Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

22.10.2017
niedziela

Promyk nadziei

22 października 2017, niedziela,

Najpierw powtórzenie. Dwuletnie rządy PiS to destrukcja nadziei na historyczną dobrą zmianę pozycji Polski i losy Polaków. Dlatego, że ludźmi PiS powoduje knajacka kultura. Całowanie damom rąk niczego nie zmienia. Można całować i nic dobrego nie czynić. Tak jak można chodzić do kościoła i być łotrem. Lata 1975-2015 z wielką cezurą 1989 r. przyniosły Polakom cudowną nadzieję. Dwa lata wystarczyły, by obrócić tę nadzieję w perzynę. Uczyniła to większość. W tamtym wyborze uzurpacji nie było. Późniejsza uzurpacja treści rządów też uzyskuje poparcie większości. Odnoszę się do kategorii politycznych, a nie statystycznych. Jeśli, jak mówili głupcy, 19 proc. dało władzę PiS, to polityczną odpowiedzią jest: a gdzie było te marne 19,5? To jeszcze nie jest koniec. Gospodarka wciąż ma się dobrze. Dług, choć niepokoi (bardziej z uwagi na okoliczności niż jego wolumen), nie jest wcale astronomiczny. Zewnętrzność trzeszczy, ale nic dzisiaj w relacjach międzynarodowych nie zapowiada katastrofy.

Kultura, szczególnie zaś kultura bycia ze sobą, decyduje o teraźniejszości i przyszłości – kultura relacji wewnątrz rodziny, pośród sąsiedzkiej wspólnoty, w bloku, na ulicy, osiedlu, we wsi, miasteczku, wielkim mieście, a w końcu we własnym państwie. To jest ten kapitał ludzki, który tak często się wspomina. Wiedza, emocje i skłonność do takich, a nie innych zachowań w określonych sytuacjach – to one decydują, czy reagujemy na cudzą krzywdę. One tworzą politykę: jej ramy i jej treść. Kultura Szwajcarów podpowiedziała im, żeby odrzucić w referendum postulat 2 tys. franków renty socjalnej dla każdego. Ze względu na swą kulturę Niemcy przedłużyli mandat Angeli Merkel mimo jej nieroztropności, pośpiechu i nieprecyzyjności na początku wielkiej fali migracji.

Piszę o kapitale ludzkim jako nasyceniu społeczeństwa właściwie kierowanymi w procesach edukacji, umiejętnie komunikującymi się ze sobą mózgami odważnych i otwartych na świat ludzi. To jest atrybut, którego granice czasowe trudno określić. Bezpieczniej przyjąć, że idzie o łańcuch pokoleń niż jedno pokolenie. I nic nie jest proste. Hitler wygrał, mając 37 proc. Gdyby w 1938 r. przeprowadzono w Niemczech badania zaufania, uzyskałby z pewnością przygniatającą większość. Miał zresztą sukcesy niezrównanie większe niż ci, którzy dzisiaj skutecznie podważają paradygmat polityki, która jak dotychczas przyniosła Europie pokój i dobrobyt. Zdarzają się narodowe katastrofy i cudowne iluminacje. Polska „Solidarność” i Okrągły Stół są znakomitym przykładem tego drugiego.

Kapitał ludzki, najistotniejszy ze wszystkich kapitałów, istotniejszy z pewnością od kapitału finansowego – to atrybut społeczeństwa. Okropnie trudny do określenia, ale nawet nieuzbrojonym okiem zawsze widzialny. Jak na okoliczności wczesnych lat 60., Warszawę zniszczoną wojną, bez dziedziczonego majątku, siermiężny socjalizm wczesnego Gomułki i powszechną zawiść – miałem dość zamożnych rodziców. Oboje bardzo ciężko pracowali. Właściwie tylko w święta i podczas wakacji mogliśmy z nimi porozmawiać. Ale mieli dobre mieszkanie (choć długo jeszcze niewyposażone), niezłe auto i dość pieniędzy, by spędzać wakacje nad morzem, w Jastarni. Ilekroć zbliżaliśmy się do Napierek, ojciec mówił: zaraz zobaczycie granicę, gdzie kończyła się Polska. Za pierwszym razem, a może i za drugim, szukaliśmy z bratem szlabanu, budki strażniczej, widomego bliskiego znaku. A była to – po prawej stronie szosy prościutka, równa, lekko skosem oddalająca się od drogi – linia murowanych domów z czerwoną ceramiczną dachówką.

Później, już jako dorosły, wciąż odnajdywałem takie miejsca w całej Polsce. I obserwowałem, jak się zmieniały wraz z zasiedzeniem nowych przybyszów, Polaków. I dzisiaj, kiedy wjeżdżamy do Niemiec, Czech czy Słowacji, pierwsza rzecz, jaka się rzuca w oczy, to ład architektury, przestrzeni publicznej w kontekście człowieka. To też jest przecież kwestia kapitału ludzkiego. Wolnoć, Tomku, w swoim domku dzieli społeczeństwa bardziej niż demokracja i jej brak. Podobnie jak umiejętność łączenia się dla dobrych spraw, a nie tylko w proteście lub nienawiści. Co nie jest zdaniem przeciwko wolności. Jest wyrazem najgłębszego przeświadczenia, że empatia, wzgląd na drugiego, współodczuwanie, gęstość występowania i natężenie tych postaw – pozycjonują narody i współkształtuje dobrostan. Kultura. A w niej rodzina z jej przekazem wartości, szkoła, kościoły, sąsiedztwa, architektura i urbanistyka, sztuka.

Te powtórzenia są dzisiaj istotne. Ukazują wysokość muru, który należy przeskoczyć. W dwa lata na tym murze rozpostarto kolczaste zasieki. Chcemy być po drugiej stronie, musimy się spiąć i zrobić coś nadzwyczajnego. W języku polityki tym czymś niezwyczajnym dla Polaków jest jedność w dobrej sprawie, dla przyszłości, bez nienawiści. Jeśli już dla ponownego ułożenia relacji. PiS je zaburzył. Napuszcza jednych na drugich. Wznieca płomienie nienawiści. Tylko moralny ślepiec nie dostrzeże głębi przekazu tego dobrze zapamiętanego okrzyku spod płotu Trybunału Konstytucyjnego: KOMUNIŚCI I ZŁODZIEJE. To znaczy MY. Nie ci, którym, niekiedy obrzydliwie, odbiera się emerytury, renty i godność, nie budowniczy aparatu represji w czasach PRL (nie Piotrowicz, Kryże i rzesze milczących wtedy dziś aktywnych pisowców), lecz ci, „CO PRZECIW NAM”.

Nie musi z tego wyrosnąć jakiś totalitaryzm, tym bardziej faszyzm, ale jeśli nie chcemy zawiesić naszej narodowej przyszłości na dobrej woli ludzi, którym dwa lata (a może nawet tylko pierwszy kwartał) dały okazję do zdemolowania polskiej nadziei na normalność, którzy poczuli kasę i władzę oraz smak bezkarności – musimy w ostatnim możliwym momencie odsunąć ich od władzy. Jedynym narzędziem są dla nas, tak jak w 1989 roku, wybory. Kto ma elementarną wiedzę na ten temat, wie, że tym razem, jak w 1989 roku, potrzebna jest JEDNOŚĆ DEMOKRATÓW. Wystąpienie Grzegorza Schetyny na sobotniej łódzkiej konwencji PO jest promykiem nadziei oświetlającym drogę powrotu do państwa prawa i sprawiedliwości, do Polski w pełni europejskiej, do bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego. Reszta do debaty. Ale jej punktem wyjścia musi być JEDNOŚĆ DEMOKRATÓW.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop