Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

2.09.2017
sobota

Dla Europy, a więc i dla Polaków, czas na: sprawdzam!

2 września 2017, sobota,

Wszczęcie przez Komisję Europejską procedury monitorowania praworządności w ubiegłym roku, mimo że Polska jest pierwszym w historii krajem Unii objętym tą upokarzającą procedurą, nie zrobiło na Kaczyńskim wrażenia. Nie wierzy chyba w determinację państw członkowskich.

Zdawać się może, że Kaczyńskiemu jest nawet na rękę sytuacja, w której może przedstawiać swoim wyborcom Unię, a zwłaszcza Komisję, jako organizację wtrącającą się w nieswoje sprawy. Odświeża, a właściwie od nowa buduje, resentymenty polsko-niemieckie, odwołując się do pazerności części obywateli, łudzonym należnym w jego opowieści odszkodowaniom.

Opozycja czuje się skrępowana, kiedy powinna powiedzieć: basta! Dość tych manipulacji, dość tych bzdur. Chodzi przecież o pieniądze. A z wyborcami inaczej rozmawiać nie potrafi. Dla Kaczyńskiego zaś ten konflikt z Komisją, Francją, Niemcami to kolejny krok w stawaniu z kolan. Wciąż dobra sytuacja gospodarcza usypia klasę średnią, autorytety dawno pogrzebane, Kościół swój. Inteligencja zawsze była dla niego wrogiem, nie chciała pojąć wielkości tej wspaniałej rodziny Kaczyńskich. Zdumiewające, jak on jest podobny do Gomułki. Tyle że tamten walczył, tak jak potrafił i na ile wyobraźnia mu pozwalała, o odrobinę marginesu suwerenności od Moskwy. Ten pcha nas w jej ramiona, mimo że żadne zewnętrzne okoliczności do tego nie zmuszają.

Kto wie zresztą, co ważniejsze. I w jakim czasie. To, co Kaczyński i spółka wyprawiają z Unią, czy to, co robi Macierewicz z armią? Jedni rozbrajają nas, budując mur niechęci do Polaków, którzy udawali solidarnych, kiedy dla nich było to przede wszystkim interesem, inni odbierają wiarygodność jako poważnego uczestnika sojuszu dla pokoju i bezpieczeństwa. Zachód ma prawo pytać: o co chodzi tym Polakom, mało im historycznej traumy, własnego doświadczenia, gorzkiego smaku samotności?

To, że Kaczyński, Macierewicz i inni z premedytacją grają na wzbierającą falę nacjonalizmu, ksenofobii i roszczeń, jest oczywiste. Sami tę falę przecież wywołują. Nic nie wiadomo natomiast o tym, jaki jest cel tej gry. Chcę wierzyć, że jednak, ostatecznie, nie chodzi o wyprowadzenie Polski z Unii. Kaczyński wie chyba, że żadna, nawet najbardziej satysfakcjonująca go władza nie jest warta, aby jego imię zostało na wieki przeklęte. A zostanie, jeśli pisowsko-kukizowe szaleństwo i głupota wypchną nas z politycznej Europy.

Znamienne też, że w tej fazie gry Kaczyński właściwie milczy, wypuszczając raczej pomniejszych oficerów. Tak jakby badał, na ile może sobie pozwolić. Nie z Polakami, bo tu, także z uwagi na jakość opozycji, może pozwolić sobie na wiele, lecz z Zachodem, w szczególności z Europą.

Aktualnie stają przed Polską dwie kwestie. Przede wszystkim sprawa sankcji w postaci odebrania Polsce prawa głosu w Radzie Europejskiej. Prawda, że to ostatni etap procedury monitorowania praworządności, niezwykle mało prawdopodobny, ale nie niemożliwy. Wisieć zresztą na włosku spolegliwości Victora Orbána to też mało komfortowa sytuacja. Raz już wystawił Kaczyńskiego do wiatru. Za chwilę wystawi go drugi raz, tym razem boleśnie dla setek tysięcy Polek i Polaków żyjących z różnic poziomu zabezpieczenia materialnych interesów pracowniczych w Polsce i na Zachodzie. Kiedyś rządowi Platformy-PSL udało się oddalić to zagrożenie, mało nadziei w tym, że teraz PiS się uda.

Ale i sprawa kar finansowych (potrącanych z funduszów spójności i dopłat dla rolników) w przypadku porażki polskiego rządu przed Trybunałem Sprawiedliwości.

Obie sprawy, doprowadzone do ostatniego etapu, byłyby katastrofalne w skutkach nie tylko dla Polaków, ale i dla Kaczyńskiego i spółki. Nie tylko z uwagi na odebranie Polakom wpływu na politykę Unii i konsekwencje budżetowe, lecz także, przede wszystkim, byłyby dolaniem benzyny do ognia i tak zdumiewająco wysokiego płomienia nacjonalizmu, ksenofobii i rasizmu. Wtedy alternatywą dla PiS nie byłaby już jakaś forma liberalnej demokracji, lecz coś, co w historii XX wieku poznaliśmy jako faszyzm.

W każdym razie idzie o system niemający żadnego respektu dla praw człowieka ani wahań przed argumentem siły w politycznej debacie. Wtedy sprawa być albo nie być w politycznej Europie będzie już całkowicie nieaktualna. Mam nadzieję, że formułując tę obawę, jak na razie poddaję się bardziej emocjom, niż idę za wiedzą, ale przecież to, co najistotniej wpływa na przyszłość narodu, to zawartość jego mózgów. Zresztą można sobie jakoś poradzić. Nie wiem zaś, co dominuje dziś w mózgach Polaków, skoro tak oczywiście wybierają większość pisowsko-kukizowych szaleńców i głupców.

W czwartkowej (31 sierpnia) debacie na forum europejskiego parlamentu szef polskiej frakcji partii ludowej (PO-PSL) Janusz Lewandowski powiedział, że nie poprze ona ewentualnych sankcji. Mam szacunek dla wiedzy, doświadczenia i uczciwości Lewandowskiego. Mimo rezerwy wobec polityki społecznej, której był kiedyś w Polsce jedną z twarzy. Wysłuchałem też z uwagą wypowiedzi prof. Adama Rotfelda, ministra spraw zagranicznych w rządzie Marka Belki (Radio TOK FM, piątek, 1 września, rano), którego mam za największy autorytet w sprawach międzynarodowych. Lewandowski oświadczył, że jego frakcja nie poprze ewentualnego wniosku o sankcje. Rotfeld uznał tę wypowiedź za słuszną. Odwołał się do doświadczenia Lewandowskiego w polityce europejskiej i zasugerował, że oświadczenie Lewandowskiego rozumieć można jako sygnał, że idzie o bardzo wysoką stawkę, o Polskę w Unii. Adam Rotfeld mówił potem o wartości procesów dyplomatycznych, w których skuteczność zdaje się wierzyć, które muszą pozostawać poufne z uwagi na zachowanie twarzy stron.

Mam odmienną diagnozę sytuacji. Wydaje mi się, że dzisiaj jedynym czynnikiem mogącym powstrzymać Kaczyńskiego jest opór Polaków. To nie jest czas dyplomacji. Za późno i za wcześnie.

Za późno, bo Kaczyński złamał konstytucję. Formalna odpowiedzialność: prezydenta premier rządu, marszałków Sejmu i Senatu, szefa Kancelarii Premiera, chyba także ministra sprawiedliwości (tu akurat nie jestem pewien) – nie ulega wątpliwości. Prawnicy są kompetentni w sprawie odpowiedzialności Kaczyńskiego, faktycznie rządzącego, czy są tu wyczerpujące znamiona podżegania czy nie. Co ze sprawstwem kierowniczym? Nie znam się na tym. Tak czy inaczej Kaczyński kazał podwładnym, w tym prezydentowi i premier, palić za sobą mosty. Kiedy staną przed właściwymi Trybunałami, będą zeznawać.

Za wcześnie, bo żyjemy. Wciąż, przynajmniej formalnie, mamy wszelkie wolności. Nie jest to sytuacja graniczna. Trwa dopiero proces. Może doprowadzić do sytuacji granicznej, ale może się zatrzymać, a nawet cofnąć. Wtedy aktualną stanie się sprawa abolicji. Albo instrument… łaski.

Dzisiaj Polacy muszą wiedzieć, że Europa taka, jaką dzisiaj jest, Europa wyrosła z wielkich katastrof politycznych, społecznych, humanitarnych pierwszej połowy XX wieku, Europa czerwonego i brunatnego autorytaryzmów, Europa wojen, Holocaustu, pogardy dla jednostki ludzkiej, dla mniejszości, dla prawa, dla słowa i dla prawdy – jest świadomym jej wyborem. Zasady, na których została zbudowana, wprost wynikają z tej niewyobrażalnej traumy. I dlatego praworządność jest ostateczną czerwoną linią. Kaczyński nie zna Europy. Nikt nie śmie go oświecić. Ma wokół siebie lizusów, nie ma partnerów. Nie wie, że Europa, jej instytucje i państwa członkowskie demokratycznie działają właśnie dlatego, że są demokratyczne, powoli, z mozołem wykuwają kompromis w każdej, nawet najmniejszej sprawie. Tu nie idzie o małą sprawę. Tu idzie o przyszłość całości.

Polacy muszą być przez pozostałych partnerów wspólnej Europy powiadomieni. Ten watażka i jego polityka nie będą akceptowani. Jeśli wybierzecie ich politykę, do czego macie prawo, to my z wami nie chcemy być. Bo sprzeniewierzacie się wartościom, które uznaliście – więcej: którym daliście wielkie świadectwo w 1980 i 1981 roku, w 1989 roku i później.

Albo przyjdzie opamiętanie, albo nie przyjdzie. Jeśli nie przyjdzie, to albo nie będzie warto być w Europie takiej, jakiej chciała zawsze Moskwa, albo nie warto za Polskę i Polaków tracić Europy wartości. Dlatego jest czas dla mówienia wprost.

Europa Rydzyka, Kaczyńskiego, Macierewicza, Błaszczaka, Szyszki, Terleckiego, Kurskiego, Czarneckiego (choć to płotka, nikt się takim w Europie nie zajmuje), Kamińskiego, Ziobry to miejsce geograficzne. W polityce postawiliśmy na Polaków: Polskę Kuronia, Mazowieckiego, Wałęsy, Geremka, Michnika, Kuratowskiej, Krzyżanowskiej, Krzywonos-Strychalskiej, Staniszewskiej, Skubiszewskiego, Mellera, Bartoszewskiego.

Czas, jak w pokerze, powiedzieć SPRAWDZAM. Dla Europy, a więc i dla Polski.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. A co zaburzonemu obchodzą oceny po śmierci?Zamordyzm w UE nie jest tolerowany i dlatego jest na przeszkodzie do sukcesów parciANej zmiany.A to, co powiedział kiedyś pan Goryszewski?Teraz jest realizowane.Dramat polega na tym, że opinie UE pomagają prezesowi .I on wie o tym.Bo Polacy mają w genach niechęć do obcych od czasów rozbiorów.Tylko tu i teraz może nastąpić otrzeźwienie.W samej partii ,jej przybudówkach i w kobietach w,które wciska się w gorset szariatu ,.Czyli zbawiennego działania dla KK ,przez zwyczaje kraje uchodźców .I tu rozum się kończy a zaczyna się totalna paranoja.Ale z zaburzonymi tak jest.Bo po nich zostanie chichot historii.

  2. Przeczytalem, do kogo maja trafic Pana argumenty ?

  3. Piękny jest ten wyidealizowany obraz świętej Unii Ojropejskiej, która tak naprawdę powinna nosić nazwę IV Rzeszy, ewentualnie Związku Sowieckiego bis. I tak, jak komunizm w wersji moskiewskiej pasował do Polski – zdaniem Stalina – jak siodło do krowy, tak samo brukselska utopia gloryfikująca wszelkie zboczenia, a ostatnio przyjmująca z szeroko rozwartymi ramionami islamską inwazję, nie ma w Polsce szans. Im szybciej wyjdziemy z brukselskiego bagna, tym dla Polski lepiej.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przecież Polacy zostali przez wasze partyjne sitwy pozbawieni podstawowych praw obywatelskich i wyborczych. To co Polacy mogą zrobić? Nic. Chyba, że rewolucję by partyjne sitwy powywieszać na drzewach zamiast liści.

  6. Jak autor sam zauwazyl „Europa wyrosla z wielkich katastrof (…)” wiec nie ma co rozdzierac szat nad Pis-owska Polska. Im gorzej teraz tym lepiej bedzie w przyszlosci. Im bardziej sie cofamy tym wiekszy skok cywilizacyjny nas czeka.

  7. W odpowiedzi na pana zapytanie, co Polacy mają w głowach, mogę śmiało odpowiedzieć: sieczkę! Większość utraciła zdolność rozumowania po populistycznych posunięciach pis. Analogiczna sytuacja miała miejsce gdy Hitler doszedł do władzy. Oczywiście, inny czas, inni ludzie, ale w jednej kwestii nic się nie zmieniło. Państwa unii są nijakie, miałkie i bez „jaj”. To co pan pisze jest tak łagodne i gładkie jak dobrze wyprawiony pergamin. Ta pisowska „banda” (bo śmiało można tak nazwać tą hołotę) nic sobie nie robi z pokrzykiwania nielicznych. Nie ma pan co liczyć na to, że Polacy podniosą krzyk. To naród zastraszony, ogłupiały i zmanipulowany. Dostał pożywkę i w ryzach trzyma go bat imigracyjny. To wystarczy. Trzęsą się jak osika i co dzień rano powtarzają sobie – jakoś to będzie. Właśnie, będzie jakoś! Beznadziejnie. Bardzo łagodnie nie można pisać, choć po części rozumiem. Ten naród boi się krytyki jak diabeł święconej wody. Jest przewrażliwiony na epitety prosto w oczy. Ale tak naprawdę nic sobą nie reprezentuje. Jest słaby, bezmózgi i chory od kilku wieków. Rozbiory i wojny zrobiły swoje. Jedności nigdy nie było. Barykady solidarności były liche i druga strona zeszła do podziemia i tam działa od wielu lat. Na rękę jej jest to, że wychowanie od najmłodszych lat jest tragedią tego narodu. Nikt się nie przykłada, jednostki są na marginesie. Każdy polak powinien mieć tylko trzy klasy szkoły powszechnej i przez całe życie umieć całować Jezuska w stópkę. Więcej nie potrzeba. Elity wykształcone same powymierają bezsilnie nie potrzeba drugiego Pol Pota. Oczywiście jest wielkim plusem, że wielu ludzi myśli tak jak pan, ale poza wąskim marginesem mającym dostęp do mediów niewiele mogą zrobić. Ja powiem: spieszcie się zanim ta faszystowska klika was ubezwłasnowolni. Do tego dążą aby zamknąć nie tylko gęby tym myślącym. Kościółek z ambon z dyszkantem wprawia bezmózgich w drżenie, bo o to przecież chodzi. Oni robią za media, im nic nie grozi, oni są za …! Czytam artykuły na wielu portalach i widzę jak są coraz słabsze i bojaźliwe, asekuranckie. Oby tylko nas nie zamknęli, na razie wyizolowali gry hazardowe, wiadomo po co. Wódka pozostanie to jest pożywka dla bezmózgich, których nic nie obchodzi jakaś tam Europa, wystarczy pełny „bandziuch” , atrapa wiadomości i idiotyczny serial. Gdy głowa się kiwa to kłania się głupocie. Bardzo martwi mnie ten kraj, chory, zakompleksiony, zaściankowy i o ograniczonych horyzontach. Wszystko w nim „leży” począwszy od żłobków, a skończywszy na wymiarze sprawiedliwości. Starzy powymierają bez sił w stania w kolejkach do lekarzy, a młodzi, no cóż jedni będą mieli już tylko ćwierć mózgu, a inni powiedzą: „a dieu”. To będzie finał. Obym nie wykrakał.

  8. Może się mylę ale Pan Celiński zarzucający PiS gre na najniższych instyktach elektoratu w sprawie domagania sie reperacji od Niemców sam… w 2004 roku jako poseł IV kadencji Sejmu nie sprzeciwił się ale poparł wraz z całą lewicą uchwałę wzywając Niemcy do wypłacenia odszkodowań…

    Tak się właśnie traci wiarygodność

  9. zaklada Pan, ze to co sie dzieje w Polsce od 2005 to wypadek przy pracy wielkiego narodu. Ale prawda jest taka, ze wypadki „1980 i 1981 roku, w 1989 roku i później” to byly wyjatki w dosyc zenujacej historri w czasie ktorej Polacy raz po raz udowadniali swiatu, ze rzadzic sie nie umieja. Jako narod blaznimy sie od smierci krola Lokietka i to co sie dzieje od 2005 jest prosta kontynuacja processow, ktre zaczely sie 5 wiekow temu.

  10. Mam duży szacunek i poważanie dla pana Celińskiego,artykuł uważam za bardzo trafny.Niestety nie trafi on tam gdzie powinien,zwolennicy Kaczogrodu nie czytają Polityki.Zamieścić go w pismach prawicowych niestety się nie da.

  11. Bardzo mądrze napisane. Ale co zrobić by opozycja nabrała wigoru? Do wyborów samorz ądowych muszą się ogarnąć. To będzie sprawdzian dla obecnej władzy

  12. Jak zwykle, doskonały artykuł. Dodam, ze „Rubikon” zostal przekroczony i aby Polska mogla funkcjonowac jako panstwo demokratyczne w przyszlosci, prawo musi zadzialac rozliczajac przestepcow politycznych. Nie moze byc poblazania w postaci abolicji. Abolicja tylko utwierdzi politykierow wszelkiej formacji, ze mozna lamac prawo , ale mozna tez uniknac odpowiedzialnosci.

  13. Szanowny Panie! Dla mnie nigdy nie będzie Pan „Emerytowanym Demokratą”. To – po pierwsze. Po drugie – bardzo wysoko cenię sobie Pańską trzeźwą ocenę dzisiejszej sytuacji politycznej w kraju. Na pewno nie zostanę jednym z ostatnich „emerytowanych optymistów” wciąż wierzących w opamiętanie żyjących w Polsce obywateli. Nie wolno dać się zastraszyć populistom, nacjonalistom, rasistom, ksenofobom, religijnym fanatykom. Przestrzeganie zasad Konstytucji jest naszym prawdziwym obowiązkiem. Kiedyś zamieszkają tu miliony obcokrajowców. Wierność demokratycznym prawom będzie wtedy jedyną wspólną ideą łączącą przybywających do nas ludzi. Nie jestem Jeremiaszem. Jestem przekonany, że przyszłość należy do nowoczesnego, otwartego na świat społeczeństwa. Nie staniemy się europejskim skansenem przesądów. Nie zarazimy się nienawiścią. Solidarność między ludźmi na pewno zwycięży.