Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

31.01.2018
środa

Umarł Jerzy Jedlicki

31 stycznia 2018, środa,

Trudno sobie wyobrazić masy niezwykłych ludzi bez tej wpływowej postaci, pojedynczej, choć otoczonej przyjaciółmi, współtworzącej treść inteligenckiego etosu zwłaszcza lat 70. Bez Jerzego Jedlickiego.

On, Stefan Amsterdamski, Bohdan Cywiński, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Drawicz, Andrzej Kijowski, Tadeusz Kowalik, Jan Kielanowski. Wszyscy mają stosowne noty w Wikipedii, jakieś ordery, tytuły. Każdy miał swój inny krąg. Ich wpływ był tak wielki dlatego, że tu, w tym bardzo ścisłym kręgu TKN (Towarzystwo Kursów Naukowych, „Uniwersytety Latające”, w tle i KSS „KOR”), zachowując swe dość odmienne tożsamości, stworzyli coś, czego wcześniej nie było. Gdyby kto zapytał, o czym piszę, odpowiedziałbym: hierarchia spraw i ucieranie poglądów.

To jest tekst dla niektórych. Dla przyjaciół Polski otwartej, nielękliwej, poszukującej, chrześcijańskiej w takim sensie, jakie temu pojęciu nadają judaizm i chrześcijaństwo z humanizmem najlepszych swoich odsłonach.

Te masy to pierwsza „Solidarność”. Węziej – to główny jej nurt. Ten nie z „Trzebieży” i nie z Oliwskiego Zjazdu, gdzie nieprzytomny upadł Jan Józef Lipski pod razami takich, którzy tworzą dziś „prawdziwą Polskę”. Jeszcze węziej ci, którym marzyła się (i wciąż marzy) Polska chrześcijańska w takim sensie, który akceptuje każdego człowieka, zanim jego uczynki okażą się nieakceptowane.

Tu dygresja. Anegdota. Do prezydium Zjazdu wpłynął projekt rezolucji. Najzupełniej oddolny. Żaden intelektualista ani „baron” za nim nie stał. Grupka delegatów, ogarniętych autentycznie duchem demokracji, chciała dać świadectwo, jak bardzo ten ruch „Solidarności” jest otwarty, tolerancyjny. Projekt zaczynały słowa: „Muzułmanin też chrześcijanin…”. Ktoś z prezydium, zaniepokojony, przyniósł kartkę z tym projektem do kanciapy – nie wiem, jak to powiedzieć – szefostwa. Stało się, co stać się musiało. To była przecież rewolucja. W żelaznym imadle geopolityki. Kartka znalazła się w koszu na śmieci. Wnioskodawcy w swojej skromności i gorączce dziejącej się rewolucji nie upomnieli się, kiedy czytano wniesione projekty.

Nie, to nie Jerzy. On wykazałby z pewnością większą dbałość o źródło. Bo najpierw Jedlicki był historykiem. Był uczonym.

Mam z tym kłopot. Nie takim, że już prawie nikt nie rozumie tej różnicy: naukowiec, uczony. Kłopot jest taki, że najpierw był nadzwyczaj dobrym człowiekiem. I, na dodatek, ekstremalnie wymagającym. Przyjść do nich, na Balonową, do Hani i Jerzego, to zawsze było święto i zaszczyt, ale i ból żołądka, czy się Go nie zawiedzie. Ale zawsze była równość. Nie akceptowali, oboje, innej relacji. Ale jak być Im równym?

Był średnio obszerny krąg. Nie wszyscy się w nim znali, ale w zasadzie wszyscy o sobie wiedzieli. Ten krąg zrobił polską rewolucję. Jeśli za rewolucją ma się rzecz najważniejszą – kulturę.

Owa zmiana paradygmatu. Zamiast nienawidzić – próbować rozwiązać problem. Żeby rozwiązać – najpierw zrozumieć. Jeśli nie ma zgody co do podstaw – ustalić granice możliwego. A potem mieć je za gumowe. Rozciągać do granicy zerwania. Ze świadomością, że zerwanie to katastrofa.

To robiło trzech magów. Dwóch bardziej wpływowych i trzeci, który miał kontakt ze społeczną rzeczywistością: Geremek, Mazowiecki i Kuroń. Mieli znakomite medium, bez niego nic by nie zrobili, po prawdzie to owo medium zrobiło, co niewyobrażalne dla buca, polskiego buca. Tym medium był Lech Wałęsa. Tych czworo.

Tylko że każdy z nich (no, nie wiem, czy Wałęsa) miał kotwicę dla swoich działań. Tą kotwicą był Jedlicki. Gdyby zawsze iść za jego myślami, obawami – nigdzie by się nie doszło. Ale gdyby je pominąć, doszłoby się tam, gdzie nie warto by było iść. Jurek był wielki w tym swoim wycofaniu. Przepadłby pewnie, gdyby nie jeszcze jedna, a może i dwie postacie.

Stefan Amsterdamski. Rówieśnicy. Jerzy był negatywistą. Stefan progresistą. I spleceni byli jak Kaczyńscy.
Kielanowski. Przepiękna postać. Integralny katolik. Człowiek absolutnie otwarty.

Nie ma już tego świata. Odeszli wszyscy. Kijowski, Kuroń, Drawicz, Amsterdamski, Kowalik, Kerstenowie, Geremek, Mazowiecki. Dzisiaj odszedł Jerzy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop