na jednym, i na drugim. Byłem zazdrosny. Ukrywałem to, co wiem o Antku. Może kiedyś opowiem.

Mediom odmawiałem zawsze. Stacjom i redakcjom. Mówiłem: jest właściwie taki sam jak kiedyś. Byliśmy blisko. Wielokrotnie jedliśmy kolację. Cenię jego żonę. Jakie mam prawo coś nieprzyjaznego powiedzieć?

On mnie nie zaskakuje. Ale jest dokładnie taki, jaki był. Mistrz destrukcji. Nie agent. Jakaś skaza, której natury nie rozumiem. Potwornie wybujała ambicja. Jak on cierpiał w 1980/1981, kiedy chciał być wielki, a był prawie nikim. W jego hierarchii potrzeb. Wedle własnych kryteriów. Różnica, że wtedy, we wczesnych latach 70. XX w. byliśmy smarkaczami. Nasze poczucie odpowiedzialności nie miało wielkiego dla kraju znaczenia. Dzisiaj ma. A on jest ministrem obrony. Podejmuje decyzje, które ważą na naszej przyszłości. Groza.

Macierewicz mówi: „Agent bezpieki – Lech Wałęsa jest idolem kontrdemonstrantów [nawiasem: to nie jest już jak widać religijne nabożeństwo]. Zdrada jest ich imieniem”. Potem w TVP Info są nazwiska. Moje też – pośród innych moich przyjaciół.

„Lewackie korzenie” niektórych – mówi. Chyba o mnie. Więc się odnoszę.

Świr, agent czy dziecko ogłupiałej Polski?

Nie wiem. Ale to jest sedno. To pytanie każdy, naprawdę każdy komentator musi sobie i obywatelom zadać. I szukać udokumentowanej odpowiedzi. Ja upieram się, że nie agent. Gdybym go nie znał z młodości, pierwszy krzyknąłbym: AGENT! Myślę, że pierwsze i trzecie. Z naciskiem na trzecie. Bo wolność nie dotyczy najpierw polityków i nie ich obliguje. Czego się po nich spodziewać? Wolność zobowiązuje obywateli. A im Macierewicz nie przeszkadza. Ze wszystkimi jego szaleństwami. Więc? Dobry Boże.

Prawdziwie „lewackie” są te moje korzenie.

Nikt i nigdy z najbliższej, dalszej i najdalszej rodziny, z obu stron, mamy i ojca, w partii komunistycznej nie był. Nikomu do głowy by to nie przyszło. Owszem, PPS. Przed wojną. Niektórzy. I na dodatek w bardziej jego liberalnym rycie. Ale nie komuna! Ja nawet nie w ZSP. Ojciec oficer KEDYWU KG AK. Rozpracowywał m.in. (jak po jego śmierci w 1969 r. się okazało) Nowotkę. Na jego oczach Mołojec (Ojciec nie wiedział wówczas kto) go zastrzelił. W domu się o tym nie mówiło. Jego dowódca, po jego śmierci, przyszedł i poprosił, by pewne rzeczy zamieścić w nekrologu. Dla historii. Mama, już wstyd to publicznie powiedzieć – sprawiedliwa wśród narodów świata. W konspiracji miała niską funkcję – robiła granaty.
Lewackie zaiste są te moje korzenie.

Zdradzę szczególik.

Kiedy Macierewicz w młodzieńczej swej głupocie wynosił Kubę, wyspę jak ogień gorącą niejakiego Fidela Castro, i Che, ja pukałem się w czoło. Wiedząc zresztą, co kiedyś przed sądem dekomunizacyjnym zeznam, że Macierewicz mówił, co mówił, bo miał deficyt naszego uwielbienia i chciał być oryginalny. Ale na on czas był harcerzem. Dzisiaj jest ministrem. Jest różnica. Inne anegdoty po śmierci. Zbyt są osobiste.

To nie jest szpieg, agent wpływu. To mitoman. Gdybym był ważnym urzędnikiem NATO, dostępu bym nie rekomendował. Polska nie potrafi przesiewać mitomanów w polityce. Ani świrów. Nie ma takiej zdolności.

Udało nam się wyrobić opinię zwyczajnego kraju Europy. Efektem PiS jest to, że już nie jesteśmy traktowani jako zwyczajni. Jesteśmy nadzwyczajni. Jak zawsze przed „Solidarnością”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 24

Dodaj komentarz »
  1. Z Antonim chowaliśmy się na jednym podwórku, a potem chodziliśmy do szkół wszystkich szczebli poczawszy od podstawówki, a skończywszy na Wydziale Historycznym UW. Mam z tamtych czasów wspomnienia z nim związane i dobre (wesoły, dowcipny, dobrze tańczył, dziewczyny go lubiły, choć nie do końca), i złe, a nawet bardzo złe (usiłował „rzadzic” i dominować, uaktywniał się natychmiast w każdej zaistniałej konfliktowej sytuacji, żeby postawić na swoim próbował szantażu). Nigdy nie byłam z nim zaprzyjaźniona, a nawet stroniłam od niego, żeby nie ryzykować nieuchronnego i nierozwiązywalnego konfliktu w razie różnicy zdań (trochę jesteśmy podobni:))) Kiedy go aresztowano w marcu 1968 roku, na pytanie, kto u niego bywał w domu, „zeznał”, ze ja (byłam u niego dwa razy – pozyczyc książkę, a potem ja ddac, zapewne nie chciał wymieniać osób bardziej zaangazowanych:)) Proszę nie publikować mojego postu, napisałam jedynie do Pana. Pozdrawiam.

  2. To nie jest agent? Hmm… myślę, że po pierwsze nikt z nas nawet o własnym bracie/własnej siostrze nie może ze 100-procentową pewnością stwierdzić, że to nie agent. A po drugie… najnowsza książka Piątka przedstawia fakty – nota bene w większości jawne – które dla Macierewicza są niestety druzgocące (czy Pan Gospodarz czytał już tę książkę?). Najlepszy dowód to ten, że apologeci pana Antoniego krzyczą, iż książka jest kłamliwa, ale zamiast konkretnie wskazać, w którym miejscu jest konkretne kłamstwo, wolą wypominać autorowi jego niegdysiejsze problemy z alkoholem (jedyny znany mi konkretny zarzut kłamstwa jest chybiony – dotyczy rzekomego przemilczenia przez Piątka faktu, że rosyjski supergangster Mogilewicz ma ukraińskie pochodzenie, a to nieprawda, bo Piątek wyraźnie o tym w swojej książce napisał). Wracając do meritum – z książki Piątka jednoznacznie wynika, że jeśli Macierewicz nie jest agentem, to znaczy, że bezwiednie i naiwnie daje się manipulować ludziom putinowskiego pupilka Mogilewicza. To wprawdzie nie dyskwalifikuje Macierewicza moralnie, ale z całą pewnością dyskwalifikuje go jako ministra. Szczególnie ministra w tak wysokim stopniu odpowiadającego za bezpieczeństwo kraju.

  3. Panie Andrzeju, agentem czasem się zostaje wbrew własnej woli. Tego Pan nie wie, czy Macierewicz nie został uwikłany. Socjopata, to na pewno. On + Błaszczak – tandem przerażający. Są gorsi niż Kaczyński nawet.
    Poza tym w Ameryce też mają świra teraz, tylko jednak lepsze mechanizmy zabezpieczające przed „świrowaniem”.
    Musimy to przeżyć jak grypę, mam takie przeczucie, że od 2018 z tego chaosu coś dobrego zacznie powstawać. Dzięki Niemcom (pominąwszy zbrodnie wojenne, to jest wyższa cywilizacja).

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Mitoman? Niewątpliwie tak: nie tylko teorie, ale ciągłe, stanowcze twierdzenia co do katastrofy smoleńskiej, wygłaszane tonem nie znającym żadnych alternatyw potwierdzają.
    Nie jest jednak mitomanem ktoś, kto ma tak ze 40 lat, albo więcej. Jedyność i absolutność w słuszności oraz absolutność w potępianiu innych, jak zrobił to już tysiąc osiemset razy, a świeżo z Wałęsą, to już zupełnie nie mitomania. To słówko niewiele wyjasnia.
    To coś, co siedzi na dnie psyche osobowej. To coś niszczy kraj, kazi go i dewastuje ludziom rozumy.

  6. „Ale na on czas był harcerzem. Dzisiaj jest ministrem”, lecz nadal „płonie mu ognisko i szumią knieje” (cytat, autora nie pamiętam). Neron? Bo Kaligula z kotem w senacie to inna bajka.

  7. Klasyka. POPiS-owa klasyka. „Wiem, ale nie powiem”.

    I do tego wskazówka, że wśród styropianowców lojalność wobec starych kumpli z podwórka jest ważniejsza niż lojalność wobec państwa i narodu.

    Tylko po co o tym publicznie pisać. Już kiedyś radziłem, abyście sobie odstawiali te prywatne porachunki w warszawskich knajpach oraz w ciemnych bramach i na podwórkach.

  8. Połączenie mitomana z przerostem ambicji i brakiem skrupułów. Trochę za dużo, jak na jeden raz.

  9. Rozumiem. Mam przeszłość rodzinną porządnie udokumentowaną. Wielowiekową a w XX wieku szczególnie wyróżnioną. Jest w dyskredytowaniu Lecha Wałęsy coś szczególnego. Myślę, że przez lata narastała skrywana zazdrość do zaistnienia „należnej wielkości” i to zarówno u J.Kaczyńskiego jak i u p.Macierewicza. Przykład z pseudobiografią szeregowego posła jest tu znaczący. To samo z „listą Macierewicza”. Zaistnieć to. odebrać honor. Skoro nie można odebrać Panu Wałęsie Nagrody Nobla, nie można się sfotografować z przywódcami świata, nie można wygłosić przemowy w Kongresie USA, nie jest się znanym na krańcu świata – to chociaż tu w polskim grajdołku zsysfolić, skompromitować, zmiędlić Jego Imię. Powiedzieć małostkowość ; to nic nie powiedzieć. Ale część społeczeństwa przyswoiła sobie tę niechęć, nie bacząc na znaczące fakty. Obecna „należna wielkość” pozwala pleść banialuki, brednie, bzdury w każdej dziedzinie a zwłaszcza w dziedzinie ekspozycji „wielkości” i „ważności”. Mamy taką histerię 10-tego każdego miesiąca, teraz wygłaszaną z katafalku co ma podkreślić, że schodki sie skończyły. POZDRAWIAM! Joanna Kubiaczyk-Grodzka

  10. Mitoman ,czy może coś więcej z głową?W Ameryce psychiatrzy z oglądu facia w telewizji wystawiają diagnozy.Może u nich znajdziemy odpowiedż?

  11. Andrzej Celiński. W 1989 roku posyła generałowi słowa otuchy i między wierszami wyraża zachwyt, że peerelowski dygnitarz tak doskonale radzie sobie z ciężarem odpowiedzialności za Polskę, jaki spoczął na jego barkach. Jak widać, poza żenującym poziomem wazeliniarstwa i karierowiczostwa, nie ma w tych listach jakiś wielkich odkryć i czynów, które mogłyby trafić na karty historii albo chociaż encyklopedii. Komiczna proza życia, znane od wieków techniki przypodobania się władcom, od których zleży wiele, jeśli nie wszystko, no i to właśnie jest druga część paradoksu polegająca na sile przekazu

  12. Andrzej Celiński. „Proszę przyjąć szczere życzenia zdrowia, aby nie zabrakło sił dla pomyślnego dokończenia tego historycznego procesu zmian, którego jest Pan tak znakomitym uczestnikiem – pisał Celiński…Pismo pochodzi z z 1989 r. Celiński jest dziś jednym z najbardziej zagorzałych obrońców Lecha Wałęsy”

  13. W każdej rodzinie może sie znaleźć Czarna Owca, która przyniesie jej wstyd. A tak dobrze się pan zapowiadał.

  14. Na tym polega praca agenta, żeby mu ufali też znajomi i mówili „no nieee, przecież ja go dobrze znam”.

    „To nie jest szpieg” – jakieś argumenty? Ilu szpiegów pan znał?

    Ojczyzna w niebezpieczeństwie, a pan Celiński coś wie, ale nie powie…

  15. To nie ma znaczenia, czy jest autentycznym, zwerbowanym agentem wpływu. Jest „pożytecznym idiotą”, który dla zaspokojenia własnych, mitomańskich fantazji wpycha Polskę w łapy Putina, GRU i podobnych rozgrywających go sił rosyjskich. Z drugiej strony jego młodzieńcza fascynacja Fidelem chyba mu pozostała. Skłonność do dyktatury, państwa autorytarnego – toż do tego dąży obecnie PiS. Mitomania tłumi w nim instynkt samozachowawczy, dlatego jest łakomym kąskiem dla prorosyjskich służb, i jak dziecko we mgle realizuje ich gry operacyjne.

  16. ..pisze pan jak nie douczony skryba ,albo cos wiem i pisze albo milcze!! ,poprostu boi sie pan Macierewicza .

  17. No więc, tak czy owak, zostaje świr. Najpewniej tzw. epizod afektywny mieszany.

  18. trochę spóźnione te refleksje, szkoda

  19. „To nie jest szpieg, agent wpływu. To mitoman. Gdybym był ważnym urzędnikiem NATO, dostępu bym nie rekomendował. Polska nie potrafi przesiewać mitomanów w polityce. Ani świrów. Nie ma takiej zdolności.”
    Brak zdolności odsiewania ziarna od plew – to jest choroba polskich elit politycznych i medialnych. Elity pozbawione poczucia odpowiedziałności za los narodu, najchętniej rzucają go na stos.
    Elity pielęgnują mitomanów i grafomanów w swoim otoczeniu skrycie licząc na to, że na tle przeciętniaków i świrów wypadną korzystnie w oczach wyborców. Fałszywa to kalkulacja. Zły pieniądz wypiera dobry. Świr zbyt często wygrywa z uczciwym człowiekiem w walce o władzę.

  20. Drogi Panie Andrzeju,
    Zbyt wiele wyrozumiałości ma Pan dla tego podłego Macierewicza. Nie jest szaleńcem, ale złym, zawistnym, o wybujałym ego szkodnikiem i manipulantem. Przypadkowo zaistniał w dobrej sprawie, będąc młodym człowiekiem, ale nadrabia z całej siły dzisiaj. Stalin też w młodości był w seminarium duchownym. Trudno przypuszczać, że w tym czasie kierowany był podłością.
    Macierewicza NIC nie tłumaczy. Przebiegły, wredny, wróg Polski.

  21. może i Pan ma rację, że nie chce wszystkiego mówić, to tak po Bożemu ale on nie jest harcerzykiem tylko ministrem MON oj źle: mon. I tu zaczyna się problem: wariat czy śpioch

  22. „Wiem ale nie powiem” – nie tego się po Panu spodziewałem. Za dużo takich insynuacji w przestrzeni publicznej już „lata”.

    Co do samego Macierewicza –
    Świr, agent czy dziecko ogłupiałej Polski?
    Mogą te określenia nie pasować kompletnie
    mogą w całości
    mogą pojedynczo być prawdziwe
    mogą wszystkie
    a może być i setki innych

  23. Panie Celiński, ależ pan pokrętnym językiem pisze. Charakterystyczne dla ludzi, którzy chcą coś powiedzieć, ale nie chcą powiedzieć. Czyli …jestem za, a nawet przeciw.

  24. Sądzę (i jestem przekonany, że nie jestem w tym osamotniony) że posiadając tego rodzaju wiedzę o Antonim Macierewiczu, ma poan moralny (aczkolwiek niełat5wy) obowiązek ją ujawnić.
    W sytuacji, gdy ojczyzna jest w niebespieczeństwie (a jest, grozi jej utrata perspektyw, wiarygodności i pozycji na którą ogół pracował przez ćwierćwiecze) trzeba powiedzieć adieu tradycyjnie pojmowanemu taktowi i wstrzemięźliwości.
    Druga strona nie ma tych cech za grosz i jest z tego dumna.

  25. Na UW był Che Gaverystą, biegał w bojówkach i tak mu zostało do dzisiaj. Niestety, zabawy tego rodzaju kosztują obecnie Polskę i nas b. dużo- zniszczenie kadry oficerskiej, osłabienie obronności, przerwanie kontaktów z Paktem i żenujące przetargi (drony, śmigłowce, marynarka wojenna itp). i jeszcze budowa za grube miliony OTK, w przyszłości nie wiadomo, czy to nie będzie ochronka kiboli i ONR. A obok podobny oszołom czyli p. Kownacki, szykujący się na miejsce Macierewicza.