Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

7.10.2017
sobota

Salazarek wie, co daje mu moc ludzi zabieganych za groszem

7 października 2017, sobota,

Przyzwyczajamy się do bezczelnego łamania prawa przez prezydenta i rząd. Silny ludowym wsparciem, przyzwoleniem Kościoła, biernością obywateli – zwłaszcza młodych i tych, którzy wierzą, że wszystkiemu winne są władze – nie ma hamulców dla jawnych świństw.

Nie chodzi wyłącznie o konstytucję, inne prawa i obyczaj, ale też o formę, klimat, ton. I o tak niewymierną rzecz jak wykopanie rowu dzielącego dwie grupy obywateli. Żyjące pokolenia nie zdołają przerzucić żadnych mostów. Mamy dwa nie tylko obce, ale i fundamentalnie wrogie sobie społeczeństwa. Nie interesami podzielone (które zawsze w końcu można uzgodnić i utrzeć), ale także symboliką, duchem, wszystkim, czego nie da się już zlepić.

Rząd i prezydent lekceważą i obrażają profesorów, artystów, menedżerów kultury, prawdziwie zasłużonych działaczy antykomunistycznej opozycji, nauczycieli, ekspertów, instytucje europejskie. Kompromitują Polskę moralnie. Naród, który opresjonowany z zewnątrz i wewnątrz tak dużo dobrego otrzymał od innych, wywołuje dziś konfuzję brakiem elementarnego poczucia solidarności. Do kasy pierwszy, do współpracy w budowaniu podstaw europejskiego pokoju i dobrostanu – ostatni. I ten totalny deficyt kindersztuby. Waszczykowski, Kownacki, Szydło, Kaczyński. Chamstwo i chyba brak jakiejkolwiek ekspertyzy europejskiej (por. sprawa Komisji Weneckiej, a teraz Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości).

Działania uwidaczniające podwójną moralność. „Dezubekizacja” i Kryże, Piotrowicz. Amber Gold i SKOK-i Biereckiego.

Przyzwyczailiśmy się tak łatwo, jak łatwo przyzwyczajaliśmy się do patologii poprzednich ekip. I na dodatek chełpimy się mitami o polskiej wyjątkowości. Nikt w świecie tego będącego jawnym wyrazem kompleksów przeświadczenia o naszej wielkości nie podziela. „Nasz papież”, „pokolenie JP2”, lider Grupy Wyszehradzkiej, Lech Kaczyński, wielki polityk.

Umknął uwadze obywateli pierwszy dzwonek, kiedy to fundamentalny dla polskiej gospodarki program prywatyzacji (PPP) wszedł w życie jedynie dzięki przekupstwu. Dzięki darmowym z początku, później uprzywilejowanym cenowo akcjom dla „załóg”. To, że był to fundament późniejszego korporacjonizmu, też właściwie nikogo nie interesowało. Symbolem tego bezmyślenia, ale i realnego wymiaru „patriotyzmu”, stała się sprawa prywatyzowanego Banku Śląskiego. Pracownicy bogatych przedsiębiorstw dostali całkiem wartościowe akcje. Nauczyciele obeszli się smakiem. Zresztą dzisiaj zapadła już cisza wokół tego wstydliwego tematu, związki zawodowe pilnie baczyły, by tam, gdzie konfitury, wyjątkowo słodkie dzieci szły za rodzicami.

Potem były posady w urzędach („trudno przecież pracować z kimś, do kogo nie ma się zaufania!”), potem w przedsiębiorstwach komunalnych, a później we wszystkich, w których państwo miało znaczące udziały (nawet w giełdowych, jak ORLEN, KGHM, PZU). Jakimś odpryskiem były uzurpowane przez niektóre rodziny i media nietykane prawa niektórych wdów i córek smoleńskich. Najzabawniej wyszło to w przypadku pań Gosiewskich. Najbardziej żenująco w przypadku zięcia prezydenta, który zginął w tej katastrofie. Ale naród to przecież akceptował. Przynajmniej ten pokazywany w mediach. I ten głosujący na PiS. Choć nie słyszę ze strony PO, partii liberalnej, czy to jest w porządku.

Na marginesie: co z ubezpieczeniami? Co to za obyczaj, skąd wzięty, gdzie precedensy, że jeśli orkan/huragan/trąba powietrzna dach w diabli wzięli, to państwo płaci. Powódź. Pożar. Osuwisko. Lipiec 1997, Cimoszewicz we Wrocławiu. Powiedział to, co ukazało się we wszystkich mediach, o ubezpieczeniach. Nie dodawano, co powiedział zaraz po. A powiedział, że państwo wypłaci za szkody. Mimo braku ubezpieczenia. Minęło 20 lat i gdzie ta lekcja?

Nie pamiętam już dokładnie daty, ale mógł to być 1994 r. Leciałem jako obserwator OBWE, jedyny z kraju, do Algerii. Wybory. Nie było tam bezpiecznie. Doświadczyłem tego, mimo że nie byłem bezpośrednio zagrożony. Strzelano w pewnej odległości. Nie do nas. Mama, ekonomistka po SGH, zanim jeszcze szkoła stała się SGPiS, zapytała: „Andrzejku, przepraszam, ale masz dzieci, dużo dzieci, czy ktoś cię tam ubezpieczył na życie, na rehabilitację w razie czego?”. Poszedłem z tym pytaniem do odpowiednich biur kancelarii Sejmu. Byłem pierwszy w historii. Było zakłopotanie. Ich i moje. Ale jeśli moja Mama zapytała o to, to pozbyłem się wstydu. Drążyłem. Nie było to oczywiste. Ubezpieczyli. Na 200 tys. złotych.

Czy w 2010 roku ktoś, w szczególności Kancelaria Prezydenta, ubezpieczyła tamten lot? Nic w Polsce nie może być normalne? Dlaczego jedni dostają więcej, a inni mniej? Czy państwo jest, w swoich zobowiązaniach, „po uważaniu”?

Może należałoby ze skruchą (odnoszę się do partii politycznych, w tym PiS, ale i PO, PSL) wysłuchać Bartłomieja Sienkiewicza i wziąć się do roboty? Adresuję to zwłaszcza do tych dziennikarzy i polityków, którzy zrobili sobie wdzięczną tarczę z Sienkiewicza. O co im idzie? O prawo? Co zrobili (tyle lat!), żeby Szydło nie gadała trzy po trzy na wichrowym pobojowisku? Że da.

Mógłbym podpowiedzieć. Kataster. I z katastrem związany powszechny podatek. A on z ubezpieczeniem obowiązkowym związany. Wszystko można uczciwie wyliczyć. Komputery! Nie technika jest barierą. Barierą są mózgi polityków. I ich serca. Odwaga mówienia prawdy wprost.

A do bieżącego tematu: dajcie sobie spokój wobec ludzi, którzy w przyszłym, praworządnym kraju (jeśli Polska takim się stanie) zostaną skazani. Zachowajcie w sobie wiarę, że nie zawsze będzie PiS. I Kopacz, która nie przyjechała na głosowanie w sprawie Ziobry. I inni, którzy nie przyjechali. I jeszcze inni, których interesy nie pozwoliły głosować tak, jak powinni ludzie uczciwi głosować.

Bez wyjścia na ulice, póki nie strzelają gumowymi kulami, póki aresztowanie opozycji nie mieści się w głowie, będą wkrótce strzelać, aresztować, sekwestrować. Zwłaszcza to ostatnie. Salazarek wie, że kapitalizm dał mu oręż większy niż ten, którym dysponowało NKWD. Kasę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Kaczorek-Salazarek, najcelniejsze skojarzenie jakie slyszalem ostatnimi czasy…

  2. Dlaczego tak przerażająco trafia Pan w sedno? Dokąd zmierzamy?

  3. Polakom, to co się dzieje nie przeszkadza, bo sami robiliby to samo, będąc na ich miejscu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To nie jest tak ,że my do czegoś zmierzamy.Nie my a sekta ,która już zdobyła swój cel.Skłócenie ludzi tak ,że w żaden sposób nie można zatrzymać retuszu ,polegającego na zdobyciu wymiaru sprawiedliwości.To jest jakiś obłęd.Oni w farsie historii grają spektakl w Belwederze.Chcą być Piłsudskimi ,którzy dogadywali się w tym miejscu ,do zamachu majowego.i po nim.Tacy ważni ,a tacy żałośni..Ale to wszystko można znieść ,na razie nie popadając w depresję.Wyobraznia każe mi bać się najgorszego.Celów do osiągniecia przez ministra rozwoju.Po rewelacjach o VAT ,ogłasza ,że największe zagrożenie dla gospodarki to wymiar sprawiedliwości.Bo tylko ich sądy będą wsadzać za kraty ,wszystkich ,ktorym marzy się wolny rynek i sprzeciwiać się będą drożyznie np. masła.Bo to co Tusk nie uczynił przez 8 lat ,udało się pani Beacie.

  6. Kataster to podwójne opodatkowanie. Budujemy, remontujemy z dochodu, który nam został po opodatkowaniu. Nie konsumujemy. Mieszkam we Wrocławiu. W latach 90. kupiłem nieduży poniemiecki domek. Zaniedbany, zagrzybiony, nadgryziony zębem czasu od momentu wygnania z niego Niemców w 1945 r., nic w nim nie robiono. Wyremontowałem go, a praktycznie wybudowałem od nowa, oprócz ścian nośnych wymieniłem w nim wszystko, dach, komin, instalacje, okna, schody wewnętrzne, dobudowałem salon z kominkiem, zrobiłem ocieplenie. Od czasu do czasu zajeżdżają tu Niemcy, jako Polak mam satysfakcję, że nie tylko potrafimy korzystać z tego co inni wybudowali, ale też i sami postaraliśmy się o to zadbać a i dodatkowo potrafiliśmy wznieść coś trwałego, materialnego. Wszystko to robiłem latami, mieszkając na budowie. Teraz słuchając pomysłów polityków o ponownym opodatkowaniu podobnych do mnie żałuję mojej decyzji o rozbudowie domu przeprowadzonego kosztem wieloletnich wyrzeczeń moich i mojej rodziny. Mogłem nie być frajerem i podobnie jak wielu innych doprowadzić chałupę do jako takiego stanu, a finansową nadwyżkę na bieżąco konsumować – wakacje w ciepłych krajach, jakaś fura, czy inne ekstrawagancje. Podobnie krew mnie zalewa kiedy słucham recept udzielanych przez znawców wszelkiej maści na temat poprawienia kondycji ZUS, ograniczających jedynie się do propozycji podniesieniu składki zdrowotnej osobom prowadzącym działalność gospodarczą, w sytuacji gdy bogaci rolnicy płacą ją w wysokości śmiesznie małej. Składki emerytalno – rentowe płacone przez rolników do KRUS też mają się nijak do wysokości daniny płaconej do ZUS. Np. przedsiębiorca płaci w tym roku około 812 zł składki do ZUS plus około 300 zł na NFZ, a rolnicy zdecydowanie mniej, np. rolnik prowadzący działy specjalne produkcji rolnej płaci do KRUS na ubezpieczenie zdrowotne około 180 zł na miesiąc, a na ubezpieczenie emerytalno – rentowe płaci miesięcznie do KRUS około 100 zł.

  7. „nietykane prawa niektórych wdów i córek smoleńskich. Najzabawniej wyszło to w przypadku pań Gosiewskich”

    Szydera z krewnych ofiar katastrofy kwalifikuje Celinskiego do obicia mordy wymoczonym kijem ! Kariera w Brukseli jako „ofiary NKWD-bis” pewna. Timmermanns da „Kinderniespodzianke” + kalendarz Volkswagena na rok 2018 ! 😉

  8. Szanowny Panie! Świat wokół jest tak nieprawdopodobnie skomplikowany, że jakakolwiek władza uzurpująca sobie prawo do łamania Konstytucji, zrywania międzynarodowych ustaleń, narzucania wolnym ludziom siłą wyznania, sposobu interpretacji historii, rozpadnie się pod naporem sprzecznych oczekiwań społeczeństwa i wyborców. Wykluczając wszystkich z publicznej debaty – sami staną przed koszmarem całkowitej politycznej izolacji. Nie będą mieli nikogo: sojuszników, poparcia obywateli, biznesu, elit. To kwestia czasu. Nawet zbiegu nieprzewidywalnych okoliczności. Na początku uśpi wielkie poparcie w sondażach opinii, potem chwilowa koniunktura gospodarcza. Gdy oficjalnie głoszona propaganda sukcesu przestanie mieć odzwierciedlenie w skrzeczącej rzeczywistości przyjdzie moment otrzeźwienia. I wtedy będzie już za późno. Kolejny gniew ludu zmyje ten świat z powierzchni ziemi. Ten tak kokietowany przez wszystkich „Suweren” pierwszy zdradzi swoich populistycznych admiratorów. Nawet nie będzie mi ich żal. A Pan zobaczy to jeszcze na własne oczy. Pozdrawiam.

  9. „Zachowajcie w sobie wiarę, że nie zawsze będzie PiS”.

    A kto będzie?