Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

7.01.2018
niedziela

Zdrowie. Uwagi dyletanta

7 stycznia 2018, niedziela,

Prof. Jan Kielanowski, wielki człowiek, genetyk, obdarzony niezwyczajnym poczuciem humoru (mówił o sobie „świniarz” – zajmował się m.in. biologią świń), kolekcjoner obrazów Witkiewicza (lubił pytać swoich gości o autorstwo obrazków zawieszonych nad framugą drzwi pokoju na Opoczyńskiej w Warszawie, gdzie pośród obrazów Witkiewicza zawiesił dwa swoje), członek-założyciel Komitetu Obrony Robotników, cenił w najpoważniejszych nawet dyskusjach obecność osoby, którą nazywał „zielonym sędzią”. „Zielonym” wiedzą. Tak po prostu. Uważał, że ludzie zagłębieni w wysoko wyspecjalizowanych zagadnieniach mogą nie zauważyć tego, co oczywiste dla laika, byle ten laik nie był jednak laikiem w swojej dyscyplinie. To dość zabawne. Gdzie indziej, w innych okolicznościach, lubimy mówić, często trafnie, że wielkie odkrycia rodzą się często na granicach dyscyplin i w spotkaniu ich wybitnych aktorów.

Ten przydługi wstęp to usprawiedliwienie, że się ośmielam. Jako „zielony sędzia”. Ośmielam się także dlatego, że słucham w stacjach radiowych i telewizjach bieżących debat wywołanych protestem rezydentów, potem ich decyzjami wypowiadania tzw. klauzuli opt-out, co pozwala zatrudniać ich w wymiarze przekraczającym ustawowo określony maksymalny tygodniowy czas pracy: 48 godzin.

Chcę oczyścić przedpole. Dla Czytelników pobieżnie tylko interesujących się tym konkretem: „rezydent” to lekarz pełnoprawny, samodzielnie diagnozujący, ordynujący terapię, wykonujący zabiegi, dyżurujący, w wieku średnio lat około 30, pracujący w szpitalu o specjalnej akredytacji (nie każdym, musi być dobry, a nawet wyjątkowy), którego praca opłacana jest z budżetu ministra zdrowia, a nie szpitala, który jest tam dla zdobycia wybranej przez siebie specjalizacji. Czyli człowiek dojrzały, po wymagających studiach, stażu i zdanym egzaminie (już po ukończeniu studiów) uprawniającym do wykonywania zawodu. Rezydent otrzymywał dotychczas (do wybuchu ostatniego konfliktu) od 2200 do 2570 złotych netto. Wcześniej na stażu, w wieku minimum 25 lat, 1450.

Teraz te moje uwagi. Ujmuję je w kilku punktach – będzie czytelniej.

1. Zimą 1990 roku w Bielsku-Białej odbywało się pierwsze krajowe zgromadzenie (przepraszam za, być może, pewne nieścisłości w nazewnictwie, piszę z pamięci, idzie o istotę, a nie drobiazg) izb lekarskich. Dominowała żałość nad losem własnym zgromadzonych. Oczywiście szło o kasę. Nie na opiekę zdrowotna w ogóle, ale własną. Tyle że w szatni okazało się, że panie (po ich okryciach zwierzchnich wtedy łatwiej było rozeznać się w ich statusie materialnym) odbierały przeważnie futra, wtedy strój z uwagi na cenę niezbyt powszechny. Na parkingu zaś dominowały auta raczej luksusowe. Data istotna. To było zaraz po zmianie, delegatami byli raczej „solidarnościowcy” niż beneficjenci odchodzącego reżimu.

2. Mój przyjaciel chyba najbliższy, od rozmów o życiu, o Polsce, świecie, od wina i od dobrego jadła, znamy się od szczenięcych lat, skromny wiejski lekarz, ale pozytywista, trochę taki Judym i dr Wilczur w jednej osobie (który akurat jakimś zbiegiem okoliczności tam też był), powiedział mi wtedy, młodemu senatorowi, z ledwie wyczuwalną nutką złości: „Niczego nie zrobicie. Nie poradzicie sobie z powszechnym w Polsce mniemaniem, że „zdrowie jest bezcenne”. Nie zaprzeczycie tej bzdurze. Owszem, „zdrowie kosztuje”, mówił dalej. „Polityk musi wprost to ludziom powiedzieć. Ostatni rok życia kosztuje, statystycznie, jak idzie o wydatki na zdrowie, tyle co całe dotychczasowe życie. Tyle że nikt nie wie, który to jest ten rok ostatni. I mało kto jest pogodzony ze śmiercią jako zdarzeniem w życiu człowieka nieuchronnym. Ale nie powie. Bo to się mu nie opłaca. Bo ludzie nie chcą tego słuchać” – mówił. „A budżet zawsze jest ograniczony, trzeba wybierać”. Polityka, która udaje, że nie ma konieczności wyboru, jest kłamstwem.

Mówił o tym w ubiegły piątek (5 stycznia 2018 roku) Grzegorz Kołodko w „Faktach po Faktach”. Powiedział mniej więcej tak: chcecie więcej na zdrowie, obetnijcie na przykład wydatki na wojsko. I to jest poważne. Budżet to 100 proc. Nie 110 albo 120. Jeśli chce się na coś dołożyć, gdzieś trzeba ująć. Nawet te audiki rządowe mają jakieś tam, prawda, że marginesowe, znaczenie. Ja sam coś na ten temat pamiętam z pierwszego dnia rządu SLD, który miał, i było to uzasadnione, ciąć wydatki. Ja podjechałem swoim prywatnym autem. Pewien minister już trzeciego dnia miał nową, wypasioną furę. Służbową. Kwestia priorytetów.

3. Ten mój przyjaciel powiedział mi jakieś pół roku po tamtym bielsko-bialskim zjeździe: „Wiesz, wy [w domyśle „Solidarność”] nie przeprowadzicie żadnej systemowej zmiany. Boicie się rzeczywistości. Tymczasem nie jest tak, że system świadczeń publicznych, jakim jest ochrona zdrowia, przez rząd niereformowany – nie zostanie zreformowany, przystosowany do zmieniających się okoliczności. Zostanie. Tyle że pod dyktando interesów najsilniejszych jego aktorów, zwłaszcza ordynatorów, zwłaszcza zaś oddziałów zabiegowych”.

4. Pierwszy strajk lekarzy po 1989 roku to był strajk anestezjologów. Nieprzypadkowo. Anestezjologia to niezwykle wymagająca specjalizacja. Niewdzięczna merytorycznie i z uwagi na odpowiedzialność, także karną. Anestezjolog jest właściwie niewidzialny dla żywego pacjenta.

5. To było ćwierć wieku temu. Uwagi sprawdziły się. Dzisiaj jesteśmy jednak w innej, po stokroć dla Polaków (pacjentów) lepszej epoce. Zmieniło się bardzo dużo. Zlikwidowaliśmy opiekę medyczną „za żółtymi firankami”, choć życie jest życiem, „komuś”, niekoniecznie z najwyższych wyżyn, wciąż jest łatwiej. Zaczęto liczyć koszty. Choć do dzisiaj pacjent wysoko wyspecjalizowanej kliniki wybitnego nawet szpitala wciąż nie otrzymuje faktury (nie po to, by płacił, po to, by wiedział, miałoby to jakieś znaczenie dla świadomości społecznej, dla polityki, dla demokracji) za swoje leczenie. W wybitnych wielkomiejskich klinikach lekarze na ogół prezentują poziom porównywalny z klinikami światowymi. Języki, programy wymiany, staże, internet, osobiste kontakty. I wielkie pieniądze. I powiatowe (nie wszędzie, rzecz jasna, ale na ogół) UMIERALNIE. Oddział kardiochirurgii w małym powiecie to po prostu zbrodnia! Nie że lekarze źli (różnie bywa). BRAK STATYSTYKI. Jeśli ktoś nie rozumie znaczenia statystyki dla zdrowia, niech dalej nie czyta.

6. Sieć szpitali oparta na powiecie pochodzi z epoki furmanki. Żeby była szansa przewieźć chorego do szpitala przed jego śmiercią. Promień 40 kilometrów. Kiedyś sześć, osiem godzin. I medycyna cyruliczna. Bez specjalizacji. Inna epoka. Dzisiaj, na sygnale, pół godziny. Śmigłowiec. Specjalizacja i statystyka. Medycyna ratunkowa. Poza tym życie: położnictwo, pediatria, prosta interna, prosta laryngologia. Reszta w powiecie nie tylko niepotrzebna, lecz szkodliwa. Dla pacjenta. I dla kasy publicznej. Tymczasem w małym powiecie szpital to największy pracodawca. Ordynator tam za mniej niż 20 tysięcy raczej nie pracuje. Sorry, dobrzy lekarze – mordownia! Z poparciem władz powiatu i wyborców. Nie rozwijam wątku. Kiedy indziej.

7. Studia medyczne dzisiaj to prawie pół miliona z budżetu. Co więc z tym szantażem szwedzkim, duńskim, niemieckim? Kiedyś, 13 lat temu, proponowałem radykalną zmianę systemu finansowania studiów. Odwrócony kredyt. Czyli odpłatność za studia finansowana zawsze i dla każdego, kto zda egzamin z kredytu, który po ich zakończeniu może, ale nie musi zakończyć się konwersją w pełne stypendium. I tu warunki. Z góry określone. Chcesz, to masz. Nie chcesz – sam płacisz, Twój wybór. My dzisiaj finansujemy pensje lekarzy w nieporównywalnie zamożniejszej od nas Skandynawii i w Niemczech. I wszędzie tam, gdzie za Polakami jadą polscy lekarze. Rynek. Czy usłyszeliście to proste i oczywiście prawdziwe zdanie w jakiejkolwiek sejmowej lub medialnej debacie polityków partii PiS i opozycji: PO, Nowoczesnej, PSL i innych? Nie! Oni się boją. Was, wyborców. I swoich partyjnych szefów, których móżdżki są porównywalne z ptasimi.

Format nie sprzyja rozwojowi. To jedynie przykład. Dopóki nie zaczniemy ze sobą rozmawiać poważnie, to będą pomiatać nami ci, co na co dzień we wszystkich telewizjach, radiach, gazetach nawzajem na siebie szczują. Poza tematem. Poza wartościami. Poza jakimkolwiek Bogiem. Chyba że bogiem jest ich osobista i partyjna kasa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Tak, człowiek ryje na studiach medycznych po 70 godzin tygodniowo, często siedzi po nocach, i jeszcze niech za to zapłaci. Ilu wybierze inne studia? Najlepiej od razu za granicą, skoro i tak trzeba płacić.

  2. Szanowny Panie Andrzeju, popieram Pana opinię wyrarażoną w TVN, w „faktach po faktach”. Pozdrowienia annad

  3. Dać emerytom i rencistom jak leci -przykład pińcet.-po co coś około tego i niech płacą za wizyty ,szpital i inne takie.Oczywiście symbolicznie.Jak kapitalizm to kapitalizm a nie ni pies ni wydra.A rezydentami to inna beczka.Une mają we lbach ,że nikt nie będzie ich pouczał.I stąd cały cyrk.Gdyby Grzegorz zaczął chwalić Antoniego ,wódz uczynił by co należy ,wyrzucił na zbity pysk A tak ostanie się .Aha.Przecież bogaci już nie chodzą do publicznej służby zdrowia.A za ładowanie kasy, w czasie niszczenia lasów i wojen kosmicznych w partyzantkę -TS.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dodam .Zgodzili się z racjami UE w sprawie niszczenia puszczy,czyli złamania prawa.I Grzesio z ta druga powinni ijuż wystapić o TS dla ciecirzewio bójcy.Powinni.A uchwalili ze jego kumple będą polować na naszych podwórkach.O jasny pierun, jak mówi znany satyryk.

  6. Ich Bogiem jest ich własna kieszeń i chodzi o to, żeby ją napełniać, szybko i efektywnie. A jak się da, to rodzinkę i przyjaciół urządzić.
    Widziałam Pana w Faktach po Faktach. !00% zgadzam się z Panem. Pan Śpiewak przesadza z grzecznością do Rycha. Niby dlaczego normalni ludzie nie mają prawa powiedzieć co myślą o jego chamstwie. To jest dopiero oportunista z cepską urodą.
    My God, ręce opadają.
    Pozdrawiam

  7. Oczywiście jest problem ze szpitalami powiatowymi, także z racji podziału na samorządowe i rządowe. Pytanie komu bardziej zależy na ich utrzymaniu i czyja władza jest silniejsza, a kto byłby zainteresowany (z lekarzy) na ich zreformowaniu. Stypendia fundowane już były, w komunie, przy istnieniu przedsiębiorstw państwowych, czy zdały egzamin? Trzeba by zorganizować służby goniące po świecie dłużników! Dobrze, by pacjenci wiedzieli ile kosztuje ich leczenie już dziś można to sprawdzić w NFZ, ale kogo to zajmuje, skoro leczenie jest za darmo. Trzeba szukać oszczędności (strzelnice powiatowe), to jednak nie wystarczy. Konia z rzędem temu, kto zaproponuje podwyższenie składki, na pewno przegra wybory! Czy te innowacje zmniejszą kolejki, poprawią skuteczność leczenia, przerobią „w aniołów”?

  8. Nic dodać, nic ująć. Świetne podsumowanie.
    Byłem, /najstarszy pacjent/ po raz pierwszy w szpitalu i ze zdziwieniem słyszałem narzekanie na jedzenie. Ci ludzie w domu też jedzą a tam dostawali za darmo i jeszcze im było źle. Jeżeli posiłki nie są formą leczenia to czy na pewno konstytucja wymaga by były za darmo?
    W przychodni jest lekarz i leczy bo konstytucja tak przewiduje – za darmo. Przychodnie prowadzą kartoteki z historiami choroby, terminarze szczepień, wysyłają powiadomienia i muszą być utrzymywane w schludnym stanie, to kosztuje i czy na pewno musi to być wpisywane w koszty darmowego leczenia?
    Może niewielkie koszty typu dopłata do jedzenia, minimalna wplata na obsługę pozamerytoryczną
    spowodowałyby większą dbałość o zdrowie /jednak kosztuje/ a w jakimś stopniu poprawiono by kondycję finansową tzw. służby zdrowia.
    Życzę zdrowia na cały nowy rok kalendarzowy.

  9. No coz….