Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

4.04.2018
środa

Z deszczu pod rynnę

4 kwietnia 2018, środa,

Schetyna nie po raz pierwszy likwiduje różnicę. Od czasu gdy zamach na instytucje demokratycznego państwa prawa stał się faktem, piszę, że demokraci powinni wykazać się mądrością i wystawić jedną listę w wyborach 2019 roku. Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy nic sobie nie robią z granic, funkcjonariuszy państwa zmuszają do palenia mostów – należy ich powstrzymać, kiedy jeszcze to możliwe. Rozproszona opozycja tego nie zrobi.

Pisałem też, bez przyjemności, że byłoby najlepiej, gdyby tę listę budowała najsilniejsza partia opozycji. Obawiam się, że jeśli PiS wygra w 2019 roku, to alternatywa PiS czy PO przestanie być aktualna. Zastąpią ją autorytarne rządy PiS czy daleko bardziej autorytarne rządy jakiejś nacjonalistycznej prawicy, której jeszcze nie znamy.

Czyli rok 2019 uznaję za decydujący dla przyszłości Polski, jej miejsca w Europie, kondycji kulturowej i materialnej przynajmniej kilku pokoleń. Swoje poglądy w tej sprawie wyrażam jasno, bez kluczenia – i kieruję do każdego, kto poczuwa się do odpowiedzialności za przyszłość. Także po to, by potem nie mówiono, że nikt nie ostrzegał.

Liderów dwóch głównych partii uważam za nieodpowiedzialnych. Pierwszy woluntarysta, zanurzony głęboko w koncepcjach państwa i prawa sprzed II wojny światowej, stawiający tzw. wolę polityczną ponad prawem. Drugi zaś – drugoligowy gracz niewychodzący poza proste schematy taktyczne i lojalność ferajny. Łudziłem się, że Schetyna, widząc zbliżającą się katastrofę, nawiąże do myśli ojców założycieli Polski wolnej, solidarnej, demokratycznej, europejskiej. Spokojny o władzę w partii, znajdzie drogę do umysłów szerszych kręgów społecznych niż tradycyjnie przez siebie reprezentowanych.

Wybory samorządowe 2018, piekielnie ważne dla dużych miast i sejmików, nie są jednak ostatnią rubieżą obrońców państwa prawa. Ostatni w moim życiu bój o Polskę rozegra się w 2019 roku.

Pisałem już o innych rzeczach związanych z zagadnieniem kluczowym dla przyszłości – przywrócenia sensu polskiej polityce, odbudowy konstytucyjnych fundamentów państwa. Uszczegóławiałem, marzyłem. Poddałem rozwadze „mędrców” pomysł kroku nadzwyczajnego, jeśli chodzi o organizację procesu przywracania reprezentatywności polskiego parlamentu – alfabetyczną konstrukcję wspólnej listy demokratów, tworzonej na osnowie Platformy jako czynnika najsilniejszego, najpełniej w skali kraju zorganizowanego. Uważam, że nie ma ceny, której nie warto byłoby zapłacić za reprezentatywność wybranego w 2019 roku parlamentu, a którego głównym zadaniem byłoby przywrócić Polsce utraconą w wyniku rządów PiS wiarygodność wśród przyjaciół i sojuszników oraz pokazać społeczeństwu drogi do zaufania wobec instytucji własnego państwa.

Nic z tego. Nie ma szans na wspólną listę demokratów. Nie widzę dziś nawet szansy na skupienie głównych sił opozycji na dwóch listach: liberalnej (w sensie, jaki nadała liberalizmowi Platforma czy Nowoczesna) i socjaldemokratycznej (lewicowej). Z prawdopodobieństwem bliskim pewności Platforma nie stworzy płaszczyzny porozumienia na rzecz demokracji. Wyobraźnia jej lidera jest prawoskrętna, ma wyraźnie konserwatywne odchylenie. Owszem, może decydować się na jakąś małą rabatę dość nawet jaskrawo czerwonych kwiatów, ale głęboko zanurzonych w gąszczu traw i paproci.

W szczególności nie zrozumiał, że Polska to nie tylko wielkie miasta, a w nich zauroczeni swoimi doraźnymi sukcesami ludzie młodzi, zdrowi, wykształceni, ustosunkowani, radośni, szczęśliwi, wystarczająco zamożni, by cieszyć się życiem. Nie widzi potrzeby głębokich reform, które uczyniłyby państwo sprawniejszym wobec niewygórowanych potrzeb obywateli, zwłaszcza w dziedzinie edukacji, zdrowia, opieki nad dzieckiem czy ładu przestrzennego. Nie rozumie, że prawdziwym wyzwaniem dla przywódcy, od spełnienia którego zależy przysłowiowe „wszystko”, jest wartość kapitału ludzkiego.

To jest także sprawa perspektywy. To jest sprawa tego, czy walczy się o stołki czy o zmianę. PiS wygrał, bo Polacy widzieli potrzebę zmian. Kupili „dobrą zmianę”. Anioł został jednak zbrukany. Sam tego dokonał. Utracili instynkt. Przekradli się, jak mawiał wychowany na ruskim zesłaniu mój dziadek. Zamiast przyznać się do większych zarobków, potajemnie wypłacali sobie premie. Obsadzali do utraty rozumu wszystko, co mogli, a jeśli gdzieś nie mogli bądź cierpliwości im nie wystarczyło, tworzyli nowe, by swoimi obsadzić. Polska Fundacja Narodowa jest wprost fenomenalnym przykładem. Jej głównym kłopotem nie jest to, co ma robić (tego nikt nie wie), lecz jak uzasadnić rozdęty jak u podwawelskiego smoka budżet.

A naprzeciw Platforma. Nie wiem, co dla niej istotniejsze: przywrócenie sensu polityce, który znów – jak często w historii było – oddał pole mitom, zmyśleniom, woluntaryzmowi, mamonie, czy utrzymać jak najwięcej z tych pozycji, jakie ma. W ciągłej defensywie. Do starych grzechów – jak postawa wobec przestępstw urzędniczych pisowskich ministrów z lat 2005–2007, głosowania ustaw o tzw. żołnierzach wyklętych, o rentach i emeryturach funkcjonariuszy czasu (nawet jeśli był to jeden dzień) PRL, WSI, IPN, prawach kobiet (czyli człowieka) – postanowił Schetyna obwieścić swą wolę w kwestii Wrocławia.

Pani Chybicka, do niedawna kandydatka nr 1 PO we Wrocławiu, głosowała w sprawach dla połowy Polski kobiecej i może jeszcze połowy męskiej tak, jakby była politykiem PiS. Zachwiało to jej pozycją. Stała się niewygodna. Rozumiem. I wybrali Ujazdowskiego. Prawda, że od roku mniej więcej, może dłużej, pokazuje się jako konstytucjonalista – sensownie, a nawet ze smakiem. Jakby jednak głosował w sprawie, która wykluczyła panią Chybicką? Czy ktoś rozumny, znający geografię polityczną i przeszłość, ma wątpliwości? Gdzie sojusznicy? O kogo walczy Schetyna we Wrocławiu?

Wystawiając kandydata superkonserwatywnego, najwyraźniej nawet nie próbował porozumieć się z tymi, o których mówi, że z nimi gada. Nie buduje to wiarygodności partnera, jeśli już nawet nie do wspólnego działania, to przynajmniej takiego, który pokazuje różnicę wizji Polski innej niż realizowana przez nacjonalistyczną prawicę. Wrocław, tak jak Kraków, Warszawa, Poznań, Gdańsk, to miasta tworzące przyszłość. Ogromny potencjał kulturowy. Dynamika rozwoju. Młodzi. Schetyna funduje im osobę może zacną, ale wobec której bardziej zasadne jest pytanie, dlaczego już nie z PiS, niż nadzieja na politykę dającą nową, głębszą perspektywę demokracji.

Trzeba godzić się z faktami. Kolejny raz lider Platformy pokazuje, gdzie mu bliżej i gdzie dalej. Kolejny raz stawia innych przed faktem dokonanym. Taka Platforma Obywatelska nie zbuduje ani we Wrocławiu, ani w Warszawie, ani w Polsce platformy obywateli walczących o państwo nowoczesne, sprawne, szanujące ludzi i ich indywidualne aspiracje.

Czas chyba na lewicę, silniejszą niż dotychczas, szeroko otwartą na różne grupy społeczne, rozumną. To obowiązek wobec ludzi, którzy nie odnajdują się w nieustającej walce kłótliwego rodzeństwa PiS i PO, obawiają się gorszych scenariuszy i mają dla swych obaw realne podstawy (tzw. Marsz Niepodległości, nacjonalistyczna i faszyzująca prawica, dzięki wehikułowi Kukiza obecna już w Sejmie), nie utracili nadziei na Polskę bez kompleksów, w pełni europejską, współtworzącą nowy ład, otwartą na wyzwania przyszłości, szanującą każdego człowieka, który ich szanuje.

Demokrata – kobieta walcząca o elementarne prawa, ktoś, kto woli budować przyszłość na kryterium sensu, obywatel, który nie chce nieustannego ideologizowania jego życia i jego prywatności – nie zagłosuje ani na PiS, ani na taką Platformę, która idąc ku mitycznemu centrum, drepcze de facto za tymi, o których krzyczy, że to wrogowie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop