Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

13.01.2018
sobota

Z czym o Polskę i Europę w 2019 roku?

13 stycznia 2018, sobota,

Poruszam skrajnie trudny temat. Każda wypowiedziana tu myśl jest kontrowersyjna. Tak musi być. Ale trzeba rozmawiać wprost, nie uciekając od kontrowersji. Ten temat sam będzie do nas wracał.

Jak w drodze wyborów odsunąć od władzy PiS z satelitami, rozliczyć za pogwałcenie konstytucji i fundamentów demokratycznego państwa prawa i naprawić to, co zniszczyli w relacjach między obywatelami? Jak przywrócić Polsce pozycję w Europie? Jak przywrócić solidarność i nadzieję, że państwo może być sprawiedliwe, uczciwe, prawe i efektywne? Co zrobić, by Polska była jedna, dla wszystkich jednakowa, a partie wypracowywać będą drogi rozwoju, nie były spółdzielniami pracy finansowanymi przez podatników?

Jesteśmy w punkcie przełomowym. Mówiono tak wiele razy. Tym razem jesteśmy naprawdę. Albo zakotwiczymy Polskę w cywilizacyjnej przestrzeni Zachodu, albo staniemy w dryfie. Albo odnajdziemy w miarę stabilną pozycję (na ile stabilne będzie otoczenie), albo wkroczymy w sferę nieoznaczoności. Albo będziemy zintegrowani gospodarczo, politycznie, militarnie i kulturowo z Zachodem, albo pozostaniemy osamotnieni między Unią Europejską a Białorusią, Rosją i Ukrainą. Na marginesie: polityczna stabilność Ukrainy wciąż stoi pod znakiem zapytania. Tak jak jej stosunek do Polski. Ma to dla nas tym większe znaczenie, czym mniej jesteśmy zintegrowani z Unią. Rosja też liczyć się będzie z naszymi interesami tylko wtedy, gdy będziemy silnym, potrzebnym Zachodowi partnerem.

Horyzont tej alternatywy to nie jedna kadencja czy dwie. Horyzontem jest nieprzewidzianie długi czas. Zakwestionowanie w 1989 roku Jałty można, jak idzie o znaczenie tamtej zmiany dla Polaków, przyrównać do takich wydarzeń jak pokój westfalski lub kongres wiedeński. Świat, a już szczególnie ta jego część, którą nazywany Zachodem, jest w punkcie szczególnym. Współrzędne tego punktu to zasadnicze zmiany jego politycznej strukturyzacji i kryzys fundamentu kapitalizmu (własność a zarząd wielkich multinarodowych korporacji oraz rola narodowych państw w zakresie regulacji stosunków między kapitałem a pracą). Erozji dotychczasowych paradygmatów towarzyszy nieokreśloność przyszłych. Coś się kończy, a konturów przyszłości nie widać.

Zaznaczę jeszcze sześć okoliczności, których konsekwencje w żadnym przypadku nie mogą być opanowane czy zarządzane przez pojedyncze państwa. Nawet tak wielkie jak Stany Zjednoczone czy odpowiedzialnie rządzone jak Niemcy. Są to:

1. Osłabienie narodowego czynnika kształtowania się państwa i zwiększająca się rola współpracy międzynarodowej oraz regionalnej organizacji.
2. Kształtowanie się nowej geografii gospodarczej i politycznej świata. Nowe hierarchie.
3. Wielkie migracje, w tym migracje niepoddające się kontroli. Bliskie zderzenia kultur. Państwa upadłe i proliferacja terroryzmu.
4. Niemająca precedensu liberalizacja wymiany gospodarczej i zasadnicze zmiany na rynkach pracy.
5. Kwestia zasobów, a zwłaszcza środowiska, w tym zmian klimatu.
6. Zmiany, których treści ani zasięgu jeszcze nie ogarniamy, będące skutkiem internetu i nowych technologii.

Nie rozwijam się w tym kierunku. Zaznaczam te okoliczności, bo jest to ten właśnie moment historii, kiedy kształtuje się nowa organizacja polityczna świata, a na pewno naszego regionu. To, co się w ramach europejskiej wspólnoty teraz stanie, będzie silniejsze od tego, co outsiderzy, tacy jak ewentualnie Polska, będą może chcieli w pojedynkę kiedyś zmienić. Słabsza wersja tej tezy głosi, że w historycznym oknie wielkiej zmiany lepiej mają się ci, którzy w procesie wypracowywania nowych reguł są silniejsi, są bliżej centrum i mają większą zdolność koalicyjną. My taką pozycję, wyższą zresztą niż nasze demograficzne, gospodarcze, militarne i kulturowe aktywa, właśnie utraciliśmy. Własnymi narodowymi decyzjami. Okoliczności zewnętrzne nie interweniowały.

Wybory 2019 roku to dla nas jak skrzyżowanie dróg w szczerym i słabo oznaczonym polu. Jakaś droga prowadzi na Zachód, jakaś na Wschód. Można też stać w miejscu i wtedy być może ktoś do nas przyjdzie. Ale to nie będzie już nasza decyzja i nie my będziemy współkształtować swoją własną przyszłość. Zwycięstwo PiS spowoduje, że tylko w przypadku nadzwyczajnie korzystnych wielu niekontrolowanych okoliczności odnajdziemy się dobrze w konfiguracji Zachodu.

Dzisiaj są i coraz bardziej będą dwa silne ośrodki polskiej polityki, przy czym znaczenie jednego rośnie, a drugiego maleje. Jest to PiS z satelitami i PO. Wiele czynników oddziałujących długo, konsekwentnie i skutecznie spowodowało, że o ile wyborcy zbliżeni mentalnie do PiS, Porozumienia i Solidarnej Polski konsolidują się, o tyle będący bliżej Platformy idą w rozproszenie. Nie widzę już żadnego istotnego czynnika odwrócenia tego trendu. W szczególności PO nie wykazuje woli partnerskiej współpracy ze środowiskami demokratycznych przeciwników PiS, a wszystkie w zasadzie partie dzisiejszej opozycji – woli rezygnacji z przywilejów wynikających z ułomnych ordynacji wyborczych (szczególnie ułomnej w przypadku wyborów radnych sejmików wojewódzkich) i ustawy o partiach politycznych.

Nie ma partii, która zadeklarowałaby walkę z rakiem modelu demokracji i kultury życia państwowego, którym są wszechprzenikające, wykraczające nie tylko poza administrację państwa, ale i sektor państwowej przedsiębiorczości praktyki nomenklaturowe. Diagnozie o katastrofie, do której prowadzi PiS, formułowanej przz PO, Nowoczesną i PSL, nie towarzyszy wysiłek mentalny, programowy, polityczny i organizacyjny. Mimo szumnych deklaracji wydaje się, że do wyborów sejmików wojewódzkich każda partia pójdzie sama. Także te, którym obowiązujące przepisy prawa wyborczego nie dają szansy zdobycia choćby jednego spośród ponad 600 mandatów.

Można czekać na opamiętanie. Tyle że jeśli ono nie nadejdzie, a nie ma oznak, żeby miało nadejść, wybory 2019 wygra lista Zjednoczonej Prawicy, a lista najsilniejszej partii opozycyjnej uzyska mniej mandatów niż obecnie. Łamanie konstytucji nie będzie już potrzebne. Ewolucja systemu doprowadzi do tego, że w razie potrzeby władza wykonawcza będzie miała wszelkie możliwości prawne i finansowe realizacji swej woli, niezależnie od wywalczonych praw.

W tej sytuacji należy rozważyć kroki nadzwyczajne.

Bez partii nie ma, na ogół, demokracji parlamentarnej. Wyjątkiem w Polsce był rok 1989. W sytuacjach przełomów, kiedy zakwestionowany zostaje dotychczasowy porządek, zmiana wymaga posunięć wyjątkowych. Musimy dzisiaj odpowiedzieć sobie na pytanie: czy sytuacja jest wyjątkowa? Chcemy kontynuacji czy zmiany? PiS gwarantuje utrzymanie konstytucyjnie ustanowionego ustroju? „Solidarność” w 1989 roku, kontrolowana wówczas raczej przez ludzi kultury demokratyczno-liberalnej, a nawet lewicowej, niż przez konserwatywną lub nawet chadecką prawicę (była to konsekwencja struktury solidarnościowego podziemia i wpływów demokratycznej opozycji lat 70.), otwierając się bardzo szeroko na różne środowiska (dowodem jest późniejsza strukturyzacja sceny politycznej), utworzyła wspólną listę. Otwarte zostały nowe, właściwie niewyobrażalne wtedy jeszcze szanse dla Polaków. Komitet Obywatelski przy Lechu Wałęsie nadał tamtym wyborom charakter plebiscytarny. Taki dokładnie, jakiego nie chciała PZPR. Dzisiaj ci, którzy uznają, że kontynuacja władzy PiS jest dla Polaków szkodliwa albo nawet katastrofalna, a nie widzą szansy zwycięstwa PO, powinni rozważyć utworzenie listy demokratycznej (nie forsuję rzecz jasna żadnej nazwy, kto od nazwy zaczyna, na niej kończy).

Zaczynem powinna być inicjatywa kilku „starców” (ludzi zidentyfikowanych przez opinię publiczną, o znanych profilach, sprawdzonych). Zainicjować powinni spotkanie (w sensie politycznym, a nie jednostkowego wydarzenia) możliwie szerokiego spektrum środowisk ze szczególną uwagą skierowaną na legitymujące się uznanym dorobkiem organizacje pozarządowe, zwłaszcza watch-dogi, ruchy miejskie, wybitniejszych samorządowców, prawników, zwłaszcza tych sprawdzonych w organizacjach europejskich i w czasie walki o konstytucję i niezawisłość sądów. Istotne, żeby nie było tam zbyt silnie oddziałującego czynnika ideowego. W sytuacji nadzwyczajnej myśl przewodnia powinna być skoncentrowana na tym, co napisałem na początku.

Wyobrażam sobie, że pośród animatorów tego ruchu, obliczonego na wybory 2019, powinni znaleźć się tacy ludzie jak Władysław Frasyniuk,
Grażyna Staniszewska, Bogdan Borusewicz, Henryka Krzywonos, Włodzimierz Cimoszewicz, Janusz Steinhoff, Ewa Łętowska, Marek Safian, Agnieszka Holland (używam ich nazwisk bez porozumienia i zgody, jako przykład i marzenie, a nie jako element gotowego projektu). W każdym razie ludzie z „różnych parafii”. Ich inicjatywa powinna otrzymać przyjazne i odpowiedzialne poparcie wspólnie występujących byłych prezydentów, znanych polskiej opinii publicznej w kraju i Europie ministrów spraw zagranicznych i innych osobistości.

Celem byłoby zainicjowanie wspólnych list do Sejmu w 2019 roku we wszystkich 41 okręgach wyborczych. Do tego potrzebna jest organizacja. To byłby ten ostatni moment, w którym mogłyby się do tej inicjatywy przyłączyć dzisiaj funkcjonujące partie. Warunek – podpisanie kilkupunktowego zobowiązania do wypełnienia praktycznym działaniem podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa, włącznie z zobowiązaniem wyrzeczenia się działań o charakterze nomenklaturowym. Nie wchodzę w szczegóły tej kwestii, ale wielokrotnie, od wielu lat, znajdowałem okazję, by o tych szczegółach, także ustawowych, pisać. To jest ten właśnie moment, w którym jest szansa odzyskania elementarnej wiarygodności. Kompromitacja PO i Nowoczesnej w kwestii procedowania ustawy „Ratujmy Kobiety” jest właśnie tym momentem. Odczuwam w tym miejscu potrzebę wytłumaczenia się z poglądu, że obecność PO, Nowoczesnej i PSL byłaby korzystna dla tej inicjatywy.

Filozofię oświeconego umiarkowania, nastawienie na budowanie raczej niż burzenie, metodę ewolucyjną – uznaję za niezrównanie lepsze w naprawianiu świata niż rewolucję. Odpowiedzialność zbiorową mam za cywilizacyjne barbarzyństwo. Doceniam doświadczenie i kumulację wiedzy, zwłaszcza instytucjonalnej. Uważam, że prawdziwa polityka zaczyna się, kiedy buduje się instytucje. Są też istotne względy organizacyjne. Partie powinny mieć jednak równorzędną pozycję wobec innych jej uczestników. Żadnych parytetów finansowych lub sondażowych. Wobec dzisiejszej postawy partii i prognozy ich wyborczej klęski w 2019 roku uważam, że inicjatywa obywatelska nie może już demokracji zaszkodzić. Co najwyżej zaszkodzi istniejącym partiom, ale obywatele nie mogą wciąż ulegać ich szantażowi. Nie ma szans na powstanie jakiejkolwiek partii partykularnej. Ani wystarczający rozwój którejkolwiek spoza parlamentu.

Jest też historia. PiS i poparcie, jakim się cieszy, nie wziął się przecież znikąd. Tę pamięć można zaabsorbować tylko przez skromność.

Uczestniczące w inicjatywie środowiska powinny wejść do niej ze swoimi programami. Powinny odnieść się zwłaszcza na dwóch zbiorów zagadnień: jak zapewnić Polakom większe uczestnictwo w kształtowaniu polityk ich dotyczących i jak przywrócić Polsce szacunek i osiągniętą już wcześniej pozycję w Europie.

Jest mnóstwo spraw szczegółowych, jak np. nadużywanie w Sejmie procedur wyłączających mechanizmy konsultacji społecznych (tzw. projekty poselskie), kwestia finansowania i struktury wydatków partii politycznych, ich wewnętrznej demokracji, tworzenia autentycznego korpusu służby cywilnej oraz wyznaczenia granic partyjności i administracji publicznej. Nie wspominam kwestii najważniejszych: polityki państwa w dziedzinie budowania kapitału ludzkiego (edukacja, kultura, komunikacja społeczna, transport publiczny, mieszkalnictwo), zdrowia, przestrzeni publicznej. W tych wyborach cele są wielkie, ale ograniczone. Wymieniłem je na początku.

Na koniec – bez wykluczającej debatę determinacji, ale z silną motywacją – przedstawiam pod rozwagę pomysł też wielokrotnie już przeze mnie prezentowany: alfabetycznej konstrukcji wszystkich list tej obywatelskiej inicjatywy w wyborach sejmowych. Posunięcie takie wywołałoby moim zdaniem szok ożywiający demokrację. Wymuszałoby na kandydatach bardziej autentyczną własną aktywność, a na wyborcach wyższy poziom przygotowania się do aktu oddania głosu.

Jesteśmy w takim punkcie naszej historii, że warto podjąć temat. Po to chociażby, by nie mieć do siebie żalu o przeoczenie momentu, w którym bezpowrotnie pogrzebaliśmy swe wielkie osiągnięcia lat 1975-2015, kiedy to żyjące pokolenia wielką determinacją, wiarą, nadzieją i mądrością doprowadziły do stanu spraw polskich, jakiego wcześniej nigdy, przynajmniej od XVII wieku, nie doświadczyliśmy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Zieeeeeeew …

  2. Tak! Tak! Tak!
    Zgadzam się w pełni i choć moje słowo na tak nie znaczy dla ogółu wiele to i tak jestem na tak.
    SZanuje wyborców PIS ale do całości mieszkańców są w mniejszości a to ze prawica jest bardziej skupiona nie znaczy ze maja racje
    Proszę by stało się jak napisano

  3. Czytałem z ogromnym zainteresowaniem do „nazwisk”. Jest Pan za blisko. Z daleka lepiej widać.
    I to z daleka widać kto przyczynia się do nienormalności.
    Cały czas mam w oczach niepoważną prowokację uliczną Frasyniuka. Na temat reszty nazwisk szkoda pisać. Właściwie spalił Pan mądrość artykułu tymi nazwiskami.
    Jak wyżej zaznaczałem, z daleka lepiej widać, ogarnia się całość. Zapewniam, to właśnie te nazwiska spowodowały, że nie głosowałem na PO ale też nie zdobyłem się by głosować na PIS.
    Który z byłych Prezydentów nadal jest autorytetem??
    Kiedyś, bardzo dawno, czytałem opowiadanie /odległość czasowa uniemożliwi mi znaleźć autora/
    z którego utkwiła mi scena: Oficer KBW otoczył swoim oddziałem „leśnych”, zobaczył krążącego nad lasem sokoła. Przypomniał sobie jak z bratem polowali. Myślał o tym gdzie teraz może być brat. Dawno nie miał z nim kontaktu. Czuł, że może jest w lesie. Myślał o tym jak są to straszne czasy, że brat strzela do brata. Gdyby tam był mój brat, zestrzeliłby tego sokoła. Usłyszał strzał i sobaczył jak sokół spada.
    Wtedy nie wierzyłem, że to możliwe by z powodów politycznych bracia do siebie strzelali.
    Teraz widzę, że to jest możliwe.
    Przeraża mnie brak umiejętności obiektywnej oceny posunięć PIS u. Przeraża mnie, mimo z pozoru
    wytyczania przez Pana innej , pokojowej zmiany warty w rządzie, nawołuje Pan do Pospolitego Ruszenia przeciw PIS owi.
    Proszę spojrzeć bez angażowania serca, zimno i z politycznym wyrachowaniem.
    Co mamy? „Konstytucję – ślepy zaułek”. Bo jak nazwać Ustawę Zasadniczą w której ktoś zapewnił sobie bezwarunkowe darmowe leczenie a piszący ją prawnicy swoją nienaruszalność?
    Ogląda Pan skutki tych zapisów od tylu lat i co. Nie widzi Pan absurdów z niej wynikających?
    Bo tak zwane doły , niewykształcony lud, dostrzega dawno, odczuwa na własnej skórze.
    I stąd wzrastające, już po wyborach, poparcie dla ich zdaniem, „słusznego” łamania konstytucji.
    Błagam! Zamiast lamentować nad utratą poparcia jak to kiedyś nazywano „zachodnich mocarstw”
    zastanowi się które z nich martwi się o naszą rzeczywistą pozycję w Europie.
    Tzw. prosty lud widzi absurdy i zniszczenie bezsensowne polskich przedsiębiorstw.
    Na siłę, by wykonać plan prywatyzacji ludzie zarządzający Krajem,
    wśród nich te elity z lat 75 do 2015, sprzedawali bez opamiętania to
    co KAŻDEMU KRAJOWI daje silną międzynarodową pozycję, zakłady produkcyjne.
    Z uśmiechem i poklepywaniem „elit” przyjaciele z zachodu zamieniali naszą
    produkcję na swoje montownie.
    Montownie, w dużych ilościach kapitalnie ułatwiają wpływanie na politykę w kraju „montowników”.
    Skracając, tamta polityka upuszczała krew, uzależniała nas /produkcję aut z Tych do Italii przenosi się w jedną noc/ od kaprysu mocodawców.
    PIS jest zły bo chce to odkręcić a pieski /komisarze/ czują jakie są oczekiwania i nas gryzą.
    Nie widzi Pan różnicy w atakach na inne kraje za np. tłumienie protestów ulicznych?
    Nie wolno odbudować stoczni , nie po to był inwestor z Kataru. Przecież już są stocznie nad Bałtykiem.
    Pan tego nie widzi, nigdy tak jak ja nie jeździł Pan po największych polskich zakładach, /robiłem coś co teraz nazywa się audytem na zlecenia Central Handlu Zagranicznego/.
    Nasze koparki hydrauliczne z BUMARu Warszawa, spychacze na licencji Harvestera ze Stalowej Woli wspaniale nadawały się do budowy nowoczesnych dróg w Polsce. Prosty lud /operatorzy sprzętu/ doskonale o tym wiedzieli ale elita zachłysnęła się i udławiła zachodem.
    Stąd powrót wyborców do siermiężnego PISu który to wykorzystał.
    Proszę pomyśleć co naprawdę może wzmocnić pozycję Polski w UE. MOCNA GOSPODARKA. Produkcja własnych wyrobów sprzedawana w świat, wsparta dobrą kadrą, nowoczesną kadrą techniczną. Uczelniami na których zechcą kształcić się studenci z krajów rozwijających się. Którzy w przyszłości będą naszymi emisariuszami w ich krajach, będą od nas kupować. Tu jest prawdziwa konkurencja.
    Niestety, przez lata nasza główna kadra zarządzająca to byli historycy, politolodzy i miernoty ekonomiści.
    Rozwijają się kraje z rządami technokratów, intelektualistów z korzeniami w technice, czujący rozwój i jego kierunek w świecie nosem i podskórnie.
    Muszą rządzić ludzie którzy nie wiedzą, że to się nie uda. Balcerowicz, Rostowski i wielu innych „wybitnych” wiedzieli, że na +500 nie ma pieniędzy. I co? Rostowski z pogodą ducha na twarzy wyjaśnił – „pomyliłem się”. Wolę by tak „mylący się” nie wracali do władzy. Rostowski wiedział, że po kryzysie w 2008 roku amerykanie drukowali miliardy dolarów, zasilając rynek. Rostowski powinien wiedzieć , że bezrobocie zmniejszyło się w Stanie który podniósł płacę minimalną a nie obok, w Stanie który nie podniósł. Powinien i i dlatego POWINIEN PODNIEŚĆ STAWKI MINIMALNE DLA PREKARIUSZY, zmienić przepisy, pomóc im – nie zrobił tego!!!!!
    A wielu z nich jest tak głupich, że nadal popierają PO. Mnie to nie dotyczy. Nigdy od nikogo nie byłem zależny.
    Zdaje mi się / teraz nie sprawdzę, PO ograniczyło dochody „twórcom” zmieniając 50cio procentową
    ulgę. Czekam aż Pis to cofnie ale pewnie czeka by to zrobić przed wyborami. Ludzie pamiętają posunięcia polityczne średnio 6 miesięcy / m. innymi dlatego zimowe protesty były słabsze niż lipcowe/.
    Zbyt późna godzina powstrzymuje mnie przed dalszymi przykładami nieudolności, niewiedzy i naiwności politycznej elit typu Frasyniuk itd.
    Proszę o umiar i rozwagę. Czy na pewno należy już teraz rozwalać PIS?
    Wreszcie jest ustawa o dzieciach zabieranych do obcych, zagranicznych rodzin a jak długo temat trwa?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Do pytania jak wygrać z prezesem ,należy dodać najważniejsze pytanie po co?Odrzucić niszcząca nas paradygmat Karteziusza -analizę a stosować SYNTEZĘ w ocenie rzeczywistości.-Polityk jak śpiący królewicz w trudnych sytuacjach ,zamarzył i ma swoja partię.Zdobył władzę ,aby realizować swój cel .Ludobójca Gruzin chciał stworzyć człowieka radzieckiego.Adolf rasę panów.Aby osiągnąć swój cel ,musieli zabrać wolność narodom -Sojuz -i ludziom nie aryjskim -Adolf.A jaki cel ma nasz wódz.Polskę silną samodzielną ,katolicką, z narodem jednolitym ,patriotycznym ,.Aby to osiągnąć musi zabrać ludziom wolność ,,.I nej drogi nie ma.Narzędzia do zabrania wolności to służby siłowe i prawo .Prawo może zmienić Konstytucja..Bez tego ani rusz.Czy dlatego jej się nie narusza?Czy wzywanie Frasyniuka jak za dawnych lat ,temu nie służy?Bo zabranie wolności wymaga wzbucenie strachu .A gdy przeszkadza zagranica ,to nalęży doprowadzić do tego , aby UE wyszła od nas .A nie my z niej ,bo suweren na to nie pozwoli.Dlatego w sytuacji, gdy ludzie nie rozumieją ,że chce się im zabrać wolność ,należy mówić tylko tej wolności.Podawać przykłady.Mamy sytacje na dziś taką.Naczelnik ogłasza wybory ,wygrywa i z 350 posłami zmienia Konstytucje .Ale UE może dalej przeszkadzać ,wtedy uchwali dążenie suwerena ,czyli karę śmierci i UE wyjdzie przez Zgorzelec ,pozostawiając u nas zgorzelisko.A naród ruszy do boju jak za dawnych lat dopiero jak w garnku zabraknie okrasy.

  6. Drogi Autorze,
    Szkopuł w tym, ze wymienieni przez Pana, to nie autorytety (robota Pisu), tylko wrogowie ludu.
    A od ludu, a nie jakichś „pięknoduchów” zależy kto wygra wybory.

  7. Bo o Polskę wszyscy powinniśmy dbać

  8. Dziękuję za rozsądny głos.
    Ale – ani słowa o największej sile politycznej Polski, nie, w Polsce.
    Wszak – „Kościół katolicki w Polsce rządzi partią rządzącą”.
    Jan Stachniuk w swej pracy „Dzieje bez dziejów” zadawał pytanie – jaka jest przyczyna zapóźnienia cywilizacyjnego Polski? I odpowiedział – jej skatoliczenie.

  9. Synteza.Sytuacja parszywa jak parszywa zmiana.Gra o przyszłość Europy a może i świata./?Dziś Polska nie mogłaby już wejść do UE za łamanie prawa i Konstytucji.Stąd wniosek ,ze zgodnie z ideałami Załozycieli,powinna być z z UE. wyrzucona.Kot nowogrodzki przyczajony w kuwecie ,jak kiedyś wojownicy w koniu -,czeka.Jeżeli wodzowie UE nie zareagują i pozwolą być u siebie, kraju bez trójpodziału władzy ,oznaczać to będzie Jej koniec.Bo czy jest gwarancja ,że w innych krajach nie pojawi się marzyciel o posiadaniu własnej partii.?A UE po rozpadzie ,rewizja granic i WAR.A u nas degrengolada.Politycy różnych maści chwalą pińcet.Ale nie dodają,że kupienie wyborcy za pieniądze ,może by i uszło ,tylko wtedy ,gdyby władza zdobyta , była przyzwoita i demokratyczna.I gorzkie pytanie do Naczelnika .Jeżeli odmawia wieczorna modlitwę do Boga ,nie nurtuje Go myśl co na temat uchodżców powiedziałby Św.JP2 Bł.Popiełuszko?Bo Episkopat co mówi, wiadomo.Ale ,jeżeli mamy pisowski katolicyzm ,nie rzymski ,to jest jak jest ,nieprawdaż>?