Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

25.02.2018
niedziela

Ani ulica, ani opozycja

25 lutego 2018, niedziela,

Są okoliczności, które niechybnie wiodą do klęski. Niebezpieczne są zwłaszcza te od nas zależne. Zewnętrzne okoliczności mogą się zmieniać. Ale jeśli kraj gubią jego własne elity – a w demokracji także lud – żadne zaklęcia nie zmienią kierunku.

Polacy gubią swój sukces. Nie dorośli do normalności, do do etosu codziennej politycznej pracy, w której cegiełka za cegiełką, cierpliwie i konsekwentnie zagospodarowuje się swoją szansę. Nie dorośli do sytuacji, gdy rządzący i opozycja są pewnym układem. Układem określonym konstytucją i wspólnym rozumieniem elementarnych wartości i zasad. Ktoś tu sugeruje, że mamy od ćwierć wieku układ przestępczy. W kategoriach kryminalnych niczego nie wykazał, choć instytucje państwa opanował. Raczej sam powinien się w przyszłości tłumaczyć. Pokazał swoje rozumienie państwa, demokracji i polityki. Nie jest w tym dziele powszechnie uznanym rarogiem. Przeciwnie. Poparcie dla niego wciąż rośnie. Co w takim razie znaczy wiara w ulicę?

Nie powtarzam, ile już mieliśmy, co osiągnęliśmy, jaką drogę przeszliśmy. Dziesiątki tysięcy znaków (na tym blogu także) temu poświęciłem. Mieliśmy to, co właśnie tracimy, trochę z przypadku – okolica stała się nam niezwyczajnie przyjazna. Ale i dzięki wewnętrznym zmianom, najpierw tym najistotniejszym – w paradygmacie polskiej polityki. Kompromis przestał być przekleństwem, rachunek oczekiwanych zysków i możliwych strat stał się czynnością zwyczajną, próby zrozumienia racji przeciwników nie są zdradą, lecz odpowiedzialnością. Były autorytety. Mimo fundamentalnych różnic wzajemnie się szanujące, a nawet wspierające swe wysiłki. Przykłady? Proszę bardzo: Kościół i politycy, delikatnie mówiąc, nieopierający się na jego hierarchii. Kardynał Gulbinowicz i Władek Frasyniuk. Arcybiskup Gocłowski i Tadeusz Mazowiecki. A także w polityce: Bronisław Geremek i Leszek Moczulski. Lech Wałęsa i Jacek Kuroń. Nie stawiano tam wozu przed koniem. Wspólne dobro to nie rozmowa o radach nadzorczych, zegarkach, doradztwach, limuzynach, europosłannictwie w Brukseli czy Strasburgu.

To minęło. Nie tylko pośród elit. Nie ma współpracy. Nie ma pomostów. Nie ma tematów, które łączą. Przeciwnie. Szuka się i wypracowywuje takie, które mają jeszcze bardziej dzielić. To jest od ponad dekady nieustający wysiłek. Wcześniej, kiedy coraz więcej nas dzieliło, polityka zewnętrzna była polem jakiegoś elementarnego porozumiewania się. Już nie jest. Też wielokrotnie o tym pisałem.

Ludzie o treści polityki współcześnie już nie rozmawiają. Liczą się proporce, przynależności, rodowody, „odwieczne” związki. Kto kogo. Jak najwięcej wykluczeń. Realnych i symbolicznych. W cenie jest zastawianie pułapek i satysfakcja, kiedy ktoś w jakąś wpada.

Krótka historia antysemickiej kompromitacji to właśnie pokazuje. Autorzy pomysłu nowelizacji ustawy o IPN, która miała zakneblować badania, a już na pewno rozpowszechnianie ich wyników, wiedzieli, że nie o obozy zagłady chodzi. O obozach tam słowa nie ma. I nie o wizerunek Polski. Ten miał się dobrze. Daleko lepiej niż teraz, po dwóch tygodniach akcji.

Chodziło w tej ustawie o ludzi ze sfery publicznej w Polsce, którzy powiedzą NIE! O ustrzelenie każdego, kto zdrowy rozsądek uzna za polityczną wartość, a nacjonalistycznych prowokatorów skaże palcem. Przecież projekt ustawy leżał półtora roku! Wyjęto go po autokompromitacji dotąd hołubionych nacjonalistów. Nie oni mieli być celem. Oni mieli być chronieni.

Jedynie skromna wiedza – albo nawet bezwiedza – i deficyt osobistej godności głównych wykonawców spowodowały, że cel nie został osiągnięty.

Ci, którzy mieli wpaść w nacjonalistyczne sidła zastawione przez jej pomysłodawcę, w sidła nie wpadli. Za to Polska odnotowała spektakularną wizerunkową katastrofę. Dokładnie w półwiecze Marca ’68. Nawiasem: obok kwalifikacji moralnej autorów proszę o zwrócenie uwagi na ich merytoryczne kompetencje. Tyle tu zachwytów! Tacy skuteczni!

Jeśli sukces Polski zawdzięczamy zmianie paradygmatu, to wobec dzisiejszej katastrofy nie słychać adekwatnego głosu opozycji. Wcześniej opozycja nie widziała wielkich deficytów transformacji. Teraz najsilniejszej partii sejmowej opozycji zabrakło nie tylko odwagi, ale i elementarnej odpowiedzialności także w procesie stanowienia tej ustawy. I kilku poprzednich, gdzie opozycja pokazywała ludziom, czym w istocie jest, albo – co ważniejsze – czym nie jest. Kto likwiduje różnicę, przestaje być potrzebny. Najwyraźniej to się pokazało w przypadku ustawy dla ludzkiej wolności i może nawet jeszcze bardziej godności. Ustawy dotyczącej warunków przerywania ciąży i ograniczającej i tak już szczątkowe prawa kobiet.

Konwencja PO (sobota, 24 lutego) była, jak pokazali w telewizji, piękna. Format, kolory, ludzie. Nie uważam jednak, że powagę sytuacji można zamknąć piękną formą. Przeciwnie. Jeśli już przywiązuje się wagę do formy, to widziałbym tam raczej tło szare i czarne. Głównym przekazem tej konwencji był ten, że plac został opanowany. Nie ma konkurencji. Nowoczesna musi się poddać. W kwestiach polityki zagranicznej nie ma wiele do powiedzenia. Ja nie płaczę za Nowoczesną. Więcej liberalizmu, w polityce gospodarczej i społecznej, po Platformie – to nie jest recepta na szczęście Polaków. Ale nie widzę sensu w tej radości, że Platforma znów opozycję dominuje. Zwłaszcza że ma w sondażach niewiele więcej niż trzecią część tego, co ma PiS. Jeśli zaś zsumować wyniki PiS i całej opozycji wraz z Kukiz’15 (co przecież wobec realiów byłoby dziwaczne), to wciąż PiS ma więcej albo tyle samo co cała opozycja.

Nie podzielam też optymizmu wspomnianego już tu Władka Frasyniuka. Sukces Kaczyńskiego przeczy jego słowom o tym, że Polacy lepsi są i więksi od prezesa i jego partii. Są, dzisiaj, tacy sami. Dowodów dość. Rzeczywistość nienazwana nie przestaje istnieć. Jej nazwanie jest początkiem dobrej zmiany.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Drogi Panie Redaktorze,
    pisze Pan słusznie i w chwili, kiedy głos rozsądku to jakby wołanie na wycinanej puszczy. Tu nawet nie chodzi o obecne „elity” i ich program. Akurat tej grupie nie wolno zarzucać dwulicowości. Oni od początku stawiali sprawę jasno i otwarcie. Również Kosciół – nie kluczył. Od poczatku transformacji chodziło o władzę, edukację i „rząd dusz”.
    Tutaj zadziwiła mnie „opozycja”, która nigdy nie umiała się dogadać. Od początku tolerowała – mówiąc delikatnie – różne rozwiązania „pozaprawne” to i teraz może miec pretensje do samej siebie.
    Powoli słupki rosną i z 30% poparcia robi się coraz więcej, bo u nas to tak zawsze było… i w czasie zaborow, i przed wojną, i za komuny…
    Opozycja jakakolwiek, żeby istnieć, musi mieć twarz, program i budzić, jeśli nie entuzjazm, to zaufanie, że jak zdobędzie władzę, w chwili obecnej raczej przez przypadek, to nie okpi prostych ludzi, jak okpiła ich przez ostatnich 30 lat. Sukces obecnej elity tylko w części, i to bardzo małej, jest ich zasługą. Powinni być przez wieczność wdzięczni nieocenionej pomocy od obecnej „opozycji”, zarówno w przeszłości, jak i teraz.
    Proszę pisać, może będzie to początek rozmowy o programie dla wszystkich i nowej wizji „szklanych domów”.
    Serdecznie pozdrawiam.

  2. Tym razem – szyfrem napisane, niewiele wynika. już mam dosyć bohatera Frasyniuka.
    Ta głupia ustawa ma swoje plusy. Zdemaskowała wieloletnią nieudolność tzw. elit politycznych.
    Ujawniła wreszcie nie wierzącym w sygnały zza oceanu, jak bardzo mamy rozwaloną opinię i jak bardzo inni, nic lepsi,mogą sobie czyścić sumienie dzięki naszemu samobiczowaniu. Dziękuję niektórym naszym reżyserkom.
    Ujawniła się nieudolność i marnotrawstwo pieniędzy przeznaczonych na „samoreklamę”.
    Przy okazji zauważyłem jak niewielu piszących i oceniających postawę Polaków w czasie wojny
    potrafi tę ocenę wpisać w kontekst historyczny. Zapomina się, że wtedy żyli ludzie w swojej masie urodzeni, nie w Polsce i z rodziców którzy też nie mieszkali w Polsce. Patriotyzm i honor dla większości to były słowa nieznane dosłownie nieznane. Większość nie umiała czytać /może szyldy/ nie znała nawet radia.
    Teraz, po prawie stu latach zastosowano współczesną matrycę oceny wartości moralnych dla tamtych wydarzeń.
    Dowodzi to tylko braku wyobraźni, braku empatii, i wiedzy historycznej naszych zadufanych w sobie intelektualistów. A może rzeczywiście buców?
    Tak, widzę ile znaków napisano przy okazji na ten temat /odpłatnie/ i jak mało w tym prawdziwej refleksji.
    Wymienił Pan nazwiska, znane ale jak mało rzeczywistej skuteczności było w tych ludziach.
    Kuroń gotujący zupę w czasie gdy umierały pegeery z nieporadnymi byłymi robotnikami.
    Geremek tak głęboko myślący, że zapomniał iż skończyła się dwupasmówka.
    Wałęsa który nie potrafił stanąć w prawdzie /lud by mu wybaczył i jeszcze bardziej polubił/.
    Lud zniewolony kolejną wojną po pierwszej i tak zachował się dziwnie przyzwoicie.
    Być może pomogło tu głęboko religijne wychowanie.
    Każdy „odmieniec” był zagrożony, niezależnie z jakiego narodu. I tak to zdziczenie było małe. Przecież mogło być jeszcze gorzej. Ci ludzie pamiętali gazowe eksperymenty prof. Habera na froncie, blisko Sochaczewa. Pamiętali głód i jego śmiertelne żniwo powojenne koło Tarnowa.
    My teraz, po tylu latach, siedząc w wygodnych fotela z komputerami,
    klepiemy znaczki w klawiaturze /niektórzy je liczą, bo za kasę/ i oceniamy swoją miarą.
    Jeżeli ktoś się ma czuć winny to proszę – elita nie chcąca się zaliczać do buców, szukająca swoich korzeni szlacheckich, nie bacząc na to jak kiedyś zachowywali się twórcy tych korzeni.
    /Szukam potwierdzenia, że słynny z hymnu dowódca z potopu szwedzkiego nie wypłacił żołdu za Kraków tylko sobie schował na posag córki i czy rzeczywiście stąd pałac w Wilanowie?/
    Jeżeli doczytał Pan do końca to wołam! Proszę nie rozdrażniać, proszę nie wspominać o ulicy,proszę o wyciszanie sporu.
    Jeszcze dyktatura nam nie grozi ale wojna domowa już prawie i to nie z winy Kaczyńskiego a być może nie z winy Gazety Polskiej /nie czytałem kilka lat i nie mam analizy/.
    Ale wiem na pewno. Nowoczesna to chłam, nigdy nie oceniają merytorycznie – wszystkie działania rządu są złe, są niewiarygodni bo nieobiektywni i ludzie to czują.
    Platforma się pogubiła bo zachowują się jak woźnica któremu ktoś zabrał lejce i prowadzi wóz nieco lepiej ale w tym samym kierunku.
    Nie jest łatwo wyjść z impasu po kompromitacji prognoz ekonomicznych, straszących zawaleniem się i publicznie odwołanych po dwóch latach /Rostowski/.
    Pomysł z totalną opozycją był finezyjny jak cep w swojej konstrukcji. Wykazują się inteligencją szafy dębowej.
    Proszę na siłę /ulica/ nie walczyć z obecnym Rządem, tam jest wystarczająco dużo zarozumialców którzy zachłysną się swoimi sukcesami i wszystko spieprzą. Na szczęście są wybory i skręcić wyborów się nie da bo jesteśmy w grupie, w UE.
    Ale bardzo proszę o krytykę konstruktywną /hasło z Polityki w latach siedemdziesiątych – chyba Rakowski/, teraz – szkoda czasu na kłótnie, czas ucieka.
    Wolę by nowy Wyspiański nie musiał pisać o złotym rogu.
    A o marnowanie czasu oskarżam zarówno popisujących się erudycją /nie parweniuszy/ intelektualistów z Polityki i zarozumialców z Rządu. O „innych sztanach” nie wspomnę.
    I tak przedługo wyrzucam kortyzon ze starego ciała.

  3. Dziękuję Panie Andrzeju za trafne komentarze, chętnie pana czytam.

  4. Konwencja PO .Powielanie i nuda.Niech wreszcie zrozumieją ,że na forum ,nie powinni pokazywać PIS.Tak jak by nie było prezesa i świra.Niech mówią do ludzi ,i swoich i tych co głosują na prezesa.Proszą o pomoc KK..Niech wykażą.Niech jasno powiedzą – ,co nas czeka/?Niech jasno powiedzą ,że należy głosować jeżeli nie na nich to na opozycję.A pani Lubnaer atakująca autora ustawy skandalicznej ,ośmiesza się.Zapomina, kto pociąga za sznurki manekinów.