Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

7.04.2018
sobota

Kultura!

7 kwietnia 2018, sobota,

Napisał mi ktoś na fejsie: kultura! Trochę bardziej skomplikowanie napisał, ale właśnie tak. To była ona. Napisała więc, że Francja wyszła z czasu wojny pogruchotana. De Gaulle postawił na kulturę. I na edukację. Uzyskał jakąś płaszczyznę (ja lubię pojęcie „osnowa”), na której utkał te nowe społeczeństwo. Ja nie wiem, czy tak było. Jestem ograniczony bardziej, niż bym chciał. Domyślam się, znając pamiętniki generała i podziwiając jego odwagę, która niekoniecznie militarny miała kontekst, a także konsekwencję (nie tylko ta kultura, ale także Algeria, a potem 1968 rok), że tak musiało być. Zaświadcza o tym późniejsza nieco służba Jacka Langa, jedynego ministra kultury osobiście nam znanych czasów, przed którym wszyscy stają z podziwem.

Przyjdzie kiedyś czas PO. Nie PeO, lecz po. Czas po PiS. Po czasie złudzeń i kłamstw. Ale i po czasie dostrzeżenia ludzi (PiS), dla których państwo było macochą. Ten, kto powinien być dostrzeżony w swojej sprawie, a nie był, rzadko kiedy myśli o motywach tych, którzy jego problem dostrzegli. A są to wielkie miliony. Pośród tych milionów są ludzie, którzy nic nie zrobili, by mieć lepiej. Są ci w dresy z popielatym kapturem przyodziani młodzieńcy i te panny zaniedbane z petem w zakrzywionych zżółkniętych paluchach, ale i nimi nikt za bardzo się nie interesował.

Obok nich miliony (na szczęście małe) ludzi wielkiej staranności, ale którzy mieli pecha. Dziecko z porażeniem mózgowym na przykład. I co? Państwo solidarności, państwo ludowców, państwo lewicy, państwo postsolidarności, państwo liberałów biegło za nimi z pomocą? To też trzeba widzieć, zanim się rzuci to i owo.

Najpierw trzeba jednak widzieć de Gaulle’a. To półżart.

Najpierw trzeba widzieć, że wielkie, fundamentalne, jeśli chodzi o życie jednostek, przewracające wszystko zmiany – konieczne i święte zmiany, przywracające sens i nadzieję, otwierające perspektywę, normalizujące – bez wielkiego, rozumnego, planowanego i finansowanego wysiłku edukacyjnego wiszą w powietrzu bez szansy, by nie spadły i nie roztłukły się o beton pierwszego z brzegu populisty. Chwała Bogu, że tym razem był to Kaczyński. Mógłby być Kukiz. Albo jakiś facet od „88” (znak rozpoznawczy idiotów, ale z odniesieniem realnym do Sejmu RP). Demokracja musi mieć demokratów. A to trudne. Nawet Kaczyński – zdaje się wykształcony, z doktoratem – nie rozumie, że większość to większość, ale nie demokracja. Mieć pretensje do śpiewaka?

Potrzebna jest trzecia siła. Ani Kaczyński z Gowinem, ani Schetyna z Ujazdowskim. Memy! Spójrzcie na memy. I nic nie wychodzi z ta trzecią siłą. Największa porażka to ta sprzed półtora roku. Ale i ruchy miejskie, dziś już w miarę ustabilizowane, drożdże przyzwoitości i rzetelnego zainteresowania, popatrzcie, wciąż te same. Osobowo też. I często totalnie skłócone. Kobiety. Pół Polski. I co?

Partii brak. Smutne. Prawdziwe. Szukajmy nadziei. Szukam na lewo od Wrocławia. Także na lewo od Platformy i jej lidera, który mianuje superkonserwatystę we Wrocławiu. Mieście mojej nadziei gdzieś od pierwszych lat 70. XX wieku. Szukam z pewnością na lewo od Rostowskiego, który nic nie rozumiał.

Kiedy pewien dostojnik, popijając świetne wino w knajpie (marża to około raz więcej jego niemałej wartości, razem dawało to już rentę minimalną), mówił o państwie hybrydowym, że tu coś, tam coś, ale w końcu przypadek, to służby społeczne najpierw powinien mieć na myśli. Co on miał, nie wiem, ale jakoś nie przypuszczam, że los „pani do pomocy” w jego domu. Każdy bunt ma swe korzenie. I nie musi być rozumny. Bezczelność rodzi determinację. Zegarek rodzi PiS. Ja wiem, że oni tego nie rozumieją. Piszę do czytelników, a nie do świetnych dzieci Platformy. Nawet nie do moich własnych. Nigdy nie byli w biedzie. I to nas różni.

Poradzimy sobie może z przeszłością. Nie odbierzemy może niczym nieusprawiedliwionej emerytury Macierewiczowi, Kępie, Zalewskiej, Suskiemu, Waszczykowskiemu, Karczewskiemu (co z tego, że był doktorem, skoro potem senatorem). Mógłbym wymieniać i wymieniać. Albo delikatnie, dla zaznaczenia tego i owego – rent ich dzieciom i małżonkom (kiedy odejdą do domu ojca, jak każdy z nas).

Poradzimy sobie z przeszłością, zakładam. I co dalej?

Ja jestem w tej partii, która uważa, że wszystko, co dobre, i wszystko, co złe, jest w głowie. W wiedzy. Nie ma istotniejszego zadania państwa niż edukacja. A w niej kultura. Nie wiem, czy z de Gaulle’em tak do końca było. Wiem, że to, czy tak czy inaczej było, nie ma dla nas znaczenia. Dla nas znaczenie ma to, żeby Polacy wiedzieli, jak czytać znaki czasu. Żeby na bazie swoich talentów (które nie mają narodowości) spotykali szkołę na miarę ich aspiracji.

Teraz może rozumiecie frazę, którą powtarzam od ćwierci wieku. Nie własność przedsiębiorstw, lecz budżet świadczy o lewicowości. I jego wydatki. Ja jestem za kulturą.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop