Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

6.04.2018
piątek

Komuna nie była „patriotom” tak bardzo obca

6 kwietnia 2018, piątek,

Różnice kulturowe, mentalne i ludzkich postaw są w miarę trwałe. Są społecznie w dużej mierze dziedziczone. Jasne, że podlegają modyfikacjom – jak wszystko, co żywe. Więcej tam jednak ewolucji niż rewolucji. Jaki ojciec, taki syn po prostu. Są na to silne dowody. Niekoniecznie w publicystyce, tam zawsze królował bunt młodych, lecz w nauce.

Te mocno zakotwiczone kulturowe tożsamości są silniejsze niż polityka. Niż system. Przebijają ponad zmianami, nawet tak radykalnymi jak te w Polsce w całym XX wieku. 1989 rok ich nie anulował, jedynie dodał nowe, materialne. Są jak kameleon – przywdziewają różne kostiumy, zależnie od okoliczności.

Moczaryzm, czyli ówczesny bunt młodych partyjnie zaangażowanych aktywistów, widać i dzisiaj bez ruskiego, a i bez „komuny”. Zresztą tamci też puszczali oko, że są „narodowi”, „biało-czerwoni”, że „prawdziwi patrioci” z nich w przeciwieństwie do „farbowanych lisów”. Tak samo właściwie definiowali swojaków i obcych, których płynnie przekształcali we wrogów. To nie jest przecież tak, że Kaczyński ma opozycję. Ojczyzna ma opozycję, ojczyzna, którą w jakiś wyjątkowy przecież sposób reprezentuje Kaczyński. A w jego zastępstwie partia. Podziałowi na „krajowych” i „importowanych” (ze Wschodu) z lat 60. XX wieku odpowiada dziś podział na „prawdziwych patriotów (jak Piotrowicz na przykład) dbałych o tożsamość narodową” i na „brukselczyków”, którzy „roztapiają Polskę i jej wyjątkowość w Europie, która wymaga naprawy, bo chora i ciężko błądzi”.

Oddaniu ojczyźnie „prawdziwemu Polakowi” nie przeszkadzała sowiecka agenturalność. Jak np. w przypadku samego Moczara. Nie dziwiło romansowanie z PAX. Z obustronną przyjemnością. Tamte okoliczności pozwalały jedynie na namiastkę, jak idzie o swojski znak przynależności. Dzisiaj mają tuziny biskupów. Prawdziwy Kościół jest przecież – zwłaszcza za czasów papieża Franciszka – polski. Dziś nie powiedzą, że Żydzi zabili Chrystusa, ale oplują tego, kto powie, że Jezus był czarny jak ktoś z Wybrzeża Kości Słoniowej.

Tymczasem gdzieś w świecie, za Odrą i za Bałtykiem, życie płynie normalnie. Ludzie wszędzie się różnią, wszędzie kłócą, dzielą i walczą. O co więc panu chodzi? O drobiazg. O to, co jest treścią polityki. Co jej rdzeniem, a co marginesem. Skoro tak bardzo lubimy porównywać się z Niemcami, jak idzie o kasę, to spróbujmy podejść do tego holistycznie, nie wyrywając z szerokiego spektrum portfela.

Jakość życia społeczeństw, konkurencyjność, wizerunek zewnętrzny (słusznie PiS zauważył wagę marki kraju, szkoda, że powierzył ją talentom pana Świrskiego) współzależą od głębokości różnic dzielących je od wewnątrz. Jeszcze bardziej od proporcji tego, co łączy i co dzieli. A także (trudno to mierzyć) od kulturowych sposobów zarządzania różnicami, od dominujących metod rozwiązywania konfliktów, od tego, ile zawziętości, a ile kompromisu. I od zdolności hierarchizowania wagi różnic, czyli od zdolności ograniczania pola ostrych konfliktów. To wszystko jest kulturą.

Ja lubię nazywać ten kawałek kultury kapitałem ludzkim, jego istotną składową przynajmniej.

A tu Polska rozłupana na dwie i jeszcze coś. Dwa warowne wrogie obozy, które łączy już wyłącznie wzajemna nienawiść. Nawet język zaczyna dzielić. Nie ruszając Kościoła katolickiego. Ten pracuje w pocie równym potu drwala. Rąbie wszystko, co mogłoby jeszcze łączyć. I z wysiłkiem murarza. Wznosi wytrwale mury.

W polityce ten beznadziejny podział symbolizują dwie siły i dwie organizacje, które jednak – zadziwiające – czasem ze swoich obozów wydają okrzyki tak samo brzmiące. WSI, IPN, tzw. żołnierze wyklęci, „emerytury ubeków”, właściwie wszystko, co wiąże się z historią (z wyłączeniem „Solidarności”). Te dwie siły to oczywiście PiS i PO. Kiedyś PO i PiS. One zawsze zazdrośnie strzegły, aby nie było nic poza ta alternatywą. Inni dla nich nie mieli prawa istnieć. No może mniej dotyczy to PiS. Tam inni mieli jakieś miejsce. Na przykład Samoobrona, LPR, ostatnio Kukiz’15. Nie wspominam tych mniejszych, bo – szczerze – nie pamiętam nazw i nazwisk.

Są wolne elektrony. Jeśli nawet liczniejsze od sumy uczestników konfliktu, to z uwagi na to, że są wolne, nie mają znaczenia. Tzw. milcząca większość. No i ona jest wyzwaniem. Dla ambitnych.

Od razu powiem – jeśli to rzeczywiście jest większość, to jak najmniej ideologii, by jej potrzeby zrozumieć. Waga pojęcia „obywatele”. Reszta niech będzie milczeniem. Jeśli przyjąć, że przynajmniej po części „Solidarność”, a przedtem opozycja obywatelska (a zwłaszcza zaplecze społecznej dla niej aprobaty) przesiąknięte były ideą wolności, to gdzieś to pragnienie musiało pozostać. Postawy są trwałe. I dziedziczone. Ten, kto chce położyć kres hucpie Kaczyńskiego i licznym szeregom gromadzących się wokół nieudaczników, musi odwołać się do potrzeb obywateli.

Niech każdy, kto chce, robi to na własny rachunek. Ja za faszystami nie pójdę. Ani za żadną, nawet z najwyższą starannością wypracowaną formą autorytaryzmu. Populizm obraża mnie jako człowieka, z moja polskością nie ma nic wspólnego. Na dodatek twierdzę, że dopóki dominować będą w polskiej polityce ludzie pozamykani w klatkach swoich apriorycznie przyjętych i niepodważalnych doświadczeniem wyborów, czyli dopóki polityka miesza się z postawami właściwymi religii, a gorszącymi dla polityki, pozostawać będziemy w Polsce w czarnej dziurze. Politycznie rozłupani, beznadziejnie nienawistni, odwróceni od wszystkiego, co istotne.

Tak jak nie byłem po stronie komuny za komuny, tak nie będę. Komuna dla niektórych była źródłem radości. Dla niektórych z nich dzisiejsza jej kulturowa forma też jest na tyle istotna, by zaprzeczyć ich dawniejszemu zaangażowaniu. Szanuję ich wybór jako obywateli. Jako ludzi nie poważam. Tyle w temacie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop