Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

26.09.2017
wtorek

Oświecone umiarkowanie Romana Giertycha

26 września 2017, wtorek,

Nie obserwuję polityki ani polityków z uwagą, jakiej można by po mnie oczekiwać. Nie chce mi się. Nie mam czasu. Nie rozwija mnie to. Mogło mi więc z ewolucji Romana Giertycha wiele umknąć. Wydaje mi się, że pierwszym miejscem, gdzie uznano, że warto go zapraszać i pokazywać już nie jako babę z brodą, lecz interesującego komentatora, była TVN24. Zwłaszcza „Fakty po Faktach” i red. Olejnik w „Kropce nad i”.

Nie zdarzyła mu się w minionych trzech, czterech latach wypowiedź, którą uznałbym za niepotrzebną. Nie chciałem w to uwierzyć. Ale kiedy po raz trzeci, siódmy, dziesiąty odczułem zaskoczenie, zdziwienie, szacunek dla jego postawy (często/czasem mimo różnic oceny), musiałem przyznać, że ignorować go, to znaczy zaprzeczyć samej istocie debaty. Nie po to ona, żeby ludzie komunikowali tylko swoje opinie. Debata powinna być rozwijana przede wszystkim po to, by było nam wszystkim, mimo różnic, ze sobą po drodze. By odnajdywać jakąś wspólną przestrzeń. Głębiej się rozumieć. Zdaję sobie sprawę, że w czasie demokratycznej nocy to jakieś koszały opały. Ale może ta noc się kiedyś skończy?

Zacząłem go słuchać nie po to, żeby wiedzieć, gdzie ugryźć, lecz po to, żeby zrozumieć jego racje.

Wisi nad nami cudownie prosto sformułowane przez Lisa pytanie: CO Z TĄ POLSKĄ?

Bo ona przecież jest, jaka jest. Można milczeć. Ale Kornhauser z Zagajewskim już 40 lat temu pisali, że świat nieprzedstawiony nie przestaje istnieć. Co więc z tą Polską? To proste zdanie można skomplikować (ale po co?) – związać z anomią jako kluczową postawą wobec prawa i państwa, a także współobywateli. Mnie wolno, jestem w specyficznej sytuacji, ale tamtemu wara. Z niekończącą się roszczeniowością, z przysłowiową miedzą, za którą można zabić. Z mitomanią. Brakiem ducha solidarności i wspólnotowości. Z tęsknotą za tym, co nie nasze, a jednak stające się czasem marzeniem. Kulturowo rozpięci między zachodnią i azjatycką Europą. Jeśli ma jeszcze jakiś sens myślenie o możliwie szeroko wspólnej Polsce – należy się starać. Zostawić go samego? Można. Tak po polsku, stosownie do kulturowego kodu (stereotyp?) – wykazał słabość, to dobić. Albo coś kombinuje. Bo przecież…

Giertycha potraktowałem kiedyś – był wicepremierem – okrutnie. Najpierw w radiowej Trójce, potem u Lisa w Polsacie. Należało się. Chodziło o Kuronia. O polskie ikony dobra i zła. O Szczęsnego Potockiego i Radziwiłła „Panie Kochanku”.

Przez lata do głowy mi nie przyszło, że nie dość, że można mu podać rękę, to jeszcze można uznać jego absencję za stratę jakiejś wartości. Dla państwa. Tak jak nieobecność (jeśli kogoś urażam, proszę o wybaczenie) Cimoszewicza, Steinhoffa, Frasyniuka, Millera, Olechowskiego, Markowskiego, Lewandowskiego. Giertych mówi o Żeromskim niedobrze, dobrze zaś o Sienkiewiczu. W kwestii Żeromskiego dzieli nas więc wszystko. Jesteśmy na antypodach. Ale czy z tego względu mamy pozrywać wszystkie nitki?

Wierzę w wartość demokracji. A w jej granicach czym więcej ludzi o zróżnicowanych poglądach odnajduje godnych ich wyborom reprezentantów, tym lepiej dla wszystkich. Tym państwo silniejsze, społeczeństwo bogatsze, demokracja pełniejsza.

To było wprowadzenie. Jak Giertych długie.

Nie lekceważę postury. Łatwiej zauważyć wybitną latarnię niż latarenkę. Jeśli oświetla istotne treści, to ważne, łatwiej po prostu. Kiedyś powiedziałem to Olechowskiemu. Nie był jeszcze w polityce. Ale zaprosił mnie, przepytywał. No to mu powiedziałem: ma pan język, dobry, którym tu nikt nie mówi. No i dwa metry. Łatwiej zauważyć. Pańskie kompetencje ekonomiczne, które tak pan podkreśla, są wybitne, ale takie ma dwieście, a może i dwa tysiące. Ale język i wzrost – to już tylko pana.

Weekendowe wydanie „Gazety” (23/24 września 2017). Cztery pełne kolumny. Świetne zdjęcie i głupi niestety tytuł: „Przecież jest Romek!”. Podtytuł jednak znów w punkt: „Chciałbym być szefem komisji śledczej ds. działania rządu Beaty Szydło w latach 2015-19. Nadawałbym się jak mało kto”. Jest tu wszystko.

Wymieniłbym może nazwiska i funkcje: Kempy (kto ją jeszcze pamięta – to też miara tego, co za oknem), Macierewicza, Ziobry, Szyszki, Błaszczaka. Objął jej aktywnością oczywiście prezydenta Dudę. Byłaby jeszcze sprawa SKOK-ów, w której Andrzej Duda też jest postacią – uczynnego świadka. Z dwóch głównych w przyszłości oskarżonych jeden nie żyje.

Najważniejsze jest na początku rozmowy.

Giertych mówi: „Platforma przegrała, bo nie odpowiedziała na aspiracje narodowe Polaków. Mogą być one negatywne i pozytywne. Negatywne to nacjonalizm. Pozytywne to dążenie do wzrostu znaczenia kraju… Żeby Polacy mogli poczuć się dumni, że są Polakami”. Ciepła woda i mnie się wydaje ważna. Polityka dla 98,5 proc. obywateli (procenty zmyślam) to rzecz nie tylko ich dobra, ale i zła. To naturalne. Polityka to ograniczenia. Władza. Przywileje. Koszty. Kto by to lubił, jeśli sam nie korzysta? Jej sens jest wtedy, kiedy się wypłaca. W dłuższym czasie już nie tylko w pieniądzu, ale i w czymś, co oddziałuje na wyobraźnię i łączy mimo kasy. I usprawiedliwia wyrzeczenia wolnych ludzi. Idea. Wielkość. I dla każdego z nas jest w tym miejsce. Giertych to rozumie. Podkreśla, z podziwem wyciekającym z każdego zdania, że Kaczyński jest w tej dyscyplinie niedościgłym mistrzem. To bardzo prawdziwe i niemniej ważne. To najprostsze objaśnienie (zdumiewającego ludzi wychowanych pośród kanonów greckiej logiki) fenomenu bezbrzeżnego oceanu głupot i zmyśleń serwowanych przez kapłanów religii smoleńskiej.

Potem (wracam do wywiadu) świetne dywagacje o wierze. Do nich odnosi się tytuł mojego bloga. Konserwatywny fundamentalista mówi tak, że nie sposób przejść obojętnie. Świetny fragment o antyewolucjonizmie Ojca. Jego genezie. Tamtej rodzinie.

Nie referuję. Przeczytajcie.

Jestem agnostykiem bliskim wiary. Kościoły mam za instytucje interesu głównych ich aktorów. Giertych mówi jednak tak, że powstaje przestrzeń politycznej debaty o prawie każdego do jego życia ułożonego wedle potrzeb i wartości, o państwie, o ograniczeniach i o przywilejach. Tu polecam fragment poświęcony małżeństwu. Uzasadnił jego przywileje tak prosto i prawdziwie, że tłukę głową o ścianę, dlaczego choć słyszałem to stokroć od innych, to nie usłyszałem.

Ja wiem, że „oświecone”, Giertych, „umiarkowanie” to połączenie słów i ich znaczeń dla wielu nieoczekiwane. Może się mylę. Ale te cztery kolumny! Czyta się jak najlepszy romans albo kryminał. Polecam.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Przypudrowany, z dziada pradziada, radykalny konserwatysta. Nic więcej. Tyle, że bardzo sprawny, obyty, jakby oswojony i przylizany. Pan Giertych wie jak rozmawiać z mediami, jak się kreować, jak reagować. Jest wyrazisty, mięsisty…
    Szydło z worka wychodzi jak Pan Giertych zaczyna snuć swoja opowieść o gejach. Homofobia wypływa na wierzch i z pudru robi się maź…
    Szanowny Gospodarzu – proszę jeszcze raz przeczytać ten wywiad w GW na spokojnie… Jeżeli walcząc o demokrację, jest Pan gotowy poświęcić prawa osób LGBT+, to czarno widzę ten bój.
    Mnie Pan Giertych od zawsze tylko przeraża…

  2. Szczerze mnie Pan zachęcił do poczytania. A pomysł z komisją śledcza jest przedni!

  3. Tu się zgodzę. Pan Giertych, reprezentujący pogląd nacjonalistyczny, z którym osobiście się nie zgadzam, przeszedł długą drogę – od akolity PiSu poprzez akolitę PO … dokąð ??? Jak na razie zatrzymał sie na etapie PO . Chciałbym go widzieć jako nowoczesne wydanie endecji ale nie wiem, czy do tego już dorósł….. Zawsze jednak uważam, że lepsza narodowa demokracja niż narodowy socjalizm 😉

  4. No pięknie – i to ma być ta nadzieja na przyszłość: Roman Giertych – założyciel Młodzieży Wszechpolskiej (ta się jakoś zreformować nie chce), przeciwnik legalnej aborcji, nowoczesnych metod antykoncepcyjnych, związków partnerskich, definiujący rodzinę jako grupę ludzi wychowujących dzieci w ideologii kaolickiej…
    Naprawdę? To jest ta mądra przemiana?
    Jako osobie, która wciąż pamięta POPiS, uważnie słucha bredzenia pana Komorowskiego, któremu wciąż odbija się obiadami z biskupami, bezsensownych wypowiedzi Schetyny, oglądającej czerwone twarze takich ludzi jak Protasiewicz (bo akurat jestem z Wrocławia) oraz wysłuchującej programów politycznych sprowadzających się do „obalenia PiS”, coraz trudniej jest nie uledz przekonaniu, że w tych karkołomnych poszukiwaniach osobowości i lidera przyświeca jedynie chęć odzyskania władzy.
    Jako wyborca mówię nie. I nie dam sobie wmówić, że nie ma alternatywy poza tą prawicową karuzelą starszawych panów i powolnych im pań.