Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

5.11.2017
niedziela

Warszawska realpolitik

5 listopada 2017, niedziela,

Sformułowałem już tutaj swój pogląd na stołeczne wybory prezydenta. Moim marzeniem było wystawienie przez wszystkich demokratów Marka Borowskiego.

Oznaczałoby to, że PO wznosi się ponad jej zwyczajny poziom. Że uznaje interes kraju za istotniejszy niż interes partii. Rzecz tak bardzo nieoczekiwana, łamiąca obowiązujący od ćwierć wieku partyjny paradygmat, powinna zostać przyjęta przez wszystkich konsekwentnych krytyków Platformy, dla których praworządność, demokracja i sprawiedliwość są fundamentem państwa. Przez ruchy miejskie, Nowoczesną, SLD, Razem i PSL nie tylko ze zrozumieniem, ale jako wyzwanie, któremu należy sprostać.

Taka wymarzona przeze mnie decyzja Platformy, partii w Warszawie w sondażach pierwszej, byłaby wystarczającym gestem ekspiacji za to, co było złe w rządach Platformy w Warszawie i kraju. Byłby to swoisty reset środowiska politycznego, którego wagi (i zasług) nie powinno się ignorować. Miałaby wielkie znaczenie dla klimatu politycznego w całym kraju, szczególnie w kontekście wyborów 2019. Taki gest przywróciłby wiarygodność Platformy jako wciąż przecież dominującego, ale rzetelnego partnera w wypracowywaniu przez przyszły wielki obóz demokracji jedności niezbędnej do odsunięcia katastrofalnych dla Polski i nieszczęśliwych dla Europy rządów PiS i prezydenta Dudy.

Tak się nie stało. Marzenia pozostały tam, gdzie jest ich miejsce. W wyobraźni.

Rafał Trzaskowski zasługuje na nominację. Jest moim zdaniem najlepszym z możliwych jej kandydatów. Uważam, że demokraci, niezależnie od różnic, powinni go czynnie poprzeć przez promocję jego kandydatury i w głosowaniu. Uważam też, że mimo niesmaku, jaki można mieć wobec liderów Platformy i Nowoczesnej za sposób traktowania wyzwań, nie powinny one rezygnować z wypracowania jedności demokratów dla przywrócenia konstytucji i rządów prawa w 2019 i 2020 r. Wyraźnie podkreślam nadzwyczajny charakter tej jedności. Celem strategicznym jest przywrócenie pluralizmu w ramach wspólnego dla wszystkich obywateli państwa. Nadzwyczajność perspektywy wyborczej 2019 r. polega na tym, że naturalne różnice bledną, kiedy idzie o przywrócenie nadziei na europejską normalność.

Jak napisałem w poprzednim wpisie: wszystkie ręce na pokład. Przywódcy są, jacy są. Ich warszawskie decyzje mają wielki wpływ tym razem nie tylko na politykę miasta, ale i na to, co stanie się z Polakami w najbliższej dekadzie, a może i wieku. Skoro marzenia zostały pogrzebane, wracamy do realpolitik.

Mam nadzieję, że Platforma rozumie wagę relacji z warszawskimi ruchami miejskimi i partiami politycznymi. A także że wiedzą tam, że współczesna rezygnacja z ruchu, który by zaskoczył PiS, wytrącił główny oręż w walce o Warszawę i o resztę kraju, nie wzmocni jej wiarygodności w przyszłym roku tam, gdzie Platforma ma wszystko do przegrania, a PiS może w najgorszym przypadku nie uzyskać tego, czego nie miał – w innych dużych miastach.

Sytuacja, w której ruchy miejskie zjednoczą się przeciw kandydatowi Platformy, byłaby wybrukowaniem drogi do władzy w Warszawie PiS. Porażka w Warszawie i w jednym chociażby z wielkich miast przesądzi najpierw o warunkach kampanii parlamentarnej 2019, a potem o wyniku wyborów. Mówienie, że porażka Trzaskowskiego jest niemożliwa, jest zaklinaniem rzeczywistości. Niemożliwe było zwycięstwo Tymińskiego nad Mazowieckim, porażka rządu Suchockiej w sejmowym głosowaniu wotum zaufania, udział Leppera i ówczesnego Giertycha w rządzie Kaczyńskiego, porażka Komorowskiego do Dudy.

Zwycięstwo PiS było już całkiem wtedy możliwe. Nie ma sensu twierdzenie (nie wiem, na jakiej podstawie), że Lech Kaczyński, niegdysiejszy prezydent Warszawy, który przecież swoje wybory wygrał, to nie PiS. Wielkie polskie aspiracje rozbijały się głównie o ten wzór myślenia politycznego, który opierał się na kawiarnianych mitach tworzonych dla pokrzepienia strapionych inteligenckich serc. Zdawać by się mogło, że te lekcje są już za nami. A tu słucham w „Faktach po Faktach” jednego z najwybitniejszych politycznych myślicieli Platformy, który słusznie podkreślając wyjątkowe walory kandydata PO, mówi, że nie wyobraża sobie, co mogłoby mu odebrać zwycięstwo. Deja vu. Nie było Tymińskiego, Leppera, Dudy. A nawet Lecha Kaczyńskiego w Warszawie. Nie ma padłych koni krwi arabskiej, wycinki puszczy, zdeprawowania Trybunału Konstytucyjnego, przejęcia pełni partyjnej kontroli nad prokuraturą, a za chwilę nad sądami.

Trzaskowski może być świetnym prezydentem. Ma wszystkie potrzebne atrybuty. Jest dobrym człowiekiem. A to jest najważniejsze. Jego znajomość języków, instytucji, ludzi, wiek i pewien dystans do swoich partyjnych niektórych liderów w tym mu nie zaszkodzą. Musi jedynie wygrać. Więcej rozpoznania rzeczywistości (społecznej i politycznej), odświeżenie pamięci i koncentracja na wykonaniu zadania jest tego koniecznym warunkiem. Prawdziwa kampania jeszcze się nie zaczęła. O stolicę, ale i o inne miasta. W konsekwencji – o Polskę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop