Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

4.02.2018
niedziela

Ta katastrofa jest obrzydliwa

4 lutego 2018, niedziela,

Kaczyński nie jest wybredny. Chwyta każdą okazję, by zwiększyć swój potencjał władzy. On z mojego jest pokolenia. Pamięta Marzec, Gomułkę z 19 marca 1968 roku, partyzantów Moczara i jego zbowidowski flirt ze starzejącymi się weteranami AK.

Wie, jak silnym afrodyzjakiem jest władza. Zwłaszcza dla młodych, blokowanych – jak sądzą – w awansie przez starych, „zasłużonych”. Sam ma kompleks intelektualny, nie był tam w młodości, gdzie chciał być, ale uznał, że mu „się należy”. Jest wybitnym analitykiem, ale przecież niejedynym.

Jego wybitność zasadza się na tym, że nie ucieka od najgorszych konsekwencji swych analiz. To rzadkość w polskiej polityce. I nie posługuje się kategorią słuszności. Kiedy krzyczał o anihilacji, a był to zarzut wobec najgroźniejszego dla niego konkurenta, wiedział, o czym mówi. Bo mówił w istocie o sobie i o swoich współpracownikach. Nie mieli innego celu niż władza. I on nie ma innego celu.

Mało mnie obchodzi legitymizacja jego pozycji. Nigdy nie miałem złudzeń. To, że nie ma innego celu niż władza, podkreślam, bo znaczy to, że ideologia, cele polityki państwowej, pozycja Polski, jakiś kościec moralny – to nie to, na co się orientuje.

Frapujące byłyby dla mnie badania, naukowe, bez z góry przyjętej tezy i nie dla użytku władzy, polityki Jaruzelskiego od momentu zwycięstwa jego stanu wojennego, czyli gdzieś od przełomu zimy i wiosny 1982 roku, a polityki Kaczyńskiego teraz. Do czego ludziom władza? Jak jej używają? Co za reformy, co za cele państwowe lub społeczne usprawiedliwiają tak wielką władzę?

Wielokrotnie, jeszcze przed 1989 rokiem, a potem już bez opamiętania pisałem, że skłonny byłbym „wybaczyć” Jaruzelskiemu stan wojenny, gdyby wykorzystał go dla zasadniczej reformy gospodarki. Nawet nie wiedział, czym jest gospodarka. Tak jak Kaczyński. On nie wie, że gospodarka oparta na wiedzy, gospodarka inteligentna, bazująca na wartości intelektualnej – wymaga pełni wolności. I nie sprowadza się do ustawodawstwa, choć on jest barbarzyńcą w tej dziedzinie: buduje pułapki, zapadnie, zawiesza haki, wprowadza stan permanentnego lęku. Idzie o klimat. O knajpy i knajpki, o luz, o odejście od żelaznych schematów, uśmiech i lekkość. On nie żyje normalnie. Studiował prawo i pisał głupstwa w swoim doktoracie o kolegialności władzy… na uniwersytecie. Uczciwie opisujący ten temat musiałby analizować strukturę Wydziału Nauki i Szkolnictwa Wyższego KC PZPR. Na czym więc on tę swoją doktorską dysertację oparł?

Najpierw nominował – na różne pozycje – ludzi, dla których te jego nominacje były trzy poziomy powyżej ich możliwości. Pokazał im, że wszystko może. Ludowi dał wiarę, że jest wielki. Jeśli ministrem spraw zagranicznych, każdym ministrem, a nawet premierem, marszałkiem, prezydentem może być każdy w pełni obywatelskich praw, to miliony „każdych” są usatysfakcjonowane.

Piszą niektórzy krytycznie, że poprzednicy lekceważyli lud. To bardzo istotny wątek. Nie potrafię go opisać. Wiem, choć nie umiem przeprowadzić dowodu, że on lekceważy lud po stokroć. Naigrawa się. Nie potrafię opisać, bo wciąż nie potrafię zgłębić demokracji. Przyjmuję jednak, że czym więcej rzeczywistych kompetencji (prawnych, organizacyjnych, finansowych możliwości), tym więcej ludu w polityce. Jak więc w tej perspektywie rozumieć nagminne stosowanie trybu „inicjatywy poselskiej” w pracach Sejmu? Domyślam się, że Kaczyński wie, że ten nadzwyczajny tryb w rzeczywistości wyklucza społeczeństwo obywatelskie (najpierw media, potem ekspertów, jeszcze później organizacje pozarządowe, w końcu samych obywateli) z procesów stanowienia prawa.

Stajemy się osamotnieni. Niewarci jakiejkolwiek trwałej koalicji. Spadamy z bardzo wysokiego konia. Na moment świat uznał naszą historyczną krzywdę: Jałtę, podległość Moskwie. „Solidarność”. Lech Wałęsa! WALEZA. POLAND. SOLIDARITY solidarycą pisana. Europa miała gdzieś skrywany kompleks tej Jałty. Wykorzystaliśmy ten kompleks zdrady Roosvelta, osamotnienia Churchilla, wygraliśmy grę, zdawało się, nie do wygrania. Niemcy. Ich pozycja szczególna. Wielkie, słuszne i odpokutowane poczucie winy. I wielka demokracja, począwszy od Adenauera, która wygrała nawet ze ślepym terrorem RAF. Nie wprowadziła ustawodawstwa specjalnego, które by odwróciło demokrację i wolność w tyranię.

Pamiętam radość mojej Mamy w 1989 roku. Nawet nie marzyła, że dożyje sytuacji, kiedy jej synowie nie będą wciąż pod bystrym okiem służb specjalnych. I że nikt, bezkarnie, nie będzie grzebał w jej bieliźniarce. A grzebał.

Brak poszanowania własnych praw. Konstytucji…

Ktoś jeszcze pamięta? Odbyło się referendum jakieś? Zgromadzenie Narodowe? I ta bezczelność minister, szefowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Pani Premier. Prezydenta w końcu!

Gdyby jeszcze mieli jakieś kadry, w miarę niekompromitujące.

A tu ten fagas wrzeszczący z sejmowej trybuny; „Precz z komuną”. To akurat odniesienie wewnętrzne. Świat tego nie widzi, nie rozumie. To jak naplucie, w 1945 roku, żołnierzom AK w twarz. To jak zamknięcie Kazimierza Moczarskiego pod celą z Jurgenem Stroopem.

Osobna karta ma na grzbiecie wizerunek Jana Szyszki. Harvestery w puszczy. Oni nie są idiotami. Chcieli zgwałcić i bezkarnie zgwałcili. Nie czytali Jacka Bocheńskiego. Marka Nowakowskiego. A chyba i „Medalionów” Zofii Nałkowskiej.

Bo jak by mogli, czytając, wzniecić na powrót ducha Marca? Ten ksiądz katolicki, Zieliński: „Trudno będzie patrzeć z sympatią na Żydów”. Nie byle jaki ksiądz. Prałat. Kanonik. I nie w swoim kościele, lecz w państwowej telewizji.

Zaczęli od sojuszu z Wielką Brytanią, która komplementowali przeciw Niemcom. Po co przeciw? Ano przeciw. Jest brexit. Ja składam to na karb bezbrzeżnej głupoty. Pełnej ignorancji. Braku umiejętności korzystania z pracy think tanków. W ogóle z ekspertyzy. Polityk, zwłaszcza Kaczyński, mądrzejszy od wszelkich uniwersytetów. Chyba że byłby to uniwersytet w jakimś Ługańsku.

Potem Międzymorze, Trójmorze i inne głupoty. 27:1!

Szmalcowniczka Róża. Choćby mnie by tam wzięli. Polaka wschodniego. A tu Róża. Cała Europa wie, kim jest. A teraz ten ich węch przyjazny dla ich antysemityzmu. 70 lat po wojnie, po Holocauście.

Ta katastrofa będzie spektakularna. Nie było takiej w naszej nowożytnej historii. To jest katastrofa moralna.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop