Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

15.11.2017
środa

Czego polska premier nie rozumie?

15 listopada 2017, środa,

Nie wiem. Pewnie multum rzeczy pani premier nie rozumie. Jak każdy z nas, takich samych obywateli. Kto wszystko rozumie?

Rzecz się komplikuje, kiedy pani premier nie rozumie multum rzeczy, spraw, procesów ważnych dla państwa i narodu. Albo nawet nie ma o nich elementarnej wiedzy. Więc w końcu nie wiem, co pani premier rozumie, a czego nie rozumie.

Wiem jednak na pewno, że polska premier nie rozumie samej istoty zmiany, która w Europie Zachodniej dokonała się bezpośrednio w następstwie II wojny. Bliższym i trochę odleglejszym, ale był to proces błyskawiczny. U nas ta zmiana to najpierw „Solidarność”. Jej główny nurt reprezentowany przez Wałęsę i wtedy (jak daleko jesteśmy od tamtej sytuacji) Kościół katolicki. Nie cały, jak nie cała „Solidarność” uczestniczyła w tej wielkiej dobrej zmianie, ale reprezentatywny. Pośród biskupów (że wymienię nie wszystkich, ale widocznych: Nossol, Gulbinowicz, Gocłowski) i cieszących się powszechnym szacunkiem intelektualistów (Tischner, Twardowski, Pasierb, Boniecki). Tamten Kościół gromadził masy i nie wykluczał nikogo. I miał dla Polski wielką zasługę. Jak Wałęsa. Bez Kościoła nie byłoby jego fenomenu.

Jakie mieliśmy szczęście i jakie Europa miała szczęście, że to Wałęsa wtedy kierował „Solidarnością”! I jak pięknie się złożyło, że polski Kościół był taki, jaki był.

Ta zmiana to filozofia praw człowieka i międzynarodowe prawa człowieka jako pewien standard przyzwoitości w Europie. To ją różni od innych. I tego Szydło po prostu nie rozumie.

Najpierw oczywiście myśl. Wszystko, co ważne, najpierw rodzi się w mózgach. Później dopiero przybiera kształt prawa. Taka jest kolejność.

Nie lekceważę prawa, mimo że jest wtórne do myśli. Bez idei, bez dobrych, trafnych, adekwatnych do czasu idei nie ma niczego istotnego. Idee jednak to za mało. Instytucje. One zmieniają społeczną i polityczną rzeczywistość. Prawa nie lekceważę. I pewnie to mnie jakoś najbardziej dzieli z tymi wszystkimi, którzy ulepili Szydło.

Najpierw, jako mularz, rzecz jasna Kaczyński. On pierwszy rzeźbił. Nawet charakter Kaczyńskiego, osobliwy, jak każdy się domyśla, kto uważnie patrzy, nie mógł przeszkodzić w zrozumieniu treści seminarium Ehrlicha. Ja sam miałem godniejszych mistrzów, ale Ehrlich, jego mistrz, jak idzie o państwo i prawo – nie był ułomkiem.

Szydło na wieść o rezolucji Parlamentu Europejskiego na temat współczesnej polskiej praworządności pospieszyła z oświadczeniem (jakby jej Mazurek to pisała): „Politycy szkalujący swój kraj na forum międzynarodowym nie są godni go reprezentować”. Domyślam się, oglądając debatę w PE, że to o Januszu Lewandowskim, który powiedział, w największym skrócie, że to tylko polski rząd, a nie naród, nie respektuje fundamentalnych standardów Europy.

Legutko wyszedł. Verhofstadt (szkoda, że nie jest polskim politykiem: ma serce, mózg i jest na wskroś uczciwy) gonił Legutkę słowami, żeby nie uciekał. Legutko jednak uciekł. Nie mógł przecież obronić się przed słowami Verhofstadta, że jeśli ktoś w tej sytuacji postradał umysł, to polski rząd, a nie Lewandowski. Przy okazji składając prawdziwy, gigantyczny hołd… nudności. Powiedział Guy V., że Lewandowski bywa nawet nudny. Powiedział to tak poetycko, że może nie tylko wyrafinowani intelektualiści, ale i lud Europy pokocha nudę. Ona bowiem tworzy prawdziwą wartość. Rodzinę. Stabilizację. Bezpieczeństwo.

Polska premier nie rozumie, że od przeszło półwiecza w Europie dobrej zmiany obowiązuje zasada, że prawa człowieka bronione są ponad jej wewnętrznymi granicami.

Ona, widać, nie pamięta Związku Radzieckiego i PRL. Gdyby pamiętała, toby ją wstyd utopił. Ona nie rozumie (a może i nie wie), że w tej sprawie stanowi nie tylko jej umysł i jej rozeznanie, ale i prawo. Inkorporowane do polskiego prawa wraz z naszym uczestnictwem w Unii Europejskiej prawo międzynarodowe.

Czego ta pani jeszcze nie rozumie? Jakie ma to znaczenie wobec spraw fundamentalnych? Z wyuczonej grzeczności wobec kobiet i respektu dla oczywistych norm nie przytoczę tu Lenina. Choć świerzbią mnie palce na klawiaturze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop