Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

19.10.2017
czwartek

Po co ersatz, skoro jest oryginał

19 października 2017, czwartek,

PiS i SLD łączą się teraz w jednym: obie partie postępują wedle zasady, że nie ma ceny, której nie warto zapłacić za wyborcze głosy. Za dobrą przyszłość potomnych nie warto zaś płacić żadnej ceny. Liczy się dla nich wyłącznie tu i teraz. Jeśli termin „państwowiec” do kogoś nie pasuje, to do ich aktywistów. Nie wiem, jak jest dzisiaj, nie śledzę, ale całkiem niedawno „spindoktorom” obie oddawały się w kampaniach. Powiedzieć można, że są w tym nowoczesne. A nawet postnowoczesne.

PiS w sposób oczywisty czerpie z doświadczeń PZPR. Etatyzm, nomenklatura, wola polityczna ponad prawem, sądy i prokuratura jako narzędzie władzy wykonawczej, propaganda zamiast informacji, naznaczający język, tworzenie podziałów zamiast szukania przestrzeni zgodności – tak było, kiedy rządziła PZPR, tak jest za PiS.

Opieram się jednak przed napisaniem, że dla obu tych partii, tak zdawałoby się różnych, władza jest celem samym dla siebie. Tak jak SLD wydaje się gotowy służyć każdemu, kto chce, by mu służyć, tak PiS ideologizując państwo, robi to chyba nie tylko ze względów taktycznych. Nie piszę o tych, co jak rzepy się przyssali, lecz o nadających sens i ton. Kaczyński, premier, prezydent wydają się wierzyć w wartość homogeniczności, wychowania państwowego, centralizację, jeden państwowy model kultury, wyższość państwowych środków produkcji nad prywatną. I PiS, i PZPR zacierały granice między tym, co państwowe, i tym, co partyjne. Tyle że PiS nie wywiesza jeszcze banerów o treści: „Partia to Państwo” i „Państwa to Partia”.

SLD nie jest partią idei. Próżno tam szukać lewicowej identyfikacji. Kościuszko, Skłodowska-Curie, Daszyński, Żeromski, Jan Józef Lipski, Kozielecki-Karski, Kuroń, Edelman – a kto to tacy?

Kiedy byłem wiceprzewodniczącym Sojuszu, w marcu 2003 roku, w dyskusji Klubu Parlamentarnego SLD na temat pewnych zapisów ustawy o CIT, istotnych dla finansowania (albo, ściślej, niefinansowania) organizacji pozarządowych, kiedy to Klub chciał zlikwidować możliwość odpisu przez przedsiębiorstwa donacji dla NGO-sów przy równoczesnym zachowaniu tej możliwości wobec Kościoła (gwarantowała to inna regulacja), pozwoliłem sobie na żart. Właściwie półżart. Ni z gruchy, ni z pietruchy na pięć minut przed sejmowymi głosowaniami, tuż przed zakończeniem posiedzenia Klubu, zaproponowałem posłankom i posłom, by Klub wystąpił do statutowych władz partii z wnioskiem o zmianę jej nazwy. By w świetle tego wniosku o zaciśnięcie pętli na szyi samoorganizującemu się społeczeństwu obywatelskiemu zrezygnować z fałszywie oddającej treść jej polityki nazwy Sojusz Lewicy Demokratycznej na coś bliższego. Na przykład: Katolicka Partia Narodu Polskiego. Podziałało. W innych sprawach już nie. Na przykład w stosunku do rozpanoszenia się w Państwie Kościoła katolickiego.

SLD idzie po śladach PiS w jednej, za to arcyistotnej dla Polaków sprawie. Władza jest celem. Bez władzy działalność publiczna traci sens.

Nie lekceważę ani problemu, ani postawy. Polska to taki kraj, w którym nie mając władzy, nic nie zrobisz. Folwarczna kultura polityczna, egoizm, brak zaufania, niska wartość kapitału ludzkiego, brak demokratycznej tradycji. Nie lekceważę, ale odnotowuję, że polityka kłamstwa, nierealnych obietnic albo takich obietnic, których realizacja musi prowadzić do katastrofy i niewiadomą jest tylko czas, kiedy ona nastąpi.

I oto Włodzimierz Czarzasty, szef SLD, zgłasza „rewolucyjny” (jak piszą niemądre media) projekt: dwa tysiące dla emeryta, dwa dla rencisty i dwa jako najniższa płaca (już jest). Widać nie interesują go rozliczne okoliczności, zwłaszcza w przypadku rent z powodu niezdolności do pracy, ograniczonej zdolności do pracy i rent rodzinnych. Nie mówi nic o innych skutkach, jak dwukrotne zwiększenie obowiązujących dzisiaj minimów w przypadku rent i emerytur. W gruncie rzeczy jego projekt jest tożsamy z odrzuconym przez Szwajcarów dwa lata temu w referendum projektu dwóch tysięcy franków dla każdego Szwajcara.

Dla mnie taki pomysł to wyraz najgłębszej pogardy dla wyborców. Nie tylko dlatego, że SLD z pewnością go nie zrealizuje. Przede wszystkim dlatego, że jest wybitnym świadectwem redukcji polityki do czczych, populistycznych haseł.

Kaczyński, Czarzasty – czarodzieje polityki. Dać im tylko władzę, a szczęśliwość na zawsze zapanuje. Zobaczymy za kilka lat, jakie skutki wywoła władza pierwszego. Drugi władzy nigdy mieć nie będzie. Chociażby dlatego, że zlikwidował różnicę wobec pierwszego. Po co komu ersatz, skoro ma oryginał.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop