Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

20.11.2017
poniedziałek

Jeśli partie się poddadzą, to co?

20 listopada 2017, poniedziałek,

Wiadomo, że dla KOD partia to ciemnica, grób pod cmentarnym płotem.

Tak było od początku, od listopada 2015 roku. Jesteśmy ruchem obywatelskim – mówili – i nikt nie przekona nas do partyjności. Nie naszą rolą jest konkurować w wyborach – dodawali. Mieli rację. Mieli też szansę odegrać absolutnie wyjątkową rolę. Dzięki mobilizacji obywateli uratować najpierw demokrację, potem wolność, w końcu Polskę. Głęboki kryzys partyjności jest przecież faktem. System partyjny, czyli miks kultury politycznej z okolicznościami tworzonymi przez prawo o partiach politycznych, ordynacje wyborcze, atrofie służby cywilnej i utrzymywany świadomie przez wszystkie właściwie partie wysoki udział wielkich państwowych przedsiębiorstw w gospodarce, sprawia, że polityka wyradza się jako szczególna domena. Zwyczajna konkurencja, uczciwość, merytoryczne kompetencje ustępują przed schematami bardziej właściwymi mafiom niż demokracji.

Jest jeszcze kontekst daleko przekraczający granice Polski. To nowe technologie komunikacji społecznej – najpierw oczywiście internet – otwierają szeroko bramy do przełamania zagrożeń alienacji. System partyjny, korupcjogenny i anachroniczny wobec wykształcenia obywateli, ich samoświadomości i ich potrzeb, oraz nowe technologie, stawiające znak zapytania nad koniecznością takiej partyjności, z jaką mamy wciąż do czynienia.

W tym wyjątkowym aspekcie KOD, w swej wstępującej fazie, mógł być kojarzony z historyczną „Solidarnością” roku 1981. Mam na myśli jedno z podstawowych wyzwań demokracji, mianowicie jej rzeczywistą treść, w kontekście współrządzenia i teatr demokratyczny służący de facto zasłonięciu przed obywatelami realnych mechanizmów polityki. To istotne. Godność jest przecież wartością tak samo istotną jak sprawiedliwość. Kto świadomie przeżył „Solidarność”, nie będzie się z tym kłócił.

Ciemnica, grób pod cmentarnym płotem z tą partyjnością dla KOD (i innych poruszeń obywatelskich) nie dlatego tylko, że sprawa, w której obywatele wystąpili, jest obywatelska, a nie partyjna. Nie dlatego tylko, że w tamtych okolicznościach bezprzykładnego ataku sił zła na polskie nadzieje na normalność w Europie należało łączyć, partyjność zaś dzieliła. Dlatego też, że zmiana 2015 roku nie wzięła się z niczego, jedynie dla lekkomyślnych arogantów była zaskoczeniem. Coś ją spowodowało i partie polityczne, także te opozycyjne wobec rządu partii bezprawia, miały głębokie pokłady brudu za uszami. Z pamięcią proporcji, rzecz jasna. Głębokie deficyty – pomysłu na Polskę i na Europę, demokracji, solidarności, kapitału ludzkiego i zaufania – skądś się wzięły, a to one, a nie np. sytuacja materialna większości, zadecydowały o katastrofie Platformy, PSL i innych partii. Chwała im, że nie licytowały z PiS kartą nienawiści i populizmu, ale nie widziały potrzeby przełamania alienacji i wykluczenia realnego wpływu na politykę wielkich i różnych grup Polaków.

Wykluczając perspektywę wyborczą dla siebie, ruch obywatelski zyskiwał. Przyciągał obywateli partyjnie zdeklarowanych. I tych, którzy już żadnej partii nie chcieli powierzyć spraw swej obywatelskiej godności.

Była jednak nadzieja, że partie przepracują porażkę, wyciągną wnioski i uniosą nową odpowiedzialność. Tzw. zdrowy rozsądek podpowiadał, że za dużo u nas burzenia, za mało konsekwencji, że system partyjny jest młody, brak demokratycznych nawyków, a KOD, wstępując w szranki, jedynie powiększy rozbicie demokratów. Była więc nadzieja, że stojąc obok partii, nie stając się kolejnym kanałem awansu kohorty aspirantów, kierując się wielkim celem, uzyska pozycję w świecie polityki. Będzie jak lustro, w którym partie będą sprawdzać, na ile się zmieniły. Będzie obywatelskim depozytariuszem wzorca prawości konstytucyjnej, kiedy rozwalili nam instytucje państwa prawnego. Stanie się wybitnym instrumentem przywracania wartości polskiej polityce. I doprowadziwszy do nowej, ale przejściowej konstrukcji list wyborczych, odnowi też politykę. Marzyło się, ja marzyłem, ale gdziekolwiek w KOD byłem, zyskiwałem potwierdzenie, że nie jestem osamotniony, że KOD jest zdolny i władny nie tyle dla siebie, lecz dla najbardziej merytorycznie zaangażowanych pozarządowych organizacji pożytku publicznego, zwłaszcza tych z watch-dogów, profesjonalnych obserwatorów procesów politycznych, praktyków opieki społecznej i im podobnych, przetrzeć drogę do miejsc, gdzie stanowi się prawo i zmienia Polskę. Słowem: że KOD odblokuje politykę dla ludzi, których społeczne biografie ukazały ich jako obywateli wyróżniających się osobistą bezinteresownością i latami wypracowanym profesjonalizmem. Nieczęste, by nie powiedzieć, że dzisiaj w partiach nieobecne już połączenie atrybutów.

Dziś widać, że to praca Syzyfa. Oni gadają o jedności, bo sondaże im mówią, że tak należy gadać, ale się wciąż różnicują. A jeśli coś jednak stworzą, to jedynie tyle, by liderzy znów odnaleźli ciepełko, do którego przywykli, i któremu czy to na Maderze, czy w słonecznej Kenii oddali swe dusze.

KOD poniósł klęskę. Na szczytach. Ale nikt dzisiaj nie ma tak rozwiniętej struktury oddanych demokracji ludzi. Coś wiem na ten temat, bo byłem „wszędzie”. Od Warszawy, przez Kraków, Zagłębie, Pomorza dwa, Podkarpacie, Podlasie, Łódzkie. Od stolicy po Pniewy. Wszędzie są, wciąż liczni, dokładnie tacy sami ludzie. Potrafiący się zorganizować, bezinteresowni, lubiący się wzajemnie, oczytani i oblatani, słuchający uważnie i z życzliwością, i mówiący starannie z taką samą życzliwością. To jest wielki potencjał! Kiedy myślę o partiach, ich obywatelskim potencjale i o dzisiejszym, po wielkiej porażce, KOD, myślę, że nie jest tak, że jesteśmy partyjni i bezpartyjni, z miasta i ze wsi, starzy i młodzi, skazani na konkurs piękności Petru u Schetyny. Nie musimy „rozmawiać z Polakami”, co za PiS przejęli następni (trudno o bardziej adekwatny bęcwalstwu jego wskaźnik), ani wciąż deklarować „pytania się ludzi”.

To była prawda: dla KOD partia to ciemnica, grób pod cmentarnym płotem, samobójstwo. Ale jeśli Platforma z Nowoczesną wciąż będą przegrywać Polskę, to co? One obie, i inne mniejsze i wcześniejsze wierne swej osobliwej roli spółdzielni pracy dla inwalidów obywatelstwa, wspólnoty, serca i mózgu, lękliwe i obrotowe (ostatnia rezolucja Parlamentu Europejskiego), wpatrzone w słupki poparcia jak w obraz Matki Boskiej, wciąż szukające pod stopami gruntu, na którym można by bezpiecznie osiąść – mają być jedyną naszą nadzieją?

Jeśli ich klęska jest coraz bardziej prawdopodobna, to może trzeba zacząć rozmawiać o czymś odważniejszym?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop