Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

20.03.2018
wtorek

W 2019 roku PiS jeszcze nie wygrał

20 marca 2018, wtorek,

Choć jest faworytem. I jak na razie nie ma z kim przegrać. Nie ma partii, koalicji ani innego komitetu, z którym mógłby przegrać. Żadna z partii parlamentarnych nie uzyska więcej niż 20 proc. Żadna nie celuje w więcej.

One nie ścigają się nawet o to, kto pierwszy w opozycji. To przecież wiadomo. Tę pozycję wygrała Platforma. Nie w wyniku infantylnego sposobu kierowania partią przez jej założyciela i lidera. Nie przez wewnętrzne kłótnie i rezygnacje. Przepraszam, ale to, że nie zastąpi Platformy ani jej nie zdominuje, było oczywiste, zanim Petru zaczął robić miny, posłanki i posłowie nie wytrzymali ciśnienia spadającej popularności, a cały ich projekt okazał się kaprysem dzieci transformacyjnego sukcesu.

Nie było po 2015 roku najmniejszej nawet przesłanki, by wierzyć, że Platformę można „obejść” liberalniejszym kursem. Donalda Tuska o wiele rzeczy można było szarpać, ale nie o deficyt zmysłu taktyki. Po 2008 roku (pęknięcie bańki na rynkach nieruchomości) na tej drodze do superliberalizmu wyrósł mur nie do obalenia. Po 500+ w 2015 roku w Polsce tylko ktoś całkiem oderwany od społecznej rzeczywistości, żyjący w bańce swego dobrobytu, mógł podjąć taką próbę.

SLD abdykował kadencję wcześniej – za sprawą „młodych”. Inni to dzieci dobrych knajp i zagranicznych, niekoniecznie egipskich wakacji. Potem było na lewicy już tylko tragicznie śmiesznie. PSL utracił naturalny jak się dotychczas zdawało zasób wyborców. Może szkoda. Może nie. To była pierwsza partia władzy. Partia nomadów (bierzemy, co się da, a po nas albo po naszej kadencji – choćby potop). Dzisiaj PiS nie ma z kim przegrać. Śmieszą mnie i złoszczą te gadania, że sondaże skrzywione, czasu dużo i kompromitacja rządzących pewna.

Owszem, potykają się o swoje wewnętrzne ambicje. Partia władzy, która zaczyna żreć chochlą, zamiast delektować się łyżeczką, bardzo szybko wyrzuca hamulce – dopóty są, choćby śladowe, bezpieczniki, a u nas są, i to więcej niż śladowe (np. media). Erozja autorytetu idzie jak ogień po suchej słomie. Ale to za mało. Nie tylko alternatywa nieznana, ale i koniunktura dla partii władzy świetna. Ona załamie się po wyborach 2019 roku.

Kwestia wiarygodności opozycji to nie tylko przeszłość, która – nieopisana i nieoceniona przez jej autorów – dusi mocniej niż brak pomysłu na przyszłość. Dziś kwestia wiarygodności opozycji wobec PiS to przede wszystkim jak wrota stodoły szeroko rozwarte krytyki i totalna niezdolność zjednoczenia w obliczu wieszczonej trafnie katastrofy. Oraz – kto wie, czy w kontekście wielkich liczb wyborców nie istotniejsza – hipokryzja.

Najbardziej żenuje ta, która dotyczy praw człowieka, zwłaszcza kobiet. Dla partii liberalnych, wolnościowych jest końcem ich legitymizacji. Ten, kto likwiduje różnicę wobec więcej niż dwa razy mocarniejszego konkurenta, przestaje być potrzebny. Tak, są inne różnice, które osłabiają odrzucenie. Ale te inne różnice okazują się zbyt mało istotne dla wyborców Platformy i Nowoczesnej, by dać im szansę większą niż sejmowej obecności. Ale, za przeproszeniem, kogo obchodzi, że będą obecni, ale na marginesie?

Dlaczego się nie zjednoczą w perspektywie 2019 roku?

To proste. Ci politycy, którzy tam decydują, są politykami jednego mandatu. A więc wraca rygiel marzenia o sukcesie – tzw. jedynki. Nie ma w nich wiary w sukces, w zwycięstwo, w trzy, cztery, siedem mandatów w okręgu. Są zaciśnięte do białości knykci dłonie na swojej własnej „jedynce”. Wspólne listy to – przy braku zgody choćby na debatę na temat alfabetycznej konstrukcji list – wyniszczające kłótnie o to, kto pierwszy. Ponieważ Platforma i Nowoczesna mniej więcej wszędzie, we wszystkich 41 okręgach wyborczych, jednakowo są notowane (może poza trzema, czterema wielkimi miastami, choć bez stolicy, gdzie Nowoczesna trochę jest wyżej, ale i tak nie zbliża się do Platformy), to nie ma szans na zgodę silniejszego potencjalnego partnera na ustąpienie z „jedynek”. Dochodzą finanse. Nowoczesna, podobno nowocześnie sprawna, utraciła wielką część budżetowego finansowania. Biznes już wie, że ta ułuda się rozprysła. Nie sfinansuje ponownie. Po co miałby finansować?

Jednak PiS jeszcze w 2019 roku nie wygrał. Wybory samorządowe, których wyniki (przede wszystkim w wyborach sejmikowych i w miastach poniżej 200 tysięcy) będą lodowatym prysznicem dla dzisiejszej opozycji, pobudzą do poszukiwań – w masowej skali społecznej – alternatywy dla tych ludków, którym wydaje się, że do końca życia układać się będą ze swoimi liderami, by zachować mandat sejmowy.

Będzie więc rok, trochę mniej, dla inicjatywy ostatniej szansy. I ona, jeśli za nią staną wiarygodni ludzie z różnych stron politycznego świata, da szansę Polakom do przywrócenia normalności. Ale wtedy bez tych, którzy likwidują różnicę. Kryterium jest teraźniejszość. Ważne dla wolności głosowania. Nawet jeśli ich waga to już wyłącznie sprawa symbolu.

Jeszcze ważniejszym kryterium jest zgoda na dwie rzeczy. Zapowiedź złamania nomenklatury w spółkach skarbu państwa, jej fundamentalnie zasadniczego ograniczenia w administracji państwa oraz… alfabetyczna konstrukcja ich wspólnych list wyborczych. Bo ta zgoda jest wskaźnikiem, o co im chodzi. O siebie czy o demokrację. I czy mają odwagę stanąć do walki o mandat poselski bez „jedynkowych” podpórek. Ale centrum organizacyjne takich list już na pewno nie może być w rękach dzisiejszych partii parlamentarnych. Swoją szansę mają teraz, jeszcze przed wyborami 2018. W wielkich miastach i w samorządach wojewódzkich.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Im wszystkim z pewnością nie chodzi o demokrację.
    Prędzej czy później PIS przegra a wtedy qrwa my.
    PiS pokazał jak brać, nie łyżeczką a chochlą albo nawet szuflą.
    Niech szezną.

  2. Im wszystki nie chodzi o dobro Narodu, o to by ludziom żyło się dostatniej a Polska rosła.
    Im chodzi o bycie przy korycie.

  3. miało być szczezną

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gdyby im chodziło o Polskę, Naród i sprawiedliwość to by ustanowili profesjonalną administrację państwową nie podlegającą wymianie przy zmianie rządu.

  6. Ale też i nie przegrał.

  7. A wiadomo, co się zdarzy do 2019 r.? Życie uczy, że nic nie jest pewne.`

  8. Alfabetyczny porzadek może spowodować, że w przyszłym Sejmie będa wyłącznie nazwiska na A.

    Największym problemem, jaki widzę jest kompetna alienacja polityków od wyborców. Wybory to w sumie plebiscyt raz na cztery lata bez możliwości wpływania na raz wybranych posłów. nie mam wątpliwości, że przyszli politycy będą to wykorzystywać.
    Moze wprowadzenie możliwości i mechanizmu odwoływania posłów spowodowałoby ożwywienie obywateli?
    W końcu interesujemy się tym, na co mamy wpływ.