Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

10.01.2018
środa

Zmiana w ostatniej chwili

10 stycznia 2018, środa,

Jakie są (mogły być) cele tej rekonstrukcji? Co rzeczywiście ona zmienia? Czym jest?

Mówią i piszą, że po dwóch latach radykalizmu czas na zadbanie o centrum. Byłoby to zgodne z żelazną w teorii, praktycznie ignorowaną regułą demokracji: jeśli kadencja trwa cztery lata, w pierwszym roku rozglądasz się, przygotowujesz narzędzia, gadasz to, co ludzie chcą usłyszeć, konsolidujesz ekipę i wprowadzasz ją w drugi, decydujący rok. W drugim roku robisz wszystko, co chciałeś zrobić. Szczególnie to, co dla ciebie niebezpieczne, co rozczarowuje, co uszczupla. Czyli realizujesz się jako polityk, który chciałby być kimś więcej niż politykiem, który marzy o dobrej i obfitej (co istotniejsze) karcie w historii. W trzecim roku stabilizujesz program, ekipę i siebie. Jakieś korekty, zwłaszcza personalne, wprowadzenie nastroju spokoju, a nawet letargu. Jeśli okoliczności gospodarcze i społeczne są ci sprzyjające, to absolutnie nic więcej.

Najważniejsza jest stabilizacja, zapewnienie, że żadnych zmian już nie będzie, tylko te dobre, ale niespecjalnie nazywane, by nie dzielić, nie prowokować debaty, nie ryzykować różnicy zdań i ocen. Masz łączyć, a nie dzielić. Każdy istotny pomysł, każda ważna koncepcja to śmiertelne niebezpieczeństwo. Sprawy istotne naprawdę dzielą. A ty masz w ostatnim normalnym roku swej kadencji łączyć. W czwartym roku jesteś nieodpowiedzialny. Walczysz o głosy. Obiecujesz wszystko, co możesz, przed bramą do Tworek.

Kaczyński zmienił państwo. Dał władzy narzędzia właściwe autokracji. Nie oglądał się. Nie miał skrupułów. Nie musiał. A przecież nie chciał. Podjął ryzyko. Zwłaszcza w unijnym kontekście. Nie wiem, czy nadmierne. To się dopiero okaże. Ma niezwyczajny atut – opozycję. Kaczyński ma – albo udaje, że ma (jeśli udaje, to skutecznie) – ideę.

Opozycja ma siebie. Ma przekonanie, że każdy kawaler i każda panna przystojniejszy/piękniejsza od innych panien i kawalerów. Jeden wdrapał się nawet na Everest swego ego. Ten od planu Petru. Że jego Everest jest Antałówką, to już miara naszej polityki. I komentarza. Mnie w tym wszystkim, sorry, zadziwia jedynie pozycja wobec tego dumnego zdobywcy niewybitnego przecież wzgórza wielkiej legendy polskiej transformacji wobec byłego asystenta. Myślę, że każdy wielki chciałby mieć w uczniach większych od siebie. A tu puff.

Opozycja mierna tak, że nie tworzy alternatywy. Jej, w sensie demokracji, nie ma. PiS był i jest jedyną ideologicznie wyrazistą partią. Reszta nie kryje, że myśli o sobie lepiej. I tyle. Koniec.

Kłania się alternatywa sprzed dekady, za Tuska, kiedy pisowskiej inwestycji w rydzykowy kościół („toruński”) Tusk przeciwstawił pielgrzymkę, wraz z całym swym klubem, do Łagiewnik. Rydzyk okazał się bardziej mocarny niż Dziwisz. Mnie to wtedy nie dziwiło. Pisałem o tym. Czy dzisiaj ktokolwiek się dziwi?

Dziwisza dziś nie ma w przestrzeni publicznej. I dobrze. Obieg ampułek wystarczająco kompromituje. Rydzyk jest. Mimo braku kapelusza, a nawet fioletu, jest bardziej wpływowy jako katolicki polski ksiądz niż 9/10 biskupów. Nie idzie o media. Tu jest na pudle pośród polskich księży, włączając tych z episkopatu. Idzie o wpływ na władzę i wpływ na treść polskiego katolicyzmu. Czyli idzie na domenę świecką, co w Polsce nie dziwi, i na domenę kościelną, co bardzo ciekawe. Od czasu interreksa, kard. Wyszyńskiego, nikt nie był silniejszy. Nie odnoszę się do Jana Pawła II, bo to był przecież, jak idzie o recepcję, karnawał.

Kaczyński zareagował. Co dobrze świadczy o jego intelektualnej kondycji. Macierewicz miał już prawie wszystko. Lud smoleński przez siebie uformowany. Obronę terytorialną. Idiotów, których w każdym społeczeństwie jest jakieś 3-5 proc., a on uwiódł przynajmniej połowę. I, co najważniejsze doraźnie: generałów i pułkowników właśnie przez siebie awansowanych, którzy w zwyczajnym czasie czekaliby pięć lat albo nie doczekaliby się. Ci zawsze w historii najgroźniejsi. Macierewicz awansował i płacił. Przecież nie ze swojego konta. Zamiast na obronność – na swoją przyszłą partię.

To rzeczywiście była zmiana w ostatniej chwili. Dla Kaczyńskiego. Dla jego najbliższych. Wykazali się czujnością. On, Brudziński, Błaszczak. Co jest jakoś istotne. Dla kraju odchodzącego od głównego nurtu Europy. Dla społeczeństwa nikczemnie porzucającego swą wielką historyczną szansę okaże się to w historii wielkim wstydem. Mam świadomość nieprzystojności tego zdania. I niech tak pozostanie, Obywatele. Na pocieszenie macie Amerykę. Tam też jeszcze pół roku temu uważano, że dymisja specjalnego prokuratora badającego związki najbliższych Trampowi z Moskwą będzie jego końcem. Dzisiaj tak już się tam nie uważa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Wyjątkowo dobry artykuł muszę przyznać. Same konkrety, prawidłowa diagnoza (z mojego punktu widzenia), ciekawy styl i dobrze się czyta. Robi wrażenie zwłaszcza fragment o tym, że kaczyński poseł ma po swojej stronie niezwyczajny atut – opozycję.

  2. To wszystko, co Pan, Andrzeju Celiński, w najnowszym felietonie Pan opisał potwierdza tezę profesora Karola Modzelewskiego, że trwa w naszym kraju budowa państwa policyjnego. Od 2. lat rządy „zjednoczonej prawicy” tworzą chaos na wzór rosyjskiej smuty sprzed kilkuset lat.

  3. Władza u niektórych ,inaczej kochających powoduje nirwanę.Gdy dużo testosteronu -orgazm.Gdy zabiera się władzę ,chory dokonuje rzeczy strasznych.Ale gdy jest cały czas zagrożona przez wraże siły ,chory dokonuje rzeczy wielkich na granicy geniuszu.Stalni wysylając na smierć towarzyszy Lenina i swoich kumpli ,miał poklask tłumów ,bo wmówił im ,że w raz z budową komunizmu opor kontrrewolucji rośnie.Potrafił Trockiego dopaść w Meksyku.Wróg zewnętrzny jest wrogiem najgorszym z najgorszych.Należy się od niego odseparować i to zadanie na najbliższe lata.Jak nie da kasy ,to skuteczny argument i ogłoszenie wyborów ,po to aby już można było jak na Węgrzech zgodnie z prawem wprowadzać dyktaturkrę.Bo tylko ona zapewnia rozkosz.