Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

18.09.2017
poniedziałek

Między beznadzieją a nadzieją

18 września 2017, poniedziałek,

Jest, jak jest. Nie da się skutecznie pudrować. Duda to też humbug. Kiedy już zdemolował podpisami i zaprzysiężeniami to, czego nie powinien był legitymizować – walczy o swoje, nie o nasze.

Ustroje, systemy i państwa więcej ważą niż kierujący nimi ludzie. Nie przypadek, lecz kultura współczesnych przyniosła to, czego doświadczamy. Nie da się tego odnieść z sensem tylko do rządzących, Kukiza albo Korwina. To jest w opozycji, mediach, na uniwersytetach, w Kościele. Mamy po latach i dekadach karnawału wreszcie to, co nasze, polskie, biało-czerwone. Zawsze tak było: były tu jeden naród i dwa plemiona albo – w skrócie – dwie Polski, tyle że przez pół wieku jedna z nich była przytłumiona.

Teraz wyszła do góry, rządzi. Mimo różnic czasu i okoliczności wielkich jak Himalaje – mamy właściwie to samo co w ostatniej ćwierci XVIII w. Konstytucja 3 Maja, solidarnościowy zamach – zostały wyrzucone za burtę jako nie dość polskie. Nie dość narodowe. To najpierw kwestia kultury, potem polityki. Szczególnie w demokracji, kiedy nic i nikt nie tłumi swobody ekspresji. A do tego internet! Tu każdy jest autorytetem. Mają więc rację ci, którzy wykrzykują, że nawet gdybyśmy byli jedyny tacy w Europie – to będziemy tacy. Wierni dziedzictwu, bo to nasze, polskie. Nie da się wiecznie siebie oszukiwać. Solidarność to Kaczyńscy, a nie Wałęsa, czyż nie?

Nawet Kościół zachowuje w tej sprawie dystyngowane milczenie. Nie bronił Okrągłego Stołu, porozumienia, szacunku do człowieka może trochę różnego. Zapisał się do partii jedynie słusznej racji.

Demokracja jest bezwzględna. Wynagradza mądrych, otwartych, poszukujących, cierpliwych, systematycznych. Karze przeciwieństwo. Karze to, co nadmiernie cwane, pazerne, roszczeniowe. Demokracja potrzebuje wysokiej wartości kapitału ludzkiego, bez niego marnieje. Wolność zaś i inne prawa osobiste potrzebują pewnego minimum zaspokojenia materialnego. Bez tego się nie obroni. Demokracja i wolność to miks, któremu najlepiej w równowadze. Kiedy kapitał ludzki jest porównywalnie niski, poziom życia nierówny, a kryteria sukcesu niewyraźne, bez wielkiego wysiłku, wspólnej determinacji wielu – i demokracja, i wolność wystawiane są na ciężkie razy.

Podwojenie dochodu narodowego w dwie dekady – tak było. Z niskiego poziomu, to prawda, i dzięki uwolnieniu nowej energii po odrzuceniu hamulców księżycowego ustroju, ale ten dochód robi wrażenie w świecie ludzi normalnych. Bo to jest wyjątkowe (za słownikowym znaczeniem tego słowa) osiągnięcie. I mimo wielu głupot, a nawet przestępczej pazerności niektórych, mimo słabego wobec wrogów państwa, wciąż ponad miarę tolerancji bezmyślnej polityki, bezplanowości i przypadkowości (ikoniczna kupa kamieni, organizacja hybrydowa) – na tle innych nasza polska polityka nie była tak zła, jak wykrzykiwali przeciwnicy. Dzban się jednak rozbił. Demony uwolnione. Wszystko jest już możliwe.

Zaczęło się od drobiazgu – od zadekretowania przez państwo urzędowego niedorozwoju polskich dzieci. Słynna sprawa sześciolatków. Furda, że na odległość widać było prywatę, kasę i głupotę animatorów ruchu. Dobra zmiana przygarnęła, związała się, przeprowadziła. Czynnik społeczny, obywatelski, narodowy korespondował wreszcie z intelektualnym, moralnym i pod każdym innym względem potencjałem władzy. A potem wszyscy już wiemy. Poszło!

Nic, dosłownie nic (konstytucja, konie, korupcja, Misiewicz, puszcza, obrót ziemią, wiek emerytalny, zadłużenie, komisja wenecka, postępowanie przeciw Polsce przed luksemburskim TS, rozbrajanie armii, izolowanie Polski) nie wywołuje… nie, nie wstrząsu, co tu mówić o wstrząsie, ale nawet zachwiania, zatrzymania, niepewności, wątpliwości. Nie. Wszystko jest w porządku. Dla masy mediów rozumiem, one od początku, wbrew wcześniejszym deklaracjom i opiniom, tylko na cieniutkich marginesach są analityczne. A tak po prostu w większości były i są partyjne. Rzecz jasna niekoniecznie formalnie.

A partie nie polskie są, lecz plemienne. Kto powie w nich dziś swoim, w jakiejkolwiek sprawie: DRODZY, MYLICIE SIĘ!? Kto oczekuje prawdziwej debaty w parlamencie? Prawdziwej, czyli poszukującej (przynajmniej do jakiegoś etapu) słabych stron, możliwej krzywdy, nieuzasadnionego wyróżnienia i lepszych rozwiązań – ponad naturalnym podziałem? Upominać się o to, znaczy być przypadkowym gościem w politycznym salonie. Tam bez konkurencji brylują ci, którzy zawsze i wszystko wiedzą. Dla których, znów cytując klasyka (tyle że z czasu prawdziwej „Solidarności”), „taka jest prawda i innej być nie może”. To o beznadziei.

Nadzieja.

Ten wielki Duńczyk przecież po coś i w oparciu o doświadczenie napisał tę bajkę, że zdarza się, że ludzie skutecznie otworzą oczy, by dostrzec, co inni skrywają dla swojej sprawy, drapując w piękne szaty. Skoro tak proste słowa stały się globalnym zawołaniem, widać są istotne. Nie tylko nadzieją, ale i możliwością. I nasz król jest nagi. I przeraźliwie brzydki, domyślam się, w tej swojej nagości. Jego szaty zaś zmyślone i wmówione. Kiedyś opadną. Odsłonięta jego czynów brzydota ukaże się w przerażającej dosłowności nie tyle swoim (oni już są związani mafijnym węzłem interesu i współodpowiedzialności, muszą się trzymać jego bredni), lecz tym, którym łatwiej iść w swej wierze na skróty, niż myśleć. Zmuszą wtedy innych do rewizji ich postaw. Jak na przykład tych, którzy wolą kasę kosić, dla siebie i dla swej instytucji, niż wypełniać swą misyjną powinność. I w naszej historii zdarzało się, że ludzie uciekali z krzykiem od swojej przeszłości.

Kilka dni temu w TOK FM przypomniano, że u nas tak już jest, że mimo powtarzających się w każdym tygodniu świństw, niegodziwości, okropieństw, kompromitujących zachowań rządzących – sondaże ani drgną. I nagle, nie wiadomo, dlaczego akurat w tym momencie, jakiś nieznany nam próg wytrzymałości zostaje przekroczony i nic już spadków nie powstrzyma.

Zamiast więc zatrzymywać się nad frustrującą świadomością, że mimo ogromu zła publiczność nie reaguje, lepiej zająć się przyszłością.

Owszem, tu jest sytuacja wyjątkowa. Wycofano przecież konstytucyjne bezpieczniki demokracji. Nasz kraj, nasze państwo może być wciąż praworządne, ale to jest już prawie wyłącznie jak idzie o możliwości w rękach rządzących. Są ponad obywatelami, stawiają się ponad państwem.

Ale trzymajmy proporcje. To nie jest sytuacja sowieckiej opresji. To wszystko jest wciąż kwestią naszych wewnętrznych decyzji. Są wciąż wolne media. Jest perspektywa wyborów. Jedno i drugie będą celem niegodziwości; domyślam się, że bardziej to pierwsze. Gwarancji wolności i praw nie da się utrzymać wbrew woli większości. Rządzący mają rację: decydują wybory. I w tym wciąż jest nadzieja. Co trudnego i co niezwykłego jest sukcesywnie i codziennie mówić opozycji: nie są dla siebie. Mają wyhodowane garby przeszłości. Czynów i zaniechań. Wciąż dokładają nowe (jak sprawa NSZ), ale mają też wciąż w rękach instrumenty prawdziwej polityki. Ustawienie się w pozycji syndyka masy upadłościowej może być korzystne na moment, ale tylko na moment, do chwili upadku. Są w końcu wciąż aktywni ludzie, których wpływ w ich masie nie ogranicza się do opozycji. Jest ich dużo więcej, o przynajmniej (szacuję) dwa i pół rzędu więcej niż tych, którzy wywołali zmianę geografii politycznej Europy pod koniec XX wieku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Ciągle w kółko to samo.

    A Polacy jak nie mieli możliwości wybierania własnych przedstawicieli do Sejmu, tak nie mają nadal możliwości wybierania własnych przedstawicieli do Sejmu nie mając prawa swobodnego zgłaszania własnych kandydatów.

    Pisz se pan dalej do Brudzińskiego i innych swoich koleżków. Może ci pana wysłuchają. Dla Polaków i tak nie ma to najmniejszego znaczenia, bo nie mają na nic wpływu.

    Ile wolności, tyle odpowiedzialności. Dla polskiego „wyborcy” oznacza to zero odpowiedzialności.

  2. To cytat, a raczej przedruck z blgu Passenta:

    litwos8
    18 września o godz. 9:43

    „Panie Redaktorze kochany, wszyscy redaktorzy Polityki i wszystkich czasopism, gazet niezależnych i wszystkich niezależnych stacji telewizyjnych. Przestańcie w końcu pisać jak mantra o 40% poparciu dla PIS-u w sondażach. Nie widzicie, że wszystko to manipulacja. Może przeprowadzilibyście jakąś prowokację dziennikarską i sami przeprowadzili taki sondaż, to może okaże się jakie jest faktyczne poparcie dla tej partii. Partia doszła do władzy poprzez różne manipulacje, nieraz bardzo perfidne, a ponieważ doszła do wniosku, że manipulacje przynoszą b. dobre efekty, to robi to nadal. Po pierwsze proszę zobaczyć co za instytucja przeprowadza te sondaże. Po drugie; o ile wiem, to sondaże przebiegają w ten sposób, że dzwoni się do rejonów kraju, gdzie mają największe poparcie. Po trzecie; nie zadają od razu pytania o poparcie, a przeprowadzają rozmowę z respondentem, np. o wiek wykształcenie, pracę, liczbę dzieci. Dopiero po wysondowaniu respondenta zadają pytanie o poparcie, a jeżeli po wstępnej rozmowie wynika, że respondent może poprzeć inną partię, to po prostu wyłączają się. Prawdziwy sondaż przeprowadzony był w ub. niedzielę w jednym z miasteczek na Podlasiu, gdzie kandydat PIS-u na burmistrza zdobył ok. 3,5% głosów. O ile mi wiadomo, to Podlasie było matecznikiem PIS, a jeżeli już nie jest, to dobrze. Dobrym sondażem był też niedzielny festiwal w Opolu, nawet zwożenie ludzi autokarami, pewnie za pieniądze podatników, nic nie dało, bo efekt był mizerny.

    Wszystkie, te działania PIS o wysokim poparciu, mają jedyny cel, przygotowanie do sfałszowania wyborów. Jestem więcej niż pewien, że te 40% podawane będzie aż do wyborów. Niezależnie od tego jaki otrzymają wynik w wyborach podadzą, właśnie taki 40% wynik, bo powiedzą, że sondaże na to wskazywały i nie ma w tym nic dziwnego. Przestańcie się w końcu nabierać i piszcie ludziom jaka jest prawda i jakie są intencje tej partii.”

  3. Tak Pana boli, że wreszcie, po dziesiątkach lat niewoli, Polacy stają się gospodarzami w swoim własnym domu?

  4. Kościół z pewną taką nieśmiałością zaczyna półgębkiem w drugą trąbę dmuchać. Oczywiście ciemny lud na razie nie reaguje jak pan Bóg przykazał i dalej brnie w otchłań i ciemność. Dopóki srebrniki brzęczą w kieszeni dopóty można rabować i kraść???