Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

8.02.2018
czwartek

Zaliczył karę śmierci. Nie każdy z ipeenowskich cenzorów może się tym pochwalić

8 lutego 2018, czwartek,

W czwartkowej „Gazecie” (na stronie Wyborcza Radom) kilka tysięcy znaków okazało się za mało, by w tekście „Honory dla Grzecznarowskiego” znalazło się miejsce dla trzech liter: PPS.

Mało tak fenomenalnie ciekawych postaci dla politologów, historyków, ludzi żywo ciekawych tego, co w naszej historii wyjątkowo fascynujące – poplątania losów ludzi, którzy bezinteresownie służyli wielkim sprawom i obijali się o różne okoliczności, często wrogie jakiejkolwiek aktywności. Zdarzało się absolutnie różnych kolorów. Grzecznarowski był ofiarą i caratu, i sanacji, i hitlerowskich Niemiec, i stalinizmu. Był też za sanacji prezydentem Radomia. Nawet dwukrotnie.

Był nie tylko posłem PPS w Niepodległej, ale i PZPR w PRL. Nawet, niestety, w marcu 1968 roku. Grzecznarowski to jedyny posiadacz Orderu Czerwonego Sztandaru (za udział w rewolucji październikowej) i Krzyża Niepodległości z Mieczami (za udział w walce o niepodległość Polski). Więzień sanacji (krótkotrwały) oraz Sachsenhausen i Buchenwaldu (wszystkie pięć lat II wojny, wyzwolony przez Amerykanów, ciężko chory, leczony potem w Szwecji). Dwukrotny prezydent Radomia, zdjęty raz z funkcji i zastąpiony komisarzem rządowym, by po kilku latach powrócić. Więzień Cytadeli (1906 rok, kto wie, czy nie z moim dziadkiem, też sympatykiem PPS, wywiezionym później do Mikołajowa nad Donem). Na kursie instruktorów Organizacji Bojowej PPS w Zakopanem szkolony przez m.in. Józefa Piłsudskiego. Zaliczył karę śmierci (1908). Nie każdy z ipeenowskich cenzorów może się pochwalić taką karą.

Człowiek wielkich zasług dla Radomia. On Radom skanalizował, uwodnił. Działacz związku zawodowego, który skutecznie zabiegał o inwestycje w mieście. Nie tylko komunalne, choć pamiętał o lokum dla bezdomnych. Stworzył spółdzielczość mieszkaniową. Przyczynił się do skomunikowania koleją Radomia z Warszawą (wiem, że tu ruszy heit, może to będzie jedyny raz słuszny heit, ale nie Grzecznarowskiego wina, że nie miał godnych sobie następców).

Uczestnik Organizacji Bojowej PPS. Członek Moskiewskiej Rady Robotników i Żołnierzy. Niepodległościowiec. Socjalista. Kurczę! Czego tu nie było!

Owszem. Jedna z dwóch córek, żyjących, to żona Władysława Szpilmana. Tak, tego. Z „Pianisty” Polańskiego.

Miał szczęście, że nie dożył Czerwca 1976 roku. Zmarł dwa miesiące wcześniej.

Czytam, czytam, czytam ten tekst o Grzecznarowskim w „Gazecie” o upamiętnieniu (prawie tak świetne to słowo jak „ubogacenie”) i tam tego wszystkiego po prostu nie ma. Czcimy więc pamięć bez pamięci. Po co więc czcimy? Dla kogo?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop