Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

3.01.2018
środa

Jelonek przez cichy las mknie

3 stycznia 2018, środa,

Kwiat pszczółkę w ramiona swe wziął.

Naród, nieufny z początku, uwierzył w starszego pana, który owszem, choleryk czasem („to wy zabiliście mi brata”), ale tylko gdy szczerze sprowokowany. Na co dzień dobrotliwy, szarmancki, przyjaźnie otwarty na konstruktywną krytykę opozycji. Byle tylko taka była. A nie te zdradzieckie mordy. Dobrze mówi ta pani żarta tak, że nawet kamery jej nie powstrzymują, że pozamyka się ich, jak przyjdzie czas. Zdrada to zdrada. Jak długo można ją tolerować? Nie reagował, powiedzą, a mógł, dlaczego więc nie reagował. I ten wielki wysiłek dumnego prokuratora stanu wojennego miałby się zmarnować? Nie. Do tego dopuścić nie można.

Sam skromny. Ludzi dobiera uważnie. Wedle kwalifikacji w zlecanej robocie. Biografie nie mają znaczenia. Kwalifikacje! Wskażcie mi lepszego niż ten dumny prokurator. Wtedy potrafił, a tak nienawidził komuny, to i dzisiaj może odegrać rolę.

Jeśli ktoś przydatny, daje szansę. On twórca wielkich idei. Drobiazgiem się nie zajmuje. Wyznaczy umyślnego. Te panią spod Brzeszcz. Nawet pana, który pomyślał przez moment, że może być wyższy. Kroić diamentem kiełbasę? To rozrzutność. A nawet gorzej. Sprzeniewierzenie się wyjątkowej misji, do której został powołany. Od wypełnienia wielkiego projektu mozaiki, którą on, jak niejaki Leonardo swym geniuszem narysował, są inni, przez niego wskazani. Nawet jeśli który ciśnieniu kiedyś nie sprostał. Może młody, ambicje poniosły. Sprawnie robi co należy, utemperowany, skruszony – niech robi.

On pamięta. Pamiętliwy nie jest. Zajmują go jedynie najważniejsze sprawy. Ktoś przecież już powiedział, że kadry to wszystko. Wiadomo! Przysposabia wciąż państwo. Tyle pracy! Państwo przysposabia, jego instytucje, które wciąż mają dziwny problem z wypłukiwaniem złogów. Mimo lat. Jednych się wypłucze, to przychodzą dzieci, wnuki. I ten gen resortu wciąż miesza. Czynnik ludzki. Jego idea czysta, źródlana, ale ci podwładni. Nie wszyscy nadążają.

Ten minister od spraw zewnętrznych. Dobry człowiek, trafnie oślizły, mądrze czasem coś powie, przywali komu trzeba, a nawet jeśli nie trzeba – też dobrze, niech czują respekt. Nawet wymyśli coś odczepnie, co zajmie publiczność na rok, dwa. Jakieś międzymorze, dwójmorze, trójmorze. Jakie to ma znaczenie?! Ważne, że debata się kręci. A w niej kręci się opozycja. On jeden wie, po co. I dokąd się kręci. A u tego siwego, gruszkowatego troszkę, ale jakże nobliwego, wciąż tam w biurach siedzą zatrudniani pięć lat temu, dziesięć, ba, nawet dwadzieścia. Jest kilku przynajmniej takich. Nie wiadomo dokładnie, kto, gołym okiem jednak widać, że brużdżą. Piachem w tryby sypią. A on nic. I opieszały jakoś dziwnie w tworzeniu instytutu właściwej narracji. Tej prawdziwie polskiej, narodowej, chrześcijańskiej.

Ale dlaczego ten młody (dygresja myśli) o tej polskiej misji chrystianizacji Europy mówi? Prosił go kto? Ledwie go wykluł, a już ten myśli, że wielki.

A tu problem. Jednak prawdziwy. Moglibyśmy oświadczyć, że my o widelcu coś wiemy, a oni nie wiadomo. Mimo wszystko i ten widelec, i nasze zasługi za granicą wciąż nie wszyscy właściwie piszą, jak powinni. Tylko ktoś bardzo naiwny uwierzyłby, że to przypadek.

Albo ta dama od, jak to tam mówią, cyfryzacji? Tyle już lat jak dajemy jej robotę, a ona wciąż poza naszą partyjną rodzinką. Brzydzi się?

I ten od zdrowia. Nazwisko, owszem, niczego, a wciąż kłopoty na tym odcinku. Cugle ściągnąć, ostrogami boki poorać, przyspieszyć. Zakopać.

Trzeba powiedzieć prawdę: oni wszyscy dobrzy, kompetentni, opozycja tylko pomarzyć może o tak świetnych. No tylko popatrzcie. Policja. Oświata. Kultura. Same tuzy! Polski teatr na tej szczególnej ziemi Polsce przywraca. Dyscyplinuje „Klątwę”. Kraków. Finansuje właściwie. To tylko przykład. Wszyscy na schwał. Sam ich (je) wybrał.

Czas nawet najlepszych jednak wypala.

A ten w Pałacu znów myśli, że coś ugra. Zajmuje się tym, co nie jego, na czym się po prostu nie zna. Wojskiem. A nawet – co za zuchwałość – polityką. Przecież jakby co, te 50 tysięcy ideowo wyselekcjonowanych prawdziwych, pobłogosławionych przez właściwe, narodowe siły młodych Polaków, odpowiedzialnie potem w patriotycznym, katolickim duchu formowanych, to nie w kij dmuchał.

A te mordy zdradzieckie wciąż się parzą i coraz ich więcej.

I co? Ma on, tak samotnie wielkiego w jego wizji Polski, prawdziwej przyjaciółki nie mniejszej dumą swej sąsiadki za Berezyną, gdzieś przesunąć? Jego, kochanego, co tyle już wymyślił? Gdzie?

Armia, mogliby w tej opozycji to zrozumieć, to ściema. Wojny nie będzie. Kto miałby się na nas zamachnąć? I po co? A jak ten narwany go wywali, to pójdzie sobie gdzieś i nabruździ. Nie! Jak będzie potrzeba, to się go posunie. Ale teraz? Chyba po to, by ten, który zapomniał z czyjej ręki siedzi tam, na górze, defilady odbiera, ze świętą naszą flagą na plecach w telewizji się pokazuje, którego żona coś tak niezmiernie niestosownego jeszcze hen, w kampanii powiedziała, znów wyciął jakiś numer? Niedoczekanie! Ciężko w tym kraju prawdziwemu liderowi. Nikt nie zrozumie. Nikt nie pamięta, skąd jego pozycja.

A co? I temu drugiemu, synkowi swego ojca pokazać, że sam coś znaczy? Niech ojca lepiej pilnuje, by nie gadał trzy po trzy o przybłędach.

A w ogóle dlaczego on gada? Kto mu pozwolił?

Tytuł i pierwsze zdanie z „Kabaretu” Boba Fosse’a. Reszta z opowieści o rekonstrukcji. „Kabaret” kształtował świadomość setek milionów. Rekonstrukcja powinna zajmować wyłącznie tych, którzy schodzą, i tych, którzy wchodzą. Dla reszty nie ma znaczenia.

Gnom chciał mieć pluralizm w marmoladzie. Zarządził pięć rodzajów: jabłkową, morelową, śliwkową, wiśniową i porzeczkową. I jeden kocioł do warzenia masy z buraka. Jak się już uwarzył, rozlał do słoików. Stosowne etykiety nakleił. Do jednych wrzucił pestkę od jabłka. Do innych liść moreli. Potem skórkę śliwki. Znów pestkę. W końcu szypułkę smorodiny. To mieliśmy i tam idziemy. Tylko ten syn marnotrawny musi cieplej zaśpiewać. Jelonek przez cichy las mknie. Kwiat pszczółkę w swe ramiona wziął.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Nie każdy geniusz potrafi na starość nagotować takiego bigosu.dla ludu swego.Kiełbasa podwawelska ,przysmak Boczka ,kumpla prawdziwego patrioty,katolika i Polaka, Kiepskiego.Głąby kapuściane po wywaleniu popłuczyn komuszych.w kipiącym od lizusowskiej śliny kotle.Przyprawy na miarę potrzeb.I woń spoconych łapek od podpisywania klaskania i żegnania u biznesmena.I tylko ten cholerny dziegieć .Kto go wymyślił/?Powoduje sr ę i niektórzy, aby ją zlikwidować, popijają nadmiernie i są znajdywani pod murami bez butów.A pieśń Barda o kruszeniu murów ,aktualna jak cholera..Jelenie wystraszone przez siepaczy drzew, uciekły do ciepłego człowieka , praworządnego jak nasz. kraju.

  2. Czytając tekst skojarzył mi się surrealizm. Może coś w tym jest.
    Czytam i słucham Pana ponieważ zawsze akceptowałem Pańskie wybory.
    Może nie wszystko, a właściwie nie wszystko w szczegółach.
    Sposób oceny naszego cichego przywódcy Kraju bardzo ciekawy.
    Wyjaśnia dużo pytań które zadaję sobie od lat.
    Niestety np. prezes telewizji to niezbyt dobry wybór, chyba , że ma rozwalać „wewnętrznie” oglądalność.
    Oglądalność jest duża z braku wyboru. Nie każdego stać na regularne opłacanie kanałów satelitarnych.
    Wczoraj wieczorem w rozmowie wyraził Pan zadowolenie z rezygnacji rządu z patronatu gazety – Rzeczpospolitej.
    Pamiętam ten moment – oceniłem to jak wielki błąd. Traktowałem poważnie ten dziennik, jak dziennik urzędowy z komentarzem.
    Nie rozumiem idei, że rząd /pomijam, że teraz jest dla wielu nienawistny PIS/ nie powinien prowadzić propagandy. To absurd!
    Rząd musi prowadzić propagandę swoich poczynań. Można dyskutować na metodyką ale – jak inaczej wyjaśniać sens i cel wprowadzenia ustaw.
    Żadna partia rządząca nie może zostawić pola propagandy tylko opozycji.
    To z Rzeczpospolitej czerpałem informację o zmianach w przepisach
    i wiarygodną interpretację zmienianych przepisów.
    Taki rządowy dziennik powinien być reaktywowany. Proszę bardzo, niech sobie uprawia propagandę. Każdy ma prawo do chwalenia się ale to w takim dzienniku każde słowo powinno być na wagę prawdy sądowej.
    Wyobrażam sobie ilu dziennikarzy, komentatorów, miałoby stały etat w prywatnych
    gazetach śledzących dziennik Rządowy. Takie rybki skubiące wieloryba.
    Tylko w takim dzienniku powinny być umieszczane publiczne,
    z naszych podatków opłacane obwieszczenia o przetargach.
    Radykalnie zmieniła by się rola prasy prywatnej, niestety od lat manipulowanej
    ilością płatnych ogłoszeń rządowych i spółek skarbu państwa.
    Na Nowy Rok życzę więcej optymizmu i wiary w przyszłość.
    Proszę się nie bać zmian, bez zmian nie ma rozwoju.
    Temat na przyszłość: Jest Pan pewny, że pisząc projekt konstytucji nie pisałby go Pan „pod siebie”?
    Ilu i którzy prawnicy pomagali ją pisać Kwaśniewskiemu?
    Mnie to pytanie dręczy po roku obserwacji zmagań o „łamanie konstytucji”.

  3. W latach 60 utarła się praktyka podnoszenia rangi osiągnięć natury technicznej określeniem „w warunkach krajowych”. Jak mi się wydaje, podobne praktyki nabierają obecnie popularności w odniesieniu do działań na arenie politycznej.
    Wszystko to co Pan tu pisze o dobrotliwym, acz skromnym władcy to prawda, ale że to on a nie kto inny Polską z nadania narodu włada to też.
    Jaki z tego wniosek?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Doskonałe, wysoko postawił Pan sobie poprzeczkę na 2018, raz jeszcze gratuluję tekstu

  6. Tak właściwie to co mi na tym zależy ,ale psychiatrzy potrafią podobno zdziałać cuda. Psychosnaliza to podobno strata czasu i pieniędzy.

  7. Panie Andrzeju
    Nie skomentuję inaczej jak tylko krótko: bardzo mi się tekst podoba.

  8. Może Pana dręczę swoimi wpisami ale też jestem emerytem i też mam swoje doświadczenia w działalności społecznej. Sądzę, że z taką potrzebą człowiek się rodzi, podsobni jak z powołaniem.
    Pamiętam lata siedemdziesiąte w których próbowałem coś robić unikając jednocześnie przyjęcia legitymacji partyjnej. By być zatwierdzonym na stanowisko kierownicze tłumaczyłem, że pracowałem byt krótko by ktoś znał mnie dwa lata i mógł rekomendować.
    Ale nie to istotne.
    Wczoraj znów słuchałem Pana i zapewniam Pana. Najpewniej i najgłośniej w mojej firmie krzyczeli członkowie zarządu Solidarności, oddelegowani tam przez służby.
    To była najbardziej odważna grupa działaczy, nie bali się jeżeli ktoś ten ruch rozwali siłą.
    Niestety ale prawdziwych, od serca aktywistów tego ruchu cechowało szaleństwo.
    Byli to ludzie uczciwi i naiwni. Budzili współczucie u znających realia polityki między-
    narodowej.
    Też zostałem członkiem Solidarności, pierwszy kierownik działu, chciałem dać przykład innym. Trzy miesiące później przestałem być kierownikiem /uważano, że to szykana ale to była moja świadoma rezygnacja/. W stanie wojennym pracowałem
    fizycznie , wspominam to jako świetne doświadczenie dla inżyniera.
    Wracając do działaczy, aktywistów Solidarności.
    Po trzynastym grudnia zamykano również „swoich” by ich uwiarygodnić i by nadal
    mogli z pryczy „nadawać”. Więc niech Pana nie dziwi, że nie docenia się nawet drugiego piętra na pryczy w Białołęce.
    Kiedyś /gdzieś to pisałem/ jako siedemnastolatek, prowadziłem drużynę harcerską,
    świetna grupa chłopaków z podstawówki, miłe wspomnienia ale to wtedy ktoś mi dał dobrą radę – nie licz na wdzięczność jak pracujesz społecznie bo na starość będziesz zgorzkniały. A o to Pana podejrzewam.
    Wszystkiego dobrego na Nowy Rok. Szczęścia i zdrowia.

  9. Pani Andrzeju czytałem dzisiaj pana dość długi wywiad w Gazecie, długi bo i tematów do analizy dużo. Nie chcę peanów piać na pana cześć , by nie być posądzonym o lizusostwo, ale przewrotnie jak Wałęsa, MUSZĘ. Wszystko to co pan mówi to bardzo bliskie moim od zawsze poglądom i to nie jest zdziwienie bo znam pana poglądy od dawna , zdziwienie jest w innym miejscu , że został pan ze swymi jakże celnymi ocenami Polski , Polaków, polskich polityków sam jeden osamotniony jak ostatni Mohikanin. Tragedią Polski i Polaków są niestety sami Polacy, wystarczy dwóch, a już są 3 zdania i za łeb, i za bejsbola i warcholić, byle teraz , zaraz wygrać, mieć przewagę, a co tam jutro, przyszłość nieważna. Rzadko w historii Polski zdarzało się, by zdecydowana większość była razem , by tworzyć dobro dla przyszłych pokoleń. Trafnie pan ocenia udział Tuska w przejęciu władzy przez PIS, gdyby nie dostał propozycji do UE być może zawalczyłby o Polskę, bo też walczyłby o siebie. To była jedyna osoba która mogłaby powstrzymać wtedy marsz pisu po władzę. Wielu Polaków tych którym pis nie był bliski oczekiwało od PO posypania głów popiołem, złożenia samokrytyki, rozliczenia się z nagrań, z ” teoretycznego państwa”, z ” ch..j doopa i kamieni kupa ” …. wymiany ” starych skompromitowanych kadr ” na nowe młode = uczciwe = pokolenie , niestety został Schetyna . Jeśli pan pozwoli będę zaglądał na pana blog i dzielił się komentarzem. A i jeszcze jedno z dzisiejszego bloga ma pan rację z tym pchaniem się w pierwsze szeregi, czasem łokciami , czasem uśmiechem i miłym słówkiem, czasem podstępem …. ale zawsze cynicznie i bezpardonowo by być bliżej koryta :-(((