Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

27.10.2017
piątek

Wybory samorządowe

27 października 2017, piątek,

Grzegorz Schetyna zapowiada wspólne listy opozycji w wyborach samorządowych. O jedność demokratów nawołuję od jesieni 2014 r. To kawałek czasu przed pierwszą na tyle spektakularną, by ją zauważyć, porażką obozu Polski.

Miałem wtedy i mam dzisiaj na myśli wybory parlamentarne 2019 r. Co do kwestii jedności demokratów w wyborach samorządowych uważam, że byłoby świadectwem rozsądku, merytorycznej wiedzy i politycznej roztropności różnicować stanowisko w zależności od rodzaju samorządu. Wybory organów samorządu województwa, wedle dziś obowiązującej ordynacji (uchwalonej bez ingerencji PiS), wyjątkowo niedemokratycznej, wprowadzającej faktyczny próg na poziomie nie niższym niż 10 proc. dla listy, są po prostu wyborami partyjnymi. Tam solista, choćby był nie wiem jak bardzo znakomity mandatu nie uzyska. Tam wspólne listy demokratów mają sens. Ich brak stanie się świadectwem niezgulstwa, prywaty, partyjniactwa i niedojrzałości potencjalnych ich twórców. Największa odpowiedzialność za powodzenie projektu spoczywa na Platformie. Jest to bowiem odpowiedzialność lidera.

Jedność demokratów, wedle formuły od Biedronia po Giertycha, do jakiej namawiam w kontekście wyborów 2019, w wyborach samorządowych ma sens w dwóch przypadkach: wyborów radnych sejmików wojewódzkich i prezydentów wielkich miast.

Lider opozycji wypowiadając się w kwestii wyborów samorządowych, nie był precyzyjny. Nie różnicuje. Osiem lat rządów Platformy, a wcześniej fałszywie budowane podziały (PO-PiS kontra reszta świata, IPN, WSI), wyczerpały kredyt zaufania. Dzisiaj jest czas mówienia TAK-TAK, NIE-NIE. Najbardziej deficytową wartością jest zaufanie. Jeśli formuła jedności miałaby dotyczyć wyborów do rad gmin wiejskich, miejsko-wiejskich, większości powiatów, burmistrzów i wójtów, byłaby zaprzeczeniem demokracji lokalnej i czynnikiem autodestrukcji obozu europejskich standardów. Byłaby po prostu próbą (nieudaną zresztą) budowania dwupartyjnego podziału Polaków na poziomie lokalnym.

To nie ma sensu. Mam więc nadzieję, że brak precyzji Schetyny był przypadkowy. Myślał o sejmikach i prezydentach wielkich miast. Zadania wielkich krajowych partii nijak się mają do realnych kompetencji i odpowiedzialności lokalnej władzy. W społeczności lokalnej wszyscy się znają. Partyjne szyldy mogą być wskazówką, tak jak inne okoliczności, ale nie one determinują i nie one powinny determinować decyzje wyborców. Dla małej lokalnej społeczności, szczególnie społeczności w miarę zwartej, z własną tradycją i silną tożsamością, dla społeczności tworzącej wspólnotę obywateli, partyjność wyborów lokalnych jest zabójcza. Dzieli tam, gdzie podział nie ma sensu. Utrudnia łączenie tam, gdzie lepiej byłoby być razem, a nie we wrogich dla siebie obozach.

Wielkie znaczenie, także symbolicznej miary, w kontekście wyborów parlamentarnych 2019 r. będzie miała jedność opozycji demokratycznej w wyborach prezydentów wielkich miast.

Program minimum to oczywiście krajowe porozumienie uczestników tego porozumienia dotyczące II tury wyborów. Program maksimum (jego znaczenie nie do przecenienia w kontekście 2019 roku) to porozumienie co do wspólnych kandydatów w największych polskich miastach, „sprzedane” jako wspólny projekt całej uczciwie demokratycznej, europejskiej Polski. Jako symbol jedności demokratów w obliczu śmiertelnego dla wolności, demokracji, dobrobytu i bezpieczeństwa Polaki zagrożenia ze strony nieodpowiedzialnych satrapów.

Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk i inne wielkie i duże miasta.

Dla przykładu Warszawa. Moja prognoza: Trzaskowski, a już na pewno Halicki, każdy kandydat Platformy przegra z Jakim. Nie zaklinajcie rzeczywistości. Warszawa to też jest Polska. Podzielona i w tym podziale w dużej części teren dla demokratów misyjny. Sens ma alternatywa: kandydat z PO, ale najmniej swoją biografią, wyborami i koneksjami z PO, za to tak jak kiedyś Lech Kaczyński dla PiS. Czyli Sikorski. Albo ktoś najzupełniej nie z PO, choć dla PO strawny z uwagi na kompetencje, życiowe doświadczenie, a nawet nieodległe polityczne koneksje. W kwestii reprywatyzacji dla Jakiego nie do ugryzienia. W każdej medialnej konfrontacji zwycięski. Tak – stary. Ale energią ze wszystkich, obok Jakiego, najmłodszy. Marek Borowski. Spójrzcie na to oczami widza debaty telewizyjnej. Halicki, Trzaskowski kontra Jaki. Borowski kontra Jaki. Rozważcie polityczne znaczenie likwidacji różnicy. Czy nie skuteczniej spolaryzować kandydatów doświadczeniem, mądrością, zaufaniem? Oczywiście ta kandydatura wymagałaby konsekwentnego otoczenia ludźmi ruchów miejskich, organizacji pozarządowych, młodością. Od razu powiedzieć, że wiceprezydentem będzie Jan Mencwel albo ktoś rekomendowany przez Akcja Demokracja. A najlepiej jedno i drugie.

Kraków. Obóz, do którego dołączył kiedyś Gowin, wystawi panią Wasserman. Albo się podzielą. Ich sprawa. Pani albo dwie panie z obozu „dobrej zmiany”. Odradzałbym kandydowanie Róży Thun. Jest znakomitą, kto wie czy obok Lewandowskiego, Boniego nie najlepszą eurodeputowaną. Po co jej ta zmiana? Tym bardziej nie wygra Sonik. Może słuszniej poprzeć Majchrowskiego? On bardzo długo już rządzi. Ale czy nie ma największych szans? I czy nie lepszy od innych? Tam przecież prawdziwa walka to walka prawica – lewica, a nie prawica – trochę mniejsza prawica. PiS to wie. PiS to skutecznie przećwiczył. Polaryzacja!

Łódź oczywista. Zdanowska zrobiła różnicę. Jeśli w jakimś przypadku ma sens kategoria „naturalny kandydat” – ona jest naturalną kandydatką. Platforma oddaje Warszawę. Oddaje Kraków. Zbiera punkty. Zyskuje na wiarygodności. Towar dla niej bezcenny.

Wrocław. Trudny wybór. To miasto rośnie. Wiele zależy od obecnego prezydenta. Zechce być w drużynie, która idzie na wojnę o wolność i o demokrację, czy chce chałturzyć? Dałbym jemu pierwszeństwo wyboru. Ale powinien wiedzieć, że on też musi wziąć na siebie współodpowiedzialność za całość, a nie wyłącznie Wrocław. Za 2019 rok. Gowin nie musi mieć odpowiednika vis a vis. Pani profesor z Platformy, świetna w 2014 roku, tym razem nie będzie już korzystała z premii niespodzianki. Jeśli nie Dutkiewicz, trzeba szukać kogoś innego. Zdrojewski? Są czasy, kiedy zawołanie „wszystkie ręce…” jest najbardziej na miejscu i o czasie.

Poznań. Wybór oczywisty. Nawet jeśliby miałby się zakończyć porażką. Tu idzie o zasady. Kandydat PO tam to ktoś wyjątkowy. Jest prawdziwą dobrą twarzą Polski na miarę marzeń o równości. Nietuzinkowo kompetentny. Charakterny. Wyprzedza czas? To trudne. Ale powinien być symbolem. Platforma nie musi być balią ze śniętymi, porośniętymi tłuszczem karpiami. Może mieć seksapil. Jaśkowiak!

Nie kontynuuję. Moja filozofia to łączyć największe szanse zwycięstwa z jasną wizją Polski otwartej na wyzwania, dialogującej, negocjującej, skromnie dumnej i mniej skromnie aktywnej, w której wymienione miasta są coraz atrakcyjniejsze dla swoich mieszkańców, dla imigrantów z Polski, ale także dla Serbów, Francuzów, Chorwatów, Rosjan, Ukraińców, Włochów, Niemców i innych. Że mają w sobie „coś”. Są energetyczne. Wolne w kulturze. Inspirujące.

To jest moja Realpolitik.

Mam też pamięć. Nikt nigdy nie może być skreślony. Schetyna miał wreszcie swoje pięć minut. Niech wyzwoli odwagę. I będzie konsekwentny. Jest w końcu liderem opozycji. To akurat powinno być dla wszystkich oczywiste. Jak i jego wobec tego faktu odpowiedzialność.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop