Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

15.10.2017
niedziela

Kotwiczka, ryba, Polska

15 października 2017, niedziela,

Najstarsi pamiętają. Ja też pamiętam. Pamiętam zwłaszcza swoją samotność. W szkole.

Chodzi bowiem o pamięć. I o państwo. O szkołę. Klimat. O historię. Dla niektórych są to sprawy ważne. I o uczciwość jej nauczania chodzi. O cel.

Wtedy szło o gloryfikację Związku Radzieckiego. Pamiętam. Dzisiaj o PiS. Cel i metody te same.

O tym dzisiaj piszę. Od serca. Od 14. roku swojego życia miałem z tym związek. W mojej klasie byłem ja. I Kuba Święcicki. Andrzej Resner. My we trzej w tej chłopięcej klasie byliśmy, wedle dzisiejszych kryteriów, w porządku. Nawet więcej. Walczyliśmy. Przeciwko nam była szkoła. I klasa.

Siedemnastu miało ojców w MO i SB. Kto to wiedział? Ale tak było w tej naszej klasie. Od wnuka pierwszego komendanta MO, później sekretarza i członka biura politycznego KC PZPR, syna dyrektora departamentu w MSW, on sam później zwykłym łapsem był, co rewizję u Wujców robił, przez szereg synów pułkowników, po syna starszego sierżanta. Co Jaroszewicza woził. I my trzej. Kuba raczej, z uwagi na chorobę, nieobecny. Ja wiem, co znaczy być przeciwko. I wiem, co to znaczy być dokładnie naprzeciwko kłamstwu. W szkole. Bez wsparcia nauczycieli. Nawet jeśli później byli szefami struktur „Solidarności” – kiedy „Solidarność” była na górze. Ja to wszystko pamiętam. Mimo wieku. Z litości dla tamtych nie przywołuję, ale mogę przywołać. Dlaczego nie. Dzisiejsze patrioty. Z rybą. Kotwiczką. I biało-czerwonym sztandarem. Z ich totalnym biograficznym kłamstwem. Kiedy byli potrzebni – nie byli. Teraz są. By gnoić tych, co byli, kiedy ich nie było.

MŁODZI! CZTERDZIESTOLATKOWIE! To macie na myśli, kiedy oderwać się chcecie od STARYCH? Tak pytam. O programy i motywacje już nie pytam.

Nie jestem pewien, czy jakąś wiedzę o życiu we wszechoblepiającym bezczelnie jawnym kłamstwie mają ludzie, którzy upodobali sobie dzisiaj – kiedy to modne i niekosztowne – powstańcze rekonstrukcje, lepiące znaczki Polski Walczącej i ryby na blasze swych aut dla poświadczenia przywiązania do słusznej wiary. Nie wiem, czy to patriotyczne pobudzenie, kiedy nie o krew, ale o rozum chodzi, jest wartością. Nie wiem zresztą, ilu z tych patriotów miało rodziców i dziadów, co rzeczywiście krwią i wolnością świadczyli. Bo w moim środowisku właściwie wszyscy.

Dudowie. Kaczyńscy. Suskowie. Brudzińscy. Kryże. Święczkowscy. Waszczykowscy. WZYWAM WAS DO APELU. Wszystko jedno, w imię której daty. I tych wszystkich pobudzonych patriotyzmem nagle. Gdyby było ich tylu w latach 70.? Gdyby ich rodzice byli tam, gdzie mogli być, by dzieciom dać mandat dzieci niezwyciężonych? A tu, kurna (jak Pawlak mówił), NIC.

Zapytałbym żyjących powstańców. Jest ich trochę ponad stu – nietrudno zapytać. Ale też bym ich może nie zapytał. Przecież to żenujące. Oni poświęcali życie. Ci z rybami, kotwiczkami poświęcają swoją godność wyłącznie. Są, ja tak myślę, jak z Zapolskiej.

Ciekawe, gdzie byli ich rodzice, dziadowie (bo oni za młodzi), kiedy można było stawać do apelu. Na ulicach Warszawy widzę ich dużo. W opozycji było ich ułamek. Kotwiczka, ryba jako gąbka czyszcząca sumienia rodziców, dziadków. Ta uwaga całkowicie niezależna jest od debaty o odpowiedzialności politycznej tych, którzy decydowali o powstaniu. Ci z kotwiczką chyba w ogóle nie mają pojęcia o tej sprawie. Jak pewnie ich matki i ojcowie. Bo gdyby w domu mówiono, nie byłoby tej ich ekscytacji. Myśleliby.

Mnie dzisiaj chodzi o kłamstwo w publicznej przestrzeni. Nie byle jakie kłamstwo. Nie o kłamstwo nieprzypadkowe. Mnie chodzi o kłamstwo opłacone z budżetu państwa albo innych danin publicznych (TVP). Tworzone w szkole (na razie w planie), w mediach podporządkowanych władzy, podczas specjalnie organizowanych dla tego celu oficjałek z biskupem obok pierwszorzędnych mówców.

Wczoraj, 14 października, pokazano amatorski film nagrany podczas jakiejś radomskiej imprezy PiS, z charakterystyczną sylwetą posła Suskiego. Wielkiego pośród wielkich PiS. Urodzonego w 1956 r. żołnierza AK. Jakiś gość, ważny w Radomiu, opowiadał tam zebranym, że życzy im, w wyborczym kontekście, aby coraz więcej z nich zostało usatysfakcjonowanych istotnymi stanowiskami, które (w domyśle) zwycięska partia PiS po zwycięstwie rozda. Furda kolesiostwo.

Furda słuszna krytyka innych, poprzedników zwłaszcza. Mieli czas, by protestować. Dzisiaj są śmieszni. Furda potępienie PRL. Wszystko wiemy. Wszystko jasne. I co? Co z tym PiS? Co z uczciwością? W tle biskup. Na coś liczy? W kozienickiej Enei nie ma jeszcze stanowiska kapelana. Tak się to rozpoczyna. Tak rozpoczyna się kłamstwo, które niszczy wszystko, co wartościowe.

Kaczyński jest najwierniejszym uczniem Bieruta. Gomułki. I innych z tamtej epoki. Odtwarza mechanizm nomenklatury. Ceni wartość kłamstwa. W 1944 r. KRN, stosownie do jednego z punktów Jałty, zadeklarowało wolę budowania demokratycznego państwa. Inne zaś punkty dawały NKWD wolną rękę w zamykaniu akowców i innych na terenach wyzwolonych przez Armię Czerwoną. Znosiły odpowiedzialność za zbrodnie „wyzwolicieli”. (Na marginesie – wszystkim dzisiejszym krytykom polityki KOR i pierwszej „Solidarności”, a także filozofii politycznej procesu Okrągłego stołu, krytykom postawy prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego w dniach sierpniowych – zalecam wiedzę o Jałcie, nie dla doraźnych haseł, lecz dla rzetelnej własnej wiedzy).

KRN-owi „jakoś” nie przeszkadzało to, co działo się wtedy na „wyzwolonych” ziemiach. Następcom KRN też to nie przeszkadzało. Piotrowicz, Kryże mogliby coś w tej sprawie powiedzieć?

Władza przyciąga. „To powszechnie znana rzecz”.

W Białymstoku w 1948 roku, po rozgromieniu Lubelszczyzny i uporaniu się z UPA na Podkarpaciu, było tam największe z punktu widzenia UB zagrożenie, szefem WUBP był osiemnastolatek! M.S. Studiowałem tę sprawę, kiedy miałem jeszcze mniej lat niż on. Osiemnastolatek szefem WUBP! W Białymstoku! Wtedy!

Nie pamiętam, czy rozszyfrowałem tę zagadkę, kiedy miałem te swoje szesnaście lat. Chyba jednak dekadę później. Zastępcą tego M.S. (późniejszego pułkownika MO, szefa jednego z ważniejszych biur KG MO) był czterdziestopięciolatek. Pułkownik NKWD.

Wiem, że nadużywam historii, odniesień. Daję sobie prawo. Zapłaciłem za to i owo. Nie tyle co Kuroń, Michnik, Blumsztajn, Kostuś, Niesiołowski, ale jednak trochę. Codziennie tracę przynajmniej dwie, czasem trzy godziny z dnia. Na fizjologię. To jest mój koszt. Przeciwnie niż guru prawicy: Romaszewski, Rokita – nie poprosiłem o wyrównanie. Chociaż coraz trudniej mi znosić te polskie narodowe, patriotyczne, współczesne kur…stwo. Te renty państwowe. Tych dygnitarzy. Zostawmy to. Kiedyś opiszę.

Nie mamy NKWD, SMIERSZU, KRN, PRL.

Mamy swoje ku…y. Nie sowieckie. Polskie. One mają po 69, 68 lat.

Ciąg dalszy nastąpi. Nie wiem, czy od razu. Ale zaczęłoby się od ODDAJCIE POLITYKĘ MŁODYM.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop