Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

26.02.2018
poniedziałek

Opozycja na dryfującej krze

26 lutego 2018, poniedziałek,

Wiem, jak bardzo irytujące jest narzekanie. Tyle że propozycje już były, a jeszcze wcześniej sygnały ostrzegawcze. Kiedy w 2008 roku pisałem o wielkim wyzwaniu, jakim jest pchnięcie naprzód polskich reform po wyczerpaniu się prostych zasobów uwolnionej energii wolności, zainteresowani byli tylko starcy. Dawno zresztą emerytowani. Nie ma u nas tradycji słuchania starców. Młodzi są mądrzejsi. Młodość jest atrybutem nie tylko metryki, lecz także intelektu. To nie jest cecha systemu. To cecha kultury.

Pisałem, że neoliberalizm – wiara, że wyższa woda wszystkie łódki podnosi, przemyślana, celowa absencja państwa w kwestiach społecznych, brak polityki przemysłowej, niski budżet – doprowadzi nas w końcu, i to przewidywalnym końcu, do wielkiego kryzysu państwa i demokracji. Pisałem i mówiłem, że masa krytyczna zmian koniecznych dla przejścia Polski przez okno transferowe ze Wschodu na Zachód nie została jeszcze osiągnięta. Wskazywałem na pięć wielkich deficytów polskiej polityki: pomysłu na Polskę i na Europę, demokracji, solidarności, kapitału ludzkiego i zaufania. Mówiłem, że ich wypełnienie jest ekstremalnie trudne, ale możliwe, lecz wymaga uporządkowania polskiej polityki, jej ustabilizowania, konsekwencji. Wymaga czegoś wspólnego, ponad podziałami. I czym więcej jest tego, co wspólne, tym większa szansa. A przede wszystkim wymaga celowości.

Postulowałem bardziej inżynierskie podejście. Utyskiwałem na zbyt wielki wpływ sondaży i politologów na politykę.

To był czas wybuchu wielkiego kryzysu – upadku Lehman Brothers. Kapitalizm odsłaniał swe strukturalne słabości. Nie te opisane w XIX wieku, bo one zostały dawno rozpoznane i świat, nasz świat, przedsiębrał skuteczne środki. Kryzys 2008 roku odsłonił jednak to, co uczeni widzieli, nie chciał zaś ich dostrzec finansowy i polityczny mainstream. Wskazywałem przede wszystkim na dwa procesy: osłabianie regulacyjnej roli państwa wobec konfliktu kapitału i pracy oraz brak nowych instrumentów polityki w tej sferze i zerwanie związku własności z zarządem w wielkich międzynarodowych korporacjach, czego skutkiem jest zawalenie się całej konstrukcji ideowej kapitalizmu opartej na przeświadczeniu, że nikt tak jak właściciel nie pilnuje swego majątku.

To są konsekwencje zbyt szybkiej liberalizacji światowej gospodarki, tak szybkiej, że nie nadążają za nią nowe konieczne regulacje (np. w dziedzinie standardów). I w ogóle brak pomysłu, a nawet rzetelnego zainteresowania, jak ogarnąć skutki tej liberalizacji. Tu byłoby właściwe miejsce dla linków do kwestii demokracji, wolności, perspektyw młodych. Całego tego zamieszania, z którym boryka się Europa minionej dekady.

Pisałem, że stare odchodzi, a nowe się nam jeszcze nie objawiło. O międzyepoce. I o konieczności wielkiej uwagi wobec polityki w kraju, który dopiero co otworzył sobie drzwi do lepszego świata. Który wszedł właśnie w kryzys. Upatrywałem w tym szansy współudziału wielu środowisk skoncentrowanych na przyszłości i sprawach policzalnych. Zwyciężyły resentymenty, IPN, religia smoleńska, polityka historyczna, Kościół z jego rozpychaniem się tam, gdzie nie jego miejsce. Zwyciężył demokratyczny teatr, miernej zresztą wartości, a nie demokracja.

Stąd wynikała moja późniejsza krytyka dwóch rządów PO-PSL, pozycjonowanych w świadomości Polaków „ciepłą wodą w kranie”. Przedstawiłem dowody, kiedy był na to czas.

Są momenty w historii narodów, kiedy trzeba wspinać się na palce, inwestować, podejmować ryzyka, myśleć i obudować to wszystko, co tak bardzo chwiejne. Trzeba uczciwego dialogu, a nie propagandy sukcesu. Tego zabrakło. Był w gruncie rzeczy PO-PiS. Nomenklatura. Państwo onych – od samej góry po szczegół.

Jest oczywiście różnica. Przecież nie jestem szaleńcem! PiS zamyka nam drogę do cywilizacji Zachodu. Odmawia współpracy. Zmyśla. Lewituje.

Najlepszy tego przykład to nie konstytucja – choć nie lekceważę pogardy PiS dla prawa i dla przyzwoitości, obojętności Polaków – lecz te ich pomysły na politykę zewnętrzną. Najpierw postawienie na Wielką Brytanię w stosunkach europejskich. Obrażanie Niemiec i Francji. Potem jakieś międzymorze, oś północ-południe. Mrzonki o przywództwie Europy Centralnej. Woluntarystycznie, bez żadnej konsultacji, bez rozeznania. Teraz już pełne szaleństwo. Szkoda słów. Jest fundamentalna różnica.

Tusk jest w końcu przewodniczącym Rady Europejskiej. Kaczyński co najwyżej wielkorządcą kraju, który zrezygnował ze swoich wielkich aspiracji. Z półcudem wypracowanej pozycji. Z szacunku. Ocena historii będzie dla niego straszna, lecz żadna to dla nas satysfakcja.

Wszystko to ze 20 razy w takiej albo podobnej formie tu i gdzie indziej napisałem. I uważam za elementarz. Dlatego nie liczę na odzew tzw. nacjonalistów, ludzi w maskach, uzurpatorów i kłamców. Nie podzielam poglądu, bardzo popularnego ostatnio, że należy o nich zabiegać. Należy ich zmarginalizować i odsunąć od jakiegokolwiek wpływu. Tak jak nazistów po II wojnie. I należy zbudować nową propozycję z pamięcią, że godność nie ma płci, wieku, klasy, wyznania ani portfela. Dzisiejsze szaleństwo ma swoje rzeczowe przyczyny.

I jeszcze jedno. Nie lubię w polityce określenia „centrum”. Jego walor sprowadza się do warunków gry. Ma tyle wspólnego z prawdziwą polityką, o ile zredukuje się politykę do zagadnienia władztwa. Jeśli prawym skrzydłem polskiej polityki byli kiedyś konserwatyści, a teraz są czciciele cyferek 88 albo choćby (o stopień mniej) oenerowcy, Międlar, z tuzin biskupów, wielkie koncerny medialne prawicowe i państwowe, to centrum było przecież gdzie indziej niż tam, gdzie dzisiaj jest. Przywódca wkłuwający oczy w badania opinii publicznej pozostanie zawsze w ariergardzie, nie dostrzeże nowych perspektyw, nie poprawi pozycji. Chyba że swoją.

Dlatego przede wszystkim krytykowałem Platformę, że dla niej niedemokratyczny PiS, archaiczne ZChN – przez lata były bliżej od demokratycznej lewicy. Owo „bliżej” nie było marzeniem, lecz zimnym rachunkiem. Okazało się, że błędnym. Mamy, co mamy. Polityka o horyzoncie kadencji albo bliższym tylko przypadkiem kończy się sukcesem. Tu dobrego przypadku zabrakło. Pozycja Tuska w Europie łechce nie tylko Platformę, mnie też. Dumny jestem, że Polak, Kaszuba, opozycjonista lat walki o wolność, jest tam, gdzie jest. Ale wobec tego, co się u nas dzieje, nie ma to wielkiego znaczenia. Powtarzanie w koło mitu jeźdźca na białym koniu (ostatnio: Kijowski, Frasyniuk, Tusk), który wyzwoli nas z głupoty, wyprowadzi z zapaści, jest obrazą istoty i ducha demokracji.

Opozycja nie daje żadnych znaków, że rozumie przyczyny tego, że partia, która prowadzi Polaków ku przepaści, wciąż rośnie. Opozycja uważa, że jej niesłusznie zabrano, co należne. Opozycja wciąż walczy ze sobą. I ta walka w kategoriach politycznych ma większe znaczenie niż walka o odsunięcie od władzy PiS. Opozycja literalnie nic nie ma do powiedzenia do ludzi. Nie ma własnego planu, kalendarza, etapów, kontroli wykonania zadań. Odpowiada na głupstwa PiS. A to jest po prostu dryf. Na topniejącej krze, którą porwał nurt rzeki, w której kłębią się piranie polskiego tępego nacjonalizmu. Opozycja już nie zatrzyma tej degradacji naszych solidarnościowych marzeń.

Trzeba stworzyć po prostu nową. Na moment. Dla przywrócenia podstawowych zasad. Aby polityk mówił o Polsce i Europie, o ludziach i ich relacjach, o instytucjach i wielkich projektach. Aby ułatwić tym obywatelom, których coś jeszcze poza osobistym interesem obchodzi, artykulację ich problemów – i udzielić pomocy do ich publicznego przedyskutowania. Aby powiedzieć konkretnie, językiem jednej, dwóch czy czterech ustaw, jak zamierza się oddać przedsiębiorstwa i urzędy obywatelom, jak wyrwać je z rąk partii politycznych. Aby zaproponować taką formę wyborów, która pozwoli w określonym czasie zmienić system partyjny, w którym zabetonowane wewnętrznie partie traktują kraj jak swe żerowisko. Aby przywrócić (albo dać) młodym szkołę, która pozycjonuje ich pośród najlepszych i daje szanse rozumienia zmieniającego się świata. Aby, i to jest kwestia doraźna, tu jedyna, zaproponować sposób rozliczenia tych, którzy nie tylko zepchnęli Polskę z europejskiego szlaku, lecz także wyrządzili mnóstwo krzywd konkretnym ludziom.

Nie da się tego i innych rzeczy zrobić, szamocząc się frykcyjnie na porwanej przez nurt rzeki krze. Trzeba mieć grunt pod nogami.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. podpisuję się pod każdym słowem

  2. Od 1989r nie mamy opozycji.Są rządzący i odsunięci od konfitur.Miller wyparł się generała i pobłogosławił pułkownika, aby wejść do NATO.Paranoja.Potem jako lewicowiec zasypywał dziurę Bauca -,wielkość- i doprowadził razem z mizerią do zejścia ze sceny.POPIS nieudany ,-być może jako ratunek dla nas -,bo wodzowie mieli swoje wizje ,prowizje i głupoty.A gdy przyszło do rozliczeń za śmierć ,wystraszyli się ,i pozwolili na rządzenie ,dziś ,gwoździ om do trumny kraju.Jedni bez drugich są niczym.Cwani powsadzali do nowych ruchów opozycyjnych konie trojańskie.Kijowski ,ten od grzybów,mizeria,miłość na Maderze ,walczący z krzyżem itd.A przyszłość nie różowaBo jak gatunków piwa setki i warzy je kapitalista uwłaszczony ,.to już żadna partia przyjaciół tego trunku nie powstanie.Czy połączą swe siły przyjaciele puszczy i narżądów rodnych i ruszą do walki ,?Nie. bo rządy kobiet w PO i Nowoczesnej zasmuciły i nie dały żadnej nadziei.

  3. To za „widzenie” problemów w 2008 -mym i około, roku, Pana cenię. Też widziałem.
    Byłem w innym miejscu niż Pan bo z bliska oglądałem upadające zakłady i widziałem z jaką łatwością pozbywają się ich ignoranci, decydenci, z każdej ławki politycznej.
    Podobno zarządzający wymienionego banku przyznali sobie 100 mil. dol. do podziału a stracili , jak zwykle, biedni skromni ciułacze.
    Dzisiaj znów przesłuchują w sprawie Amber.. Mało kto wie , że równolegle na świecie działały takie same systemy w np. jednym z najbardziej znanych banków niemieckich z tradycjami od połowy
    XIX w.
    Tam oprócz złota można było inwestować w srebro. Złoto wzrosło do wartości ok. 1800 dol/uncję a srebro do 38 dol/uncję. Obecnie te ceny to 1300 i 16.6 dol/u.
    Czasami zastanawiam się co robią tamtejsi „inwestorzy”? Pewnie czekają na wzrost wartości kruszcu.
    Może u nas też tak miało być, nie wiem bo nigdy nie poznałem szczegółów umów zawieranych z właścicielami Amber.
    Pamiętam z telewizji wspomagającego akcję inwestycyjną jednego z naszych, młodych, już wtedy znanych ekonomicznych komentatorów.
    Utkwiła mi pamięci jedna liczba – 80 dol. za uncję srebra. Do tej granicy miała wzrosnąć cena.
    I nie dziwię się, że tak wielu uwierzyło.
    Ponieważ nigdy nie wyzbyłem się społecznikowskich zapędów napisałem list do KNF w formie alarmu i pytania. Dlaczego nie edukują ludzi i nie ostrzegają? Dostałem odpowiedź, że zrobili listę
    firm niepewnych i jest w internecie!!!! Owszem był Amber Gold, było Konsorcjum
    Inwestycyjno- Oddłużeniowe i jedenaście mnie mniej znanych. Tylko prawie nikt w Polsce nie wiedział o liście. Na moje kolejne uwagi nie było żadnej odpowiedzi.
    A Amber działało w najlepsze.
    Instytucje które w szale przemian rewolucyjnych stworzyliśmy były ale jak pracowały i dla kogo?
    Ta stagnacja się skończyła. Tak się wydawało, że się skończy jak władzę przejął PIS.
    W każdym razie osobiście słyszałem – pierwszy raz brałem udział w uczciwym przetargu. Co więcej dodać?
    Żadna władza nie ma szans przy skostniałej biurokracji. Partie przychodzą i odchodzą a urzędnicy zostają. W pierwszym momencie muszą się przyczaić i powoli odzyskują pole. Wyłażą ze swoich skrup, jak ślimaki i niszczą każdą inicjatywę.
    Ta władza też już straciła impet. Nie słyszę o ograniczaniu biurokracji, o zwalnianiu nadmiernej ilości urzędników /głównie to zarzucali poprzedniej, Tuskowej/, a teraz mnożą się następne urzędy, pseudo fundacje i brak tu miejsca ile jeszcze błędów robią.
    Niestety inaczej widzę zły wizerunek tej władzy poza Polską. To wredna nieuczciwie działająca
    opozycja podpala nasz Kraj przy wtórze nienawistnych tuzów dziennikarskich.
    Nie wiem? Czy to głupota? Czy nienawiść do Kraju w którym się mieszka?
    Przecież PIS przeminie. Może popłynie trochę lodowatej wody?
    Czas na pewno na lodowaty prysznic.
    Panu również proponuję by Pan pod nim stanął /mimo wieku/.
    PIS odejdzie ale ślad wrzawy opozycji w obcych mediach zostanie.
    Przykłada się wspaniała intelektualistke /wykarmionej na sławie i książkach tatusia/.
    Z życia wzięte:
    Jest Pan Niemcem, przez przypadek słyszy Pan, jak w telewizji obsmarowuje swój Kraj znana deputowana, z tytułami naukowymi Polka. Nie uwierzy Pan? Uwierzy, bo jak każdy przyzwoity Niemiec, marzy Pan, by usłyszeć głos zza granicy, że nie tylko my jesteśmy padalcami.
    I tak zostanie. Na zawsze to utkwi w głowie Niemca, to mu pasuje do układanki, chętnie przyjmie takie pucle – zmienią obraz Tatusia strzelającego do żydowskich kilkuletnich dzieci w okolicach Lublina. Grobu Tatusia nie ma. Podobno zabili go polscy partyzanci. Może by żył gdyby powiedział,
    że nie na taką wojnę się wybierał. Chciał strzelać do wrogów i strzelał – do dzieci, bo bał się odmówić. Owszem nie zastrzelił dziesięcioletniego czarnowłosego chłopca.
    Dał paczkę papierosów koledze ale obaj pojechali w nagrodę na urlop.
    Nie wytrzymał, w nocy zwierzył się żonie, z płaczem i co z tego. Jedynie tyle,
    że potomkowie mają wyrzuty sumienia.
    Na szczęści jest Pani Róża, jest Gross i jemu podobni. Nareszcie okazało się, że mój
    Tatuś nie był najgorszy bo Polacy robili podobnie.
    Taką piłeczkę podbija PO.
    Kim są ludzie nie umiejący pogodzić się z utratą władzy? Podpalają
    własny Kraj a zaślepieni w pogardzie do moherowatych PISiaków cieszą się z ataków
    niezbyt lubiących Wszystkich Polaków – sąsiadów.
    Rząd jest w trudnej sytuacji, brak mu zaplecza i poruszają się faktyczne ze słomą w butach.
    Ale Racja Stanu wymaga by stanąć w jego obronie przy każdym zewnętrznym ataku.
    Pani Thun tego nie rozumie bo brak jej zdrowego rozsądku który utraciła kształcąc się na „intelektualistkę”.
    Wierzę, że zdrowego rozsądku nie utracił tzw. prosty wyborca.
    Uczyć trzeba się nawet od diabła a u nas wystarczyło brać przykład od odchodzących w niebyt
    działaczy z byłej PZPR. Może można im dużo zarzucić ale nie niezręczności.