Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

13.08.2017
niedziela

Korea Kima

13 sierpnia 2017, niedziela,

W 2003 r. poddałem krytyce (w „Rzeczpospolitej”, która chętnie mój tekst zamieściła) decyzję prezydenta i rządu RP o udziale Polski w tzw. II interwencji w Iraku. Rządził wówczas Sojusz Lewicy Demokratycznej, a ja byłem jego wiceprzewodniczącym.

Chciałbym kiedyś jeszcze doświadczyć w Polsce wolnych ludzi i demokratycznych struktur politycznych wiceprzewodniczącego jakiejkolwiek rządzącej partii, który podaje w wątpliwość tej rangi decyzję. I partię, która nie wywala takiej osoby na zbity pysk. Przeciwnie, daje mu za rok świetne absolutorium.

Rozumiem i uznaję prawo, a nawet obowiązek społeczności międzynarodowej do zbrojnej interwencji w kraju zagrażającym bezpieczeństwu, łamiącym fundamentalne zasady ładu międzynarodowego. Alternatywą jest bezkarność złoczyńców lub szaleńców, którzy realnie zagrozić mogą bezpieczeństwu świata lub regionu, nie wspominając kwestii praw człowieka. Sprzeciwiłem się tamtej decyzji, ponieważ uważałem, że decyzja taka oparta być musi na solidnie przeprowadzonych wielostronnych konsultacjach, w zgodzie z zasadami organizacji międzynarodowych, do których się należy.

Europejscy socjaliści i socjaldemokraci byli przeciwni interwencji. Polacy nie próbowali nawet z nimi rozmawiać. Po drugie zaś (i była to istotniejsza przyczyna mojego publicznego sprzeciwu), uważałem za oczywiste przyjęcie zasady, że kto idzie na wojnę, musi wiedzieć, kiedy ją zakończy. Kiedy się gdzieś z wojskiem wchodzi, powinno się wiedzieć, kiedy się wyjdzie. Mam na myśli okoliczności i warunki zakończenia interwencji. Tymczasem odpowiedzialny za budowanie irackiej strategii USA zastępca sekretarza obrony Wolfowitz, zapytany przez dziennikarza, kiedy Amerykanie uznają, że interwencja osiągnęła cel i może zostać zakończona, odpowiedział, że wtedy, kiedy w Bagdadzie ustanowiona zostanie demokracja.

Nie można poważnie traktować planu o tak dalekosiężnych, zróżnicowanych, brzemiennych dla pokoju w regionie skutkach przedstawianego równie niepoważnie. W szczególności Polska, mająca wypracowaną pozycję w Iraku i innych krajach arabskich, mimo istotnych racji przemawiających za pozytywną odpowiedzią na amerykańska prośbę nie powinna była tego robić. Nie chcę rozwijać w tym miejscu tego wątku ani argumentacji. Czas pozwala ocenić skutki ówczesnego woluntaryzmu i niefrasobliwości prezydenta Busha Jr. Wspominam tę sprawę trochę (są inne, nieeksponowane dzisiaj przeze mnie przyczyny) jako alibi tego, co poniżej piszę o Korei Północnej Kima i konsekwencjach polityki Pjongjangu dla bezpieczeństwa cywilizacji Zachodu. Radykałem zazwyczaj nie jestem.

Przeciwnie, myśląc o długookresowej skuteczności polityki, oddany jestem raczej filozofii oświeconego umiarkowania. Jej zasady sformułował w 1934 r. wielki niemiecki fizyk i filozof, głęboko zanurzony w brzegowych zagadnieniach polityki i odpowiedzialności, w rozmowie z szefem organizacji młodych hitlerowców Uniwersytetu Humboldta w Berlinie. Pisałem już o tym w innych okolicznościach i w odniesieniu do innych spraw. Trzymam się tej filozofii. Uznaję słuszność tego podejścia prawie bez wyjątków.

Jestem przekonany, że przypadek Korei Północnej jest takim właśnie wyjątkiem. Jeden tylko warunek musi być spełniony, by zdecydować się na działania ostateczne. Taki mianowicie, że kiedy podejmuje się działania skrajnie radykalne, działania militarne dla obrony podstawowych wartości albo w obronie zasad ładu międzynarodowego, w imię wartości deptanych przez szaleńców dla ochrony dobra społeczeństw i państw poddanych szantażowi zbrodniczego reżimu, trzeba się opierać na niezbitych faktach, a nie na domniemaniach, jak to było w przypadku Iraku. Punktem zaś granicznym dla decyzji użycia siły jest uznanie, że dyplomacja wyczerpała swoje możliwości.

W przypadku Kima pozostał tylko jeden – ostatni już – etap dla metod dyplomacji. Ponieważ jest on ostatni, przejście do tego etapu musi być poprzedzone pewnością, że jeśli zawiedzie, operacja militarna będzie musiała być przeprowadzona. W przeciwnym wypadku autorytet Stanów Zjednoczonych, jedynego dzisiaj mocarstwa zdolnego wymusić pewne zasady bezpieczeństwa międzynarodowego w skali globu, zostanie skutecznie podważony. Dzisiaj żadne inne państwo ani organizacja międzynarodowa nie są zdolne wypełnić roli USA. Wrota dla zuchwałych, nieliczących się z żadnymi wartościami naszej cywilizacji złoczyńców, zostałyby szeroko otwarte.

Kim Dzong Un, podobnie jak jego ojciec, skutecznie – jak dotychczas – szantażuje społeczność międzynarodową. Do tej pory nie dysponował jednak techniczną możliwością użycia broni atomowej przeciwko Ameryce. Ten czas dobiega kresu. Gdy to się stanie, a jak piszą eksperci, jest to już kwestią miesięcy, może roku, najwyżej dwóch lat, będzie za późno. W starciu bezwzględnego satrapy, mordercy i jedynowładcy, dysponującego potęgą niemal siedemset tysięcznej armii i środkami umożliwiającymi użycie broni masowego rażenia, Amerykanie, a wraz z nimi zachodnia cywilizacja, muszą przegrać. Zagrożenie bezpieczeństwa międzynarodowego jest zaś oczywiste. Broń atomowa wraz ze środkami jej przenoszenia na tysiące kilometrów w rękach Kima umożliwia skuteczny szantaż wobec każdego. Także wobec Ameryki. Demokracja jest podatna na szantaż.

Ameryka – z wypracowanym wcześniej poparciem możliwie dużej części opinii wolnego świata i solidarnością jej sojuszników, w tym Polski – powinna zastopować rozwój broni masowej zagłady w Korei Północnej. Tylko ona jest w stanie to zrobić. Chiny muszą wiedzieć i mieć w tej kwestii pewność, że możliwość użycia broni atomowej przeciwko Ameryce przez reżim Kima jest granicą oddzielającą metody presji dyplomatycznej od akcji militarnej.

Nie jestem ekspertem wojskowym. Zdrowy rozsądek podpowiada, że ostatnim etapem działań dyplomatycznych jest rzeczywista gotowość Ameryki do akcji, której celami byłyby: sparaliżowanie centrów dowodzenia, elektroniczne zakłócenie wszystkiego, co da się w Korei Północnej w tej dziedzinie zakłócić, symboliczne upokorzenie centralnego ośrodka władzy, pokazanie narodowi Korei Północnej, że ich władza jest ograniczona. Realny plan akcji powinien być przedstawiony istotnym interesariuszom: Seulowi, Pekinowi, Tokio i Moskwie.

To rzecz jasna nie jest łatwe, bo w przypadku jego realizacji dzisiejsi konkurenci Ameryki zostaną poinformowani o rzeczywistych możliwościach amerykańskiej techniki wojennej. Ale powinni być oni poinformowani, że brak oczekiwanej reakcji Pjongjangu na ewentualne działania dyplomatyczne Chin i Rosji będzie równoznaczny z podjęciem przez Stany Zjednoczone działań, od których nie ma już odwrotu, aż do zniszczenia możliwości użycia broni masowego rażenia przez Koreę Północną. Myśląc realistycznie: od wojny dzieliłby nas rok, może trochę więcej.

Ten czas to konieczność uruchomienia rozmaitych działań dla wzmocnienia ochrony wystawionej na śmiertelne niebezpieczeństwo Korei Południowej – zwłaszcza Seulu. Alternatywa jest groźniejsza. Może jednak przypadek Saddama Husajna, przecież niedający się zrównać, jak idzie o zagrożenia dla Zachodu, znany jest Kimowi. Musi mieć on jednak pewność, że Ameryka nie ustąpi. Przypomina to trochę, niestety, tę zabawę niezrównoważonych młodzieńców na wielkich Pustkowiach Arizony i Nevady, polegającą na tym, który pierwszy z dwóch konkurentów skręci z linii pewnego zderzenia. Ameryka powinna pierwsza wyrzucić kierownicę przez okno. Na tyle ostentacyjnie, by Pekin to zauważył. I to jest ostatnia szansa dyplomacji.

Inna sprawa, że przypadki zagrożeń kreowanych przez Kima, ale także wielkie niekontrolowane migracje, zagrożenia terrorystyczne, szczególnie te związane z państwami upadłymi, pokazują konieczność nowej inicjatywy na rzecz współpracy Stanów Zjednoczonych, Chin, Unii Europejskiej i Rosji.

Należy ubolewać nad taką koleją rzeczy. Ale inną zaniedbaliśmy (Zachód zaniedbał, a my całą mocą swej strategicznej bezmyślności w tym kibicowaliśmy) jeszcze gdzieś w latach 90. XX w. Chowanie głów w piasek nie odsunie jednak zagrożeń. Reagować trzeba wtedy, kiedy na skuteczną reakcję jest jeszcze czas.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Do wojny nie dojdzie, bo Chinom jest potrzebna Korea Płn. do szachowania USA.

  2. „.. i konsekwencjach polityki Pjongjangu dla bezpieczeństwa cywilizacji Zachodu.”

    I to jest kwintesencja wszystkiego – cywilizacja Zachodu. W imie tejze cywilizacji mozna cale narody ( nie – zachodnie oczywiscie) cofnac do epoki kamienia lupanego.

  3. trzeba się opierać na niezbitych faktach, a nie na domniemaniach, jak to było w przypadku Iraku

    Tak. jakie plany i zamiary ma Kim junior? O tym, przynajmniej w obiegu publicznym, wiemy bardzo mało, prawie nic.
    Zapewne rakiety Kima za jakiś czas (rok, dwa?) będą w stanie dolecieć do USA. To jednak też hipoteza, a opinie, wręcz pewność ekspertów to może być taka sama pewność, jak w przypadku Iraku: tak Saddam ma broń masowego rażenia i jest w stanie jej skutecznie użyć w mniej niż poł godziny.
    USA mają na koncie zbyt wiele porażek wywiadowczych i zbyt wiele mrocznych, manipulacyjnych interesów, by – skoro miałbyby nastąpić decyzje ostateczne – im bez zastrzeżeń, znowu, wierzyć. Będzie wtedy kolejny Irak, którego ponoć bardzo nie chcemy.
    jaki może być cel potencjalnego użycia rakiet atomowych przez Kima, przeciw komuokolwiek? Doskonale wie przecież, że żadnej równości między nim a USA nie ma. Może wyrządzić szkody, katastroficzne, np. w Japonii, ale wie tak samo dobrze, że będzie to dostateczny powód, by reżim i państwo, wraz z Kimem i całym jego klanem i interesami, zostali sparaliżowani lub dosłownie unicestwieni.
    Czy celem Kima jest spektakularne samobójstwo? Mało jest przesłanek do takiego sądzenia. Dyktatorzy miewają przede wszystkim zupełnie inne skłonności: żyć jak najdłużej i jak najpomyślniej. Po to się zostaje dyktatorem, a nie w celach samobójczych.
    Zanim się więc przejdzie do działań ostatecznych, należy sobie zadać szereg kluczowych pytań i znaleźć na nie odpowiedzi. USA i – szerzej – Zachód ZNOWU tego nie robi. Co znaczy, że ZNOWU byłby Irak, Afganistan, Libia i niekończące się błędy i katastrofy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dobry wieczór Panie Celiński z nadodrzańskich, ciepłych sierpniowych Słubic,
    w Lubuskiem, kiedyś prozachodnich /tak jest w umysłach większości żyjących i potomków napływowych po końcu 2. wojny światowej mieszkańców miasteczka i okolic, na kiedyś niemieckiej ziemi/, teraz wg postępowania jego wszelkich dużych i małych włodarzy, kaczystów, chcących za wszelką społeczna cenę ocalić swe materialne i społeczne pozycje !!!

    Panie Andrzeju Celiński, pańskie tezy napisane w artykule w pańskim „politykowym” blogu są bardzo ważne i sensowne, jeśli się je zrozumie.
    Dla mnie są epitafium tego co wie i propaguje
    w swym środowisku każdy roztropny POlak i Polka.
    Panie Celiński i adwersarze, świat ogarnęłą historyczna wolna światowej wojny, która jeśli do niej dojdzie, unicestwi ziemski glob.

    Panie Celiński, proszę w swoich wojażach po Polsce uwzględnić przybycie do Słubic nad Odrą, póki jeszcze nie zabronił tego władca Polski, ob. Kaczyński Jarek i skrupulatnie nie wykonają lubuscy niby jego zausznicy, niedawno socjaldemokraci, liberałowie, socjaliści, a teraz rządzący kaczyści.

    Pozdrawiam.
    Rakoczy

  6. Dobry wieczór Panie Celiński z nadodrzańskich, ciepłych sierpniowych Słubic,
    w Lubuskiem, kiedyś prozachodnich /tak jest w umysłach większości żyjących i potomków napływowych po końcu 2. wojny światowej mieszkańców miasteczka i okolic, na kiedyś niemieckiej ziemi/, teraz wg postępowania jego wszelkich dużych i małych włodarzy, kaczystów, chcących za wszelką społeczna cenę ocalić swe materialne i społeczne pozycje !!!

    Panie Andrzeju Celiński, pańskie tezy napisane w artykule w pańskim „politykowym” blogu są bardzo ważne i sensowne, jeśli się je zrozumie.
    Dla mnie są epitafium tego co wie i propaguje
    w swym środowisku każdy roztropny POlak i Polka.
    Panie Celiński i adwersarze, świat ogarnęłą historyczna wola światowej wojny, która jeśli do niej dojdzie, unicestwi ziemski glob.

    Panie Celiński, proszę w swoich wojażach po Polsce uwzględnić przybycie do Słubic nad Odrą, póki jeszcze nie zabronił tego władca Polski, ob. Kaczyński Jarek i skrupulatnie nie wykonają lubuscy niby jego zausznicy, niedawno socjaldemokraci, liberałowie, socjaliści, a teraz rządzący kaczyści.

    Pozdrawiam.
    Rakoczy

  7. Pan Celiński chce pogrążyć świat w nuklearnym starciu, z którego nikt z definicji nie może wyjść nie tylko zwycięski, ale także i żywy. Przypominam, że każda próba zaatakowania Korei Północnej przez tzw. Zachód musi skończyć się nuklearną zagładą Korei Południowej. A jeżeli przy okazji wojna, co jest zresztą bardzo prawdopodobne – proszę spojrzeć na mapę) przeniesie się na sąsiednie tereny Rosji i Chin, to nuklearna zagłada spotka także USA, a wraz z USA także i resztę świata, jako że wymiana nuklearnych uderzeń pomiędzy USA, Rosja i Chinami musi doprowadzić do nuklearnego holocaustu, a to wszytko w imię abstrakcyjnych amerykańskich ideałów, czyli w praktyce w imię zachowania dominacji Ameryki nad resztą świata. Jedyny ratunek dla ludzkości leży więc w nuklearnym rozbrojeniu USA, jako że Ameryka z bronią jądrową to jest dziś największe zagrożenie nie tylko dla pokoju światowego, ale także dla dalszej egzystencji ludzkości.

  8. W 2003 r. USA G.W.Bush’a byla pozytecznym idiota neocons.

    Elementarne detale sa tu:
    https://youtu.be/SGnM4p38-n8
    i tu:
    https://youtu.be/jilA-ZeBUI4 (warto zauwazyc ok. 8-9 min buzke R.Sikorskiego)

    *

    W 2017 r. USA D.Trumpa robi co potrafi, by byc pozytecznym idiota Chin (plus Rosji, Iranu i panstw BRICKS).

    A to oznacza samobojstwo cywilizacji chrzescijanskiej/Zachodu.

    Globalny Swiat jest na to gotowy.

    My/Zachod nie.

    Milego dnia.

  9. I nic o Kaczyńskim? Dziwne.

  10. To nie jest pwazne. Z wszelkich mozliwych ocen wpynika ze Ameryka rozwalic koree w 5 minut. Strath, jakkolwiek duze, nie beda dotyczyly amerykanow. Trump jest nieobliczalny i moze ich rabnac. Po chwilowych przepychankach z chinami dojdzie do uspokojenia I nikt juz nie bedzie pamietal ze Korea istniala

  11. W mediach zachodnich mowi sie, ze kluczem do dyplomatycznego rozwiazania problemu sa zreczne przetargi miedzy USA i Chinami. Chiny moga pograzyc gospodarke Korei Pn. i doprowadzic tym samym do upadku Kima, ale musza uzyskac pewnosc, ze Amerykanie beda trzymac sie na bezpieczna od nich odleglosc. Przetarg moze tez objac handel miedzy USA i Chinami jako ze gospodarka Chin jest bardzo uzalezniona od eksportu do Ameryki.

  12. Narazie wiele wskazuje na powtórzenie scenariusza II WW. Jakieś nowe Pearl Harbour i w odwecie nowe Hiroshima & Nagassaki.

  13. Smutne jest dla mnie, ze:

    – chce pan interwencji dopiero gdy zagrozone bedzie bezpieczenstwo USA, trwajace od lat zagrozenie Japoniii Korei Poludniowej nie wyzwalalo u Pana jakichkolwiek odruchow obronnych,

    – bezpieczenstwo Seulu i poludniowej Korei, ktora zaplacilaby najwieksza i bardzo tragiczna cene interwencji w Korei Polnocnej zbywa Pan ogolnikami o uruchomieniu rozmaitych działań dla wzmocnienia ochrony. Moze napisze Pan konkretnie co Pan proponuje? Jest Pan gotow powiedziec to rodzinom ofiar ostrzalu artyleryjskiego gesto zaludnionej metropolii?

    – uwaza Pan, ze Korea Polnocna, bedzie w stanie zaszantazowac USA bronia atomowa. Niosacemu plomien swiatowej rewolucji i posiadajacemu chetnych pomocnikow w sasiedztwie USA, potezna armie i silna gospodarke Zwiazkowi Radzieckiemu sie to nie udawalo tak dlugo, az jego armia zardzewiala a gospodarka sie rozpadla. Czemu mialoby sie udac jadacemu na rasistowskiej ideologii dyktatorowi panstwa o znacznie mniejszym potencjale i wplywach?

    – daje sie Pan uzywac do wspierania posredniego konfliktu (proxy war) miedzy Chinami i USA, ktory nie jest obecnie w niczyim interesie poza czescia elit tych krajow.

  14. .

    — Off Broadway —

    .

    Wystawia się tam sztuki które miały
    za krótkie nóżki albo były not good enough,
    Trump reprezentuje styl który śmiało
    nazwać można „off diplomacy”, see
    North Korea affair

    Pan prezydent nie udostępnił swoich
    tax return documents, ale wychodzi
    na to że special council zaczyna
    systematycznie dobierać mu się do
    tyłka

    Jedyna nadzieja że Korea affair skończy
    się tak jak z anulowaniem Obama Care
    czy jak mur na granicy z Mexykiem, czyli
    whole thing will fizzle

    Bardzo trudno mi uwierzyć że US military
    użyje bombki w Korei, Douglas MacArthur
    chciał jej użyć tam właśnie w ’50, Truman
    wywalił go na zbity pysk

    Podejrzewam że Trump skończy jak
    NIXON

    .

    ~

  15. Korenczycy z Polnocy chca bezposrednich rokowan ze Stanami i traktatu pokojowego, USA zas stawia warunek denuklearyzacji polwyspu koreanskiego na co Polnoc sie nie zgadza bo bron nuklearna jest dla nich gwarancja bezpieczenstwa. Wydarzenia na Bliskim Wschodzie i los Kaddafiego oraz Husajna utwierdzil ich tylko w przekonaniu, że tylko broń nuklearna zapewni im bezpieczeństwo i bedzie gwarancja przertwania. Jednoczesnie nikt nie jest zainteresowany zjednoczeniem Korei,ani konfliktem na polwyspie, Chiny ani Japonia nie chca miec w przyszlosci nowego rywala, obywatele Korei Poludniowej nie sa chetni ponoszenia kosztow zalewu Poludnia przez imigrantow z Polnocy i obnizenia poziomu zycia. Podobnie jest tez w wypadku konfliktu, bylby to kryzys humanitarny na niespotykana skale, a chaos i masowa migracja Koranczykow do Chin i do Korei Poludniowej, zdestbilizowala by caly region, to wlasnie jest powodem, ze nikt nie chce zmiany status quo. Obecnie Chiny przebakuja cos o zachowaniu neutralnosci ale nie badzmy naiwni, ze bylby to konflikt tylko pomiedzy USA a Koreą Północną. Podobnie nie badzmi naiwni, ze Amerykanie zestrzeliliby wszystkie pociski a Polnocnokoreanska artyleria, ktora rozlokowana jest wzdłuż granicy z Poludniem powstrzymalaby sie od zbombardowania Seulu. Kim zanim by przegral, zdewastowalby caly region, na tym wlasnie polega gwarancja posiadania broni nuklearnej z czego Polnoc nie zamierza zrezygnowac. Dobrych rozwiazan nie ma sa tylko mniej lub bardziej kosztowne, rozwiazanie silowe jest jednym z najgorszych.Oczywiscie jest jeszcze inna opcja, przewrot palacowy i osadzenie kogos innego na „tronie”, ktory by prowadzil polityke w stylu chinskim, to mogliby zrobic tylko chinscy towarzysze ale jak narazie widac, ze Kim skutecznie sie pozbywa wszelkich potencjalnych przeciwnikow i w ogole jest to temat o ktorym za malo wiemy. Wiemy natomiast z wlasnego podworka jedno, ze pomaganie Stanom Zjednoczonym, ktore co prawda potrafia wygrywac konflikty ale zostawiaja po sobie jedynie zgliszcza, chaos, , masowa przestępczość, kryzys humanitarny, oraz przyczyniaja sie do rozwoju terroryzmu co jasno obecnie widac na Bliskim Wschodzie, nie jest warte lamania Konstytucji wlasnego kraju co tak jeszcze niedawno zrobili „lewicowi” wladcy z SLD” jak rzadzili tym krajem.

  16. Nie przyszło panu do głowy, że koreańskie zagrożenie zostało wykreowane, tak jak irackie, czy libijskie?

    Zachodnie demokracje wszczynaja wojny od dziesięcioleci.
    I to nie w obronie demokracji, tylko własnych interesów gospodarczych.
    Broń nuklearna odstrasza potencjalnego agresora przed atakiem.
    A agresorów chcących usadowić się w Iranie, czy Korei jest sporo.

    Ani Chiny, ani Rosja, nie chcą graniczyć lądowo z krajem poddanym wpływom politycznym USA.
    Więc z wojny nie będzie nic.

    Nie powstanie przyczółek umożliwiający ekspansję na Azję…..

  17. Ten Kim ,co to nie kima ,a wierzga nóżkami ,potrzebny kapitalizmowi jak kani deszcz.Wszak ten ustrój na zbrojeniach stoi.A zagrożenie z zewnątrz ,umacnia satrapów i facetów z chorymi zwojami mózgowymi.W sytuacji zagrożenia od Kima ,dla świata ,nasze tarcze antyrakietowe ,przeciwko Iranowi ,to robienie z mózgu wody.Bo pozostaje pytanie ,czy USA nie potrafi zapobiec ,kilku rakietom ,od Una ,?czy ,te zabawy z tarczami ,to tylko uspakajanie ludu ,i kesz dla firm zbrojeniowych.

  18. @ z daleka: a z tego lamania konstytucji nasi SLD-owscy wladcy zostali ponadpartyjnie rozgrzeszeni przez cala reszte kasty politycznej, dzieki czemu nawet sledztwu ukrecono leb. Takie wlasnie mamy rzady prawa i niezalezne sady.

  19. Kim dobrze wie, że gdyby doszło do wojny, to będzie jego koniec. Tak więc wojny nie będzie.

  20. historycznie, „agresywna” retoryka Pln Korei staje sie wtedy tylko niebezpieczna gdy Chiny maja cos do ugrania w rozmowach gospodarczych z USA, dyskusje o wojnie sa delikatnie mowiac naiwne